Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hyou. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hyou. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 października 2016

Od Hyou - C.D Hiro

   Standardowy dzień; moje nogi i stawy powoli odpoczywały po bitwie grupowej, choć… tym razem takie podobne wydarzenie nie wymagało ode mnie żadnego większego wysiłku fizycznego. No właśnie… a mentalnego? To był koszmar. Ja, moja drużyna i oczywiście moje umiejętne prowadzenie nią. Jakie szczęście, że już koniec… mogłam wtulić się w poduszkę i spać do wieczora, co rzecz jasne nie dało mi dane, bowiem już w południowych porach moja skóra domagała się witaminki pochodzącej od słońca. Pff, a jakie to słońce. Zaawansowana technologia, ale mniejsza o to. Wygramoliłam się spod kołdry i ukradkiem wyglądając za wielkie okno, z którego miałam widok na całą panoramę miasta, mogłam oszacować mniej więcej, jaka temperatura panuje w ośrodku. Ostatecznie zostałam w staniku i krótkich spodenkach, bo po co się pocić, jak można być jak ja i nie wstydzić się tego, co ludzkie. Znaczy ja w ogóle nie mam w sobie przyzwoitości, to już o sobie wiem, ale też jakoś specjalnie nie zwracam uwagę na takie aspekty. Życie jest za krótkie, by zastanawiać się nad równie błahymi rzeczami…
   Spacerowałam przez większość ośrodka. Jedna rzecz wciąż wprowadzała mnie w zachwyt: tyle tu pięknej zieleni! Kompletnie kontrastuje ona na tle różnych, dziwnych, technologicznych sprzętów oraz budynków, ale jednocześnie tworzy niepowtarzalny, nowoczesny klimat, którego – jestem pewna – brakuje poza kopułą. Moje przemyślenia zakończyły się w momencie, kiedy wkroczyłam do okolicznego lasu. Był bardzo skromny, ale każdy miłośnik natury znajdzie tu dla siebie miejsce. Bogate, intensywne zielone korony i rozgałęziające się niczym ścieżki konary. No i tu właśnie zauważyłam pewnego chłopaka, który, ku mojemu zdziwieniu, bardzo szybko zdał sobie sprawę o mojej obecności. Zsunął się jednak tak niefortunnie, że dystans, jaki nas dzielił, nie mógł wynosić więcej niż jakieś kilkadziesiąt centymetrów. Od razu dostrzegłam znaczną różnicę w naszym wzroście, bo mniej niż jakiś metr dziewięćdziesiąt nie mógł mieć. Do tego był pozbawiony butów i wydawało mi się, że skądś go znam… Jednak z imieniem gorzej, bo nawet nie domyślałam się, na jaką literę może się ono rozpoczynać. Pamiętałam, że cisza była posępna i długa, dopóki swoim zgrabnym tekstem jej nie zepsułam. Mianowicie wyciągnęłam rękę, wołając:
   – Ej, to przecież ty! – Pokazałam, jak dużo brakuje mi do kulturalnej i uroczej księżniczki. – Śpiąca królewna z bitwy grupowej. Nie zawojowałeś, co?
   – Wystarczy Hiro – odparł, a kiedy przestał lustrować mnie wzrokiem, ja zrobiłam to samo z nim, a wtedy udało mi się ponownie dostrzec jego nagie stopy. Ale po co? Nowy Jezus nam się objawił?
   – Hiro? Hiro! – Między tymi dwoma słowami zrobiłam taki odstęp, że w pytaniu ułożyłam swoje usta w zdziwione “o”, a następnie wybuchłam eksplozją nienaturalnej wręcz radości, i rzuciłam się na chłopaka. W ogóle go nie znałam, ale mniejsza. Lubię się przytulać.
   Trwaliśmy tak chwilę, dopóki ja nie uniosłam głowy do góry i nie dostrzegłam jarzącego się w jego oczach zdziwienia. To był taki sygnał, że to jest jednak nieznany mi człowiek i robiąc coś takiego, wprowadzam go w dość duże zakłopotanie. Jestem ciekawa, czy wierzy w to, że jestem Sigmą… przecież one są takie odpowiedzialne i świecą przykładem… no chyba tylko w opowieściach. Prawda jest taka, że każdy z nas jest inaczej ukształtowany i rzadko zdarza się ktoś, kto dokładnie podporządkuje się opisowi.
   – Za to ja chyba cię nie znam – oznajmił chłopak, a ja dałam mu nieco powietrza i oddaliłam się o jakiś metr, nadal utrzymując na twarzy swój niemrawy uśmieszek. – W każdym razie nie pamiętam. – Przeciągnął, kiedy nie otrzymał ode mnie większej odpowiedzi.
   – Hyou. Hyou Yukimura. – Wyciągnęłam rękę, oczekując, że Hiro ją uściśnie, i tak też zrobił. – Hm… może znajdziemy ci buty? – W odpowiedzi chłopak lekko uśmiechnął się, pokręcił głową oraz wysunął zza drzewa swoje obuwie. Moja mina w tamtej chwili wyrażała pełne uznanie. No jak kto woli, ale ja bym wolała uniknąć tych wszystkich robaczków i w ogóle.
   – Mam pomysł. Tutaj zaraz będzie pewnie padało, więc może dokończymy tę rozmowę u mnie? – Kiedy przewiał mnie gwałtowny wiatr, zrozumiałam, że niedługo pogoda zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni. Że z tego specyficznego, szarego nieboskłonu za chwilę lunie rzęsista ulewa.
   – Z chęcią. – Ubrał buty, a ja skocznymi oraz beztroskimi krokami pospacerowałam w kierunku chodnika, który wkrótce poprowadził nas pod sam próg dużego wieżowca. Znajdująca się w nim winda podróżowała ku górze dość długo, dopóki nie znaleźliśmy się na jednym z najwyższych pięter. Tam przesunęłam swój nadajnik pionowo wzdłuż czytnika, i drzwi rozsunęły się, ciągnąc za sobą dźwięk eksplodującej pary. Zapewne Hiro dostrzegł pewną różnicę między naszymi mieszkaniami, bo jest oczy poszerzone w ciekawości mówiły same za siebie. W ośrodku jest tak, że przedstawiciele tego drugiego rodzaju mają bardziej ciekawsze życie, oczywiście zależy o czym się mówi, ale jeśli o wystrój i jakość zamieszkania, to jest wręcz bajecznie.
   – Rozgość się! – Rozłożyłam ręce, pokazując nimi każdy zakątek mieszkania. – Wiem, że kobiety powinny być zajebiste w kuchni, bo to ich środowisko naturalne, ale… niestety ja przypalę nawet wodę. Skusisz się na coś gotowego? – Przeszłam przez salon, a następnie przebiegłam resztę odległości, która dzieliła mnie od kuchni i wyczekiwanej lodówki.

(Hiro?)

niedziela, 25 września 2016

[Team 3] Od Hyou - C.D Kaneki'ego

Moja głowa, która powinna od dawna być przepełniona strategiami i pomysłami, do tej pory świeciła wielkimi pustkami. Nie miałam jednak żadnej motywacji, by zacząć myśleć nad wszystkim głębiej. Wokół nas nie panowała zbyt przyjemna atmosfera, każdy robił coś na własną rękę i jedyne, w czym się zgodziliśmy, to znaleźć budynek i tam przeanalizować wszystko jeszcze raz. Minęło sporo czasu, dlatego wiedziałam doskonale, że reszta drużyn od dawna próbuje sobie skoczyć do gardeł. Jednak kolejnej szansy od losu – gdzie miałam znów postarać się wymyślić plan działania – nie wykorzystałam. Zamiast tego, już przy pierwszej lepszej okazji zetknięcia głowy z miękkim materacem, oddaliłam się w otchłań snu. A co! Przecież to razem mamy nad tym polemizować.
   Kiedy otworzyłam powieki, przez wielkie okna przedostawał się blady blask słońca, który oświetlał nieco splądrowany pokój i przy okazji drażnił moje żółte tęczówki. Dopiero, gdy odzyskałam świadomość, mogłam sobie przypomnieć, że obudził mnie Kaneki. Anjika również dochodziła do siebie. Ukradkiem spojrzałam na leżący łuk, który wciąż nie miał swojego właściciela. No ja swój mam, więc tego wziąć nie mogę, to absurd.
   – Musimy zdecydować, gdzie pójdziemy i zacząć działać. Przydałoby się też jedzenie i picie oraz jakiś plan działania – powiedział białowłosy. O kurde, jaki on dzisiaj rozmowny. Jednak pierwsze co zauważyłam, to fakt, że niezbyt trafne jest planować następne miejsce pobytu, bo ta mapa jest nam całkiem nieznana, a ponadto wróg może czaić się gdziekolwiek. Mimo to, w głębi serca miałam nadzieję, że inne teamy wybrały sobie za szlak otwarty teren, bo kto bawiłby się cały czas w podchody?
   – Jedzenie i picie? Gdzie ty kolego chcesz to wszystko znaleźć? Tu nie ma na to czasu… Ej, może jeszcze sobie podwieczorek zrobimy? Taka ładna pogoda, słońce świeci, dwadzieścia trzy stopnie, można się opalić i nacieszyć tą chwilą. – Złączyłam ręce oraz powiedziałam to takim teatralnym tonem, że dołączenie do teatru byłoby skromnością. Ale mniejsza! Propozycja z planem działania wcale nie była taka głupia, ale niestety nie było w niej nic, oprócz tych dwóch krótkich słów.
   – Dobra ludzie… – Ziewnęłam i rozprostowałam się ociężale, rozciągając wszystkie swoje mięśnie, które przez dwa dni lenistwa przyzwyczaiły się do całkowitego braku adrenaliny. Brakuje jeszcze chipsów i coli, wtedy już bym wrosła w ziemię oraz czekała, aż każdy wzajemnie się “pozabija”, wtedy wyjdę z kryjówki i dobije ich jak taka Grażyna. – Anjika, twoje umiejętności znam, ale dalej niewiele wiem o Kanekim. Nawet po jego wczorajszej paradzie. – Odwróciłam się w stronę jasnowłosego chłopaka, który od razu spojrzał na mnie z minimalnym przepływem ekscytacji. Zapewne nie był zbyt chętny, by opowiadać o swojej Arcanie, ale powinien wiedzieć, że to dosyć niezbędne.
   – Słuchaj… nie mamy czasu na podchody. Każdy teraz pewnie zagląda we wszystkie kryjówki tej Areny, żeby kogoś znaleźć i udupić. Musimy się trochę ruszyć… – Ponagliłam, a kiedy w końcu zauważyłam, jak jego usta się otwierają, poczułam nieukrywaną ulgę, że ta dyskusja jednak zakończy się szybciej.
   I takim sposobem dowiedziałam się mniej więcej, jakimi umiejętnościami dysponuje nasz team’owy chłopiec. Jakieś macki, tworzenie nowych organów… słuchało się z lekka obrzydliwie, ale to nie znaczy, że żadna z jego mocy jest nieprzydatna. Na początku, słuchając go, myślałam nad tym, w jakich sytuacjach bylibyśmy w stanie połowę z nich zastosować, by – albo się ze sobą zsynchronizować – albo najzwyczajniej w świecie przeżyć. Tak naprawdę to w pewnym momencie nabrałam nawet minimalnych szans na to, że uda nam się bez większych uszkodzeń opuścić ten jakże dziwny wynalazek naukowców. A tam, złudne nadzieje nikomu nie zaszkodziły, ale mamy jeszcze cały piękny dzień…
   Gdy jednogłośnie zdecydowaliśmy, że zaczniemy swój spacerek po Arenie, opuściliśmy wcześniej zamieszkany budynek i ruszyliśmy… wprawdzie to w losową stronę. Żar lejący się z nieba odbierał mi niemal całą energię. I czułam się jeszcze gorzej, mając na sobie cholerne ubrania, których miałam nadzieję przy pierwszej okazji się pozbyć. Szybko także musiałam zmywać ze swojej skóry powstałe kropelki potu, które chyba teraz występowały w najmniej spodziewanym miejscu na moim ciele.
   – Ym… chyba się nie obrazicie, ale jest mi strasznie gorąco… – Wydukałam zmęczona, a następnie – bez jakiejkolwiek odpowiedzi ze strony towarzyszy – zdjęłam z siebie bluzkę i oplotłam ją kurczowo wokół bioder, chwytając głęboki, przepełniony ulgą haust powietrza.
   Ani Anjika, ani Kaneki najwyraźniej nie mieli nic przeciwko, biorąc pod uwagę ich przelotne, beznamiętne spojrzenia ukierunkowane w moją stronę. No ja się chociaż opalę, ich strata… Moja górna partia ciała przyodziana była jedynie w czarny, koronkowy biustonosz, który na dodatek nadawał taki ładny kształt  moim piersiom, iż świeciły one w grzejącym słońcu. I nagle, w okamgnieniu coś odrzuciło mnie parę metrów dalej. Była to błękitna energia podobna do wiatru, lecz na pewno nie miała żadnych podobnych właściwości do tego żywiołu. Tak więc klęcząc na ziemi, obserwowałam z lekko rozwartymi wargami to, jak strumień owego światła pochłania Anjikę, która najwyraźniej nie celowo nie próbuje ruszyć żadną kończyną. To wyglądało trochę jak zabieg porwania przez kosmitów. Ach, Hyou! Ogarnij się… i wtedy – gdy tylko stuknęłam się palcem w głowę, ruszyłam w bieg przed siebie. Krąg wirujący wokół dziewczyny unosił ją w stronę jasnej, niebieskiej energii. W tym momencie skoczyłam z zamiarem przerwania tego dziwnego procesu, lecz było już za późno. Anjika zniknęła, a ja – zakłopotana, zmieszana – na dodatek wpadłam na sylwetkę, która prawdopodobnie w ostatniej chwili dostała się na Arenę. Co to, kurwa, było? Jakaś podmiana? Moją uwagę przyciągnęło to, że postać się nie rusza. No chyba jej nie zabiłam…
   I powstała dziwna cisza, która wprawiała mnie w stan odrętwienia. Anjiki nie było, tylko ja, Kaneki oraz przed nami: pozornie nieprzytomny, wysoki przybysz. Wstałam więc, otrzepałam się i zrobiłam krok do przodu w kierunku leżącego ciała. Na początku jedynie się przyglądałam, lecz gdy moje zmieszanie i determinacja wzrosła, wysunęłam nogę do przodu, szturchnęłam chłopaka kilka razy w bok oraz ponagliłam do wstania:
   – Tej, śpiąca królewno! – Podniosłam głos, obserwując, jak nieznajomy zaczyna się poruszać.

(Hiro?)

piątek, 16 września 2016

[Team 3] Od Hyou

Ta sama, nieustająca w głowie pustka. Wydawała się być otchłanią, która faluje i wysysa z mojego ciała wszystkie czynniki potrzebne do życia. Akurat w tym momencie zabrakło mi energii, by otworzyć oczy. Zaciskałam powieki, pokazując pewnego rodzaju strach przed tym, co zobaczę, lecz to tylko tak wyglądało. W międzyczasie próbowałam wykrzesać siłę, by odnaleźć się wokół wirującej rzeczywistości, która z nagła była bardzo niezrozumiała. Moja skrajnie wyczerpana świadomość ledwo zarejestrowała piekącą w głowie falę bólu. Mimo że nie otwierałam oczu, dostrzegałam migające smugi białego światła. Wyciągnęłam ręce do przodu, w pewnym stopniu chcąc odgadnąć, co jest przede mną. Aż nagle zetknęły się z gładką, niezwykle chłodną powierzchnią. Szybko odnalazłam powód, dla którego nie mogłam wykonywać większych ruchów: po zmuszeniu się do otwarcia oczu, zobaczyłam kapsułę. I to o nią opierałam dłonie. Zwyczajnie byłam w niej zamknięta. O dziwo, otworzyła się bez większych oporów. Gdy znalazłam się poza szybą, starałam się opanować dziwne uczucie odrętwienia i ogłupienia, przygotowałam się także na ból stawów, ale po żadnych dolegliwościach ani śladu. Żadna część mojego ciała nie pobolewała, jak robiła to w kapsule. Wypełniona niezidentyfikowaną radością i euforią, nabrałam naprawdę dziwnych chęci na to, by przebierać nogami i przenosić góry. Bo zdawało mi się, że byłam w stanie. Te myśli przeszły jednak tak szybko, jak przyszły, a na ich miejsce wszyły się niepokój oraz przelotne poczucie niebezpieczeństwa. Wokół mnie znajdował się kwadratowy, duży pokój ze ścianami koloru matowego. Meble – mimo że nie udało mi się naliczyć ich dużej ilości – znacznie kontrastowały z wystrojem, bo były przynajmniej o kilka tonów jaśniejsze.
 … O czym ja w ogóle myślę? Z dupy znajduje się w dziwnym pomieszczeniu, do złudzenia przypominającym mi laboratorium, w którym prowadzono badania i testy nad ludźmi, a mnie naprawdę napadła wena, by przejmować się barwą ścian? Wracając: drugą połowę kwadratowej sali zajmowały dwie kopuły, trzy z moją. Jak gdybym miała to gdzieś zakodowane: szybko odwróciłam głowę w stronę pewnego rodzaju zegarka umieszczonego na moim nadgarstku. Był nie do ruszenia – to fakt, ale także migotała w nim informacja, którą zapewne naukowcy chcieli mi przekazać. Okazało się, iż jestem kapitanem trzeciej drużyny. No pięknie… czyli to oznacza, że spośród członków mojej drużyny jestem albo najodpowiedzialniejsza, albo najsilniejsza. Podsumowując: przegramy i to w wielkim stylu. Zanim jeszcze zaczęłam pobudzać do działania kolejne osoby, rozejrzałam się po pomieszczeniu, chcąc znaleźć różnego typu rzeczy, które mogą nam się przydać. Mimo że było to spore laboratorium, to na półkach ani na stołach nie było się nic, czym moglibyśmy się choćby skaleczyć. A zakończywszy monitorowanie: przerzuciłam spojrzenie na dwie osoby znajdujące się w identycznym położeniu, jak ja przed chwilką. Pierwsza była to fioletowo włosa dziewczyna, znałam ją. To Anjika. Natomiast chłopak był mi całkowicie nieznany, a oboje zmagali się z dziwnym bólem głowy i poczuciem odrętwienia.
   – Ruszać dupy! Musimy obić pozostałe teamy, zanim oni dorwą nas. Chyba, że chcemy przegrać walkowerem… – Uniosłam głos, śmiejąc się w odpowiedzi na reakcje obu członków mojego teamu. Okazało się, że głośność moich słów strasznie przytłoczyła te zwłoki i zapewne przyprawiła o kolejne bóle głowy. Spoko, przejdzie im!
   – Niestety jestem waszym kapitanem i musimy ze sobą ostro współpracować, jeśli chcemy “przeżyć”. – Specjalnie podkreśliłam ostatnie słowo, bo w sumie to nie chodziło o to, żeby się zabijać. Nic z tych rzeczy. Jednak spotkałam się z trochę nieodczytaną reakcją. Anjika uchyliła usta, ale nie udało jej się wydobyć z nich ani słowa, natomiast nieznany mi chłopak wydawał mi się bardzo, ale to bardzo nieufny i z góry założyłam, że zmuszenie go do współpracy będzie mnie trochę kosztowało. Ciągle utrzymywał na swojej twarzy ten sam niemiły wyraz twarzy, który wprawdzie wcale nie zagrzewał do boju.
   – Co to za miejsce? – Wyrwała się Anjika, wzrokiem monitorując pomieszczenie, w którym wszyscy byliśmy pozornie uwięzieni.
   – Wydaje mi się, że laboratorium… – Odkryłam Amerykę, a następnie wskazałam na najbliższe, stalowe drzwi, na których widniał niebieski, prostokątny i półprzezroczysty czujnik. Prawdopodobnie przykładając tam kod ze swojego zegarka, umożliwię nam przejście na drugą stronę.
   – Kim jesteś? – Nim zdecydowałam się na otworzenie drzwi, zwróciłam się w kierunku nieznanego chłopaka. Relacje w drużynie to połowa sukcesu, prawda? Jednak wcale nie zdziwiła mnie jego reakcja. Splótł ręce na klatce piersiowej i udawał, że nie słucha oraz go to nie dotyczy. No zajebiście trafiłam. Miałam ochotę zacisnąć pięści, tupać, i tym samym dać do zrozumienia, jak bardzo się niecierpliwię, ale ostatecznie udało mi się ujarzmić ten nagły napływ negatywnych emocji.
   – Hmm… może najpierw wyjdźmy? Tylko byśmy nie rzucali się w oczy, na miarę możliwości… – Anjika przerwała zaostrzającą się ciszę, nad którą stała toksyczna chmura pełna moich najbardziej kreatywnych przekleństw, a potem zaproponowała rzecz, którą wprawdzie chciałam zrobić już na początku, ale wiadomo, że bez jakiejkolwiek rozmowy to daleko nie zajedziemy. Komunikacja, ludzie, komunikacja! W dodatku powinniśmy znaleźć miejsce, w którym bez oporów przedstawimy swoje umiejętności.
    – Tak tak… – Zaczęłam chodzić po pomieszczeniu, a w którymś momencie w oczy rzuciła mi się plamka światła, przenikająca przez coś na podobieństwo… szaty? Bardziej przypominało prześcieradło, bo nie zdołałam zauważyć żadnych rękawów. A wracając do sedna: blask natychmiast mnie oślepił, a jednocześnie sprawił, że moja ciekawość przybrała na sile. Podchodząc nieco bliżej, po prostu zrzuciłam z przedmiotu okrycie, a moim oczom ukazał się kunsztownie zdobiony, złoty łuk, emanujący energią.
    – Jaki zajebisty łuk! – Pisnęłam, złączając dłonie w geście zachwytu. Podskakiwałam przez chwilę, dopóki obok mnie nie znalazł się ten chłopak oraz Anjika. Ku mojemu zdziwieniu, znikąd uświadomiłam sobie, że to na pewno nie do mnie będzie należał ten przedmiot. Miałam za zadanie wręczyć go komuś z mojej drużyny.
   – No… umie ktoś tu strzelać? Spoko, jeśli nie, to przeprowadzę szybciutki trening, jak go trzymać. – Rozejrzałam się za chętnymi.


(Mój team?)

środa, 7 września 2016

Od Hyou - C.D Shino

   Shino była specyficzną osobą. Albo szczerą. W każdym bądź razie nie ingerowało to w nasze relacje, bo do tej pory ją lubiłam i w sumie póki nie przesadzi, to nie przewiduję żadnych zmian.
   – Z tym chłopakiem to przegięłaś pałę – mruknęła, podnosząc głowę do góry.
   – Wolisz dziewczyny? – Skierowałam głowę w jej kierunku, a moje oczy poszerzyły się w troszeczkę fałszywym zdziwieniu. Wprawdzie nie za bardzo wierzyłam w to, co powiedziałam: że Shino może być homo… poza tym za kilka chwil miałam okazję dostać znaczącą odpowiedź, która w pełni mnie przekonała do ostatecznego podjęcia decyzji. Podbiegła do mnie truchtem, wręczyła mi do rąk siatki, a gdy nie reagowałam – wskoczyła mi na plecy, oplatając ręce wokół szyi. A ja ciągle stałam jak wryta, z miną wyrażającą poirytowanie popadające skrajnie w zrezygnowanie. Byłam zmęczona jej zagrywkami, po prostu… mnie denerwowały.
   – To twa kara kucyku. A teraz jedź! – Uśmiechnęła się jak taka mała dziewczynka, po czym uderzyła mnie lekko łydkami w biodra.
   – Cholera jasna, Shino… – Fuknęłam cicho.
   Wtedy postanowiłam ukrócić jej władzę; bowiem wystarczał jeden, zręczny ruch, by drobna postura dziewczyny mocno gruchnęła o chodnik. Na koniec zrzuciłam z ramienia niewidzialny pyłek.
   – Weź się w garść… ile masz lat, że tak reagujesz? – Oddałam dziewczynie połowę toreb, i automatycznie ruszyłam w drogę. Nie musiałam wiedzieć, że Shino podąża za mną ślad w ślad. Z oporem, ale to robi.
   – Ja? 17. – Podniosła dumnie głowę, przez co jej czarne jak węgiel włosy poruszyły się i nierówno zafalowały na karku. – I muszę zachowywać się dorośle? Kto tak powiedział…
   – Nikt, ale myślałam, że nie boisz się mówić o facetach. Nie chodzi o dorosłość, bo nawet ja nie potrafię się zachować.
   – Gówno wiesz – odparła krótko, nawet na mnie nie patrząc. W sumie jeśli patrzeć na tą dziewczynę, to udzieliła mi całkiem wyczerpującej odpowiedzi.
   I nagle mnie oświeciło. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy Shino umiałaby porozmawiać z kimś innym niż ze mną. No w sumie miałoby to swoje plusy… i nieuniknione minusy, ale warto spróbować! Sądzę, że to będzie ciekawe. Mniejsza, że przez jej słownictwo ucierpi jakaś jednostka.
   – Powinnaś się z kimś poznać – wypaliłam nagle, a dziewczyna natychmiastowo skupiła na mnie swoją sceptyczną uwagę.
   – Na chuj mnie to? – Ta odpowiedź nie była dla mnie większym zdziwieniem, więc zawód i zrezygnowanie zdecydowałam się zostawić na koniec.
   – No weź… – Przeciągnęłam słowo, czując jak powoli tracę siły na jakąkolwiek argumentację. – Zrób to dla mnie! – Wyszczerzyłam się w szerokim uśmiechu, jednak widząc nieskuteczność tego kroku, wróciłam do punktu wyjścia. Miałam w planach zapytać ją, czy się całowała, ale chyba by mnie ukrzyżowała.
   – Rozmawiam z kotem. Więc powtórzę: na chuj mnie to? – Odparła. Tak jak sądziłam, dogadanie się z nią wymaga sporo pracy, ale nikt nie powiedział, że nie jest możliwe.
   – Oj narzekasz… spróbujemy tylko. – Ostatecznie pociągnęłam dziewczynę w stronę najbliższej kawiarni, i to tam usadziłam przy stoliku jak takie małe dziecko. By się nie wierciła i nie przeszkadzała innym, rzuciłam w nią paczką ciastek orzechowych.
   – Ale o co ci w ogóle chodzi? – Odezwała się z ciastkiem w buzi.
   – Żebyś się otworzyła – odparłam szybko, nawet nie próbując powstrzymywać cisnącego się na usta uśmiechu. Mieściłam się w czasie, bowiem gdy tylko Shino zabierała się do odpowiedzi, ja zwróciłam się w kierunku kelnera i skutecznie uciszyłam dziewczynę. Czasami trzeba! A kto wie, może efekty będą ciekawe. Pomęczę ją trochę… i to wcale nie jest zemsta za te wskoczenie na plecy.
   – Co podać? – Mężczyzna uśmiechnął się perliście.
   – Tak właściwie to mam malutki problem… – odparłam zastanawiająco, efektownie ściągając na siebie wzrok kelnera. – Moja koleżanka zraniła się w nogę, i nie możemy znaleźć żadnej pomocy. Od domu tak daleko… – Spuściłam wzrok, udając swój jakże wielki smutek. Wydaje mi się, że wyszedł wiarygodnie, a gdy tylko Shino spojrzała na mnie pytająco na zdanie “moja koleżanka walnęła się w nogę”, dyskretnie uderzyłam ją w kostkę. Ups, czeka mnie szybka śmierć.

(Shino? Chujowe, ale lepszego nie potrafiłam xD)

czwartek, 25 sierpnia 2016

Od Hyou - C.D Taigi

 Moje ostatnie wspomnienia to alkohol lejący się strumieniami i głośna muzyka, która tamtej nocy wydawała się utworzyć w moim umyśle odrębny kłębek. Nie pamiętałam nawet jak znalazłam się w łóżku Taigi... ŁÓŻKU TAIGI?! Natychmiastowo otworzyłam powieki, przenosząc się równie szybko do siadu. Nie musiałam długo myśleć nad tym, że twarzyczka leżąca na poduszce obok mnie, należała właśnie do mojej nowej znajomej. Lecz w tamtym momencie nawet gdybym chciała myśleć nad powodem, dla którego się tu znalazłam, nie dałam rady. Trapił mnie olbrzymi ból głowy, który z łatwością swoją wielkością przewyższał i unicestwiał wszystkie myśli, jakie tylko próbowałam sobie przywołać. Wdawał się także przenosić na moje pozostałe części ciała. W związku z tym, zanim udało mi się wywlec z łóżka, spoczywałam na nim jeszcze około dziesięć dobrych minut.
 – Taaaai. – Przeciągnęłam ociężale jej imię. Dziewczyna najwyraźniej doskonale je usłyszała, bo po niespełna sekundzie ocknęła się, jęknęła i przewróciła na drugi bok. Była tak samo niedysponowana jak ja. Powiedziałam sobie, że nigdy więcej tak nie popiję...
 – Dlaczego tu jestem? – wydukałam, szturchając ją. 
 – Opiłaś się i cię tu zaprowadziłam... – Jej głos przepełniony był wielkim zmęczeniem.
 – Sama się opiłaś... – ogryzłam się, i ostatecznie nie miałam siły na nic więcej.
 – Bla bla bla... gdzie jest łazienka?
 – Nie wiem, to przecież twój apartament. – Uniosłam głowę z poduszki, przy czym moja ręka powędrowała w kierunku kieszeni, gdzie POWINIEN znajdować się telefon. No właśnie... powinien, ale go tam nie było. Ach, musiałam go zgubić. Po konsoli dla Shion'a na pewno nie stać mnie już na nowy, ale mniejsza. Od czego, jak nie od komunikacji, ma się te śmieszne zegarko-podobne sprzęty? Wracając do rzeczywistości: Taiga odbierając moje słowa z bólem głowy, szybko zawinęła wokół siebie całą kołdrę i pobiegła do jakiegoś pomieszczenia; najprawdopodobniej musiała to być łazienka. Ignorując to, co się tam działo, po prostu sama wstałam. O dziwo bolała mnie tylko głowa, nie odczuwałam żadnych innych skutków ubocznych. Biedna Tai, ma cienki baniak do wódeczki... cokolwiek wczoraj piłyśmy.
 – Co ty piłaś wczoraj... tonik mieszałaś z oranżadą? – zapytałam, widząc jak Tai znów pojawia się w pomieszczeniu. W odpowiedzi usłyszałam jedynie głośne fuknięcie.
 (...) Ostatecznie postanowiłam poleżeć sobie jeszcze chwilę, zanim będę musiała się stąd wynosić. Kiedy w pomieszczeniu obecność Taigi stała się zaledwie wspomnieniem, dźwignęłam się na nogi i zaczęłam zwiedzać apartament w poszukiwaniu dziewczyny. Jako że kilka pomieszczeń nie tworzyło z mieszkania labiryntu, szybko odnalazłam postać siedzącą przy stole w kuchni.
 – Chcesz kawy, Hyou? – Zapytała.
 – Pewnie. Jaką pijesz?
 – Czarną, bez cukru i mleka – odparła, a ja odruchowo skrzywiłam minę w grymasie obrzydzenia, jak gdybym miała ten smak w ustach. Coś obrzydliwego, jak można pić coś tak niedobrego? To był nawyk czy jej upodobania?
 – To ja może napije się wody – zachichotałam lekko zakłopotana, odpędzając od siebie wszystkie dziwne myśli, jakie w tamtym momencie zajmowały moją głowę. W tym samym momencie dziewczyna wskazała na szafkę, gdzie zapewne kryły się szklanki. Ominęłam kran i gdy tylko dostałam pojemnik w swoje ręce, napełniłam go przegotowaną wodą z dzbanka. I skoro już usiadłam, zaczęłam myśleć nad rozmową, bo czemu by nie?
 – Tai, masz jakąś rodzinę? – Nagle przyszedł mi do głowy ten temat, gdy przywołałam obraz wspomnień. Był to Leo i jego odnaleziony – brat pedant. Dziewczyna kiedy tylko usłyszała pytanie, nie wyglądała na zbytnio zadowoloną. Jej zainteresowanie też nie sięgało zenitu, dlatego swoje zakłopotanie objawiła poprzez natychmiastowe zatkanie ust kawą.
 – Niechętnie gadam o swojej przeszłości – odparła, przełykając łyk kawy. Zrezygnowała z wymigiwania się, kiedy naciskałam ją z tym pytaniem dość długo. Kawy by jej nie wystarczało!
 – Nie musisz. – Uspokoiwszy dziewczynę, wylałam pozostawioną przeze mnie zawartość wody do zlewu. – Hej... myślisz, że nic nie zaszło między... nami? – Wypaliłam nagle, kiedy te pytanie zaczęło mnie strasznie nurtować. Niepamięć i jakikolwiek brak wspomnień okropnie wypalały mi dziurę w głowie i z czasem zaczęłam myśleć, że przyczyną bólu wcale nie jest alkohol.
 – N-na pewno nie! – Wystawiła ręce w geście obronnym, co mnie prawdę mówiąc nieco rozbawiło, ale nie tak jak uspokoiło.
 – Chyba powinnam iść do siebie... Shion się będzie martwił. – Zrobiłam wszystko, by mógł głos wypełnił się podczas wypowiadania ostatniego zdania nutą sarkazmu.

(Tai? Nie bij za te bezwenie xDDDDD)

piątek, 19 sierpnia 2016

Od Hyou - C.D Taigi

   Miałam wielką nadzieję, że Taiga jednak zaprosi tylko mnie, zważywszy na... relację między nią a Shionem. To jest dosyć egoistyczne podejście, ale po prostu patrzyłam, co się działo jeszcze jakiś czas temu. Serio, przeczuwam, że to skończy się zapaloną kawiarnią, a w najgorszym wypadku zostanie po niej tylko gruz. Ale dziewczyna się nie poddawała i w głębi serca zadawałam sobie pytanie czy to dobrze, czy źle. Gdy z upływem czasu nie zarejestrowałam niczego, oprócz głuchej ciszy, postanowiłam zabrać się do odpowiedzi. Serio, brakowało jeszcze jakiegoś mało śmiesznego dowcipu oraz przysłowiowych świerszczy w tle. Tymczasem Taiga nie zażartowała, jedynie zadała pytanie... proste pytanie, ale trudne zważywszy na sytuację. Nie chciałam jej odmówić.
   – Chętnie przyjdę. – Pokiwawszy krótko głową, szturchnęłam dyskretnie swojego podopiecznego.
   – Co mnie tak szturchasz... – Shion parsknął cicho. – Nigdzie nie idę. Wole sobie pograć.
   – Dobra, więc ja z Taigą pójdziemy jutro rano do kawiarni. – Kończąc zdanie uśmiechem, wstałam, odbijając się od kwadratowego, niewielkiego stołu.
   Rano... to chyba znaczy godzina trzynasta, prawda? No cóż, mam taką nadzieję, bo jeśli miała na myśli SZÓSTĄ, to prędzej sama po mnie przyjdzie i obudzi, niż ja się zerwę o tej porze. Po usłyszeniu mojej odpowiedzi, Taiga wstała cicho od stołu, ukłoniła się i zaczęła zmierzać w kierunku drzwi. Chcąc być jak najlepszym gospodarzem, (daleko mi do niego) pobiegłam za dziewczyną oraz po kilku sekundach – może minucie rozmowy – zamknęłam po niej drzwi i z westchnieniem się o nie oparłam. Shion nie dał mi odkryć swojej reakcji; czy był szczęśliwy, że sobie idę, czy wręcz przeciwnie. A może był co do tego kompletnie obojętny. W sumie stawiałam na tę ostatnią opcję, bo po chwili zamknął się w pokoju, oparł głowę o łóżko i począł zatracać się w tym pikselowym świecie zamkniętym w swojej konsoli.
   Tamtego wieczoru nie robiłam nic więcej: wykąpałam się, przebrałam w piżamę i poszłam spać. Jak gdyby była to przepowiednia, poczułam, jak ktoś łapie mnie za ramię i potrząsa, pobudzając mnie w ten denerwujący sposób do życia. Na początku wydawałam się mocno zamulona: nie otworzyłam potwornie piekących oczu, a rozglądałam się wokoło, jak gdybym mogła coś dostrzec.
   – Hyou, wstawaj do cholery, bo ktoś cię siłą wyciągnie. – Zidentyfikowałam ten głos jako Shion'a, choć w tamtym momencie przeplatał się on z drugą, nieco bardziej delikatniejszą barwą, wręcz kobiecą. Nie musiałam być rozbudzona, by móc rozpoznać Taigę.
   – J-już! Nie bij... – wydukałam ledwo, odwracając się do nich plecami. Mimo że obiecałam wstać za kilka sekund, pozwoliłam sobie na około pięć minut drzemki, która – jak się okazało – sprawiła, że byłam jeszcze bardziej zaspana.
   Niemrawo zerwałam się z łóżka, a gdy to zrobiłam, nie zauważyłam w pokoju nikogo. Jednak słysząc Taigę za ścianą, szybko zabrałam ubrania, ręcznik i udałam się zażyć poranny prysznic. Tak naprawdę nie wiedziałam, która jest godzina, ale jeśli zmusiłam Taigę, by złożyła mi osobistą wizytę, to na pewno dosyć późno. No cóż, mogłam ją uprzedzić, że jestem leniem patentowanym.
   – Ile czekałaś? – zapytałam, pocierając ręką zaspane oczy, które mimo prysznica ciągle były spowite snem.
   – Nie wiem, może godzinę. Nie przejmuj się. – Uśmiechnęła się kojąco, a ja w sumie nie zamierzałam jakoś gryźć się z jej słowami i pozwoliłam sobie przyjąć je ze spokojem. – Kiedy wychodzimy?
   – Za chwilę. Najem się już ciastkami w tej kawiarni. Nie ma po co tracić czasu. – Przeczesałam ręką swoje białe, lekko zmierzwione włosy i zetknęłam plecy z najbliższą ścianą.
   Przed wyjściem musiałam upewnić się, że Shion nie spali domu. Chłopak jednak powiedział krótko, że będzie sobie grał. Na pewno zdążyłam jeszcze parę razy zapytać, czy może jednak zmienił zdanie i chce z nami iść, ale jego decyzja pozostała niezmienna. Czułam się trochę jak opiekunka, która powinna dostać naganę za zostawianie swojego podopiecznego. Ale to tylko parę godzin! Raczej z Taigą nie spieszyłyśmy się, mimo że ciekawe tematy na rozmowy zmywały mi chwilowo świadomość tego, ile już czasu zmierzamy do kawiarni. Prawdę mówiąc nie zawiodłam się wystrojem budynku, więc odruchowo nabrałam nadziei, że ciastka będą tak samo satysfakcjonujące. Chociaż... jedzenie to tylko tło, co nie zmieniało faktu, że powoli odgłos moich grających kiszek stawał się głośniejszy od słów Taigi. Od dawna patrzyłam przez okno na bar, dając dziewczynie do zrozumienia, że chcę się napić. To nie tak, że będę się opijać za to, że mam zjebane życie! Nie, nie. Po prostu, najzwyczajniej w świecie mam taką chętkę. Moje główne pragnienie zmyło się wraz ze zjedzeniem kilku ciastek, i w sumie nie widziałam większych przeszkód, by zaproponować dziewczynie parę kufelków piwa.
   – Taiga... – zaczęłam – chodźmy się napić. – Przekręciłam głowę w stronę budynku na przeciwko. Z miny dziewczyny mogłam wywnioskować, że nie ma nic przeciwko kilku łykom, więc już za chwilę byłyśmy w drodze do baru.
   Kompletnie nie trzymałam się granic. Rozmowa praktycznie o wszystkim sprawiała, że zapominałam o kuflach, które co jakiś czas – ku mojemu zdziwieniu – były pełne i pełne, i pełne! Aż nie wypiłam ich dostatecznie dużo. Nie wiedziałam nawet, która godzina. O porze mógł jedynie mówić mi obraz za dużym, czystym oknem. Czując nagły przepływ euforii, objęłam Taigę wokół szyi, chichocząc kilka razy. Zostałam ogarnięta przez specyficzny, cieszący stan, który jednocześnie powodował u mnie dziwne zachowania oraz kompletnie wyprał mój umysł z jakichkolwiek problemów. Cóż, przynajmniej na chwilę. Mimo starań w wypowiedzeniu poprawnych słów – mój język plątał się niemiłosiernie. Byłam najzwyczajniej pijana.
   – I wtedy świnki schowały się w trzecim domku zrobionym z cegły. A domek stał na kurzej łapce, gdzie leżała babcia z dużymi oczami. Cegły były zaczarowane, i dlatego twarde jak cegły! – Zachichotałam, biorąc kolejny łyk, który jakby dawał mi nowe pomysły na opowiadanie bajeczek. – Wilk nabrał powietrza. Chuchał i dmuchał, aż pękł, bo wypił za dużo wody z jeziora... Czy coś w tym stylu... – I wtedy porządnie jebnęłam do tyłu, lądując na zimnych kafelkach. Mimo to kontynuowałam swoje gadanie:
   – A tak się zalicza glebę z krzesła na głowę, Taiga... A tak wstaje żółw, gdy upadnie na plecki. – W tym momencie podjęłam beznadziejne próby wstania na równe nogi, lecz wciąż leżałam na ziemi, przewracając się z boku na bok. Rany... kiedy ja piłam... – Nigdy nie podnoś żółwia, bo ci przeciągnie ze skorupy albo z żółwia.


(Taiga? xD)

wtorek, 9 sierpnia 2016

[Event #1] Od Hyou - C.D Enzo

 Dąsaliśmy się po całkiem obcym mieście w poszukiwaniu noclegu sporo czasu, dopóki telefon nie zawibrował. Wyciągnęłam go z przykrótkiej kieszeni, przesunęłam palcem po ekranie, by usunąć blokadę i moim oczom ukazał się SMS od Aarona. Znaleźli hostel. Automatycznie moją twarz przeciął malutki uśmiech, który zwabił do siebie pozostałych członków rozbitej grupy.
 – Znaleźli hostel, lecimy – poinformowałam, i bez zbytecznych przemówień po prostu udaliśmy się w głąb miasta, gdzie rzekomo znajdował się nocleg zwany „Kuro neko”.
 (...) Ostatecznie dotarcie do wyznaczonego miejsca zeszło nad więcej czasu, niż to przewidywaliśmy i zanim ujrzeliśmy szyld, na telefonach migała godzina dwudziesta pierwsza. Okazało się, iż to budynek przypominający z grubsza zwyczajny dom mieszkalny, tyle, że wyposażony w kolosalną ilość okien. Jednak wnętrze było o wiele bardziej przytulniejsze od tego, co znajdowało się na zewnątrz. Przez moment pochłonęła mnie ciepła i domowa atmosfera panująca w recepcji, którą nasiliła jeszcze starsza, uśmiechnięta kobieta. Rozejrzałam się dookoła, by zmonitorować pomieszczenie: parę drewnianych, ładnie wyszlifowanych mebli i nic więcej ciekawego. Moje przemyślenia przerwał głos nadchodzącego Enzo. Szczerze powiedziawszy, to na początku nie zauważyłam, iż chłopak stał w progu schodów prowadzących na wyższe piętro.
 – W końcu – zwrócił się do naszej grupy. – Tędy, wszyscy już tu są.
 I tymże akcentem wdrapaliśmy się wyżej, potem ominęliśmy kilkanaście drzwi, aż w końcu przez jedne weszliśmy. Wszyscy siedzieli to na podłodze, to na łóżku, a ja kątem oka liczyłam czy na pewno każdy dotarł. W sumie oni się cudem tu mieścili... w dodatku tylko znalazłam się w pomieszczeniu, a miałam szansę się udusić. Dopiero gdy się rozgościliśmy, ktoś otworzył okno. Zaczęłam gadać dopiero w momencie, gdy cały harmider ustał.
 – Dzięki Enzo postanowiliśmy, że posiadanie dwóch drużyn i jednej grupy złożonej ze szpiegów ułatwi nam przeczesywanie miasta oraz zbieranie nowych, być może pomocnych informacji. Może najpierw zastanówmy się nad tymi drugim: muszą to być osoby, które swoimi umiejętnościami kwalifikują się na te stanowiska, i podczas tej podróży mieliśmy parę sytuacji, które dobitnie nam o tym powiedziały. Na początek chcemy, byście na tych karteczkach spisali swoje umiejętności. Już nam je pokazaliście, więc teraz zróbcie to w wielkim skrócie! To ma nam tylko pomóc w przydzielaniu was. – Podsumowując rozważania, wstałam i przeszłam obok każdego, by wręczyć różnokolorowe kartki.
 – Jeśli ktoś ma swoje sugestie i nie chce, by nasza grupa została podzielona, niech się odezwie – dodał Natsume, siedzący dokładnie pod prostopadłą ścianą. – Nic nie osiągniemy, jeśli będziemy milczeć i chować poglądy dla siebie. Ale myślę, że nie macie nic przeciwko biorąc pod uwagę to, jak ładnie podzieliliśmy się wcześniej na szukanie noclegu.
 – Nie zmusicie mnie, bym powiedziała, że tęsknie za swoim plutonem – zażartowałam, z powrotem zajmując swoje miejsce.
 Za ten czas obserwowałam, jak każdy wymienia się długopisami, a powietrze wypełnia charakterystyczny dźwięk przesuwania wkładem po kartce. Przez chwilę przypominało to posępną ciszę, która powoli w postaci szumu przejmowała cały mój układ nerwowy. Skupione Arcany bazgrały, skreślały i pisały, po czym podawali pełne, lekko pozaginane kartki do przodu. Dopóki razem z Natsume nie dostaliśmy ich w łapki, sami opisywaliśmy swoje umiejętności, by nie wyróżniać się zbytnio. Co jak co, ale od momentu wyjścia za kopułę każdy odpowiada za każdego. Musimy pokazać, że tworzymy drużynę.
 Minęło niespełna pięć minut, gdy rozłożyliśmy wszystkie kartki i pogrupowaliśmy je na rodzaje naszych Arcan. Warto wspomnieć, że nie były rozdawane na oślep; każdy kolor w jakimś stopniu odwzorowywał moc, którą władał każdy z nas. Na przykład Enzo dostał niebieską z tej racji, że jego umiejętności związane są z wodą. Jako że stanowiliśmy jedną drużynę, wszyscy mieli prawo głosu i po kilku chwilach przeplatanego z ładem chaosu, nawiązaliśmy między sobą nić porozumienia. Postanowiłam podsumować całą dyskusję wraz z zaczerpnięciem sporego haustu powietrza, jakby co najmniej moje płuca od dawna się tego domagały. Szybko pozbyłam się osiadającego na moim czole potu i otworzyłam usta:
 – Zacznę od grupy pierwszej... Należą do niej ja, Taiga, Mai oraz Shino. Oczywiście mamy tylko dwie Sigmy, dlatego Natsume automatycznie trafia do grupy drugiej. – W tym momencie spojrzałam na kapitana plutonu B, który tylko krótko skinął głową. – Wracając do nas, mamy określoną funkcję. Zabezpieczamy tyły, i choć to brzmi dziwnie, postaram się uzasadnić, dlaczego akurat wybraliśmy was. Wspólnie omawialiśmy tylko alternatywy i wasze umiejętności, a to, co teraz powiem jest swego rodzaju podsumowaniem całej dyskusji. Jeśli będziecie mieli zastrzeżenia, nie bójcie się sprzeciwiać. Wracając... Tutaj przydaje się moc Tai, która wytwarza tarczę, oraz Mai władająca ogniem. – Spojrzałam na dwie dziewczyny. – Obie potraficie pokombinować ze swoimi umiejętnościami, dodatkowo wasza kreatywna i przemyślana synchronizacja mogłaby okazać się świetną obroną w czasie jakiegoś niepowodzenia. Shino natomiast kontroluje wilki, które również nadawały by się do śledzenia, bo w końcu Arcany na mniejszej randze nie wyczują, że są one kontrolowane akurat przez nią, więc nikt nie będzie podejrzewać wilków.
 – Okej, Hyou. – Natsume pokiwał głową, a ja szybko poprawiłam się na miejscu posiedzenia. – To teraz może ja podsumuje grupę drugą. Będę w niej ja, Sebastian, Arya, Chie, Aaron, Enzo, Anjika i Toshiro. Pewnie już wiecie, że liczba nie ma tu znaczenia, zresztą pamiętacie, co mówił Enzo: nie będziemy rzucać się w oczy. Ważne jest, byśmy się dopełniali w jakiś sposób. Więc ta grupa...
 – Ta grupa jest od napierdalanki? – wtrąciła się Shino, a Natsume tylko eksplodował cichym chichotem.
 – Taka sama sytuacja jak w grupie pierwszej: każdy z nas ma w sobie coś, co może zadziałać bardzo dobrze z drugą Arcaną. Enzo kontroluje wodę, a Chie może ją zamrażać. Anjika i Sebastian to księżyc i cień... mrok, a jak dobrze wiemy, to ze sobą współgra. Toshiro umie pochłaniać takie rzeczy jak woda, ogień, w sensie jego pazury. Nie chce mi się na nowo omawiać waszych umiejętności, bo... bo to zajmie nam kolejne kilka godzin, a jesteśmy zmęczeni. Ogólnie rzecz biorąc każda grupa ma inne zadanie, ale w jakiś sposób podobne i sprawiające, że nie jesteśmy od siebie uzależnieni.
 – Dobrze, a co z pozostałymi? Lee, Lou i Kaito? – Tym razem odezwał się Aaron.
 – Lee, Lou i Kaito to grupa szpiegów – odparłam krótko, i nagle zauważyłam, jak wszyscy pogrupowani stają pod obiema ścianami pomieszczenia. Na chwilę pozwoliłam sobie zignorować ten cieszący mnie akt współpracy i zgrania. – To była szybka decyzja. Lee jest skrytobójcą: wpada, krzywdzi i znika niezauważony. Ogólnie ma niewidkę, więc sądzę, że jest trafnym materiałem na szpiega. Posiada też umiejętności związane z cieniem. Druga osoba to Kaito, jego największy atut to skrzydła, których może użyć przy szpiegowaniu. Z nieba będzie w stanie dostrzec znacznie więcej, a dodatkowo mało kto w mieście może spodziewać się kogokolwiek szybującego ponad chmurami. Jego oczy również się spełnią, gdyż potrafi oglądać obraz z różnych perspektyw, i mimo że zasięg tego jest ograniczony, to umiejętność może okazać się przydatna. Potrafi też wyostrzyć wzrok, pozwalając na ujrzenie czegoś z dalekiej odległości. – I tu przerwałam.
 – A Lou? – zapytał Lee, kiedy cisza stała się tak posępna, że aż niepokojąca. Dziewczyna też nie wyglądała najlepiej, bo co jakiś czas nerwowo przestępowała z nogi na nogę, wyczekując jakiegokolwiek uzasadnienia.
 – Szczerze to mieliśmy dylemat co do ciebie – zwróciłam się do powyższej dziewczyny, która tylko uniosła brew do góry. – Spoko to nic złego! Ale ostatecznie zdecydowaliśmy, że skoro dzięki swojej Arcanie skupionej wokół wiatru poruszasz się bezszelestnie, to będziesz pomocna w szpiegowaniu. Ponadto słyszałam, że synchronizując się z Lee, świetnie sobie poradziłaś. W dodatku potrafisz regenerować, gdyby coś poszło nie tak – wytłumaczyłam.
 – Pamiętajcie, że jako grupa szpiegów jesteście jednocześnie grupą tak jakby „niezależną”. Ale jak inni musicie się z nami komunikować przez te śmieszne gadżety od naukowców. My mamy telefony, a wy coś lepszego. Mówiliśmy o tym w czasie podróży – Natsume wyciągnął zza siebie małe urządzenia, które prawdopodobnie zwą się mikrosłuchawkami. – To coś sprawi, że będziemy mogli z wami rozmawiać, nawet będąc na drugim końcu tego miasta. Czy ktokolwiek chce coś dodać albo zmienić?
 I znowu rozpoczęła się minuta ciszy. Nikt nawet nie przekręcił wzroku, niektórzy pokręcili głowami, co zdawało się być ostateczną decyzją. Tak właśnie postanowiliśmy, że będą wyglądały grupy.
 – Teraz już nie ma odwrotu, więc... kiedy mamy zacząć coś robić? – Lee nałożył specjalny nacisk na przedostatnie słowo.
 – Gdy przechodziliśmy przez miasto w poszukiwaniu noclegu widziałam dwójkę ludzi stojących w jakimś zaułku, niedaleko stąd. Wydawali mi się podejrzani, co więcej było pusto... i nikogo w pobliżu – odezwała się Chie, która od początku nie powiedziała za wiele. – Zapomniałam o tym powiedzieć.
 – Oh, no pewnie. Bo przecież w nocy są tłumy, szczególnie w takich ciemnych zaułkach! – Toshiro napakował w to całe pokłady sarkazmu, i przyznam, że uszy mi opadły, gdy go usłyszałam.
 – Jesteśmy rzekomo w mieście docelowym, więc dlaczego to miałoby być bzdurą? Naukowcy nie bez powodu nas tu sprowadzili, więc nie traktujmy każdej wskazówki jako czegoś niemożliwego. To faktycznie może być podejrzane miejsce – wtrąciłam się.
 – Ta kobieta z recepcji wspominała, że ludzie się zmienili... może zostali wykupieni przez Vasqueza? – Wspomniał Enzo.
 – Mamy te miejsce przeczesać? – Do dyskusji dołączył Kaito, a ja, wymieniając się spojrzeniami z Natsume i pozostałymi, jednoznacznie skinęłam głową.
 – Dobrze będzie od tego zacząć. Tylko pamiętajcie, nie możecie wzbudzić podejrzeń, dlatego bądźcie dyskretni i najlepiej zajrzyjcie tam późną porą. A teraz może chodźmy spać, jutro zacznie się prawdziwa misja, która może coś wnieść. – Ziewnęłam, zdając sobie sprawę z tego, że od dobrych paru godzin sen nie znikał mi z powiek.
 Kilkanaście minut później każdy wyszedł z pomieszczenia i zostały tylko cztery osoby, które tu spały. Gdy upewniłam się, że na pewno wszyscy są u siebie, sama postanowiłam, że czas spać. Cała ta podróż była wyczerpująca i byłam pewna, że na drugi dzień wstawanie będzie bardzo ciężkie. Ciągle dręczyła mnie jedna myśl... dlaczego akurat ja zostałam wezwana? Dlaczego nie ma przy mnie Leo?
 I nagle czas się dla mnie zatrzymał... miałam zamknąć oczy, gdy z nadajnika wydobył się znajomy głos. Bardzo znajomy. Miałam wręcz wrażenie, ze dochodzi on z mojej głowy.
 Jak na zawołanie, to był Leo.
 – Hej Hyou, tu twój książę.
 Minęło sporo czasu, zanim zebrałam w sobie siłę i opanowałam drżący ze zdziwienia głos. To było zdumienie pomieszane z tęsknotą. Może mi odbijało, a to naprawdę nie jest on? Ostatecznie świecący nadajnik uświadomił mnie, że to nie sen i rano będę musiała powiedzieć, że ktoś się ze mną skontaktował.
 – L-Leo?! – zapytałam cicho, by nikogo nie pobudzić. – Leo!
 – Już cicho, głupia. Mam tylko wiadomość do przekazania. – Tymi słowami szybko zatkał mi usta i zmusił do skupienia. Bolało mnie to, że rzeczywistość nie pozwalała mi o nic go zapytać... Tak bardzo tęskniłam... – Odkryliśmy kryjówkę Vasqueza. Znajduje się w kanalizacji pod starym szpitalem psychiatrycznym, a dostać się można do niego tylko od środka tego szpitala. W całym budynku jest ciemno, bo okna są zakryte przez ciemne zasłony, więc uważajcie tam. Przyjęłaś? – dodał.
 – T-tak! Leo, czekaj! – Pokiwałam głową, choć wiedziałam, że tego nie widzi. Ta rozmowa trwała dosłownie parę sekund, a gdy Leo skończył swój monolog i mruknął niemrawo na moją odpowiedź, po prostu ucichł, a ja uświadomiłam sobie, że tracę jego obecność. Nie miałam okazji nawet zapytać, dlaczego nie ma go ze mną...
 I Zniknął.
 Wiedziałam, że to przełomowa wiadomość, a rano będę musiała wszystko powiedzieć. Przecież to zmieni wszystkie nasze plany... Ostatecznie nocna rozmowa bardzo mną potrząsnęła i sprawiła, że nie mogłam zasnąć. Trwale zmyła z moich powiek nasilający się sen.

(Reszta?)

[1880 słów]

niedziela, 7 sierpnia 2016

[Event #1] Od Hyou - Do Natsume

 Nikt nie powiedział, że Arcany to wybawienie dla ludzkości. W zależności od nosiciela mogą one albo szkodzić, albo w jakimś stopniu przyczyniać się do czynienia postępów w nauce i technologii. Mimo wszystko życie pod kopułą nie zawsze należy do łatwych i gdyby nie patrzeć na swoje ponadprzeciętne umiejętności, wszystko wyglądałoby prawie tak, jak wcześniej. Pominąć fakt, że wspomnienia są tylko mgłą w ciemnych czeluściach naszych pamięci. Wszyscy zostaliśmy ich pozbawieni, ale znajdą się osoby, które niespecjalnie żałują... cóż, bo nie można żałować czegoś, czego się nie pamięta. Oczywiście jesteśmy zróżnicowani tak, jak i nasze Arcany, tylko, że pod względem charakteru. Zmierzam do tego, że nie każdy z nas pogodził się z życiem pod kopułą i znajdą się wyrzutki chcące za wszelką cenę się uwolnić i prowadzić całkiem normalnie życie, które – z wielu perspektyw – nigdy takie nie będzie. Niektórzy z nich są jak dzieci: bawili się patykami w lesie i teraz myślą, że są w stanie powalić dzika. Gorzej, gdy „Szczęściarz” umiłował już sobie życie na wolności, a technologia, Sigmy oraz naukowcy zawiodą... wówczas może stać się coś, do czego nie powinno dojść.
 Te refleksje były owocem snu. Kiedy tylko otworzyłam oczy, wszystkie słowa dryfujące niegdyś w otchłani mojego umysłu, stały mi w zasięgu wzroku. Wydawało się, że mogę pomachać ręką w powietrzu, a to wszystko zniknie tak szybko, jak się pojawiło. Gdy pierwsza zapowiedź świtu nadała niebu ciemnoniebieską barwę, zmusiłam się do uniesienia górnej partii ciała. Następnie rozciągnęłam ręce oraz usłyszałam charakterystyczny i nieprzyjemny dźwięk pękających kości. Przesuwając nogi po zmiętym prześcieradle, pozwoliłam, by zawisły one nad zimnymi panelami. Światło wynurzającego się zza horyzontu słońca rzucało ostry blask przez niezasłonięte okna, sprawiając, że wszystko wyglądało jasno i wyraźnie – biurko, które stojąc pod oknem pokryte było różnymi syfami. W końcu, ignorując wszystkie bodźce zewnętrzne, wstałam na równe nogi i wygładziłam zmięty od spania szlafroczek, od razu zastanawiając się nad tym, jak ja do cholery wstałam tak wcześnie. I wtedy stłumiony miękkim materiałem rękawów dźwięk dotarł do moich uszu. Nie był to zwykły budzik, a denerwujący i niezwykle rozbudzający. I znowu te gnidy z ośrodka się dobijają... Uniosłam rękę do góry i zanim udało mi się odczytać wiadomość z zegarka – znaczy to przypominało zegarek – obserwowałam, jak cienki rękaw szlafroka bezwładnie opada do dołu. Po dokładnym przyjrzeniu się wyrytym pikselami cyfrom, zakodowałam, że mam niezwłocznie udać się do głównego budynku. Pierwsze odczucie, które mnie ogarnęło to małe zdenerwowanie. Kolejna misja, jakiej konsekwencje będę znać dopiero, kiedy ją ukończę? Ostatecznie oprócz lekkiej kurwicy doznałam także kilku uścisków w żołądku. Im więcej myślałam, tym bardziej ból nasilał się i stawał nie do zniesienia. Jednak rozkazy rozkazami, musiałam się podporządkować, a jestem przekonana, że nawet, gdybym próbowała się jakoś buntować, skończyłoby się tak, jak oni chcą.
 Zerwałam się do chodu i przechodząc drogą, spenetrowałam szafki w poszukiwaniu ubrań. Robiłam to codziennie, więc ten schemat nie był trudny do zapamiętania. Zanim wyszłam z łazienki minęła kolejna godzina, a ja dobrze wiedziałam, że naukowcy nie lubią czekać. No skoro tak bardzo mnie potrzebują, to nic im się nie stanie, jeśli pojawię się kilka minut później, prawda?
 Ostatecznie wyszłam z apartamentu pachnąca i lśniąca, rozkoszując się całkiem ładną pogodą. Aura w postaci niewidzialnego, ciepłego powietrza oplatała moje ciało niczym mgła i jak gdyby była ona czarem, sprawiała, że nabrałam całych pokładów siły oraz energii. Wiatr, który stał się prawie że nieodczuwalnym powiewem, szarpał nieznacznie moje białe włosy w różne strony. Po jakimś czasie skrętów w lewo i w prawo, znalazłam się przed bardzo znanym mi budynkiem. Jak na zawołanie, w mojej głowie pojawił się obraz wspomnień, kiedy to z Sorą wychodziłyśmy tymi drzwiami, które teraz stoją przede mną. Bez zbytecznych gestów, po prostu pociągnęłam za klamkę i schodami wdrapałam się na wyższe piętro. Mimo że wieżowiec był niemal wystawiony na działanie promieni słonecznych, w pomieszczeniu, w którym się po chwili znalazłam panował istny mrok, przerwany jedynie palącym się nad biurkiem światłem. Nie zamierzałam siadać; po prostu stanęłam kilka metrów przed meblem i czekałam na to, co zostanie przede mną ujawnione. Ledwo kątem oka dostrzegłam spowitego cieniem kapitana plutonu B, aż usta naukowca utworzyły się. Zanim jakiekolwiek słowo się z nich wydobyło, usłyszałam tylko niewyraźne odchrząkiwania, które w połączeniu z tkwiącą w gardle flegmą tworzyły nieprzyjemną dla ucha symfonię.
 – Nie mam zamiaru czynić tego spotkania dłuższym... – zaczął – sprawa jest jasna. Pewnie wiecie, że poza ośrodkiem znajduje się jeszcze wiele niezidentyfikowanych Arcan albo niemożliwych do złapania. Stwierdziliśmy, że obecna ilość Sigm, Delt oraz Thet nie jest w stanie wyeliminować z gry tego człowieka.
 – Człowieka? Jakiego? – Odezwał się kapitan, jakby wyrywając ode mnie te pytanie. Nie myślałam tylko nad tym, co miał nam do powiedzenia naukowiec, ale... gdzie jest Leo? Gdzie są inne Sigmy? Te pytanie pozwoliłam sobie zostawić na później, ale nie ukrywam, że było to dla mnie ogromne zdziwienie. Zanim mój towarzysz, którego zresztą imienia nie znałam, zdążył wymówić kolejne słowa, starszy mężczyzna uniósł dłoń w geście „nie przerywaj” i ponownie zaczął tłumaczyć:
 – Nazywa się Vasquez Lacroix, jest nielegalnym handlarzem broni oraz posiadaczem jednej z dosyć niebezpiecznych Arcan, której niestety...  – ściągnął brwi, po czym zdjął okulary – nie udało nam się zidentyfikować i przypisać do jednej z podgrup, na jakie można dzielić Arcany.
 – Co? Takie informacje mają nam pomóc? – zapytałam. Myśleli, że będziemy płacić za ich błędy? Rozumiem, że od tego jesteśmy, ale czasami jakieś wynagrodzenie za wieczną służbę też by nam się należało. Chociażby słowne „dobrze się spisaliście”. Przerwawszy myślenie, mężczyzna znów posłał te swoje wymowne, lekceważące spojrzenie.
 – Stwierdziliśmy, że nie jest to ani Arcana Naturalna, ani sztuczna, ani żadna inna. Nie jest to też Omicron. On czuje, myśli oraz może się porozumiewać, co sprawia, że jesteśmy bezsilni. Do tej pory udało nam się ustalić tylko tyle, że jest to młody mężczyzna mierzący 185 centymetrów wzrostu, nosi czarną maskę na twarzy, a jego oczy są złote. Pochodzi z Francji, a japońskim posługuje się bardzo rzadko i raczej nie dogadacie się z nim w... ten sposób. Jest bardzo zwinny, szybki i wyróżnia się umiejętnościami dorównującymi szóstej randze. Ma wokół siebie dużą ilość ludzi, broni. Ponadto jest doskonałym strzelcem. O jego Arcanie wiadomo tylko tyle, że wywołuje ona strach, potęguję lęki i fobie ludzi, co czyni go prawie niezniszczalnym. Reasumując, nazwaliśmy go „Projektem X” – zakończył teatralnym westchnieniem.
 Z mojej perspektywy wygląda to na grubszą sprawę. Wypuszczą nas w teren, nie dając choćby wskazówki na to, gdzie możemy zacząć szukać? To dla mnie niepojęte, ale wiedziałam, że nie mogę tego zwyczajnie zignorować.
 – I co, mamy iść we dwójkę? Wyjdziemy gęsiego? – zapytałam, pakując w te pytanie tyle sarkazmu, ile wlezie. – Poza tym są jakieś szczegóły o tej Arcanie, które jednocześnie mogą ułatwić nam zadanie?
 – Co do pierwszego... za chwilę do tego dojdę. I tak, mamy szczegóły, i gdybyś tylko przestała kłapać jadaczką, powiedziałbym, co mam na myśli. – Przewiercił mnie wzrokiem, a ja ledwo powstrzymałam się, by nie zrobić czegoś równie złośliwego. – Jeśli chodzi o Arcanę... nazywają go Wężem – Hebi, ponieważ widzi w ciemności. – Wtedy wybuchłam ledwo kontrolowaną eksplozją ściszonego chichotu, zwabiając na siebie wzrok wszystkich obecnych.
 – Kontynuuj.
 – Widzi w ciemności i może wykorzystać to przeciwko wam – dodał.
 – Też mi motywacja – podsumował kapitan, w końcu ruszając się z miejsca. Ostatecznie tylko wykonał kilka kroków, po czym wrócił na miejsce.
 – Żadnego punktu odniesienia? – Pozwoliłam sobie zignorować drażniące mnie myśli.
 – Zaczniecie w tym mieście. – Nim się zorientowałam, naukowiec pokazał mi mapę, na której czerwonym szlakiem zaznaczone było pierwsze miasto.  – Niestety nie mamy więcej wskazówek. Wiemy tylko, że musicie przejść przez to miasto i ruszyć do kolejnego.
 – Nie sądzisz, że to za dużo na dwie Sigmy? – W tym momencie pytanie skierowałam do nieznanego mi przedstawiciela Sigm, przy okazji monitorując go wzrokiem.
 Wydawało mi się, że spędziłam w tym pomieszczeniu godzinę. Tymczasem to było raptem piętnaście minut, które zwiastowały tylko kolejną masę niewyjaśnionych zagadek oraz prób krwi i potu. Gdy skąpana w nerwach miałam ochotę zaprotestować – bo przecież we dwójkę w życiu sobie nie poradzimy – powietrze wypełniło się uspokajającymi słowami starszego mężczyzny [...]

(Natsume?)

[1343 słowa]

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Od Hyou - C.D Leo

 Dotyk chłopaka dziwnie na mnie działał, jakby koniuszki jego palców wypełniał jakiś czar. Dotąd sądziłam, że coś takiego nie jest w stanie zawrócić mi w głowie. Wręcz przeciwnie: żyłam w przekonaniu, że jestem bardzo odważna jeśli chodzi o takie rzeczy. Tymczasem każdy jego najmniejszy gest sprawiał, że moja twarz zalewała się purpurą. Mimo że wszystko wskazywało na to, że pragnę tego chłopaka, w mojej głowie ciągle toczyła się zażarta gonitwa myśli. To nie było tak, że ja się do tego zmuszam... jest mi naprawdę dobrze ze swoim dziewictwem, ale to on sprawił, że chcę diametralnie zmienić zdanie (napalona Hyou – zła Hyou). Jego dotyk, pocałunki, obecność. Tak, najlepiej wszystko zgonić na Leo. Pierwszy raz nie mogłam okiełznać własnego ciała, i posuwało się ono do niniejszych rzeczy, które przyczyniły się do powstania tych niecodziennych dla mnie sytuacji.
 Pokiwałam nieznacznie głową.
 – Wiem, że nie zrobisz mi krzywdy. – Zaledwie gdy wypowiedziałam ostatnie słowo, wysunęłam dłoń, by dotknąć delikatnie jego palców, które muskały moją twarz. Odpowiedź na jego pytanie była przecież oczywista, i on dobrze o tym wiedział.
 Po chwilowej ciszy, przybliżyłam się do jego twarzy. Najpierw nasze nosy się stykały, a ja patrząc w jego fioletowe oczy próbowałam wyrwać z nich to, co naprawdę Leo myśli o tym wszystkim. Bez skutku. Potem zwyczajnie przechyliłam głowę, by móc dostać się do jego ciepłych warg i ożywić je nowym, tym razem pełnym subtelności pocałunkiem. Wydawało się, że ledwo je musnęłam, a na koniec – jak gdyby było to na pożegnanie – przygryzając jego dolną wargę oddaliłam się z powrotem na odległość może paru centymetrów. Moją twarz przeciął lekki, pocieszający a zarazem wdzięczny uśmiech.
 Po przeanalizowaniu sobie jego słów w końcu doszło do mnie, że on naprawdę nie chce zrobić mi nic złego i oczywiście zdawałam sobie z tego sprawę, ale tak samo odkryłam, że mam jeszcze czas. Miałam tylko nadzieję, że to nie była jedyna okazja... dziwnie się z tym czułam, bo dopiero co traktowałam go niemalże jak brata, teraz to się trochę zmieniło. Ale tylko troszeczkę.
 Opanowałam się, mimo że mój gorący oddech wciąż palił jego delikatną skórę.
 – I... przepraszam. – Spuściłam głowę, nadal zdając sobie sprawę, że to jednak on pierwszy mnie pocałował. Mimo to podzielałam jego zdanie i byłam mu wdzięczna, ale nie wiedziałam za co. Gdybym się pogniewała dlatego, że mówił do mnie takie rzeczy w formie odmowy to prawdopodobnie byłabym największą idiotką jaka tylko chodziła po ziemi. A ja się cieszyłam, bo naprawdę takiej osoby szukać tylko ze świecą.
 – Lubię cię, Leo – szepnęłam niemal niesłyszalnie, przy czym wstałam na równe nogi. Czułam, jak moje policzki znowu zalewają się rumieńcami, a te słowa w ogóle nie odzwierciedlają tego, co mam na myśli... Eh, co się z tobą dzieje, Hyou? Ignorując tę jakże dziwną reakcję, pozwoliłam, by moje ubranie odzyskało dawną gładkość. – Mam nadzieję, że nie przeszkadzało ci to, jak się napalałam. Wybacz~
 Mimo że to, co powiedziałam mogłoby się wydawać niestosowne, jakoś tak zbyt szybko ulotniło się z moich ust. Rozjaśniłam pomieszczenie zadowolonym uśmiechem, wzięłam głęboki wdech i zwyczajnie zniknęłam za uchylonymi drzwiami. Uruchomiłam mechanizm, który otworzył wrota oraz na samym wstępie skazałam się na cholernie zniecierpliwionego Raphael'a. Nie czułam wielkiego zaniepokojenia, kiedy przechodził obok mnie, wchodząc do apartamentu Leo. Po prostu posłałam mu przelotne, pełne zastanowienia spojrzenie, i ruszyłam przed siebie.
(...) Jeszcze we własnych czterech ścianach myślałam nad tym, co się wydarzyło. Nie mogłam tak po prostu powiedzieć „Stało się”, bo nawet gdy próbowałam przywołać sobie te słowa, nie mogłam ich dokończyć. Przytłaczały je kolejne myśli. Ostatecznie wszystko to, co stało się kilka godzin temu pozbawiło mnie snu na kolejne parę godzin, dopóki sama nie zdołałam zapaść w ten fantazyjny stan. Ostatnie, o czym miałam ochotę myśleć to to, po co Raphael przyszedł do domu Leo. Ale nie moja sprawa...
 Następnego dnia przez większość popołudnia nie robiłam nic; włączyłam telewizor, zjadłam jakiś deser i... i tyle. Gdybym obudziła się rano (niedoczekanie) to zapewne czas mijałby mi o wiele wolniej. Nigdy się nie nauczę. Ale za to te braki nadrabiałam planami, i wieczorem powiedziałam sobie, że wybiorę się do Leo. W głębi serca miałam nadzieję, że jednak nasze relacje nie ulegną żadnej zmianie po wczorajszym wieczorze. Ale to tylko mój mały zastrzyk wiary. Gdy zaś nadeszła odpowiednia pora, bez zbędnego pitolenia zabrałam klucze i ruszyłam w drogę. Mijałam budynki, potem następne wieżowce, nie zwracając nawet uwagi na to, jak słońce powoli zatraca się w horyzoncie, a na jego miejsce wkracza bezgwiezdna, granatowa otchłań. Do moich uszu nie docierało nic oprócz szumu krzaków i liści na drzewach. Szłam spokojnie, dopóki coś nie przykuło mojej uwagi. Coś błysnęło w ciemnym zaułku i nie byłabym sobą, gdybym tam nie poszła oraz tego nie zbadała. Spoglądałam na to, jak wraz z kolejnymi krokami moje ciało pochłania mrok. Rozejrzałam się znowu: nic, tym razem nic. A potem tylko jeden, gwałtowny ruch, który przewrócił mnie na ziemię... najpierw byłam sparaliżowana jakby żywym jadem, nie potrafiłam szybko zareagować, a gdy próbowałam, poczułam tylko jak kogoś ciężar niemal przygważdża mnie do ziemi. Moje oczy błyszczały w przerażeniu, wielkiej obawie, przekręcały się w każdym kierunku, by tylko znaleźć coś, co mogłoby mi pomóc. Aż w końcu wypłynęło z nich parę łez. Nie mogłam też krzyczeć, szamotać się. W końcu dotarło do mnie, że przeciwnik musiał być o niebo silniejszy ode mnie. Czułam jego palący oddech na swoim karku i jedyne, o czym myślałam to o kimś, kto mnie uratuje. Ale cóż, pomoc nie nadeszła.
 – Shhh, koteczku. Zaraz będzie po wszystkim. – Tylko to zdołałam usłyszeć pośród wszystkich moich krzyczących myśli.
Nie mogłam nic zrobić z tym, że mężczyzna zrywał ze mnie ubranie, na moje szczęście nie miał w tym za dużo wprawy co dało mi dużo szans na wyswobodzenie się. Wkrótce się udało: opanowałam swój drżący z niepokoju oddech i na miarę możliwości uniosłam gwałtownie nogę, która mocno trafiła w krocze napastnika. Szybko – na kolanach – wyślizgałam się, aż dotknęłam chodnika. Nawet wtedy trudno było mi dźwignąć się na nogi, cała drżałam i pole widzenia utrudniały mi lejące się strumieniem łzy. Skoro byłam w drodze do Leo, wówczas to on był moim jedynym ratunkiem. Ostatnie, co usłyszałam to ciche wyzwiska rzucone w moją stronę, ale udało mi się. Wbiegłam do odpowiedniego budynku i natychmiast, z impulsywnością w gestach waliłam w drzwi, co jakiś czas odwracając się w poszukiwaniu potencjalnego zagrożenia. Byłam przerażona... tak bardzo przerażona...
 Doczekałam się; Leo otworzył drzwi i spojrzał na mnie zdziwiony, wciąż trzymając klamkę. Tak samo jak i ja, nie mógł wydusić z siebie słowa. Stanęłam prosto, pozwalając, by moje usta zakrył mokry od płaczu rękaw cienkiego sweterka.
 – M-mogę dzisiaj spać u ciebie? – wydukałam ledwo, i dopiero teraz zauważyłam, jak bardzo drżał mój głos. Byłabym zdziwiona, gdyby cokolwiek z tego usłyszał. Ścisnęłam na sobie poszarpane ubranie, a gdy chłopak wyciągnął rękę i jak mniemam zamierzał dotknąć mojego przedramienia, odsunęłam się gwałtownie i wybuchłam kolejną falą łez. To dziwne, że bałam się najmniejszego dotyku, ale po czymś takim ta dziura w umyśle na pewno nie zostanie szybko zaklejona. Chciałam, by mnie przytulił, ale byłam tak bardzo przerażona... nawet gdy zdawałam sobie sprawę z tego, że on nigdy nie zrobi mi krzywdy.

(Leo?)

sobota, 30 lipca 2016

Od Hyou - C.D Shino

 Gdy pierwsza zapowiedź świtu nadała niebu ciemnoniebieską barwę, przekręciłam się na bok, wciąż wpół pochłonięta przez dziwny, fantazyjny stan. Miałam wrażenie, że albo ciągle śnię, albo obudziłam się, a to tylko wymysły mojego nieprzytomnego umysłu. Ostatecznie to brzęczące komary przekonały mnie do tego, by dźwignąć się na nogi i uratować swoją skórę przed kolejnymi ukąszeniami. Nałożywszy na siebie krótki szlafroczek, ruszyłam, by zacząć robić ze sobą porządek. Rozczesywanie nocnych kołtunów, mycie zębów i wybranie jakichś losowych ubrań – te czynności pochłonęły mnie na mniej więcej godzinę czasu. Nic mnie nie zmuszało do tego, bym zaczęła się nagle spieszyć, jednak pusta lodówka, którą dostrzegłam za chwilę bardzo szybko sprawiła, że przypomniałam sobie o chwilowych problemach. Mimo że zawsze mogę pójść albo do Leo, albo do Raphael'a, by się najeść, tym razem chciałam zrobić coś sama, zabrać ostatnią kasę i uzupełnić opróżnione półki. W końcu zmusiłam się do wyjścia, zamykając apartament.
 Większość czasu nie natykałam się na nic ciekawego, sami przechodni, parę drzew postawionych w zamkniętych, trawiastych fragmentach Rimear. Resztę terenu pokrywał sam beton oraz wysokie, nowoczesne budynki i obijające się w ich szybach słońce. Aż moim oczom ukazał się specyficzny przypadek w postaci mojej niesfornej znajomej. Odruchowo widząc, jak jej głowa styka się z prętem, nie mogłam powstrzymać małego chichotu.
 – Bardzo kurwa śmieszne – warknęłam, patrząc w moją stronę z pewną rodzaju pogardą. Ale nie wyglądała mi na poważnie urażoną przez moją reakcję. – Będziesz mi to wypominać do końca życia?
 – Hę? Nie będę ci tego wypominać, choć mam wielką ochotę – nachyliłam się delikatnie, by być z nią na równi twarzą w twarz. – A jak kupię ci ciastka orzechowe to mi wybaczysz ten nagły napad śmiechu?
 Miałam wrażenie, że chce zabić mnie wzrokiem, ale po usłyszeniu mojej propozycji zauważyłam w nim także przebłysk zainteresowania. Potem, co ostatecznie mnie przekonało, to nieznaczne skinienie głową.
 – Gdzie się wybierasz? – zapytałam, nadążając kroku za zgarbioną nastolatką.
 – Do klubu ze striptizem, może chciałabyś się ze mną wybrać? – rzuciła kąśliwie, spoglądając spode łba.
 – Jest tuż za rogiem! – zaśmiałam się cicho, znów skazując się na jej pełne grozy spojrzenie. W prawdzie na mnie nie robiło już większego wrażenia, bo akceptowałam jej byt, ale to nie znaczy, że nie mogę czasem odpowiedzieć jej takim samym sarkazmem czy wredną zagrywką. Choć to kłóciłoby się z moim przyjaznym usposobieniem~ (no raczej nie xD)
 – No i chuj. – To była jej odpowiedź.
 – Ale najpierw muszę pójść do marketu, bo nie mam nic w lodówce – westchnęłam cicho, i w jednym momencie wyjęłam listę zakupów, przyglądając jej się z lekko przechyloną głową.
 Jak się okazało, resztę drogi dziewczyna siedziała cicho. Tak, powinnam się ową ciszą jak najdłużej rozkoszować, choć sama nie lubię takiej atmosfery... jestem za bardzo energiczna. Po jakimś czasie trafiłyśmy do wyznaczonego miejsca. O dziwo, moja towarzyszka zabrała koszyk i od razu rzuciła się w stronę półek. Nie mogła mi powiedzieć, że jest głodna? Ale z drugiej strony czego ja oczekuję, to jest Shino.
 Gdy po skreślonej liście zakupów zawróciłam, by iść do kasy, spotkał mnie niemiły incydent. Mianowicie Shino stała twarzą w twarz z ekspedientką i najprawdopodobniej chciała jak najszybciej mieć płatności za sobą. Złowrogi wzrok na jej twarzy z pewnością nie wróżył nic dobrego i wiedziałam, że za chwilę trzeba będzie interweniować. Dopiero gdy znalazłam się bliżej zamieszania, usłyszałam jak z ust Shino wydobywają się słowa w cholerę przepełnione chamstwem:
 – Może się pani pospieszyć? Nie mam całego dnia.
 – Hej, co jest? – Podbiegłam, z lekka zdyszana.
 – Ta baba nie umie liczyć! – warknęła cicho.
 Zaraz po tym spojrzałam na zakłopotaną minę ekspedientki. Była młoda, a jej oczy ledwo dostrzegłam przez długie, doklejane rzęsy. Obracała produkt w rękach, dopóki z dziwnej maszyny nie wydobyło się ciche „piiip”.

(Shino? Wiem, że jest chujowe, nieinspirujące, ale nie miałam weny na nic xD)

piątek, 29 lipca 2016

Od Hyou - C.D Leo

Dreszcze niczym gromy rozchodziły się po moim ciele. Jedyne, co mogłam w tamtym momencie stwierdzić, to to, że ogarnęło mnie nieustające poczucie bezpieczeństwa, radości i przyjemności jednocześnie. Usta, które jeszcze przed chwilą były wysuszone przez powietrze, teraz lśniące i nawilżone przyjmowały wszystko, co Leo oferował. Przez chwilę rzeczywistość dla mnie nie istniała, a ściany, na które przez sekundę tak desperacko patrzyłam, wydawały się być w tańczących kolorach. Potem przymknęłam oczy, oddając się chwili. Opętał mnie krótki szok, lecz krótko po tym zarejestrowałam także ślady przyjemności. Tak naprawdę pierwsze myśli, jakie przecięły mój umysł to niewątpliwie takie, że chciałam zrobić coś o wiele więcej, ale doskonale wiedziałam, że Leo się do tego nie posunie; nie to jednak trwało w mojej głowie. Walczyłam z tym uczuciem pragnienia, odkąd pierwszy raz musnął moje wargi, aż teraz zwyczajnie straciłam siły na jakąkolwiek bitwę ze zmysłami. Namiętnie pogłębiałam pocałunki, niespodziewanie coraz bardziej na niego napierając, aż w pewnym momencie znalazł się na poduszce. Czułam, jak przez jeden, mały gest chłopak jest w stanie spowić całe moje ciało mgłą przyjemności. Mimo pewności siebie, dokładnie czułam, jak moje wargi drżą w nienasyceniu i pożądaniu, oczekują coraz więcej doznań i, że wraz z napłynięciem tych dziwnych reakcji moje policzki zalewają się różową falą. Normalnie byłabym bardziej śmiała, ale w tamtej sytuacji coś sprawiło, że poczułam się bardziej wrażliwa, kobieca i delikatna. Nie wiedziałam czy to zasługa Leo, ale nie chciałam też, by to miało swój koniec. W końcu złapałam go za rękę, którą przesunęłam nieco w stronę swojego brzucha, potem pośladków, ostatecznie tam się zatrzymując. Powietrze zostało wypełnione moimi własnymi, zduszonymi westchnieniami, którym udało się wydostać między pocałunkami. Miałam wrażenie, że kompletnie straciłam kontrolę nad własnym ciałem. Że kierowało się ono głównie pragnieniami. Na chwilę przesunęłam się tak, by móc musnąć ustami jego uszko oraz wyszeptać jego imię przepełnione w tamtym momencie dziwną, nieznaną mi dotąd romansową barwą. Gdy zaledwie przeciągnęłam ostatnie litery, przygryzłam delikatnie płatek jego ucha. Nadal pulsowało we mnie uczucie niemalże wieloletniego pożądania. Dłonią sięgnęłam pod jego koszulkę, a czując wyraźne zarysy mięśni, moją twarz przeciął malutki, miły uśmiech. Miałam wrażenie, że zapamiętuje każdy detal jego uwypukleń. Gdy tylko zakończyłam zwiedzanie, moje dłonie znów delikatnie objęły otuloną kruczoczarnymi pasmami włosów twarz, i tym razem to ja wbiłam się w jego usta, jak gdyby były one po długiej rozłące. Nasze języki znów rozpoczęły swój zmysłowy taniec.
 Aż nagle wszystko prysło niczym bańka mydlana. Rozległ się donośny stukot w oknie, który wywołał i u mnie, i u Leo identyczne reakcje. Podskoczyliśmy ze zdziwienia, a jedyna różnica tkwiła w tym, iż ja spadłam z łóżka i się nieco poturbowałam. Moja głowa szybko przesunęła się w kierunku okna, skąd dobiegał dźwięk. Zasłonięte.
 – Co, nikt mnie nie wpuści? – Był to niewątpliwie głos Raphael'a. Gdy tylko dotarł on do moich uszu, zwyczajnie przez moje ciało przebiegł dreszcz. Nie mogłam stwierdzić czy był on wywołany przerażeniem czy paniką, albo czymś zupełnie innym, ale Leo zdecydowanie odczuwał to samo. Jeśli chodzi o tego chłopaka, to od razu wstał i naciągnął niżej koszulkę, która przed chwilą lekko zmięta odsłaniała większy pakiet mięśni.
Zauważyłam, że chłopak odchodzi w stronę drzwi. Wpatrywałam się na to z wyraźną niezgodą, aż w końcu udało mi się przełamać paraliż; pobiegłam od tyłu, oplatając delikatnie ręce wokół jego torsu. Niemal wcisnęłam głowę w jego plecy. Nie wydał z siebie ani słowa.
 – Leo? – szepnęłam ledwo słyszalnie. W moim głosie bez większego wysiłku można było dostrzec drżenie. Chciałam, by się odwrócił, powiedział coś o tym, co przed chwilą miało miejsce. Ale on stał jak wryty. Tymczasem wszystko działo się dalej: Raphael poinformował, że idzie z powrotem pod drzwi i będzie czekał jeszcze chwilę. Powoli narastało we mnie uczucie, którego nigdy nie zarejestrowałabym bez czyjejś pomocy. I łączyło się to z troską i szacunkiem, stanowiło jedność, a zarazem było silniejsze. Nie odpowiadał; prześlizgnęłam się, by móc być z nim twarzą w twarz. W jego wyrazie nie widziałam krępowania, a teoretycznie to trudno było cokolwiek z niego odczytać. Jedyny mały gest, jaki wykonałam, to muśnięcie palcami jego dłoni, a następnie jej uściśnięcie.
 – Weź moją rękę i nigdy nie puszczaj – szepnęłam krótko, jak gdybym chciała, by nie mógł tego usłyszeć. Nie mogłam zrozumieć, co w tamtym momencie działo się w mojej głowie, ale była to jedna wielka burza uczuć. To dziwne, że pierwszy raz nie czuję, że mogę robić co mi się tylko wymarzy. Nie podobało mi się to, bo Leo sprawił, że odczułam coś, czego w życiu nie zarejestrowałam. Plątałam się, nie mogłam powiedzieć nic, co przypominałoby ripostę czy zboczone teksty. I nie chciałam, oddałam się tej jednej, wyjątkowej chwili. Miałam swój pierwszy pocałunek...
 I znów to samo, zniecierpliwione pukanie do drzwi. Nie obraziłabym się, gdyby Leo po prostu wyszedł i sprawdził, co Raphael'a tu sprowadza. Nie wiedziałam, czy chcę usłyszeć jego odpowiedź. Wydawała mi się ważna w takim stopniu, że aż odczuwałam dziwne mrowienie w brzuchu, ale z drugiej strony... nie miałam pojęcia, jak może zareagować. Dotąd traktował mnie jak siostrę, lecz czy jego pole widzenia się zmieni?

(Leo?)

sobota, 16 lipca 2016

Od Hyou - C.D Taigi

Jeju, jaka to była specyficzna dziewczyna. Czuję, że ilekroć mówiłabym jej, że jest dziwna, ona potraktowałaby to jako komplement. W sumie sama nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Sądziłam, że jak wyjdzie z wody to z jej ust ulotni się niecenzurowana wiązanka przekleństw, a tu proszę... w sumie co ja się dziwie, to nie jest zwykły świat. Nic tu nie jest choć w osiemdziesięciu procentach normalne. Gdy w końcu moja głowa nadążyła za nagłym natłokiem nowych zdarzeń, przypomniałam sobie wypowiedź dziewczyny. Muszę przyznać, że pytanie z prośbą o poruszenie uszami trochę mnie sfrustrowało, ale poniekąd rozumiałam jej ciekawość.
 – H-Y-O-U – przeliterowała moje imię z uśmiechem. – Jesteś ciekawą osóbką. Ty już mniej – mówiąc to, wskazała na chłopaka wciąć utrzymując na twarzy ten sam wyraz.
No no... przewidywałam, że to nie skończy się najlepiej. Nowa towarzyszka w ogóle nie znała tego Płomyczka, a już mogła być wobec niego taka pewna siebie. Z chirurgiczną precyzją obserwowałam każdy, nawet najmniejszy ruch Shion'a. Nic nie mogło mi umknąć, a perspektywa z jakiej miałam szansę to robić była bardzo obiecująca.
W końcu drgnął: a raczej tylko jego kąciki ust się podniosły. I wtedy przypomniał mi się cytat, który idealnie pasował do tej sytuacji: „To, że się do ciebie uśmiecham, wcale nie musi oznaczać, że cię lubię. Mogę, na przykład, wyobrażać sobie, że stoisz w płomieniach”. Moje obawy nie były błędne: Shion korzystając z okazji, że nie dzieli ich zbyt duża odległość, popchnął dziewczynę z powrotem do wody.
 – „Mało ciekawy?” No ty zdecydowanie jesteś bardziej ciekawa, wyglądając jakby ktoś cię oślinił~ – prychnął cicho, strzepując z ramienia niewidzialny pyłek.
Po około pięciu sekundach dziewczyna wynurzyła się, jednak jak się okazało, bardziej martwiła się o swój dryfujący na powierzchni pędzelek, niż o siebie. Nie wyglądała na jakąś specjalnie złą. No dobra, Taiga ma za swoje, ale tlące się iskierki w oczach Shion'a coraz bardziej przekonywały mnie do tego, że to jeszcze nie koniec wrażeń. Ciągle patrzył w kierunku dziewczyny, a raczej na jej mokre włosy, ale ostatecznie nie zrobił nic więcej.
Miałam wrażenie, że byłam tu nieobecna albo wyszłam z siebie i obok przyglądałam się temu wszystkiemu, nie mając żadnych wpływów, chociaż niewątpliwie nowa koleżanka interesowała się bardziej mną niż Shion'em. To główny powód, dla którego czułam się niezręcznie. Po chwili Taiga opuściła jezioro, a z jej ubrania chcąc nie chcąc, sączył się strumień wody. Ona jednak tylko przytuliła delikatnie swój pędzel, kierując się w stronę odwróconego Shion'a, który słysząc odbijające się od podłoża kroki, znów przekręcił głowę. No cholera, teraz to muszę uważać. Myślę, że Płomyczek i tak ma już podniesione ciśnienie.
 – No chodź zmokła kurko... usmażę cię... – jego ostrzegawcze spojrzenie niemal przebiło ją na wylot.
 Wtedy wbiegłam między nich.
 – Coś nie tak? – zaśmiała się Taiga i delikatnie przymknęła swoje cieszące się oczy.
 – Na twoim miejscu nie byłabym taka pewna siebie. Chociaż... ja w sumie nie jestem lepsza – zachichotałam zakłopotana.
 – Ale co, dlaczego go pilnujesz?
 – To nie była moja decyzja, uwierz... – urwałam.
 – ...Jesteś beznadziejną opiekunką – tracący na głośności ton Shion'a szybko dotarł do moich kocich uszu, a gdy tylko to zdanie przeszło przez moją głowę, uświadomiłam sobie, że chłopak gdzieś się wybiera.
Ja doskonale rozumiem, że jestem beznadziejną opiekunką, ale jeśli przychodzi co do czego, to ja bardzo dobrze potrafię się sobą zająć~ nie przywykłam do roli niańki, jaką powierzyli mi naukowcy i najchętniej dałabym mu wolną rękę.
 – Dokąd to? – mimo wszystko nie chciałam zostawiać Taigi samej w tej trochę frustrującej sytuacji, więc gdy tylko pobiegłam za Shion'em, niespodziewanie złapałam ją za nadgarstek i pociągnęłam za sobą.
Nawet nie czułam potrzeby, by przeprosić ją za to wszystko. Bowiem wydawało mi się, że to osoba, która nie jest jakoś tak bardzo... normalna? Hm, to dobre słowo? I nie wyciągała zbyt wielu wniosków z takich akcji.
 – Hyou... kup mi PS – bezpośredniość, jaka tkwiła w przekazie tego zdania uderzyła we mnie z piorunującą siłą, odrzucając mnie przynajmniej metr do tyłu. Znaczy to tylko tyle, że musiałam się odsunąć, by mu czegoś nie zrobić.
 – Żartujesz? Co ja jestem... – burknęłam.
 – ...Moją opiekunką – uśmiechnął się chytrze. Jak on mógł to wykorzystać? – A chyba opiekunki powinny uszczęśliwiać swoje pociechy, prawda? – jego przekonujący ton coraz bardziej oplatał się wokół mojego umysłu.
 – Trochę się pomyliłeś... – nie zamierzałam go słuchać.
 – Ale Hyou... – i to dziecięce przekonywanie trwało do momentu, w którym się nie zgodziłam. Moja decyzja była spowodowana wyłącznie zmęczeniem. Nie miałam siły, by się dłużej spierać. Muszę przyznać, że został zwycięzcą, bo w końcu cała nasza trójka (tak, w tym mokra Taiga ( ͡° ͜ʖ ͡°)) udała się w stronie tych typowych sklepów. To Shion wybrał sobie co chciał, ja po prostu musiałam wyciągnąć swoje oszczędności i o dziwo, tak dużo mi nie znikło.
(...) Gdy Shion zaczął uczyć się co do czego służy, byliśmy już w drodze do apartamentu.
 – Hej, Taiga – po chwili spojrzałam w jej stronę. – Chciałabyś może zostać na kolacje czy coś?
 – Nie ma sprawy – uśmiechnęła się równie szeroko, co wcześniej i bez zbędnego przedłużania po prostu otworzyłam drzwi od apartamentu, zapalając światło.
Płomyczek od razu poszedł do swojego pokoju, jak takie grzeczne i wzorowe dziecko. Wątpiłam w to, ale przynajmniej myślę pozytywnie. Może nie spali mi całego pokoju, bo zajmie się swoją nową zabawkę. Zresztą... on wcale nie jest aż taki zły... Na chwilę zostawiłam Taigę samą w salonie, by sprawdzić co robi mój podopieczny. Gdy otworzyłam drzwi, niemal zamarłam: Shion bez koszulki ze włosami spiętymi w luźną kitkę. Raaaawr, tak to on może chodzić po domu. Wcale się nie obrażę. Teraz – na moją korzyść – chłopak był odwrócony tyłem i opierał się o poduszkę i swoje łóżko, więc starałam się go zaskoczyć. Delikatnie wgramoliłam się na pościel, a z nagła skoczyłam w jego stronę, od tyłu oplatając luźno ręce wokół jego szyi. Nawet nie drgnął, kretyn.
 – W co grasz? – wtedy idealnie miałam podgląd na to, co robi. Jedyne, co mnie z lekka denerwowało to jego czerwone włosy muskające moje policzki. Z zainteresowaniem przyglądałam się ruchomym obrazom, jakie tkwiły w środku tego niewielkiego urządzenia.


(Shion, Taiga?)

wtorek, 12 lipca 2016

Od Hyou - C.D Shion'a

No proszę, proszę. Jeszcze chwila, a stałoby mi się coś złego w moim własnym domu, bywa i tak... W sumie to gdy tylko za drzwi wyszedł mój team, faktycznie poczułam się lekko niepewnie, jakbym miała zostać zaskoczona. Ta kocia klątwa jednak ma w sobie parę pozytywnych aspektów. Do zagrywek słownych Shion'a próbowałam się przyzwyczajać, ale jednocześnie nie chciałam, by czuł u mnie zbyt wielką swobodę albo jak „hulaj dusza, piekła nie ma”.
 – A powiedz mi, ty w łóżku też jesteś taki pewny siebie? – przechyliłam głowę, wciąż nie oddalając się od niego choćby na krok. Mój wzrok był tak intensywny, jakby co najmniej chciał wyrwać z jego umysłu najskrytsze myśli.
By trochę dopełnić znaczenie tych słów, moja ręka powędrowała na jego pasek od spodni. Dopiero wtedy uniosłam swój wymowny, tajemniczy wzrok i uśmiechnęłam się pod nosem, trzepocząc długimi, czarnymi rzęsami. – Proszę, nie odpowiadaj na to. – Jakby nigdy nic, po prostu machnęłam dłonią i odwróciłam się na pięcie, zmieniając swój kierunek w stronę kuchni.
Nie mógł nic powiedzieć? Dla mnie lepiej, nie zważywszy na to czy zamierzał otworzyć usta, czy też nie. Bez względu na okoliczności, czułam się w stu procentach bezpieczna. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, szacując ilość czasu, jaką będą musiała poświęcić na ogarnięcie tego syfu. Nie wiedziałam nawet od czego zacząć, więc przysporzyło mi to tylko więcej problemów: garnki, talerze i brudna patelnia zajmowały cały zlew, utrudniając mi jakiekolwiek dojście do kurka z wodą. Westchnęłam głośno, ocierając pot z czoła, choć tak naprawdę jeszcze nic nie zrobiłam. A tam, jeden dzień się mogę walnąć w robocie! Myśląc o tym, porzuciłam wszystkie swoje dotychczas układane plany idealnej pani domu i wytarłam ręce, jakby znajdowały się na nich niewidoczne brudy. Postanowiłam zabrać Shion'a na ludzi i nie miało to żadnego związku z jego agresją, to szczerze mówiąc dawno odłożyłam na bok... ale myślę, że odizolowanie od każdej żywej istoty też nie wyjdzie mu na dobre.
 – Płomyczku! Gdzie jesteś? – zapytałam, sprawdzając każde pomieszczenie, aż w końcu postanowiłam wejść do jego własnego pokoju. – Ciocia Hyou chce cię gdzieś zabrać.
 – Nie nazywaj mnie tak... – westchnął cicho, zasłaniając sobie ręką oczy. Leżał na łóżku, ale na mojej warcie wiecznie nie będzie grzał tego miejsca. Kości mu się zastoją i co ja powiem naukowcom?
 – No ruszaj się, jesteś już zdrowy – mówiąc to, starałam się pozbyć wszystkich wygodnych rzeczy dookoła. Nie mógł ciągle leżeć i tyle. – Jak się ruszysz to dam ci... spokój na cały kolejny dzień. Albo naukowcy zechcą z tobą rozmawiać – westchnęłam.
Przekonywanie Shion'a zajęło mi bardzo długo, ale w końcu podołałam. Rozważałam też taką opcję, że był po prostu całkiem zmęczony słuchaniem moich zbędnych namówień i postanowił mi ustąpić. Tak czy inaczej na jedno wychodzi. Może jednak Płomyczek wyjdzie jakoś na ludzi. Z niechęcią opuścił apartament, a ja natychmiastowo zatrzasnęłam drzwi, by się nie rozmyślił. Jeśli mowa o ucieczce, byłam w pełni przygotowana, jeśli taka sytuacja znalazłaby miejsce, a poza tym Shion wciąż nie był w pełnej formie, co mogłam wywnioskować przez to, że nie udało mu się mnie zaskoczyć. Zdecydowałam się na to, by urządzić zwykły spacer. Taki na rozluźnienie kości. Kręte ścieżki tego zaawansowanego technologicznie ośrodka wciąż budziły we mnie podziw. Jak naukowcy zdołali stworzyć coś takiego?
 – Myślałam, że zaczniesz uciekać. – wydawałoby się, że nawet na niego nie spojrzałam.
 – A co by mi to dało? – wzruszył ramionami. Mimo jego słów, ciągle nie miałam do niego zbyt dużego zaufania. Poza tym raczej nieprędko się dowie, czemu to akurat ja mam się nic zajmować, a nie kto inny. W sumie Sora była blisko tego zadania, ale mnie wykiwała. Na razie moja misja nie była jakaś specjalnie trudna.
[...] W sumie nie robiliśmy zbyt wiele, po prostu spacerowaliśmy i co jakiś czas odzywałam się, by nie żyć w takiej ponure atmosferze, aż w końcu wróciliśmy do apartamentu. Potem weszłam do kuchni i z nudów zaczęłam porządki, przy okazji łapiąc pomysł na jakiś słodki deser. Połączyłam kilka produktów, jakie miałam w lodówce i wyszło mi coś całkiem-całkiem. Przynajmniej nie zajęło mi to dużo czasu. Wobec tego wróciłam do pokoju Shion'a i postanowiłam mu to wręczyć; może zje, może nie, jego sprawa. Leżał tak sobie na kanapie, a ja podeszłam do niego na palcach, by za chwilę znienacka zmierzwić jego włosy. Co mnie zszokowało: nie reagował większym gniewem, a jedynie uniósł jedynie głowę, oczekując, że będę robić tak dalej.
 – Co? Lubisz tak? – zdziwiłam się, nadal z lekkim niedowierzaniem bawiąc się jego czerwonymi włosami.

(Shion?)

piątek, 8 lipca 2016

Od Hyou - C.D Shion'a

 No charakter to miał ciekawy. Ale jeju, ta urocza twarzyczka! Gdyby nie jego wiek i słownictwo to wzięłabym go za swojego wychowanka! (Hyou jako opiekunka? Nope) Jednak ciągle dręczyła mnie myśl: dlaczego akurat na mnie wypadło? Przecież ja jestem kompletnie nieodpowiedzialna i znając przebieg wydarzeń, to prędzej ja coś złego zrobię, niż on. Ale cóż, nic nie wiadomo. Jedyny pozytywny aspekt to taki, że to mój dom i jestem władczynią (tu powinny pojawić się błyskawice). Chociaż na miejscu naukowców poważnie bym się zastanowiła nad wyborem. I to najlepiej kilkaset razy. Może ruch ze szklanką wody nie był zbyt trafny, ale nie miałam innego pomysłu widząc palące się włosy.
 – No dobra, umowa stoi – westchnęłam cicho, odwracając wzrok. – Ale jak ty będziesz mi groził to też porozmawiamy inaczej – gwałtownie spojrzałam na niego, czując jak w oczach tlą mi się małe, złote iskierki.
 Mimo wszystko po chwili znów posłałam mu szeroki uśmiech i wstałam z łóżka.
Zaczęłam usilnie rozglądać się za kluczami. A co, jeśli je zgubiłam? Nie będzie zadowolony. Szperałam dłonią po wszystkich szafkach, zrzucając przy okazji jakieś papiery i gazety na zimne kafelki. Potem podniosłam ją trochę do góry, by otworzyć regał i tam zacząć dokładną penetrację, aż w końcu coś metalowego zabrzęczało mi pod wewnętrzną stroną dłoni. Uśmiechnęłam się odruchowo, zabierając klucze, a następnie kręcąc nimi na palcu. Nie zamierzałam jakoś specjalnie tego przedłużać, dlatego po prostu pochyliłam się nad naszym płomyczkiem i rozkułam jego dłoń. No cóż, jeśli zrobi coś głupiego to nie ja będę z nim rozmawiać tylko naukowcy, dlatego jego wybór. Tylko niech pomyśli jaką wygodę straci~ No bo wiadomo, że jak ja nie będę w stanie go upilnować to naukowcy po prostu go zabiorą. I przy okazji zastanowią się nad tym, dlaczego pod żadnym pozorem nie powinni powierzać mi opieki nad agresywnym Alfą.
 – Później cię oprowadzę po domu, dowiesz się co i jak, ale myślę, że to nie jest jakieś muzeum – wzruszyłam ramionami. – Jeśli jesteś głodny to obok stoi jedzenie, chociaż nie wiem czy jesteś w stanie cokolwiek jeść. Jesteś zmordowany. – wskazałam palcem wskazującym na jego brzuch, gdzie zapewne ciągle rozciągało się parę ran pod bandażami.
Pewnie niedługo dojdzie do siebie, ale póki co kroplówka sprawuje nad nim opiekę na pewno lepszą niż ja.
 – Jak tu trafiłem? – zapytał, masując sobie obolałe nadgarstki.
 – W wielkim skrócie? Naukowcy robili ci jakieś badania, zwiałeś im i grasowałeś po mieście, rozwalając wszystko co popadnie – zaczęłam – potem z moją seksi towarzyszką dostałyśmy misję, by cię złapać i cudem nam się to udało, ale udało. W efekcie jesteś tu, bo jeden z nierozważnych naukowców powierzył mi opiekę nad tobą. Cieszysz się? – wzięłam duży oddech, po czym momentalnie puściłam oczko w jego stronę.
Ni stąd ni zowąd usłyszałam gwałtowne pukanie w drzwi wejściowe. Mimowolnie moje uszy podskoczyły, a cała uwaga skupiła się na korytarzu, na którym końcu znajdowały się wrota do mojego małego królestwa. Ohoh, mam nadzieję, że to nie mój kochany team. A jednak... otworzyłam spokojnie drzwi, widząc całą trójkę stojącą we framudze.
 – Hej! – przywitała się cała gwara, bez pozwolenia rozgaszczając się wewnątrz korytarza. No cholera jasna, w stodole ich chowali...?
Wszyscy skierowaliśmy się do pokoju, w którym wypoczywał Shion. Chłopak od razu, gdy ujrzał przed sobą tak dorodną liczbę osób, odskoczył na drugi koniec łóżka. Zaś mój team zamiast grzecznie zapytać o jego dane, wolał rzucać zbędnymi komentarzami. I mam tu na myśli Rafe:
 – Huh? Co to za twój niewolnik seksualny? – zapytał blondyn zauważając rozkute kajdanki. Jednak gdy tylko poraziłam go złowrogim spojrzeniem, uciszył się. Juz oddadzą mi głos? Cudownie.
 – To jest Shion, niegdyś groźny Alfa, którego miałam złapać razem z Sorą.
 – Aha, i ty teraz masz się nim opiekować? – zapytał Leo, przyglądając się nowemu znajomemu.
 – Mhm. Nie miałam wyboru, ale to nie tak, że narzekam – zacisnęłam zęby w delikatnym uśmiechu. –  Płomyczku, może się przywitasz? Jeśli będziesz mieć więcej kontaktu z ludźmi to może i agresja z ciebie wyparuje –  usiadłam na mięciutkiej kanapie.

< Shion? >

niedziela, 3 lipca 2016

Od Hyou - C.D Sory

Mimo że złapanie młodego Alfy okazało się naprawdę trudnym zadaniem, razem z moją doświadczoną towarzyszką udało nam się temu podołać. Gdy tylko poinformowaliśmy naukowców o tym, że misja zakończona (mamy zaawansowaną technologie, w tym komunikacje, heloł), od razu spojrzałyśmy na naszą piękną zdobycz: długie, czerwone włosy były teraz ozdobione różnokształtnymi plamami o nieco bardziej intensywnej barwie, podobnie jak ubrania zresztą... Nie tylko to, co zrobił z niektórymi miejscami mogłabym nazwać chaosem, ale również alarmował o tym jego stan i mimo że nie miałam ochoty więcej ciągnąć tego tematu, chcąc nie chcąc musiałam razem z Sorą podążać za naukowcami, którzy w ekspresowym tempie przetransportowali Alfę w bezpieczne miejsce. Wszczepili mu czip i te inne, wcale nie interesujące mnie sprawy. Gdy moja towarzyszka zasiadła w takiej jakby „poczekalni”, ja weszłam do sali, gdzie przebywał mężczyzna. Leżał na płaskim łóżku, bez poduszki. Naukowcy przedstawili go w taki sposób, że wyglądał on po prostu jak... obiekt doświadczalny podłączony do paru rurek, jednak gdyby spojrzeć na jego groźne rany to przypominał zwykłego pacjenta. No, jedyny plus to taki, że jeśli jacyś naukowcy zamierzają się nim zajmować to mają ułatwione zadanie... jego klatka piersiowa unosiła się nierównomiernie, no i pewnie długo zajmie, zanim chłopak w pełni dojdzie do siebie. Po chwili w podskokach wyszłam z pomieszczenia. Miałam po prostu wyjść, lecz widząc Sorę na język znów wplotło mi się zdanie. Nie wyglądała na specjalnie zainteresowaną: założyła nogę na nogę i wczepiła swoje spojrzenie w ścianę przed sobą.
 – Ma rany jakby co najmniej uczestniczył w wojnie... – westchnęłam.
 – Co zamierzają z nim zrobić? – zapytała nie odrywając wzroku od tej ekscytującej, lekko ciemnej farby na ścianie.
 – Podobno jest bardzo agresywny, więc najpewniej zamkną go gdzieś z dala od ludzi. – właśnie takie rozwiązanie widziało mi się najbardziej, bo po co ryzykować? W międzyczasie oparłam się pod boki w akcie zrezygnowania.
 – Przydzielą go wtedy Sigmą do pilnowania… – zaczęła, a ja odwróciłam się w jej stronę zdziwiona. Co mają do tego Sigmy? Rozumiem, że do nich należy obrona ośrodka, ale z jakiej paki mają robić za niańki... – nie specjalnie chce mi się bawić w takie rzeczy, więc pewnie ty dostaniesz tę fuchę... – to najbardziej zwaliło mnie z nóg.
 – Ja? Co ja, niańka? Chyba mnie nie znasz – zaprotestowałam, marszcząc brwi i wyrażając tym samym lekkie wzburzenie.
Nim Sora zdążyła cokolwiek powiedzieć, z pomieszczenia wyszedł naukowiec. Na początku z niecierpliwością czekałam na to, co powie, ale strasznie się to przedłużało. Najpierw zsunął okulary z nosa, popatrzył na nie i je przeczyścił śnieżnobiałą chustą, po czym spojrzał na naszą dwójkę.
 – Skoro już tu jesteście... – zaczął, a ja słysząc to od razu odwróciłam się na pięcie. Niestety, na własnej skórze poznałam refleks Sory, która od razu złapała mnie za koszulkę i pociągnęła z powrotem w oś rozmowy.
 – Mamy zbyt dużo roboty, dlatego któraś z was, najlepiej obie... zaopiekujecie się Alfą przez parę dni, zgoda? – zapewne mężczyznę w białym kitlu nie bardzo obchodziła nasza odpowiedź, to tylko takie dopełnienie. Ten ośrodek schodzi na psy... W głowie przygotowywałam sobie parę ciętych komentarzy, ale dopiero gdy miałam je na końcu języka uświadomiłam sobie, że miałabym przez to kłopoty. A Sora? Cóż, ona jest wnuczką założyciela, może zostanie moim wybawcą?
 – Mam ważniejsze sprawy na głowie – rzekła z opanowaniem Sora. Wtedy moje uszy podskoczyły w akcie zdenerwowania.
 – No to S99, zajmiesz się tym? – przewrócił na mnie swoje spojrzenie i miał zaszczyt ujrzeć mój gniew.
 – Dlaczego ja? Spośród wszystkich odpowiedzialnych, rzetelnych i uczynnych kapitanów, nawet zwykłych Sigm wybieracie mnie? To przecież jakaś kpina... – odrzekłam.
 – Mamy panience przypominać, dlaczego została Sigmą? – westchnął, prawdopodobnie nawet mnie nie słuchając. Potraktował swoje zdanie jako najważniejsze i w żaden sposób niepodważalne.
Ja nie widziałam siebie w tej roli... Mam na głowie cały team i jeszcze chcą mi dołożyć jakiegoś agresora? Po moim trupie!
 – Sami mówiliście, że jest agresywny... to bezpieczne? – zapytałam, trzymając emocje na wodzy.
 – Jest ranny, dojdzie do siebie i jak nigdy nic wróci do normalnego życia – chyba nie znał pojęcia „normalne”. – W dodatku nie jest aż tak silny. Nie w tej chwili.
 – Nie widzieliście jego umiejętności, a kazaliście nam go szukać praktycznie bez żadnych szczegółowych informacji! – westchnęłam ciężko. – Był silny i niesamowicie szybki, złapanie go sprawiało nam nie lada problemy, a Sora niemal nie wpadła w olbrzymią ścianę ognia! – uniosłam ręce, by zobrazować naukowcowi te kolosalne zjawisko.

(Sora?)

Od Hyou - C.D Raphael'a

Ech, nigdy w pełni nie zrozumiem męskiego grona, nawet jeśli przesiadywałabym ze swoim Team'em dwadzieścia cztery godziny na dobę. Mimo to nie byli oni dla mnie jakąś wielką zagadką, łatwo rozgryźć takiego Raphael'a czy Yuki'ego, ale Leo? Kapitan, moim zdaniem był nieco inny. Swoim usposobieniem skutecznie sprawiał, że czułam się obok niego najbezpieczniej, dlatego też nigdy nie miałam wątpliwości co do tego, by się do niego przytulić~♥, Tak czy inaczej, pytanie Rafy doszło do mnie w zastraszająco szybkim tempie, na co w odpowiedzi jedynie przekręciłam lekko głowę w jego stronę.
– Niesprawiedliwa? Czy ja jestem ci czegoś winna? – w tym momencie podniosłam swoje zmęczone ciało, całkiem odwracając się w kierunku Raphaela i Yuki'ego. Zmusiło mnie to do tego, by na chwilę zawiesić ręce na ładnych barkach naszego kapitana. Moje kolana cudem mieściły się między jego nogami, jednak nie miałam tyle rozumu, by pomyśleć o tym, że może on nie lubić, kiedy ktoś perfidnie kładzie głowę na jego ramieniu. Zresztą on i tak miał wylane i śledził losy bohatera w filmie.
– Nie rusza cię to, że będę smutny? – Raphael znów przybrał minę obrażonego dziecka.
– Phi, bardziej niepokoi mnie to, jakie brudne myśli siedzą w twojej głowie. – wskazałam na niego palcem, po czym niespodziewanie przesunęłam długim paznokciem po spodniach mężczyzny w okolicach tych... wrażliwych miejsc, wykonując tam małe, okrężne ruchy. Cóż, twarz Raphael'a była nie do opisania, co wywołało na mojej twarzy jedynie znikomy uśmiech. – Mógłbyś znaleźć sobie w końcu dziewczynę, przynajmniej nie traciłbyś czasu na wale... – urwałam.
– Hm... Hyou, trochę mi niewygodnie. – jak na zawołanie, Leo oprzytomniał i spojrzał na mnie tajemniczo kątem oka, co sprawiło, że moje duże, kocie uszy lekko zwiędły. Hm, to miało być coś w rodzaju upomnienia za moje wzorowe zachowanie?
W jednej chwili wstałam na równe nogi, następnie pozorując wyjście z pomieszczenia. Ostatecznie zatrzymałam się w progu i przez myśli przebiegło mi wypowiedziane przez Yukimaru zdanie: „Powinnaś się cieszyć, że żaden z nas nie jest pijany, bo zupełnie inaczej by się to skończyło”. Niby jakby się napili to nic by się złego nie stało, ale... jakoś nie miałam chęci dyskutować z takimi ludźmi pod wpływem alkoholu, mimo że faktycznie wiedziałam, jak każdy z osobna się zachowuje. Śmiesznie, tyle powiem. Jako że znałam kuchnię Raphael'a na pamięć, dokładnie wiedziałam, gdzie trzyma wszystkie rzeczy. Mimo że ich nie ciekawił film, ja miałam inne zdanie i postanowiłam zrobić sobie przekąskę. Rozczarowanie mnie przerosło: lodówka może nie świeciła pustkami, ale nie miała też tego, co mogłoby przykuć moją uwagę. Wobec tego wyjęłam miskę i wsypałam tam półpełną paczkę chipsów (tak, dbam o figurę, jak widać), po czym wolną ręką chwyciłam za zimny czteropak piw. Cóż, pewnie sama tego czegoś nie ruszę, więc moją puszkę przejmie najprawdopodobniej Yukimaru. Wróciłam do pokoju i nawet nie zważając na to, czy którykolwiek zechce skorzystać z leżącego na stoliku prowiantu, usiadłam sobie na mniej więcej środku kanapy. Bez słowa obserwowałam poruszające się w telewizorze obrazki, a moje nogi mimowolnie podkuliły się wskutek zimnych paneli. Cóż, nie dało się ukryć, że władza Yukimaru nad pilotem niespecjalnie podnosiła mój poziom ekscytacji, wobec tego wraz z upływem czasu na moje powieki próbował wkraść się ciężki sen... miałam wrażenie, że zaraz się poddam i po prostu zamknę oczy. Tak też się stało; po kilku minutach zaczęłam tracić siły i opadłam na nogi Raphaela. Jeśli faktycznie wszyscy zdecydują się zasnąć w jego domu, to najmniej komfortowe posłanie wybrał sobie nie kto inny, jak Leo. Poza tym myślę, że mi tam całkiem wygodnie, nie mogę narzekać, chociaż z wielką chęcią bym to zrobiła.
[...] Miałam wrażenie, że śpię tylko parę minut – zamykam oczy i od razu je otwieram, witając poranek. Zauważyłam, że wciąż leżałam na nogach Raphael'a. Jednak to, co natychmiast zmusiło mnie do pobudki to wydostająca się z kącika moich ust ślina. Obtarłam ją, po czym próbowałam rozpoznać otaczający mnie świat, na próżno; wszystkie dźwięki, słowa... myślałam, że ktoś mi wyprał mózg i muszę uczyć się języka od nowa. Na szczęście mój stan był chwilowy i bez żadnych specjalnych trudności udało mi się odzyskać pełną sprawność umysłową. Spojrzałam w górę, gdzie od razu powitał mnie szeroki uśmiech, rozjaśniający twarz Raphaela. Czyżby nie spał, a także nie miał serca, by mnie budzić? Albo coś w stylu „żadnych fałszywych ruchów”! O tak, to by mnie najbardziej usatysfakcjonowało.
 – Spaaać... – jęknęłam leniwie, a następnie opadłam, widząc godzinę siódmą. Ja i tak wczesna pora? To jakiś koszmar... Odruchowo próbowałam się podnieść i jakoś tak wyszło, że usiadłam na kolanach mężczyzny, jednak mój zmęczony wzrok wciąż błądził po ścianach.
Ukradkiem dostrzegłam Leo wchodzącego do pokoju. Uhu, może śniadanie zrobił... przydałoby się, bo wyraźnie słyszałam jak kiszki mi marsza grają.

(Reszta?)