Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Taiga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Taiga. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 sierpnia 2016

Od Taigi - C.D Kaito

Starałam się, aby nie mógł wyczytać z mojej twarzy zaskoczenia, jakie wywołały jego słowa. Nie rozumiałam, za co mnie przepraszam, przez ten czas, jaki go znam, zdążyłam się przyzwyczaić do tego, że jest dość "płochliwy", ale po tym, jak sam zagarnął mnie w swoje objęcia... No cóż, taki jest, i właśnie za to go lubię. Patrząc teraz jak uporczywie, wpatruje się w swoje buty, zdałam sobie sprawę, jak szybko zdołał mnie do siebie przekonać, umiem z nim rozmawiać, jakbym go znała kilka lat, a może nawet i dłużej. To jemu jako pierwszemu powiedziałam o tym, że mam brata, czułam, że mogę mu powiedzieć znacznie więcej... Czyli to jest uczucie, jakim się darzy tak zwanych przyjaciół?
- Nie martw się - Odgarnęłam od siebie niesforne kosmyki włosów, które zaczęły wpadać na moją twarz, przez co znacznie utrudniały mi prowadzić rozmowę - Taki już jesteś, ja się przyzwyczaiłam - Podskoczyłam do niego i nim podniósł wzrok, położyłam swoją dłoń na jego białych włosach.
- Tai-Tai...
- Późno jest, powinniśmy wracać - Przerwałam mu, podnosząc delikatnie kącik ust. Zostawiłam go zdezorientowanego i podeszłam do krawędzi schodów. Miło było spojrzeć na ulicę, które przytłaczał jedynie mrok, gdzie praktycznie w ogóle nie było widać ludzi, był tutaj taki spokój.
- Odprowadzę Cię - Stanął obok mnie, trzymając już ręce w kieszeni, nawet się nie sprzeciwiałam. Skinęłam jedynie głową, skacząc z jednego stopnia na drugi, zbliżając się coraz bardziej do ulicy.
Kaito tak jak mówił, odprowadził mnie pod same drzwi, co było nieco zabawne. W końcu to ja byłam tutaj starsza, więc czy to nie ja powinnam zadbać o to, aby bezpiecznie wrócił do domu? Chcąc czy nie, to ja jestem tutaj tą "starszą siostrą", która powinna mieć wszystkie te wspaniałe cechy, jakie ma starsze rodzeństwo.
- Dziękuje Kaito, zobaczymy się jutro? - Odwróciłam się jeszcze w jego stronę, aby ostatni raz dzisiaj spojrzeć na tę twarz, jego kącik ust delikatnie drgnął sprawiającym tym samym, że mogłam dostrzec słaby, ale za to prawdziwy uśmiech.
- Yhym. Dobranoc - Podniósł rękę, chcąc mi pomachać na pożegnanie.
- Pa, K-A-I-T-O - Zaśmiałam się cicho, znikając za drzwiami. Szybko odnalazłam włącznik światła, zdjęłam swoją bluzę, nawet się nie rozglądając po salonie. Ziewnęłam przeciągle, wlekąc się po korytarzu do swojego pokoju.
Piękny sen, który nie zdarza się u mnie zbyt często, przerwało mi nachalne pukanie w drzwi. To pierwszy raz, od kiedy wróciliśmy z wyprawy, kiedy mogę na spokojnie się wyspać w swoim łóżku. Nawet w tak pięknych momentach, ktoś musi mi przerywać. Zarzuciłam na siebie bluzę i powolnym krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Otwierając je, raczej nie spodziewałam się widoku Toshiro... W sumie to był on ostatnią osobą, której bym się tutaj spodziewała. Może i nasze stosunki stawały się "przyjazne", ale to nie oznacza, że może mnie nachodzić w moim własnym mieszkaniu... I skąd on wie, gdzie ja mieszkam!? Nim zdążyłam cokolwiek z siebie wydukać, wpakował się do środka jak do siebie i rozgościł na mojej kanapie.
- Mogę wiedzieć, co Ty u mnie robisz? - Wciąż stałam przy drzwiach, zbyt zszokowana, żeby do niego podejść.
- Powinnaś lepiej powitać swojego brata - Burknął - Byłem w okolicy - Wytłumaczył po chwili, zauważyłam jak co jakiś czas masuje się po swoim ramieniu.
- Skąd masz mój adres? I... Stało się coś? - Samo pytanie zadałam bardziej od niechcenia. Coś w środku mówiło mi, że mimo iż tego nie chce, to wypada zapytać.
- Nie chciałem, żeby jakiś ptaszek zginął - Wzruszył ramionami. Po krótkiej ciszy chyba do niego dotarło, że nie mam pojęcia, o czym do mnie mówi - Poza tą szklaną kulą uratowałem tego Twojego przyjaciela, tego z białymi kłakami - Skrzyżowałam ręce na piersi i zastanowiłam się chwilę, nikt mi nie powiedział, że w ogóle takie coś miało miejsce, nawet Kaito nie wspomniał o tym słowem, a trzymaliśmy się przecież blisko siebie.... - Chciałem pogadać - Głos blondyna przerwał moje myślenia i przywrócił mnie na ziemię.
- Pogadamy u Ciebie, zapisz mi adres i idź, muszę coś załatwić - Machnęłam na niego ręką, starając się jak najszybciej dojść do kuchni. Wystarczyło, że usłyszałam zamykane drzwi, abym odetchnęła z ulgą. Tak, jak każdego poranka zaparzyłam sobie kawę, opierając się o blat i wysyłając krótkiego smsa do białowłosego "W parku za dwie godziny?". Nawet nie zdążyłam go odłożyć, kiedy poczułam wibrację. Szybki jest. Odpowiedź była, krótka, gdyż zawierała jedno słowo "okej"
~*~
Na miejsce spotkania doszłam jako ta druga. Nie często się to zdarza, kiedy jest on przed czasem, a przynajmniej nie w widocznym miejscu.
- Cześć - Przechyliłam głowę i uśmiechnęłam się lekko.
- Hej - Odpowiedział podobnym gestem - Coś się stało, że chciałaś się spotkać tak nagle?
- Owszem! - Wskazałam na niego palcem jak na winowajcę - Dlaczego nie powiedziałeś, że prawie zginąłeś? Gdyby nie Toshiro, mogliby Cię zastrzelić!
- Skąd go znasz? - Przez jego nagłe pytanie zupełnie wypadłam z rytmu wyzywania go, westchnęłam cicho i położyłam ręce na biodra.
- To mój brat, myślałam, że wiesz - Mój głos przyjął teraz obojętną barwę - Pójdziesz ze mną do niego? - Pomachałam mu karteczką przed twarzą z jego adresem.
- J-Ja?! - Jęknął... Przestraszony? Nieee, to na pewno nie jest strach, w końcu, dlaczego miałby się go bać.
- Chciał o czymś pogadać, a nie ufam mu jeszcze wystarczająco więc wole nie iść tam sama - Wytłumaczyłam krótko, wyciągając rękę w jego kierunku.


Kaito? Idziemy do Toshiro! :D

niedziela, 21 sierpnia 2016

Od Taigi - C.D Hyou

Nigdy nie byłam wielką fanką alkoholi, zazwyczaj wypijałam lampkę wina i na tym się dla mnie kończyło. Przy Hyou nawet nie jeden mężczyzna już dawno by wymiękł, dziewczyna piła i była coraz to weselsza, aż miło się patrzyło na jej uśmiech i zaczerwieniony nos i policzki. Nie chciałam aż tak zostawać w tyle, więc piłam razem z nią, chociaż nawet nie zdołałam wypić połowy tego, co ona. Im dłużej z nią siedziałam, tym bardziej ją lubiłam. Pomimo iż była Sigmą i miała w sobie ogromną moc, to nie wywyższała się, wręcz przeciwnie, była normalna, oczywiście na swój sposób z dziewczyną, z ogromnym poczuciem humoru i dystansem do siebie. Słuchając jej opowieści, nie mogłam opanować śmiechu, przyznać trzeba, że po alkoholu ma bardzo wybujałą wyobraźnie. Przestraszyłam się nieco, kiedy spadła z krzesła. Chcąc nie chcąc, byłam tą, która wypiła mniej, a co za tym idzie musiałam chociaż trochę uważać na białowłosą, która nawet po upadku nie przestawała się śmiać, a napad głupawki jedynie się zwiększył. Rozbawiona pomachałam głową i wstałam, wyciągając w jej kierunku rękę. Najpierw udawała, że tego nie widzi i niczym przewrócony na swój pancerz robaczek machała rękami i nogami, z kocim uśmiechem. Wyglądała... Tak... Kawaiiii!!!!! Normalnie jak obrazki w moich mangach. Kiedy jednak złapała mnie za dłoń i niespodziewanie pociągnęła, straciłam zupełnie równowagę i opadłam na nią.
- Wybacz - Wymamrotałam jedynie, starając się podnieść, jednak nie ukrywam, że nieco mi to utrudniała - Powinnyśmy już iść, zrobiło się późno - Stanęłam niepewnie na równe nogi i starałam się teraz i ją podnieść.
- Jest jeszcze wcześnie - Jęknęła niezadowolona - Jestem żółwiem mam swój dom na grzbiecie - Zaczęła chichotać, siadając na podłodze. Dobrze, że chociaż usiadła, to już połowa sukcesu.
- Muszę Cię odprowadzić do domu - Mruknęłam, sama do siebie, nie sądziłam nawet, że będzie w stanie to usłyszeć.
- Nie chce tam iść - Zaczęła przecierać swoje oczy - Słyszysz Taiga, nie chce! - Walnęła pięściami w podłogę, na co westchnęłam cicho. Przyłożyłam palec do ust, marszcząc czoło.
- Możemy iść do mnie, mieszkam sama i mam wino - Zadowolona złapałam swoje końcówki włosów za plecami i czekałam, aż dziewczyna zacznie analizować moje słowa.
- Jesteś za! - Złapała za moją bluzkę i podciągnęła się do góry, dziarskim krokiem ruszyła w stronę drzwi, zostawiając mnie w tyle, przez co musiałam biec, aby nie zgubić jej z pola widzenia.
Przez całą drogę do mojego domu, wskazywała na różne przedmioty i się śmiała, jako iż sama do końca trzeźwa nie byłam to i mnie to bawiło. Tak opierając się o siebie, zdążyłyśmy wyśmiać kilka posągów, które mijałyśmy, jakieś wystawy sklepowe.
- Patrz! - Zatrzymała się przy wielkiej szybie, swój wzrok skupiła na jednym z płaszczy. Sama ziewnęłam i obojętnie również na niego spojrzałam - Ale to brzydkie! Nie założyłabym, nawet jakby mieli mi zapłacić.
- Nie przesadzaj, nie jest taki zły - Wzruszyłam ramionami. Najpierw jej wzrok mówił coś w stylu "Dobrze się czujesz?" Następnie zilustrowała mnie od stóp do głów.
- Muszę iść z Tobą na zakupy, bo jeszcze to kupisz! - Zaczęła się śmiać, znowu opierając prawie cały swój ciężar ciała na mnie.
- Dzięki - Pokazałam jej język, ciągnąc w stronę swojego mieszkania. Ciężko było mi trafić kluczami w zamek, przez co stałyśmy tam dłuższą chwilę, zwłaszcza, jak sama się uparła, że zrobi to lepiej. Wspólnymi siłami dałyśmy radę włożyć klucz w odpowiednią dziurkę i go przekręcić.
- Ładne mieszkanko, gdzie wino? - Wskoczyła na kanapę, śmiejąc się przy tym.
- Wydaje mi się, że na dzisiaj wystarczy - Zniknęłam w swoim pokoju, wyciągając z szafy jakąś większą koszulkę. Wróciłam do niej, lecz zamiast leżeć na kanapie, to chwiejąc się, oglądała mangi, leżące na półce. Rzuciłam jej materiał, który zatrzymał się na jej uszach - Łazienka jest tam - Wskazałam palcem na drzwi.
Kiedy rozweselona dziewczyna zniknęła za drzwiami, nieudolnie zrobiłam jej miejsce na spanie na kanapie. Po ogarnięciu samej siebie i z pewnością, że mój gość już śpi, położyłam się na swoim łóżku, przeciągając się i zamykając oczy. Dobrze było poczuć jedwab poduszki na policzku. Chciałam już zasypiać, kiedy wyczułam, że ktoś kładzie się obok mnie.
- Hyou?
- Tam jest twardo i nie fajnie - Burknęła jedynie i przytuliła mnie, jakbym była jej pluszowym misiem.
Zawsze byłam zdania, że w takich sytuacjach lepiej jest leżeć obok dziewczyny, aniżeli mężczyzny, nie wiem dlaczego, ale to zawsze ta sama płeć wzbudzała we mnie większe zaufanie. Przecież co ona mi może zrobić? Jesteśmy obydwie dziewczynami.
- Ej Tai - Mruknęła najwidoczniej już zaspana - A Ty masz jakiegoś chłopaka? No wiesz, o co chodzi - Zaczęła chichotać
 - W sumie to nie - Wzruszyłam delikatnie ramionami - A Ty?
- Mam kogoś na oku, jest faaaajny - Ziewnęłam - I to bardzo.... Dobranoc, wszystkie żółwie mówią papa, miauuu - Poczułam, jak się przeciąga, a później zastyga w bezruchu. Pomimo dziwnej sytuacji, w jakiej się teraz znalazłam, to wciąż ją lubiłam, trochę jak taka młodsza siostra. Sama zamknęłam oczy i ziewnęłam cicho. Coraz bardziej zaczynało mi się kręcić w głowie.


Hyou?

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

[Event #1] Od Taigi - C.D Shino

Rozejrzałam się dookoła, aby z nich wszystkich dostrzec kogoś, do kogo mogłabym się przeczepić. Hyou, szła razem z dziewczyną o krótko ściętych włosach, która trzymała się jej bardzo blisko. Do Toshiro jeszcze nie miałam tyle zaufania, ile mieć bym chciała. Wtedy przed oczami zauważyłam biały kosmyk włosów, no tak przecież jest tutaj jeszcze Kaito. Zadowolona dogoniłam go, i chociaż nie mówił za wiele, to mogłam iść obok kogoś, kogo znałam bardzo dobrze. Wszyscy w mundurkach szkolnych dreptaliśmy na południe, żeby móc się gdzieś zatrzymać na noc. To niesamowite jak daleko nas wysłali, tych którzy nie pamiętają nic z życia poza tą kopułą. Pomimo mojego zainteresowania całym otoczeniem, starałam się iść w tym samym tempie co pozostali, aby nikogo nie opóźniać. Trochę nie bardzo rozumiałam po co są te mundurki, skoro trzeba będzie jeszcze się zatrzymać kilka razy, przecież to wiadome, że po dzisiejszym dniu, nikt nie założy mundurku, za którym ciągnąć się będzie zielona chmura smrodu. Mam obawy, że nawet muchy by w tym zdychały. Przy tabliczce informującej, o nazwie miasta do którego właśnie wchodziliśmy, nie było nic. Z jednej strony pole i z drugiej to samo. Dopiero po kolejnych dwóch kilometrach, można było zauważyć trzech strażników, któż by się spodziewał, że nawet w tak małej miejscowości jak ta.
- To nie dziwne? - Wyszeptałam, i poczułam jak Kaito podchodzi bliżej mnie
- Trochę - Przyznał. Usłyszałam jak chłopacy z przodu tłumaczą, że jesteśmy z wycieczki, z jakieś tam szkoły. Wszyscy spojrzeli na nas, po czym bez problemu przepuścili. Czyli jednak na coś te stroje się przydały. Ciekawiło mnie czy to zwykła kontrola, czy też ludzie od tego, do którego mamy się dostać. W mieście każdy najchętniej poszedłby w inny zaułek. Niektóre z dziewczyn z fascynacją patrzyły na zaszklone wystawy, gdzie znajdowały się wspaniałe płaszcze i sukienki. Sama również zawiesiłam na tym oko. Wystarczył jeden krzyk Hyou, abym podskoczyła w miejscu i spojrzała w jej kierunku
- Skupcie się! Nie jesteśmy tutaj, żeby oglądać wystawy, czy chodzić sobie do baru, żeby się napić. Mamy określoną misję i trzeba się spieszyć, czasu jest coraz mniej - Wszyscy po tych słowach z pokorą spuścili głowy i dalsza podróż do hotelu odbyła się w ciszy. Ledwo co usiadłam na fotelu, to już musiałam z niego wstawać. Białowłosa razem z Natsume zaczęli rozdawać nam klucze do pokoju. Były trzy osobowe.
- Szybko - Powiedziałam, kiedy dotknęłam zimnego metalu
- Ma się swoje sztuczki. Wszyscy zbieramy się w moim pokoju, dokładnie za godzinę, czyli macie wystarczająco czasu, aby się ogarnąć i ściągnąć mundurki, już na potrzebne nie będą - Zaczęła półszeptem, rozglądając się czy nie ma nikogo w pobliżu.
- Wykorzystamy ten czas, aby wprowadzić wstępne plany - Dodał blondyn, stojący obok dziewczyny. Po przebraniu się w swoje ubrania, ruszyłam do pokoju, gdzie wszyscy mieliśmy się zebrać. Na szczęście zdążyłam przed kilkoma osobami i zajęłam miejsce na wygodnym łóżku. Na końcu, gdy w pomieszczeniu byli już wszyscy, zaczęło się planowanie. Niektórzy zaczęli się przekrzykiwać, każdy miał coś do powiedzenia, a harmider był taki, że ciężko było to ogarnąć. Po minach naszych Sigm widziałam, że i one nie są tym zbytnio zadowolone. Chciałam się nawet odezwać, ale mój niezbyt donośny głos, tylko ginął wśród innych.
- Ej! Zamknąć się na chwilę! - Dopiero teraz usłyszałam głos Toshiro, który z początku, tylko mruczał coś pod nosem, każdy teraz miał wzrok skierowany na niego, inni z ciekawością, a pozostali ze złością - Mów- Spojrzał na mnie z dziwnym uśmiechem, który zawsze towarzyszy na jego twarzy
- Im więcej krzyczymy, tym więcej czasu tracimy, a przecież rano trzeba wstać i znowu wyruszyć, a ja osobiście wole być wyspana - Uśmiechnęłam się do nich niezgrabnie - Najważniejsze co powinniśmy ustalić to, to w jaki sposób dotrzemy do miejsca, gdzie on się znajduje - Oparłam się o ścianę
- Nie powinniśmy się rzucać w oczy - Odezwała się jedna białowłosa z warkoczem
- Jak będziemy bliżej to rozdzielimy się na dwie grupy, nie będziemy aż tak widoczni na ulicach - Hyou przyłożyła palec do ust i poruszyła swoimi uszami. Widząc to wręcz zaczęłam chichotać, nie wiem dlaczego sprawiało mi to aż tak wielką frajdę jak tak robiła
- Jestem również za tym, aby nie używać swoich Arcan gdzie popadnie, w końcu nikt nie może się dowiedzieć, że jesteśmy kim jesteśmy - Tym razem odezwała się krótko obcięta dziewczyna, o bardzo podobnym kolorze włosów do moich. Chyba będę musiała sobie zapisywać ich imiona - I chyba warto ustalić jakieś sygnały dźwiękowe, gdyby jedna osoba zauważyła coś dziwnego, lub też podejrzanego - Przez następne kilka minut, każdy wydobywał z siebie dziwne dzięki, co nieco rozluźniło napiętą atmosferę. Stanęło na zwykłym gwizdaniu.
- Wiemy w jakim mieście się znajduje... A przynajmniej gdzie znajdować się powinien - Tym razem spojrzał na nas blondyn, druga Sigma - Zatrzymamy się jeszcze w jednym mieście, gdyż nie dalibyśmy rady bez postoju
- Mamy o nim mało informacji - Zauważyłam, mówiąc to nieco głośniej niż zamierzałam
- To prawda, zdecydowanie trzeba się dowiedzieć czegoś więcej zanim do niego dotrzemy - Hyou uderzyła pięścią w otwartą dłoń. Następnie zaczął się temat kamuflażu, najgorzej było z Hyou i Kaito, w końcu niecodziennie widzi się kocie uszy i skrzydła, stanęło, że założą czapkę i dłuższy płaszcz. Później trzeba było jeszcze przekonać Toshiro do noszenia szala, jego tatuaże mogą zwracać uwagę, a tego przecież nie chcemy.
- A co ze sprzętem od naukowców? - Jak miewam odezwała się Chie - Nie mamy pewności, czy wszystko działa
- Ale nie mamy też czasu, żeby wszystko sprawdzać, trzeba zaufać naukowcom i nie bawić się tym sprzętem, nie wiemy jak długo działają - Głos przejął chłopak podobny do dziewczyny w warkoczu, śmiem nawet twierdzić, że są rodzeństwem.
- Razem z Natsume podzielimy nas na dwie drużyny, jutro na ostatnim przystanku przed naszym celem, powiemy wam jakie są grupy - Hyou oparła się o swoją dłoń. Teoretycznie wiemy wszystko co do tej pory najważniejsze. Po słowach dziewczyny na nowo zaczęły się dyskusje, a może raczej prośby czy też sugestię kto z kim powinien być. Nie ukrywam, że sama wyraziłam chęć bycia w jednej drużynie z Kaito. Teraz marzę o tym, żeby się przespać... Chociaż im więcej myślę o tym mężczyźnie, o Vasquezie, tym bardziej odczuwam strach. Skoro nawet Sigmy odczuwają niepokój, to na prawdę mamy do czynienia z kimś o potężnych mocach, kogo nie da się nawet skrzywdzić jednym dobrym atakiem. Teraz najważniejszy jest nasz cel, dotarcie do miasta, gdzie się znajduję.

Enzo?

[1065 słów]

piątek, 5 sierpnia 2016

Od Taigi - C.D Siegrain'a

Zastanowiłam się dłużej nad jego pytaniem. Teoretycznie obeszłam już wszystkie sklepy jakie mogłyby mnie tutaj interesować. To, że absolutnie nic nie zwróciło mojej uwagi, no może oprócz małego słodkiego kotka, to był już zupełnie inny temat, a miałam ochotę kupić sobie jakiś nowy ciuch. Przyłożyłam palec do ust zastanawiając się chwilę
- Teoretycznie to chyba byłam wszędzie, gdzie chciałam być - Włożyłam za ucho niesforny kosmyk włosów, który wpadał mi w oczy - Chociaż wiem, gdzie moglibyśmy jeszcze wejść, chyba nie będziesz mieć nic przeciwko za to, że będę Cię ciągnąć za sobą? - Spojrzałam na niego z obojętnym wyrazem twarzy
- Prowadź - Wzruszył jedynie ramionami. Zadowolona szłam obok niego, kierując się do punktu informacyjnego. Musiałam w końcu sprawdzić, z kim będę w drużynie podczas bitwy. Swoją drogą, sama nie wiem co mnie skłoniło do zapisania się tam. Mam tylko nadzieję, że gdy jedna osoba leży na ziemi w kałuży krwi to ktoś to zatrzymuje i wzywa pomoc. Zatrzymaliśmy się przed oszkloną szybą, za którą był wywieszony plakat i lista, zaczęłam przejeżdżać palcem po zimnym szkle, szukając przy tym swojego nazwiska, oraz może jakiś znajomych. Zauważyłam, że w innej drużynie jest Hyou razem z Shionem, a w jeszcze innej znajduje się Kaito. Mam nadzieję, że nie będę musiała walczyć przeciwko nim, nie bardzo mam ochotę atakować osoby, które znam, a tym bardziej te które na prawdę lubię. W końcu odnalazłam i siebie. Byłam w trzeciej drużynie, razem z Sebastianem, który był kapitanem, oraz Natsume. Prawdę mówiąc, nie znałam ich, a z ich nazwiskami spotykam się pierwszy raz. Mam jedynie nadzieję, że nie będzie między nami nieporozumień, skoro mamy razem walczyć.
- Teraz wiem już wszystko - Poprawiłam swoje włosy, odwracając się do chłopaka
- Bierzesz udział w bitwie? - Spoglądał raz na tablicą, a raz na mnie. Po krótkiej chwili zmarszczył brwi, a potem ponownie się uśmiechnął - Nie wyglądasz mi na taką
- Na jaką? - Niezadowolona nadęłam policzki, patrząc na niego co najmniej groźnym spojrzeniem. Phi, czy on na serio myśli, że ja nic nie umiem? Może i mam jedynie swój pędzel, a bez niego może i jestem bezużyteczna, ale mam kilka asów w rękawie
- Na taką co się bije - Pstryknął mnie z uśmiechem w nos
- Chcesz się przekonać? - Pokazałam mu język, odskakując, aby tym razem nie był w stanie mnie dosięgnąć. Rozbawiony podniósł jedną brew, po czym zaczął kręcić głową
- Nie bije dziewczyn, więc spokojnie. Postaram Ci się uwierzyć na słowo - Podniósł swoją głowę ku niebu. Sama z ciekawości zrobiłam taki sam ruch jak on. Chmury powoli zaczęły przechodzić, a promienie słońca powoli zaczęły się do nas przebijać - Przejaśnia się
- W końcu, za długo był deszcz - Zawołałam zadowolona idąc przodem z rękami założonymi z tyłu. Skoro pogoda tak się poprawiła to może zjem na mieście... W sumie, nawet jeśli by padało to i tak ten pomysł byłby dobry, jeśli przypomnieć sobie mój świetny talent kulinarny
- Może coś zjemy, jak już tu jesteśmy? - Usłyszałam nagle głos chłopaka. Ciekawe... Czyżby jego moc opierała się na czytaniu w myślach? Z uśmiechem odwróciłam się do niego
- Pewnie

Po długich i męczących dyskusjach na temat tego, co będzie jeść, postawiliśmy na najbardziej tradycyjne i dobre danie, którym ciężko jest się wybrudzić, i które wcale nie kosztuje tak wiele, a mam na myśli oczywiście pizze. Jako iż na mieście jadam dosyć często, to wybrałam nam małą i przytulną knajpkę. Schowana na kartą, zaczęłam wybierać taką na którą mam dzisiaj ochotę
- Co powiesz na 7? - Wzrokiem poleciałam do góry szukając tego właśnie numerka. Po przeczytaniu wszystkich składników zmarszczyłam nieco nos
- Nie lubię cebuli - Mruknęłam
- A może 13?
- Nie lubię jeść pizzy z ananasem - Ponownie wydałam z siebie tam sam pomruk, na co chłopak jedynie westchnął
- To może...15? - W jego głosie wyczułam nutkę nadziei. Spojrzałam na daną pizzę, a później na niego z uśmiechem
- Nie lubię salami - Powiedziałam nie zmieniając wyrazu twarzy. Chłopak jedynie westchnąłem, po czym odłożył kartę
- Poddaję się, wybierz jaką chcesz - Po tych słowach jedynie wzruszyłam ramionami i po kilku minutach miałam już wybraną jedną ze swoich ulubionych. Złożyłam zamówienie i odłożyłam kartę na bok, patrząc ciekawie na chłopaka - Coś nie tak? - Zapytał po chwili
- Jaką masz moc? - Włożyłam słomkę do coli, którą przyniosła nam wcześniej kelnerka i zaczęłam wciągać napój do ust
- Moja moc jest związana z iluzją. Mogę stworzyć taką iluzję tylko w głowie danej osoby, albo w rzeczywistym świecie - Wyjaśnił na co uśmiechnęłam się podstępnie
- I możesz stworzyć wtedy wszystkoooo? - Przeciągnęłam ostatnią literkę
- Wydaje mi się, że tak, a co taka dociekliwa się zrobiłaś? - Oparł swoją głowę o rękę i bacznie zaczął mi się przyglądasz
- A tak sobie, może kiedyś Cię wykorzystam. Jestem ciekawa jak takie coś wygląda, wiesz czy zauważę jakąś różnicę - Oblizałam usta
- A Twoja moc, na czym polega? - Chwycił za szklankę ze swoim napojem, powoli ją przechylając. Przez chwilę, zastanawiałam się czy w ogóle mu o tym powiedzieć, ale przecież dowiedziałby się o tym prędzej czy później
- Moja na pędzlu - Zachichotałam - O patrz, nasze zamówienie idzie - Z uśmiechem odsunęłam swoją szklankę, aby zrobić miejsce na duży talerz z jedzeniem

Siegrain?

środa, 3 sierpnia 2016

Od Taigi - C.D Kaito

Byłam całkowicie zadowolona z jego pomysłu, księgarnia to jedno z tych miejsc, w których mogłabym spędzać całe dnie i jeszcze dłużej. Od razu zadowolona ruszyłam do działu, gdzie znajdowały się moje mangi. Wzięłam głęboki oddech, napawając się cudownym zapachem nowych i świeżych książek, których jeszcze nikt nie trzymał w rękach. To podniecające, że jako pierwsza mogę je dotykać, mogę stać się ich jedyną właścicielką, tą pierwszą i ostatnią, która będzie wertować ich kartki. Z uśmiechem na ustach zaczęłam wybierać nowe tomy tytułów, które były mi już bardzo dobrze znane. Do moich rąk wpadł jeden romans i dwa kryminały. Odwróciłam się, aby wyłapać wzrokiem Kaito, ale jakby zaginął wśród tych wszystkich regałów. Dostrzegłam go, jak oglądał jakieś książki, jak miewam była to fantastyka . Stanęłam obok niego i pokazałam zadowolona swoje zdobycze
- Zobacz co mam - Powiedziałam zadowolona
- Mhm - Nawet na mnie spojrzał, tylko wciąż czytał tył jednej z książek
- No, ale Kaito zobacz - Jęknęłam niezadowolona, nadymając policzki trochę jak dziecko - Może wybierzesz też coś dla siebie z mang - Zaczęłam, ale jedyne co usłyszałam to tylko ponowne "mhm". Położyłam ręce na biodrach i spojrzałam na niego rozżalona, jak on może nawet na mnie nie spojrzeć, kiedy pokazuje mu co właśnie znalazłam na półce. Patrzyłam na niego przez chwilę po czym wpadłam na iście, genialny pomysł, aż sama byłam zaskoczona, że wpadł mi teraz do głowy. Zrobiłam kilka kroków, po czym rzuciłam się na niego od tyłu, trzymając ręce na jego barkach, a dłonie miałam wysunięte przed jego twarzą z mangami
- Fajne co nie? - Zachichotałam, kiedy ten wręcz podskoczył
- Dlaczego mnie tak straszysz? - Wymruczał i dopiero teraz zwrócił uwagę na moje skarby. Cierpliwie czekał aż pokaże mu wszystkie
- Nie straszę, po prostu nie chciałeś mnie słuchać, więc musiałam jakoś zwrócić Twoją uwagę - Uśmiechnęłam się, ponownie stając obok niego - A Ty wybrałeś coś dla siebie? - Przechyliłam głowę, starając się przeczytać tytuły książek, które trzymał w dłoniach
- Wydaje mi się, że tak - Jedną zachował w prawej dłoni, natomiast pozostałe odłożył na półkę - Idziemy do kasy?
- Jak najbardziej - Zadowolona pobiegłam przodem, a co za tym idzie, jako pierwsza również byłam przy kasie. Z uśmiechem przekazałam pieniądze kobiecie, która zapakowała moje zakupy w siateczkę. Poczekałam jeszcze na Kaito, który również otrzymał siatkę z logiem księgarni. Oboje wyszliśmy na dwór, gdzie panował już chłód - Dziękuje za miły dzień - Odwróciłam się do niego - Powiedz, masz jakieś plany na wieczór?
- Na wieczór? - Powtórzył zaskoczony, po czym zamyślił się chwilę. Miałam wrażenie, że ma w głowie swój własny kalendarz w którym właśnie sprawdza wolne daty i godziny. Cały czas stałam naprzeciwko niego, czekając cierpliwie, aż w końcu mi odpowie - Dlaczego... Pytasz?
- Chciałabym Ci coś pokazać, a widać to jedynie wieczorem. To co spotkamy się o 20 przed parkiem? - Przechyliłam głowę z uśmiechem, który zazwyczaj mi towarzyszył w takich sytuacjach
- No dobrze... O 20 przed parkiem - Skinął w końcu zgodnie głową . Również zrobiłam podobny ruch i machając reklamówką wróciłam do siebie.
W mieszkaniu, zajęłam się przyrządzeniem obiadu, chociaż lepiej zabrzmi jak powiem, że nie starałam się spalić kuchni. Na końcu moje danie, było zupełnie czymś innym, niż to na obrazku w książce kucharskiej. Nie rozumiem jak to możliwe, skoro robiłam wszystko bardzo dokładnie, a mimo to i tak moje danie wyglądało jak coś niejadalnego. Wzięłam się za odwagę i włożyłam widelec do ust. W smaku było nijakie, jednak kiedy dodałam jeszcze trochę soli i pieprzu stało się nawet zjadliwe. Dumna z siebie, usiadłam na kanapie w salonie i zaczęłam przeglądać jedną mangę.
Przed godziną 20, zabrałam z wieszaka jedną z czarnych bluz i podskakując udałam się na miejsce spotkania. Dochodząc do wejścia parku, zauważyłam stojącego Kaito, który rozglądał się na wszystkie strony. Chciałam podejść jak najciszej, lecz kiedy już byłam obok niego i chciałam skoczyć, aby go wystraszyć, ten odwrócił się do mnie gwałtownie
- O jesteś już - Zrobił to tak nagle, że sama odskoczyłam na bok i pisnęłam cicho
- P-Przestraszyłeś mnie - Wymamrotałam, chowając swoje usta w bluzie
- Coś mi chciałaś pokazać - Zaczął od razu, ale zauważyłam, że kącik jego ust delikatnie się podniósł co wywołało u mnie uśmiech. Złapałam go za rękę i zaczęłam ciągnąć go w jedną stronę. Nie sprzeciwiał się, wręcz przeciwnie, posłusznie szedł obok mnie, nawet mu nie przeszkadzało, że trzymam go za rękaw jego bluzy. Nie wiem czy był aż tak zaciekawiony tym, czy najzwyczajniej w świecie mu to nie przeszkadzało Po kilku zakrętach, stanęliśmy przed większą górą, do której prowadziły schodki. Na samej górze, znajdowało się kilka ławek i jakiś pomnik, czy coś podobnego.
- Trochę nam zajmie zanim tam wejdziemy - Westchnęłam, patrząc na samą górę. Od razu wskoczyłam na drugi stopień, odwracając się, żeby spojrzeć na Kaito - Idziesz?
- Możemy tam polecieć... Będzie szybciej.... Jeśli chcesz - Rozłożył swoje skrzydła, wpatrując się w cel naszej podróży
- Pewnie - Ze śmiechem zeskoczyłam, aby znaleźć się obok niego - Ale nie będę za ciężka? - Na to pytanie, jedynie pokiwał przecząco głową. Ustawiłam się do niego tyłem, żeby mógł mnie złapać tak, abym nie spadła, kiedy wbił się w powietrze, zaczęłam się śmiać jak małe dziecko. Rozłożyłam ręce na wzór "samolotu" - Patrz Kaito, ja latam! Pierwsze raz latam! - Pierwszy raz czułam taki powiew wiatru, pierwszy czas czułam tak przyjemne uczucie, a co najważniejsze, pierwszy raz latałam. Czując pod stopami grunt, poczułam pewne zawiedzenie. Tam w powietrzu miałam wrażenie, że mam zupełnie inne życie, poczułam się całkowicie wolna, bez żadnych ograniczeń, zasad czy strachu, przed tym co przyniesie następny dzień
- Tutaj nic nie ma - Spojrzał na mnie jakby pytając, co my właściwie tutaj robimy. Z uśmiechem wskoczyłam na ławkę i wysunęłam dłoń ku niebu

- Tutaj jest więcej niż nam się wydaje - Uśmiechnęłam się sama do siebie. Odwróciłam się do niego z uśmiechem - Słyszałam, że każda gwiazda to dusza, która zasłużyła na to, aby o niej nie zapomnieć, taka która zrobiła na ziemi, coś niesamowitego, tylko dla każdego to słowo oznacza co innego - Zaśmiałam się cicho - Wiesz Kaito, kiedyś będziemy tam świecić obok siebie zobaczysz! - Podałam mu rękę, aby stanął obok mnie - Jak brat i siostra - Dodałam nieco ciszej z uśmiechem, który różnił się od tego, który nosiłam na swojej twarzy zazwyczaj. Ten wyrażał prawdziwe szczęście, cóż można by rzec, że nawet mnie stać na szczery uśmiech, który pochodzi prosto z serca.

Kaito?

czwartek, 28 lipca 2016

Od Toshiro - C.D Elainy

Związała mnie jakimś je.banym cieniem i myśli, że jak posłuszny piesek będę jej odpowiadać na wszystkie pytania? No jej niedoczekanie. Jedyne co mnie zaciekawiło w tej małej to moc, która sprawiła, że wbrew mojej woli moje ręce znalazły się z tyłu. Nie przepadam za tym jak ktoś wchodzi do mojej głosy, a tym bardziej jak mnie kontroluje, co z tego że pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja, już teraz mogę jasno powiedzieć, że lepiej będzie dla niej jak nie będzie tego próbować więcej. Przyjrzałem jej się jeszcze raz dokładnie, niczym nie wyróżniała się spośród tłumu. Typowo młoda dziewczyna, drobna ze zadbaną cerą, taka jakich jest wiele, taka jaką można spotkać każdego dnia idąc do sklepu. Dopiero teraz zauważyłem, że przystawia mi jakiś sztylecik do gardła. Podniosłem kpiąco jedną powiekę, skoro chce udawać taką groźną to niech myśli, że taka jest.
- Co ja tutaj robię? - Rozejrzałem się dookoła po czym ponownie spojrzałem na nią - Stoję, związany jakimś gównianym cieniem i patrzę na małolatę, która myśli, że wszystko jej wolno, a mojego imienia nie chcesz znać - Cóż... Na prawdę chciałem być miły i udawać tego "grzecznego i łaskawego", ale niestety, godność mi na to nie pozwala
- Mówię poważnie! - Ponownie syknęła na mnie, jeszcze bardziej przyciskając swoją broń do mojej skóry, zaczynała mnie coraz bardziej irytować
- Latam ku.rwa, widzisz jak fruwam wśród chmur? Latam i udaje, że jestem ptakiem srając na ludzi, których nie lubię... Czyli na każdego kto mi się nawinie - Dodałem ostatnie zdanie nieco ciszej z uśmiechem
- Tak Cię to bawi? Mogę w każdej chwili Cię zabić - Uśmiechnęła się do mnie "groźnie", a może miałby to być uśmiechem podstępu, sam nie wiem, nie rozróżniam.
- Ciesz się, że mam jebaną zasadę, że nie bije kobiet - Westchnąłem - Chociaż w takich sytuacjach mam ochotę o niej zapomnieć - Dodałem jakby sam do siebie. Przez nią tracę tylko czas, co prawda teraz wiem jak wygląda, ale wciąż nie znam jej adresu zamieszkania, więc jeśli zaszyje się w domu, to nie ma szans, że znowu uda mi się z nią porozmawiać, gdyby nie ta tutaj, albo gdyby sobie chociaż od razu odpuściła to mógłbym szybko ją znaleźć używając mocy, ale nie, bo po co, lepiej się wtrącić i udawać bohaterkę roku. Chociaż nie powiem nagłówek byłby bardzo ciekawy w gazecie "Pierwsza ofiara psychopaty, znaleziona rozszarpana na chodniku" Ej, przecież ja byłbym wtedy sławny!
- Czy Ty mnie w ogóle słuchasz? - Ponownie dźgnęła mnie tym czymś, co miało przypominać sztylet, ale nim nie był pod żadnym względem. Z rozbawieniem spojrzałem na jej broń, a później na nią i z premedytacją docisnąłem brodą na to coś, poczułem jak przebija się przez moją skórę, a kropki krwi powoli zabarwiają chodnik. Pomimo iż poczułem lekkie szczypanie, to nie zmieniłem swojego wyrazu twarzy. Ostatecznie wytarłem brodę w swoją bluzę, widziałem zaskoczenie w oczach dziewczyny, czyżby nie spodziewała się takiego ruchu z mojej strony?
- Dlatego noszę czerwoną bluzę, nie widać na niej śladów krwi - Spojrzałem na jej brązowe spodnie i podniosłem kącik ust - No patrz, kierujemy się tymi samymi zasadami, tylko wiesz jak już będziesz się maskować to odejdź kawałek bo się jeszcze uduszę - Zacząłem się śmiać, co jednak nie trwało zbyt długo
- Jesteś największym ch.ujem jakiego widziałam - Warknęła marszcząc przy tym brwi. Spojrzałem w dół na swoje spodnie po czym podniosłem jedną brew wracając wzrokiem do niej
- No wiesz, jest całkiem spory, ale byle komu nie pokazuje, nie chce się jakimś cholerstwem zarazić - Zacząłem poruszać dłońmi, śmieszne, ale chyba ją zdekoncentrowałem bo jakby stały się luźniejsze. Zacisnąłem zęby i rozerwałem to coś, zaraz po tym jak poczułem ulgę na nadgarstkach z zadowoleniem zacząłem się przeciągać - Na razie mała - Chciałem już odejść, kiedy ponownie zjawiła się przede mną, nie ma bata, żebym i tym razem dał się jej złapać. Użyłem Acceleratio, dzięki czemu mogłem się poruszać z dużą prędkością, nie mam zamiaru znowu posłusznie wyginać rąk, albo innych kończyn
- Mądry tylko w gębie! - Krzyknęła na mnie z widoczną wściekłością
Wpadłem nagle na iście genialny pomysł, zsunąłem nieco swoje spodnie pokazując jej swój tyłek

- Możesz mi naskoczyć! - Również krzyknąłem uśmiechając się przy tym i poprawiając zaraz spodnie. Stała nieco osłupiała na środku chodnika. Po zrobieniu kilku kroków odwróciłem się w jej stronę, aby sprawdzić czy jeszcze tam jest i owszem stałą dokładnie w tym samym miejscu - Jestem Toshiro i jutro lepiej przyjdź tutaj o tej samej godzinie co dzisiaj, nie zapomniałem o tym, że wisisz mi pomoc, a znajdę Cię bez problemu - Dodałem pokazując swoje zęby. Nie czekałem na jej odpowiedź, zaciągnąłem kaptur na łeb i ruszyłem przed siebie

Elaina?

środa, 27 lipca 2016

Od Taigi - C.D Kaito

Patrzyłam na niego przez jakiś czas zaskoczona. Wydawało mi się, że widziałam u niego coś na wzór dreszczy. Może po prostu było mu zimno? Prawda, że pogoda ostatnio nie dopisuje, ale chyba nie jest aż tak źle. Uśmiechnęłam się do niego, delikatnie wzruszając ramionami i ponownie kierując się w stronę niewielkiej lodziarni. Na przejściu obejrzałam się, aby zobaczyć czy Kaito podąża za mną i czy przypadkiem ponownie się nie zatrzymał na środku chodnika, patrząc w jakiś odległy punkt. Wtedy usłyszałam czyiś krzyk, a przed sobą zauważyłam rozpędzony rower, nie zdążyłabym wyciągnąć pędzla, więc jedyne co zrobiłam to zasłoniłam się rękoma, aby choć trochę zamortyzować wypadek. Poczułam silny wiatr, lecz nic we mnie nie uderzyło, czułam, że wciąż jestem w jednym kawałku. Niepewnie otworzyłam oczu i zdałam sobie sprawę, że moje stopy wiszą metr nad ziemią, że cała unoszę się nad ziemią. Podniosłam głowę, aby spojrzeć w górę, ogromne białe skrzydła poruszały się z gracją i lekkością nade mną, Kaito musiał użyć swojej mocy i mnie podnieść. Ponownie stanęłam na ziemi, zrobiłam na kroki chwiejnym krokiem i spojrzałam zaskoczona na chłopaka
- Nie możesz się oglądać na jezdni - Odwrócił się i tym razem to mnie zostawił w tyle, idąc w stronę lodziarni. Podbiegłam do niego, zrównując z nim kroku
- Dziękuje - Powiedziałam jedynie patrząc przed siebie
Siadając na Amerykance obitej czerwonym materiałem, od razu złapałam za menu, w którym zaczęłam szukać swoich ulubionych smaków. Z uśmiechem na ustach przesuwałam palcem po nazwach, aż w końcu znalazłam deser, który miał sprostać moim wymaganiom. Spojrzałam zza karty na białowłosego, który rozglądał się po lokalu, najwyraźniej wybrał swoje danie nieco szybciej aniżeli ja. Podaliśmy kelnerce swoje zamówienia. Położyłam łokcie na stół, a głowę oparłam o dłonie i z uśmiechem skierowałam swój wzrok na niego
- Co się stało tam na ulicy? - Zapytałam po chwili. Na moje pytanie, szybko odwrócił wzrok jakby spłoszony. Zastanawiałam się nad jego reakcją, nie zapytałam o nic dziwnego, a przynajmniej tak mi się wydawało. Chociaż może miał jakiś problem, wiem już, że często zapomina o niektórych wydarzeniach, więc co jeśli ma jeszcze jakieś problemy? W sumie jeśli tak jest to nie dziwię się, że nie chce o tym mówić- Było Ci zimno? - Dodałam po chwili ciszy
- Zimno? - Powtórzył za mną, jakby chciał się upewnić, czy aby na pewno wypowiedziałam te słowo, a on dobrze usłyszał
- Zauważyłem, że miałeś chyba ciarki, może za cienko się ubierasz? - Uśmiechnęłam się i nawet nie zauważyłam, kiedy przed moją twarzą pojawił się półmisek z lodami - Dziękuje! - Złapałam za łyżeczkę
- Czasami wieje - Przyznał powtarzając mój ruch, jednak z mniejszą radością. Jedliśmy swoje smakołyki w ciszy, jednak nie zmieniałam swojego wyrazu twarzy. Nie często jadam coś w czyimś towarzystwie, ostatni taki posiłek był z Hyou i Shionem. Teraz nawet zwykły deser, wydaje się czymś wspaniałym. Chyba zaczyna mi doskwierać samotność, chociaż patrząc teraz moje znajomości zaczynają rozkwitać! Oblizałam łyżeczkę, a później swoje wargi
- Pycha - Skwitowałam
- Było dobre - Przyznał delikatnie się uśmiechając. Cóż, nie często widuje na jego twarzy uśmiech, a szkoda.
- Będę musiała iść, fajnie się dzisiaj bawiłam - Wstałam od stolika, poprawiając swoją bluzę i rozpuszczone włosy
- Już musisz iść?
- Yhym - Skinęłam głową - Ale jeśli chcesz to spotkajmy się jutro w parku, o tej samej godzinie co dzisiaj, pasuje Ci? - Przechyliłam delikatnie głowę wyciągając z kieszeni zapłatę za oba desery
- Pasuje... Nie musisz za mnie płacić - Zmarszczył nieco brwi, przyglądając się banknotom
- Mówiłam, że ja zapraszam. Do jutra K-A-I-T-O - Z cichym i niewinnym śmiechem przeliterowałam jego imię, pomachałam na do widzenia i wyszłam z lokalu, zakładając na głowę kaptur i kierując się w stronę domu, jutro trzeba będzie się wybrać na zakupy.
Tak jak planowałam tak też zrobiłam. Od razu po śniadaniu wybrałam się na miasto, aby znaleźć jedną rzecz, którą szukałam ponad dwie godziny. To nie wyobrażalne, jaki duży wybór mogą tutaj mieć!
Kiedy zegar powoli zaczął wskazywać godzinę, na którą byłam umówiona z białowłosym, w podskokach wyskoczyłam ze swojego mieszkania, kierując się w stronę parku. Po niedługim czasie byłam już na miejscu, lecz dzisiaj siedział on już na ławce
- Kaito! - Pomachałam mu z daleka, przyspieszając nieco kroku w jego stronę - Zamknij oczy i nie podglądaj - Ręce miałam za plecami, a na twarzy szeroki uśmiech
- Ale... Po co? - Zrobił krok w tył i spojrzał na mnie nieco podejrzliwie
- Tylko na moment, no dalej - Przewróciłam oczami, nie ruszając się z miejsca. W końcu jednak westchnął i zrobił to o co go prosiłam. Szybko podskoczyłam do niego i oplotłam jego szyję czerwonym i długim szalem, gdy zawiał wiatr, jego końcówki wyleciały mi z rąk, jednak materiał trzymał się już na jego szyi

- Co to? - Dłonią przejechał po materiale
- Prezent, żebyś nie musiał się już zatrzymywać na środku chodnika z powodu zimna - Wyjaśniłam z uśmiechem - Co dzisiaj robimy K-A-I-T-O? - Zaśmiałam się cicho, patrząc na ciągle zdziwionego chłopaka
- Dlaczego dałaś mi prezent? Przecież....
- Żebyś nie marznął - Wtrąciłam mu się - I żebyś o mnie nie zapomniał, wiem, że nie zawsze wszystko pamiętasz, dzięki temu, może mnie zapamiętasz - Wyjaśniłam z uśmiechem

Kaito?

niedziela, 24 lipca 2016

Od Taigi - C.D Siegrain'a

Dokładnie przyjrzałam się szkicowi, który został przez niego wykonany. Każdy szczegół był zachowany, nawet długość mojej bluzy. Byłam zaskoczona, że pomimo tego wszystkiego tak, dobrze zapamiętał właśnie ten obraz. Wskoczyłam na parapet, wciąż trzymając przed sobą jego dzieło, w gruncie rzeczy miał chłopak talent. Oddałam mu jego szkicownik, wpatrując się w okno
- Dalej znasz to uczucie? - Zapytałam po chwili
- Jakie?
- Posiadania rodziny, świadomości, że ją miałeś. Podświadomości, która nie daje Ci zapomnieć o tak ważnym szczególe ze swojego życia - Przechyliłam głowę, kierując swój wzrok na niego
- To nie jest tak, że wyszedłem od nich i pamiętałem o przeszłości, o tym wszystkim co Ci powiedziałem, niektórych rzeczy dowiedziałem się z dziennika, a reszta po prostu sama się zjawiła. Nie jest to dokładny obraz, raczej urywki jakiegoś filmu - Wytłumaczył po czym usiadł obok mnie - A Ty pamiętasz coś? Może też masz rodzeństwo?
- Nic nie pamiętam - Wyznałam z uśmiechem - Nie wiem, czy mam, pewnie nawet mogłabym teraz przejść obok swojej rodziny i nawet bym ich nie rozpoznała, ale może to i lepiej - Zeskoczyłam z parapetu, jednak czułam na sobie jego wzrok
- Co masz na myśli? - Sama nie wiem jak odczytać jego głos, owszem wydawał się obojętny, ale im dłużej z nim rozmawiałam tym słyszałam w jego barwie coraz więcej emocji, lub też mam bardzo wybujałą wyobraźnie
- Kto wie, jaką mam, albo miałam rodzinę, może mnie nienawidzą i specjalnie mnie tutaj oddali - Wzruszyłam ramionami - Chociaż Ty mi przypominasz takiego starszego brata - Zaśmiałam się cicho pod nosem, jednocześnie zauważając zegar na ścianie - Pasujesz do tej roli, ale na mnie już czas
- Spotkamy się jeszcze? - Uśmiechnął się do mnie nieco zadziornie
- Jeśli mnie nie zapomnisz - Odwzajemniłam uśmiechem, wychodząc z jego mieszkania. Od razu od niego, skierowałam się do księgarni, rozmyślając nad jego słowami. Rodzina, w sumie, zastanawiało mnie jak to jest mieć rodzeństwo, sama odczuwałam pewną chęć opiekowania się Kaito, tak jakbym znała już to uczucie i chciała je przekazać dalej. Podobnie było z Siegrain'em, to właśnie przy nim czułam się jak przy takim starszym bracie, który nade mną czuwa. Otrząsnęłam się z myśli, gdy zauważyłam za ladą sprzedawczynię z którą miło się powitałam. Dzisiaj wybór był tak duży, że nawet nie wiedziałam co się wokół mnie dzieje. Byłam wręcz zafascynowana ilością mang, jakie przyszły w tym tygodniu. Po wybraniu tych najciekawszych poszłam do kasy, a zaraz później zadowolona chciałam wrócić do domu, kiedy zatrzymał mnie obcy głos
- Musimy pogadać - Odwróciłam się w stronę mężczyzny. Wysoki, blondyn z widocznymi tatuażami, oczy miał schowane pod gęstymi włosami, ale wiedziałam, że to ten sam, który kilka dni temu, pytał o mnie w księgarni. Pytanie tylko, czego może chcieć
- Jeśli chce mi pan coś sprzedać, to ja nie chce, radzę próbować wciskać takie rzeczy osobą starszym - Uśmiechnęłam się i odwróciłam dalej idąc swoim tempem w stronę domu
- Nie jestem żadnym cho.lernym sprzedawcą - Stanął tuż przede mną, a ja zmarszczyłam nieco brwi - Jesteśmy rodzeństwem i mamy sobie wiele do wyjaśnienia
- Musisz iść do lekarza, urojenia się zdarzają - Też mi co, jak w ogóle można zaczepiać kogoś obcego i gadać takie rzeczy. Szanse, że jesteśmy rodzeństwem wynosiły 1 do miliona, jak nie więcej. Nie zmieniając wyrazu twarzy, chciałam go po prostu wyminąć i udać, że nigdy go nie spotkałam, a cała to sytuacja nie miała miejsca. Nie spodziewałam się tego, że złapie mnie za bluzę, a co gorsza podniesie do góry tak bardzo, że nogami będę machać w powietrzu
- Uważaj na słowa, bo nie należę do osób cierpliwych i jak mówię Ci, że jesteś do ku.rwy moją młodszą siostrą to tak właśnie jest! - Teraz mogę szczerze powiedzieć, że to szaleniec. Natychmiast sięgnęłam do kieszonki w której znajdowała się moja jedyna broń. Zielenice od razu mi się powiększyły, kiedy złapał mnie za rękę, uniemożliwiając wykonanie jakiegokolwiek ruchu- Wiem o Tobie to co powinienem - Zaczął sięgać do kieszeni, a ja już widziałam najgorsze scenariusze, jak to leże w kałuży krwi i nagłówki na pierwszych stronach gazet, lecz on zamiast broni wyciągnął zdjęcie, które przyłożył blisko mojej twarzy
- Opuść mnie na ziemie! - Warknęłam, starając się chociaż udawać groźną, lecz wzrok mimowolnie znalazł się na zdjęciu. Widniał na nim chłopiec, na oko miał z 10 lat, rozpoznałam, że jest to on. Przed nim siedziała dziewczynka, młodsza w niebieskim kapeluszu, białe włosy, niebieskie oczy i tak bardzo znajoma twarz, czy to w ogóle możliwe, że to ja? A jeśli tak, to jakim cudem on mnie pamięta? Powinien mieć tak samo jak ja, wyzerowaną pamięć
- Nie do póki nie dotrze do Ciebie, że jesteśmy rodzeństwem
- Ej! Co Ty jej robisz!? - Usłyszałam krzyk dziewczyny, w tym też momencie moje stopy odnalazły ziemię, a fakt, że się odwrócił, aby na nią spojrzeć, wykorzystałam jako moment do ucieczki. Tak szybko to już dawno nie biegałam W mieszkaniu cały czas wyglądałam za okno, czy przypadkiem gdzieś się nie kręci w pobliżu. Krążyłam od stolika, na którym leżało zdjęcie do okna. Nie mogłam sobie nic przypomnieć, pomimo tego zdjęcia, wciąż był dla mnie obcą osobą. Może jakbym poznała o nim więcej szczegółów, imię, wiek, wszystko co pamięta i co najważniejsze skąd to pamięta. Nagle jakbym dostała olśnienia. Przypomniała mi się sytuacja z domu Siega, to jak mówił mi o swoim dzienniku i jak wspomnienia wracały do niego jak urywki filmu z czasem. Opadłam na kanapę, wciąż tak mało z tego wszystkie rozumiejąc
- A było tak spokojnie - Wyszeptałam sama do siebie, zamykając oczy. Otworzyłam je dopiero, gdy usłyszałam uderzanie w szybę, podniosłam jedną powiekę i ujrzałam kruka. Przetarłam oczy i na ścianie odnalazłam zegar, jak się okazało było już późne popołudnie, a więc musiałam nieźle usnąć. Po przeciągnięciu się na kanapie, doszłam do wniosku, że nie ma sensu gotować, a obiad na mieście z pewnością mi na dzisiaj wystarczy.
Dwa następne dni minęły mi spokojnie, nie spotkałam blondyna, gdyż w sumie omijałam księgarnię szerokim łukiem. Jednego dnia wpadłam na ten genialny pomysł, żeby wybrać się w stronę miasta i wejść do kilku sklepów, w których jeszcze mnie nie było, a w sumie warto byłoby sobie kupić coś nowego. Wychodząc z jednego z torbą, zauważyłam znajomą mi twarz. Wysoki brunet stał niedaleko mnie, oglądając coś na wystawach sklepowych. Podeszłam do niego od tyłu.
- Hej, pamiętasz mnie? - Gwałtownie odwrócił głowę w moją stronę, po czym delikatnie się uśmiechnął
- Hej, owszem pamiętam, zakupy? - Wskazał głową na moją torbę
- Owszem, a Ty?
- Nie, tylko tędy przechodzę. Może Cię odprowadzę kawałek? - Zaproponował nie zmieniając wyrazu twarzy, w sumie teraz rozmowa z nim była mi na rękę
- Możesz - Szliśmy oboje w milczeniu, aż w końcu zaczęłam rozmowę - Ile zajęło Ci przypomnienie sobie o Twojej siostrze?
- Nie długo, a dlaczego pytasz? - Włożył ręce do kieszeni, a ja zanim zdążyłam odpowiedzieć na to pytanie poczułam krople deszczu na nosie, z każdą sekundą zaczęło ich spadać coraz więcej, lecz nie miałam ochoty uciekać. Ten deszcz był bardzo przyjemny
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiIPdD9J4o3eZzsT7Drqgb9X_Vs4yD1oanOkOaLBDS2qx84Q7L4efJsPSzv1FdwiPnlscFDq0POS7osiToEqoZWAvLRfr-FljlxXpzT0x_ENvQbAkf5m4ozo_Co7fb-2QBCbR68Y-22KhI/s1600/780e084a6a57e1f3ecf2eb8e2f6d2762.jpg
- Ciekawość i nowe fakty - Podniosłam nieco wyżej głowę, aby poczuć na swoich policzkach zimną wodę- Zastanawia mnie czy pewien osobnik może być moim bratem, zarzekał się, że tak jest, ale równie dobrze, może to być wariat czyż nie? - Uśmiechnęłam się lekko
- Z kapelusza się takich informacji nie bierze, powinnaś to sprawdzić - Zatrzymał mnie nagle, patrząc poważnie, aż zaczęłam się śmiać
- Wiem co powinnam, a czego nie - Spojrzałam na jego rękę tkwiącą na moim nadgarstku - A Ty jeszcze raz mnie dotkniesz, a nie zawaham się użyć mocy - Zaczęłam iść dalej - Nie wiem czy chce się bawić w młodszą siostrę, to nie dla mnie. Wole swoje dotychczasowe życie- Odwróciłam się do niego, żeby się uśmiechnąć.

Siegrain?

środa, 20 lipca 2016

Od Taigi - C.D Siegrain'a

Wróciłam do domu, odkładając reklamówkę na blat, dopiero rozkładając zakupy, zauważyłam brak jednej siatki i to tej najważniejszej, gdzie były moje świeżo co kupione mangi. Przez rozmowę z tym brunetem, kompletnie wypadło mi z głowy, że tą najważniejszą siateczkę niesie właśnie on, a przez to, że się uparłam iż ma mnie nie odprowadzać, zostałam bez niczego. Przez całą noc, pozostaje mi bezczynnie gapić się w ścianę, chociaż pozostaje jeszcze mój pędzel, może warto wykorzystać te kilka minut, na ćwiczenia, albo chociaż na zwykłym malowaniu na płótnie. Siedziałam przy stole z talerzem na którym leżała kanapka, naprzeciwko mnie siedział kruk, dzióbiąc w kromkę chleba. Wymarzony koniec dnia. Chciałam się jeszcze cofnąć i chociaż kupić coś innego, zanim nie odzyskam swoich rzeczy, ale patrząc na zegar zdałam sobie sprawę, że nie ma możliwości, żebym zdążyła przed zamknięciem. Stanęłam w salonie starając się poszerzyć zasięg działania mojej tarczy, zaczynało mi wychodzić, a ręka coraz bardziej się wprawiała w szybsze malowanie. Wszystko byłoby idealnie, gdybym nie przesadziła i tarcza, która ma mnie ochraniać rozwaliła mi półkę. Książki, które stały na niej w równym rzędzie, ułożone alfabetycznie, teraz leżały pomieszane na podłodze. Westchnęłam cicho odkładając narzędzie zbrodni. Przynajmniej podczas sprzątania czas mi szybciej upłynie.
Rano zaczął się mój codzienny rytuał. Poranna gimnastyka, toaleta, sprzątnięcie łóżka i kawa w towarzystwie czarnego kruka. Podczas, gdy ja opróżniałam białą filiżankę, ten przyglądał się mi z zaciekawieniem, co jakiś czas zapukał w okno dzióbem, lecz gdy tylko się wychyliłam widziałam ten sam obraz. Chodnik, i czasami jakiś ludzi, którzy przechodzą, każdy uciekał gdzieś w pośpiechu, miałam niekiedy wrażenie, że tylko mi tak na prawdę nigdzie się nie śpieszy, bo tak na prawdę po co się śpieszyć? Im szybciej chcemy gdzieś być, tym bliżej śmierci się znajdujemy. W końcu, gdy mój nektar, dający mi jakiekolwiek chęci do życia został całkowicie opróżniony, postanowiłam udać się do księgarni. Dzisiaj ma być nowa dostawa mang, a nie wiem czy odnajdę tego, który zniknął z moją siatką. Pędzel włożyłam do specjalnej przegródki, jeszcze raz przeczesałam włosy i w podskokach udałam się do sklepu. W księgarni powitał mnie zapach nowych książek, jedyny zapach, który może się przyrównywać do świeżej kawy o poranku. Zaciągnęłam się powietrzem i uśmiechnęłam od ucha do ucha
- Dzień dobry! - Od razu pomachałam do starszej kobiety, która jak każdego dnia była starannie uczesana w koczek. Zazdrościłam jej tej pewnej ręki do włosów, żaden włosek jej nie wypadał, a u mnie nawet kitka nie wyglądała poprawnie.
- Och Taiga, dzień dobry - Uśmiechnęła się, gdy już do niej podeszłam - Wczoraj ten chłopiec z którym przyszłaś przyniósł Twoją siatkę, musiałaś o niej zapomnieć, wzięłam ją do domu, bo miałam tam produkty, które na pewno by się zepsuły przez noc - Położyła moją siatkę na ladzie, można by rzec, że kamień spadł mi z serca, kiedy ujrzałam, że moje mangi są na swoim miejscu
- Bardzo pani dziękuje! A te nowe...
- Są już na półce - Zaśmiała się - I przy okazji, pytał się chyba o Ciebie inny młodzieniec, miał blond włosy i... - Zmrużyła oczy, bacznie na mnie patrząc, po chwili dodała już nieco poważniejszym głosem - I takie same oczy jak Ty. Miał dużo tatuaży
- Nie znam nikogo takiego, a takie oczy ma mnóstwo ludzi - Wzruszyłam ramionami
- Cóż może chodziło mu o inną białowłosą, która kocha mangi - Machnęła jedynie ręką, wracając do swojej papierkowej roboty, ja natomiast w podskokach popędziłam wybierać następne tomy moich mang. Muszę uważać, żeby nie przepłacić, bo do końca miesiące będę jeść suchy chleb. Podziękowałam kobiecie i wyszłam z mojego raju. Nie bardzo się przejęłam tym, że ktoś mógł mnie szukać, skoro nie znam nikogo takiego, to nie może być to nikt ważny, prawda? Szybko wróciłam do mieszkania, aby odłożyć resztę zakupów z wczorajszego dnia i ponownie wyjść. Przed mieszkaniem przeciągnęłam się leniwie, rozmyślając nad tym co dziś mogłabym porobić. Pomyślałam, nawet o Kaito, ale z tego co się orientowałam był na badaniach, natomiast Hyou i Shion, na pewno mają swoje sprawy do załatwiania. Na myśl przyszedł również mi Sieg, o którym nie wiem za dużo. W sumie orientuje się jedynie jak się nazywa i to by było na tyle. Chciałam mu chociaż podziękować o to, że nie przywłaszczył sobie moich zakupów, co nie było zbytnio w moim strylu, ale w końcu tak wypadało. Poszłam do parku, tam gdzie ostatnio widziałam go jak biegał. Skoro codziennie ma treningi, to w sumie i dzisiaj powinien mieć. Usiadłam na ławce, patrząc na bezchmurne niebo, sama nie wiem co jest z tą pogodą, raz leje deszcz, za chwilę jest ciepło i ładnie, ale za dwa dni pewnie zerwie się taki wiatr, że bez szala nie ma się co ruszać z domu. Ku mojemu zdziwieniu, ale również i zadowoleniu, zauważyłam jak biegnie praktycznie w moją stronę. Zrobiłam trzy skoki w przód i znalazłam się przed nim. Z uśmiechem zaczęłam mu machać, kiedy stanął skołowany
- Hej - Odezwałam się, aby przerwać tą ciszę między nami
- Hej, a my się znamy? - Podniósł jedną brew... Nic z tego nie rozumiałam, albo robił sobie głupie żarty, albo na prawdę mnie nie poznawał. Może on również ma zaniki pamięci? Ale w sumie... Pamiętał mnie, gdy spotkaliśmy się w sklepie, więc... Ach, dziwny jest ten świat
- Jeśli się nabijasz to wcale nie jest to śmieszne - Przechyliłam głowę
-Mała, musisz mnie z kimś mylić, widzę Cię pierwszy raz na oczy - Burknął, chcąc mnie wyminąć, jednak i tym razem stanęłam mu na drodze
- Wczoraj w sklepie podałeś mi płatki kukurydziane, pomagałeś z zakupami, których mi nie oddałeś, ale zostawiłeś w księgarni w której również razem byliśmy, na prawdę mnie nie pamiętasz Siegain'ie?
- Skąd znasz moje imię? - W jednej chwili zrobił się podejrzliwy
- Bo sam mi je zdradziłeś - Zaśmiałam się - Cóż, skoro to nic Ci nie mówi... To może... Mogę Cię zgwałcić?- Zachichotałam, a jego oczy zrobiły się wielkie - Taka sama reakcja jak wcześniej, wciąż jesteś nudny- Westchnęłam odwracając się - Jak sobie mnie przypomnisz to daj znać, jestem Taiga - Ruszyłam w zupełnym innym kierunku, miałam ochotę, jeszcze chwilę pospacerować
Wieczorem, zaczęłam przeglądać mangi, kiedy z jednej z nich wypadła mi karteczka. Rozłożyłam ją i przeczytałam na głos
,,Mam nadzieję, że to co powiedziałaś o zapamiętywaniu okaże się prawdą. Nie chciałbym zapomnieć dzisiejszego dnia. Liczę na to, że ty też nie zapomnisz tego wielkoluda ze sklepu, który przepadł gdzieś z twoimi nowymi mangami. ~ Siegrain R. "

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgPw7nQkTO8LZqradn_dZsfJlTjAsAG7m4aUc5Z8O61JXGhsxIaoMktAAw8maNGIpt9LcFjwD-kEhTtk1nm6_LDwjJA0NRVB7CLRIWcUeLOxBYQscU7dRNlcBnwoccMZrxoHzWKUmR94MM/s1600/e968e5037142b21b4e0f69f1053614e0.jpgDziwne, pisał to tak, jakby doskonale wiedział, że o mnie zapomni, miałam dwie opcje, albo miał coś z pamięcią, albo lekarze wzięli go na ponowne wymazanie, jednak po co mieliby to robić? Z tego co wiedziałam, robili to tylko raz, na samym początku, a później były rutynowe badania, zwłaszcza wtedy, gdy się użyło swojej mocy, lub gdy za bardzo oddawało się emocję, zwłaszcza gniew, czy agresję. Czyżby właśnie takich emocji często używał? Wyszłam na balkon ze szklanką picia, aby powdychać trochę świeżego powietrza
Strasznie mało z tego wszystkiego rozumiałam i zaczynałam się obawiać, że i mi przyjdzie zapomnieć o tym wszystkim co do tej pory przeżyłam, może i nie mam zbyt emocjonującego życia, ale właśnie w ostatnim czasie, ponownie zaczęłam się otwierać na ludzi, znowu zawieram nowe znajomości. Jeśli teraz tak nagle o tym zapomnę, to może życie znów stanie się jedną wielką rutyną. Odchyliłam głowę, spoglądając na gwieździste niebo. To wszystko wydaje się teraz takie chore. Na jednej z poręczy zauważyłam czarnego kruka, no tak, jak mogłam zapomnieć. Nawet jeśli o wszystkich zapomnę, albo oni zapomną o mnie, to pozostają mi one, moje kruki, którym jako jedynym nie da się wyczyścić pamięci, one jako jedyne pozostaną przy mnie, bez względu na sytuację w jakiej się znajduje.

Sieg?

niedziela, 17 lipca 2016

Od Taigi - C.D Shion'a

Siwa? Złapałam końcówki swoich włosów, z których wciąż powoli skapywały ostatnie krople wody. Dlaczego mówi, że jestem siwa? Od zawsze uważałam, że moje włosy są białe, nie siwe, a może mówiłam tak sobie, ponieważ, ten kolor źle mi się kojarzył. Takiego określenia używa się do osób starszych, które na prawdę siwieją, a ja przecież względnie jestem jeszcze młoda. Może już nie nastolatka, ale na pewno nie stara.
- Uważam, że są białe - Odezwałam się, wciąż przyglądając się swoim włosom. W końcu jednak je wypuściłam, wracając do początku jego wypowiedzi - Nie chciałam żeby to tak wyglądało, ale z moich włosów wciąż cieknie woda, która zostaje na panelach. Nie chce robić bałaganu - Uśmiechnęłam się przechylając przy tym głowę
- Chodź do łazienki, wysuszysz się trochę - Dziewczyna zwinnie zeskoczyła z łóżka, posyłając jeszcze spojrzenie swojemu przyjacielowi po czym zaprowadziła mnie do łazienki, w której dostałam ręcznik. Zaczęłam dokładnie wycierać głowę, która jako jedyna wciąż pozostawała mokra, ubrania na szczęście w miarę wyschły. W pewnym momencie biały ręcznik został mi wręcz wyrwany, a ja poczułam energiczne ruchy na swoich włosach - Ale się z tym guzdrasz. Meow... Zrobię Ci warkocza, będzie Ci wygodniej przy jedzeniu - Uśmiechnęła się na co skinęłam głową. Dzięki mojemu niskiemu wzrostowi, nie musiałam nawet siadać, żeby mogła zająć się spleceniem moich włosów - Dlaczego tam nad jeziorem bardziej martwiłaś się o pędzel niż o siebie? W sklepie kupisz go za grosze - Byłam nieco zaskoczona tym pytaniem. Zazwyczaj nikt o to nie pyta, a mówiąc jaśniej, nikt mnie nigdy o to nie zapytał.
- Jest dla mnie bardzo ważny - Wyjaśniłam z uśmiechem. Nie chciałam na razie mówić o swojej arcanie i o tym, że bez niego jestem bezużyteczna. Wydawała się bardzo miła i otwarta na ludzi, ale nie potrafię wyłożyć wszystkich swoich kart tak od razu. Dziewczyna jedynie się uśmiechnęła co zauważyłam w lustrze. Kończąc robić warkocza musiała nieco przykucnąć, na końcu związała go mocno gumką
- Gotowe, masz strasznie długie włosy - Ułożyła swoje dłonie na biodrach przyglądając się swojemu dziełu. Sama również obróciłam się dookoła siebie z uśmiechem. Pierwszy raz ktoś robił coś z moimi włosami. Było to niezwykle miłe doświadczenie. Wcześniej, nawet nie pomyślałam, żeby je chociaż związać, w zwykłą kitkę, może czas najwyższy zacząć używać gumek i spinek.
- Bardzo dziękuje, jest świetny! - Zadowolona zaczęłam dreptać za nią do salonu - Może Ci w czymś pomogę?
- Nie, siadaj - Nakazała jedynie, pewnym krokiem idąc do kuchni.Nie wypadało mi iść za nim i się wtrącać, więc usiadłam na jednym krześle rozglądając się po mieszkaniu. Było urządzone bardzo stonowanie. Ściany w kolorze beżu, czarne meble z domieszką białego. Gdzieniegdzie zauważyłam kilka książek i płyt z muzyką. Wnętrze bardzo mi się podobało, pomimo iż widziałam tylko jej salon i łazienkę to mogłam z tego wywnioskować, że umie się urządzić. - Shion!
Przed moją twarzą pojawił się talerz z rybą oraz frytkami, a obok tego surówka jak miewam z marchewki. Chłopak usiadł obok Hyou, skupiając się na jedzeniu. Pomimo iż czułam, że już teraz za mną nie przepada, to cieszyłam się, że mogę tutaj być. Z uśmiechem wkładałam do ust widelec z jedzeniem, ciesząc się tą chwilą. Każdy mój posiłek wyglądał tak samo, jadłam w samotności bądź też w obecności kruka, który nie zawsze mógł mi towarzyszyć. Nigdy nie jadłam w towarzystwie jednej osoby, a dzisiaj jem w obecności dwóch, nawet jeśli mnie nie lubi, to i tak się cieszę, że mogę tutaj z nimi siedzieć, że nie muszę znowu spędzać czasu w swoich czterech ścianach, z przypaloną jajecznicą. Niektórzy mogliby mnie teraz uważać za ostatnią wariatkę, ale nawet jeśli oni oboje mnie nie lubili, to się cieszyłam to chwilą.
- Taiga z jakiego rodzaju jesteś? - Hyou spojrzała na mnie pytająco
- Alfa - Odpowiedziałam przełykając następny kęs - A wy?
- Sigma - Odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem. Ciekawe, pierwszy raz rozmawiałam z kimś, kto jest sigmą, oczywiście nie raz o nich słyszałam, ale osobiście nikogo nie spotkałam, aż do teraz. Czekałam na odpowiedź chłopaka, ale chyba nie miał zamiaru mi odpowiedzieć - Shion też jest z alf
- Każdy kto jest w alfach ma swojego opiekuna? - Tym razem nieco się przeraziłam, nikt mi nigdy o takim czymś nie mówił i poniekąd miałam nadzieję, że jej odpowiedź będzie negatywna
- Nie - Zaśmiała się, machając głową - Taką dostałam misję - Westchnęła. Dziwne, myślałam, że bardzo dobrze się z nim dogaduje, zresztą na samym początku byłam przekonana, że są parą. Nawet teraz na nich patrząc wydaje mi się, że idealnie by do siebie pasowali. Chłopak skończył swój posiłek jako pierwszy i spoglądał raz na mnie, a raz na Hyou, aż w końcu się odezwał z uśmiechem, który zbyt sympatyczny nie był
- Dobrze, że nie jesteś taka płaska - Słowa te zdecydowanie kierował do swojej przyjaciółki, jednak skoro mówił to przy stole, nie sądziłam, abym nie mogła się odezwać, w końcu jeśli chciałby, żebym tego nie słyszała to nie mówiłby tego teraz. Nie wiem czy chciał mnie obrazić, a może tylko wtrącić swoje spostrzeżenie. Sama nie wiem, ale wiem, że na pewno mnie to nie uraziło. Wiem jaką mam sylwetkę, więc mówiąc to nie kłamał.
- Tak, to prawda. Zdecydowanie kobiece kształty pasują do Hyou - Uśmiechnęłam się miło, biorąc do ręki szklankę, w której znajdowała się woda z cytryną, a na mój komentarz nie zareagował i w sumie może to i lepiej. Nie chciałam się kłócić i psuć miłego dnia. Oblizałam widelec odkładając go na talerz i wstając z krzesła - Bardzo dziękuje za gościnę, jedzenie było na prawdę pyszne - Uśmiechnęłam się, składając ręce i delikatnie się kłaniając w ich kierunku
- Zwykły obiad, nie zostaniesz z nami jeszcze chwilę? - Hyou oparła łokcie o stół, a swoją głowę ułożyła w dłoniach
- Nie zatrzymuj jej - Mruknął czerwonowłosy
- Muszę jeszcze załatwić kilka rzeczy. Chętnie zaprosiłabym was do mnie, ale mam dwie lewe ręce w kuchni- Przyłożyłam palec do kącika ust, marszcząc brwi i zastanawiając się chwilę, w końcu ponownie uśmiechnęłam się do nich - Obok parku, jest niewielka kawiarenka, ale podają tam bardzo dobre ciastka, chciałabym was tam zaprosić jutro
- Nas? - Nie umiałam odczytać reakcji chłopaka, ale chyba nie był zadowolony, że mówię do nich dwojga, jednak ja nie widziałam problemy w tym, że chce ponownie się z nimi spotkać.
- Was - Przechyliłam głowę z uśmiechem


Shion/ Hyou? ^^

Od Taigi - C.D Kaito

Nie oczekiwałam nawet, że nowy znajomy pojawi się dzisiaj w parku. Po wczorajszej sytuacji z karteczką, nie byłam nawet do końca przekonana czy, aby na pewno mnie pamięta. Ciekawość co do tej osoby, jednak zdecydowanie była silniejsza niż moje przemyślenia. Pierwszy raz spotkałam się z kimś, kto posiada tak cudowne skrzydła. Nawet jeśli nie pamiętam jego dokładnych rysy twarzy, to zawsze będę pamięć białe pióra i jego rozwaloną, a może i też specjalnie w ten sposób ułożoną fryzurę. Szłam przez park, rozglądając się za tym charakterystycznym kolorem. Zawsze uważałam, że moje włosy wyróżniają się z tłumu i przez ich kolor, który odbijając od siebie słońce sprawia wrażenie wręcz rażących, lecz on był taki cały. Widząc go w samym słońcu, przypuszczam iż trzeba by nieco przymrużyć oczy. Pomimo iż go nie znałam dobrze, to zaczynałam go lubić. Za tą niewinność, niepewność i nieufność, sama nie wiem skąd takie uczucie z mojej strony. Nawet jeśli ktoś mnie interesował jako osoba, to nie wdawałam się w żadne relacje, tutaj było inaczej. Czułam nieodpartą chęć, aby mu pomóc, zobaczyć jak znowu się uśmiecha. Miałam wrażenie, że jestem to winna, jakbym sama kiedyś odczuwała coś podobnego i chciała przekazać to drugiej osobie. Jeśli teraz o tym myślę to zdaję sobie sprawę z tego iż nawet nie wiem ile on ma lat.
W parku, z każdym krokiem byłam coraz bardziej przekonana, że ptasi znajomy, najzwyczajniej w świecie o mnie zapomniał. Jeśli ma problemy z pamięcią, to nawet nie powinnam go o to winić. Cóż, widok śpiącego go na drzewie mnie całkiem zaskoczył, a dalsze słowa tym bardziej. Usiadłam na ławce, znajdującej się praktycznie pod nim. Jego słowa wciąż krążyły po mojej głowie "Bałem się, że nie przyjdziesz". Chyba jeszcze nigdy, nikt nie czekał na mnie, a przynajmniej ja tego nie pamiętam. Uniosłam głowę, gdy wylądował naprzeciwko mnie i przyglądałam mu się przez chwilę

- Ile masz lat? - Odezwałam się w końcu, przerywając tą ciszę między nami, a na mojej twarzy znów zagościł uśmiech.
- Em... Szesnaście - Wymruczał, wciąż stojąc naprzeciwko mnie. Nie rozumiałam, dlaczego najzwyczajniej w świecie nie usiądzie obok mnie.
- Usiądziesz, czy będziesz tak stać? Ja mam dwadzieścia, mam nadzieję, że mnie pamiętasz - Odwróciłam się na ławce tak, aby siedzieć twarzą do niego. Nogi skrzyżowałam siadając po turecku - Po wczorajszym nie ciężko się zorientować, że masz zaniki pamięci - Nie wiem czy dobrze robiłam mówiąc od razu prosto z mostu, w końcu mogło to być dla niego krępujące, albo przynajmniej nie miłe. Niestety, jakoś nigdy nie umiałam dobrze porozumieć się z ludźmi, zawsze potrafiłam ich od siebie skutecznie odrzucić, a przecież zachowywałam się dobrze, zawsze starałam się znaleźć plusy, uśmiechać, a najgorszą obelgę obrócić w żart, niestety pomimo tych chęci, byłam sama.
- Słyszysz? - Przed oczami przemknęła mi jego ręka. Spojrzałam na niego nieco zdezorientowana, było mi głupio, że tak się zamyśliłam.
- Trochę odleciałam, co mówiłeś? - Uśmiechnęłam się niezgrabnie próbując w ten sposób zamaskować swoją dezorientację.
- Pytałem... Czy długo tutaj jesteś? - Odwrócił wzrok, aby spojrzeć, na drzewo, na gałęzi którego spał jeszcze przed kilkoma minutami. Wciąż zachowywał w stosunku do mnie dystans, nawet siedząc ze mną na ławce, był przyklejony do samego jej końca
- Chyba kilka tygodni, przynajmniej tyle pamiętam - Wzruszyłam ramionami - Chodź gdzieś, mam ochotę na loda, a Ty?
- Trochę chłodno - Podrapał się po samym czubku głowy. Teoretycznie miał rację w ostatnim czasie coraz więcej pada, a temperatura nieco zmalała, jednak to nie jest powód, żeby nie zjeść tych pysznych mrożonych przekąsek
- Na lody zawsze jest pora - Wstałam z uśmiechem, robiąc dwa kroki w przód - Ja stawiam, a więc to zaproszenie, nie wypada odmawiać - Zachichotałam
- N-No, nie wiem
- Znam dobrą lodziarnie, serwują tam najlepsze lody jakie do tej pory jadłam - Ułożyłam swoje dłonie za plecami, uśmiechając się do niego i czekając aż wstanie

Kaito?

sobota, 16 lipca 2016

Od Taigi - C.D Shion'a

Długo siedziałam i wpatrywałam się beznamiętnie w okno. Obok mnie na stoliku znajdowało się kilka mang i książek, które niestety zostały już przeczytane, nawet po dwa razy. Nuda zaczęła mi doskwierać tak bardzo, że przyszło mi nawet na myśl, żeby wyjść i znaleźć kogoś znajomego, albo chociaż kogoś poznać i zacząć kolorować jego martwy i szary świat swoimi kolorami. Tak szybko jak te myśli przybyły do mojej głowy, tak szybko z niej wypadły, na szczęście. Mimo wszystko w tą jakże piękna pogodę, nie wypadało siedzieć w domu. Jeszcze nie miałam okazji dokładnie pozwiedzać całej tej okolicy, więc dlaczego nie zrobić tego właśnie teraz.W sumie myśląc o tym teraz, to bardzo dziwne. Jestem już tutaj chyba od dawna, a chodzę ciągle w te same miejsca. Z zadowoleniem wyszłam z mieszkania, aby podskakując udać się w jeszcze nie do końca znanym mi kierunku. Z oddali zauważyłam niewielką tabliczkę, która była wyostrzona z jednej strony, a więc nie była to tabliczka, a wskaźnik! Na drewnie był wyryty napis "jezioro. Przechyliłam głowę zastanawiając się chwilę. Nie przepadałam jakoś szczególnie za wodą, zdecydowanie wolałam być nad nią, niż pod, ale skoro jestem już tak blisko, to dlaczego by nie skorzystać i się chociaż nie rozejrzeć.
Przez dwadzieścia lat swojego życia, nie sądziłam, że tak szybko pożałuje jakiejkolwiek decyzji podjętej przeze mnie. Zawsze się mówiła, że nauczka za swoje czyny przychodzi z czasem, że każda piękna i długa bajka ma swój koniec. G.ówno prawda. Ja o tym, że popełniłam błąd dowiedziałam się w przeciągu dziesięciu minut. Nawet nie zdążyłam zauważyć, kto ciągnie mnie za sobą, do lodowatej wody. Po głosie mogłam rozpoznać młodego mężczyznę i o ile mnie słuch nie mylił słyszałam również i kobietę, również była młoda, a przynajmniej miała taki śmiech. Moje włosy, przez ich długość były wszędzie, nie tylko zakrywały mi całą twarz, ale czułam także jak plączą się pomiędzy moimi palcami, no i pozostawał jeszcze jeden problem, a mianowicie mój pędzel. Sama nie wiem, co przyszło mu do głowy, żeby mnie wyławiać, kiedy właśnie starałam się go wyłowić, jeśli przepadł to przez kilka dni pozostaje praktycznie bez mocy
- Ty gałganie! Jeśli ktoś nurkuje to mu się nie przeszkadza - Mruknęłam już nieco ciszej, starając się jak najszybciej uwolnić od klejących się włosów
- Nie wypływałaś przez kilka minut... To Twoje? - Wskazał palcem na pływający pędzel, no tak! Jaka ze mnie idiotka, przecież rączka cała zrobiona jest z drewna, więc to normalne, że wypływa na powierzchnię. Z uśmiechem na ustach podpłynęłam po swoją rzecz, przy okazji jeszcze bardziej ochlapując chłopaka wodą. Ucieszona złapałam za pędzel i moim ulubionym stylem czyli "pieskiem" podpłynęłam do brzegu. Od razu zajęłam się moim pędzelkiem, nie zwracając uwagi na otaczający mnie świat
- Nic Ci nie jest - Zrobiłam mały dzióbek wycierając go bardzo starannie
- Jestem cały, a jak z Tobą? - Zaskoczona podniosłam wzrok, dopiero teraz na brzegu zauważyłam czerwonowłosego chłopaka, czyli to za jego sprawką wylądowałam w wodzie. Tylko dlaczego, on się udziela, skoro ja nie mówiłam do niego? Dziwny, dodatkowo ma rogi, jeszcze dziwniejszy
- Ale ja nie mówiłam do Ciebie - Przechyliłam głowę - Interesują mnie uczucia mojego pędzla, nie Twoje-Uśmiechnęłam się niewinnie.
Dopiero teraz zauważyłam nieopodal niego kobietę. Była ładna, białe włosy układały się na jej ramionach, a złote oczy były wbite w moją osobę, jednak nie były to zwykłe oczy, były inne, ciekawe, ale największą zagadką były jej uszy. Nie mogłam uwierzyć, gdy na czubku jej głowy zauważyłam kocie uszy. Białe, świetne i słodkie kocie uszy, dokładnie takie o jakich marzy każda mała dziewczynka. Miałam wrażenie, że i ja kiedyś o takich marzyłam bo widząc ją uśmiech sam wkradał się na moją twarz i to najszczerszy uśmiech. Schowałam swój pędzel w specjalną kieszonkę przy pasie i z zachwytem podeszłam do nieznajomej
- To są Twoje prawdziwe uszy? - Zapytałam z zachwytem w głosie
- Moje, a kogo? - Zaśmiała się - Przepraszam Cię za Shiona - Wskazała dłonią na chłopaka - Czasami jest porywczy, nie wiń go za to
- Pewnie masz z nim same kłopoty - Uśmiechnęłam się do niej
- Nie rozumiem - Zrobiła lekki dzióbek drapiąc się po głowię
- Mówię, że jako dziewczyna, pewnie cały czas musisz go wybraniać z takich sytuacji - Wyciągnęłam w jej kierunku rękę - Jestem Taiga. Taiga Minist
- Daj spokój, to nie mój chłopak - Zaczęła się cicho śmiać, po czym uścisnęła moją rękę - Hyou Yukimura
- Nie? Pasujecie do siebie więc pomyślałam, że jesteście razem - Wzruszyłam ramionami - A Ty możesz poruszać swoimi uszami? Wiesz, chodzi mi o to czy je kontrolujesz, tak jak rękę czy nogę - Sama nie wiem dlaczego tak bardzo chciałam to wiedzieć
- Ja też tutaj jestem - Jak widać jej kolega się nieco oburzył, jednak zaraz po tym podał mi rękę i również się przedstawił - Shion Takahashi - Z grzeczności podałam mu rękę - I to, że znalazłaś się w wodzie, było jej winą - Skrzyżował ręce
- Nie gniewamy się, ważne, że mój pędzel jest cały - Złapałam się za ręce za plecami i przechyliłam głowę z uśmiechem - Możesz pokazać jak ruszasz swoimi uszami?
Widząc ten ruch, zasłoniłam usta ręką i zaczęłam się śmiać. Jeszcze nigdy nie widziałam na żywo kogoś z kocimi uszami i nie sądziłam, że taki widok sprawi mi tyle radości
- H-Y-O-U - Przeliterowałam jej imię z uśmiechem - Jesteś ciekawą osóbką, Ty już mniej - Wskazałam na chłopaka wciąż z tym samym wyrazem twarzy


Hyou/Shion

piątek, 15 lipca 2016

Od Taigi - C.D Siegrain'a

Robiąc zakupy, kupuje wszystko co może wydać się użyteczne przez następny tydzień. Po co robić zakupy codziennie, skoro można raz w tygodniu? Sklepy zawsze mnie przytłaczały. Ludzie, są tam jak zauroczeni jakimś czarem, wpatrują się w swoje kartki i chodzą między półkami szukając odpowiedniego produktu, lub też szukając okazji na jakieś marne produkty, których na końcu i tak nikt nie zje i znajdą się w koszu. Półki też są takie wysokie, jakby każdy tutaj miał po dwa metry, a co jest na samym szczycie tej wielkiej góry z jedzeniem? Oczywiście moje przysmaki. Nie spodziewałam się również, że właśnie teraz spotkam tego samego chłopaka co w parku. Nie ukrywam, że to między innymi przez niego zostałam wezwana na dodatkowe badania. Jego szczęście, że nie zostały na mnie użyte ich nowe igły, wtedy na bank oboje byśmy tam siedzieli i się tłumaczyli. Nie sądziłam, że będzie tak natarczywy, żeby chciało mu się mnie nawet odprowadzać do domu. Rozumiem, że torby mogą być ciężkie, ale przecież nie wyglądam na takie chucherko, no dobra może trochę wyglądam.
- Mam dom obok ulicy - Uśmiechnęłam się niewinnie - I wbrew pozorom nie jestem słaba, poradzę sobie - Wciąż szłam przed siebie, musiałam zahaczyć o jeszcze jedno miejsce, pomimo iż woda kapała z mojego nosa na ziemię, to nie spieszyło mi się do domu
- Jesteś zbyt uparta, przecież chce Ci tylko pomóc - Przewrócił oczami, wyciągając w moim kierunku rękę, jak można się domyślić, jedyne co zrobiłam to pokazałam mu język
- Na pewno chcesz iść ze mną, żeby mnie podglądać jak ściągam mokre ubrania i zakładam suche. No przyznaj, że jedynie o to Ci chodzi - Zaśmiałam się, ukazując rządek białych ząbków
- C-Co?!
- Oj no już nie udawaj, wiesz jeśli brakuje Ci kobiety czy coś, to gdzieś tutaj jest dom publiczny, kiedyś dostałam ulotkę, myślisz, że to była propozycja pracy - Zrobiłam mały grymas zastanawiając się przez chwilę.
- Jesteś chyba najdziwniejszą osobą, jaką tutaj spotkałem - Westchnął uśmiechem, kręcąc również przy tym swoją głową
- To mało osób tutaj znasz - Wzruszyłam ramionami - Do mojego domu Cię nie zaprowadzę, ale muszę gdzieś wstąpić, możesz iść ze mną - Uśmiechnęłam się. Zgodził się mi towarzyszyć, pomimo iż nie powiedziałam mu dokładnie gdzie idziemy. Wraz ze zniknięciem deszczu, zniknęła również jedna z moich toreb, która została mi wręcz odebrana siłą, lecz nie miałam ochoty na wykłócanie się i odbieranie swojej własności, przecież i tak mi ją w końcu odda. Ze szczerym uśmiechem weszłam do księgarni, jak zawsze pani przy kasie była na tyle miła, że pozwoliła mi zostawić obok niej moje zakupy
- Są nowe? - Zapytałam z uśmiechem trzymając ręce za plecami i uśmiechając się do starszej kobiety miło
- Są, są. Niedawno wyłożyłam na półki więc jeszcze nikt ich nie dotykał - Również się uśmiechnęła - Taigo, radziłabym kupić parasol - Wskazała ze śmiechem na krople wody, jakie po sobie zostawiam
- Przydałby się - Również się zaśmiałam idąc w alejkę, gdzie znajdowały się mangi. Zadowolona zaczęłam dotykać wszystkie palcem, aż w końcu zatrzymałam się na jednej, której tytuł mnie zaciekawił

- Nie spodziewałbym się, że interesujesz się takim typem literatury - Chłopak stanął obok mnie, krzyżując przy tym ręce. Dokładnie przyglądał się, jak przeglądam mangę i zabieram przy okazji jeszcze dwa inne tytułu, które również mnie zaciekawiły
- Interesuje się wieloma rzeczami, mangi to jedynie namiastka tego wszystkiego - Zbliżyłam się do niego z szerokim uśmiechem, trzymając przed sobą te cudeńka - Najbardziej interesuje mnie znęcanie się nad innymi i robienie wszystkie wbrew im woli - Wyszeptałam, zaczynając cicho chichotać
- To kolejny Twój żart? - Podniósł jedną brew
- Może tak, a może nie - Obróciłam się dookoła własnej osi, przenosząc się na inną półkę, gdzie również znajdowały się mangi
- Ty na prawdę jesteś dziwna - Zaśmiał się, kątem oka zauważyłam, że również zaczyna przeglądać książki, jednak z tego co zauważyłam wybrał sobie kategorie przygody, jedną ze znienawidzonych przeze mnie. Nigdy nie wiedziałam dlaczego, tak mnie od nich odpychało. Raz nawet się przemogłam i wzięłam jedną taką książkę, ledwo co dobrnęłam do końca i po tej jednej przygodzie powiedziałam sobie, jakże krótkie, ale pewne zdanie "nigdy więcej"
- Dziękuje, za ten jakże wspaniały komplement - Ze śmiechem ukłoniłam się przed nim
- Komplement? Mało, kto by to tak odebrał - Zauważyłam jak kącik jego ust delikatnie drgnął, chyba ciężko było mu zachować powagę
- A więc chciałeś mnie urazić?
- Nie, nie to miałem na myśli....
- Dziwność to jest jedyna zaleta, której nikt mi nie odbierze, ani ze mnie nie wykasuje. Mogę utracić pamięć po raz setny, a i tak pozostanę tą samą dziwną dziewczyną, ze swoimi dziwnymi zasadami, ze swoim dziwnym zachowaniem, ale nie zapomnisz o mnie, tak jak zapomnisz o kobiecie która obsługiwała Cię w sklepie, pamiętasz jak w ogóle wyglądała? Nie, a mnie zapamiętasz, czyż nie? - Uśmiechnęłam się nie czekając na odpowiedź tylko idąc do kasy, gdzie czekał już na mnie miły uśmiech starszej kobiety z czarnym kokiem na czubku głowy.

Siegrain?

poniedziałek, 11 lipca 2016

Od Taigi - C.D Kaito

Gdy włożył ręce do kieszeni od bluzy, zastanawiałam się czy mówi całkowicie serio, czy też może najzwyczajniej w świecie się ze mnie śmieje. Nie lubiłam takiego czegoś, skoro to jego rzecz, tak zawzięcie mnie powstrzymywał od tego, abym nie zaglądała do środka, a teraz bezczelnie zadaje takie oto pytanie . Chyba, że nasi kochani ludzie w białych fartuszkach, coś mu zepsuli podczas kasowania pamięci... Chociaż jeśli by tak było, to nikt nie wypuściłby go z laboratorium, w końcu to byłby ich jawny błąd, a powiedzmy sobie szczerze, oni do błędów się nie przyznają, tak samo jak dzieci, które przed chwilą wybiły piłką szybę, czy też stłukły niewiarygodnie drogi wazon.
- Co to...?
- Nie bawią mnie takie zabawy, to Twoje - Poruszyłam dłonią, a kartka pofalowała na wietrze. Pokręcił głową, nie chcąc jej przyjąć ponownie - To może być ważne, więc lepiej to weź
- Ale to nie moje - Zapewniał z powagą, ponownie odwracając ode mnie wzrok i przyglądając się krukom, które pojedynczo wbijały się w powietrze. Niektóre zaczęły zatrzymywać się na drzewach, inne leciały dalej, tam gdzie mój wzrok już nie sięgał. Westchnęłam otwierając kartkę, aby móc tym samym przeczytać co jest w środku. Informacja była krótka, więc pozwoliłam ją sobie przeczytać na głos
- Kolejne badanie, jutro o 15 - Podniosłam wzrok znad kartki, aby na niego spojrzeć i jeszcze raz dokładnie mu się przyjrzeć. Niestety ponownie oddalił się ode mnie o kilka kroków, mam wrażenie, że ciężko będzie cokolwiek z niego wydusić, a tym bardziej cokolwiek mu powiedzieć. Jednak moja teoria może być całkiem trafna, skoro dostaje kartki, kiedy ma mieć robione następne badania, bądź też ma tak od czasów zanim tutaj trafił, ach zaczyna mnie coraz bardziej ciekawić
- Już byłem na badaniu - Mruknął jakby sam do siebie, jednak na tyle głośno, że udało mi się to usłyszeć. Cicho zrobiłam krok w jego stronę, ale wciąż zachowywałam odpowiedni odstęp, żeby... nie uciekł?
- Ale to jest na dzień jutrzejszy - Pomachałam karteczką - Jestem Taiga - Uśmiechnęłam się przy tym, wciąż czekając aż zabierze swoją własność, lecz im dłużej znajdowałam się bliżej niego tym bardziej miałam świadomość tego, że jej po prostu nie weźmie.
- Kaito... Jestem Kaito - Powtórzył jakby dla swojej własnej pewności
- Wyglądasz młodo - Ciągnęłam wciąż się przy tym uśmiechając
- Mam... 16 lat - Wymruczał, wpatrując się w ostatniego kruka, który pozostał na chodniku i patrzył na horyzont
- To mogłabym być Twoją starszą siostrą, jestem o 4 lata starsza - Zaśmiałam się zakrywając usta ręką. Ciekawe jakie to uczucie mieć rodzeństwo, nigdy go nie miałam... A może miałam, i nadal mam, ale po prostu ich już nie pamiętam?
- Siostrą? - Jego zielenicę delikatnie się powiększyły i niepewnie na mnie spojrzał. Nie wiem czego się obawiał, posturą byłam podobna do niego, a może nawet i jeszcze drobniejsza, a mimo to miałam wrażenie, że on na prawdę się mnie boi
- Takie skojarzenie - Wzruszyłam ramionami - Już Ci się nie spieszy? - Jego wzrok stał się pytający - Przed chwilą biegłeś, a teraz stoisz i spokojnie ze mną rozmawiasz
- Nie spieszy - Pomachał głową
- Lubisz kruki? - Moje dłonie ponownie znalazły się za plecami, wzrok wciąż był utkwiony w nim, a uśmiech nie schodził mi z twarzy
- Lubię ptaki - Kącik jego ust drgnął, ciągnąc do uśmiechu, jednak szybko go powstrzymał. Wyciągnęłam swój pędzel, po kilku zgrabnych ruchach, pomiędzy nami znalazł się kruk. Widać było, że nie jest on prawdziwy, ale był blisko swojego realnego odbicia. W jego dziób włożyłam karteczkę, a kolejnymi ruchami sprawiłam, że usiadł na ramieniu białowłosego.
- Nie wiem kiedy zniknie, nad tym już nie panuje - Wyznałam z cichym śmiechem - Miło było się poznać K-A-I-T-O - Przeliterowałam jego imię z uśmiechem na ustach
- Idziesz już? - Przechylił głowę, przyglądając się dokładnie siedzącemu na jego ramieniu ptakowi. Podniósł nawet rękę w jego kierunku, którą dosyć szybko wycofał
- Muszę jeszcze załatwić kilka spraw, ale jeśli chcesz się jeszcze spotkać to przyjdź jutro. Jestem tutaj codziennie - Z gracją baletnicy odwróciłam się na czubkach palców i podskakując nisko ruszyłam dalej w swoim kierunku. Ciekawy z niego osobnik, strachliwy, ale ciekawy, nawet posiada tak zwaną pewność siebie w oczach. Słyszałam za sobą jak kruki zrywają się z drzew, aby podążać za mną. Całe życie wśród kruków, pomiędzy jedyną rodziną, jaką posiadam.

Kaito?

Od Taigi - C.D Siegrain'a

- Jestem Siegrain Rasmussen, nigdy cię tu nie widziałem, jesteś nowa?
Nowa? Cóż za nieprecyzyjne słowo, z wieku wcale już nie jestem taka "nowa", ludzi którym można nadać to określenie, to raczej noworodki, które są "nowe" na tym chorym świecie. Biedne, nawet pewnie nie wiedzą, że to dopiero początek ich cierpienie, dlaczego płaczą po narodzinach, przecież to ich matki cierpią na tym cholernym łóżku, nie oni. Nowa w mieście w sumie też nie jestem. Przecież nie mieszkam tutaj od kilku godzin i znam różne okolice, więc dlaczego nazywa mnie nową.
- Nie, nie jestem nowa. Mieszkam tutaj od kilkudziesięciu lat, ale wczoraj przefarbowałam włosy - Uśmiechnęłam się tak jak zawsze, nie przejmując się jego wyrazem twarzy mówiącym, że jest ze mną coś nie tak.
- To by wyjaśniało, dlaczego Cię nie rozpoznałem - Uśmiechnął się, krzyżując ręce na piersi i przyglądając mi się chwilę, jakby próbował mnie gdzieś dopasować do swojego obrazu
- Dlaczego się tak skupiasz, przecież nawet jeśli spotkaliśmy się wcześniej, to żadne z nas o tym nie pamięta. W sumie to zaleta, kto wie, może kiedyś byliśmy największymi wrogami i chcieliśmy się zabić - Podniosłam ręce, aby nadać dramaturgi całej sytuacji, po czym ponownie opuściłam je, tak, że przylegały do mojego ciała
- Mało prawdopodobne, nie uważasz? - Podniósł jedną brew, na co wzruszyłam ramionami. Wydawał mi się dziwny, nudny, ale zarazem i ciekawy. Od razu można było zauważyć jego tatuaż na ramieniu, spodobał mi się. Chociaż sama nigdy nie posiadałam to od kiedy tutaj jestem zawsze chciałam jeden mieć. Teraz często się zastanawiam dlaczego tam, gdzie byłam całkowicie wolna, nie odważyłam się na zrobienie go. Może chodziłam do jakieś rygorystycznej szkoły, gdzie było to zakazane, a może już wtedy pracowałam w jakieś korporacji? Tak, warto mieć marzenia. Zauważyłam jak stara się odgonić spadające kosmyki włosów, które sprawnie zasłaniały mu widok. Dopiero, gdy wykonał taki ruch dłonią, mogłam zauważyć, że ma nietypowy kolor oczu, a mianowicie złoty. Nigdy nie lubiłam tego koloru, od zawsze kojarzył mi się z władzą absolutną, z niewolnikami, ze złotem, które niesie ze sobą więcej nieszczęścia niż pożytku. Po co ludziom pieniądze? Przecież jakby każdy wykonywał swoją pracę i wymieniał się z innymi to każdy byłby zadowolony, wszyscy mieliby to co chcieli, nikt nie byłby od nikogo uzależniony
- Mało prawdopodobne może być to, że w ten klosz walnie meteoryt, rozwali go, a nas nie uszkodzi i będziemy mogli spokojnie wyjść - Przechyliłam głowę
- Tak... To jest mało prawdopodobne - Podniósł delikatnie kącik ust - Wciąż jednak nie wiem jak się nazywasz - Zrobił kilka kroków w moją stronę, zmniejszając tym samym odległość między nami. Nie lubiłam, gdy obcy mężczyzna był tak blisko mnie, a zwłaszcza wyższy i silniejszy, czyli taki, który może być dla mnie zagrożeniem. Wyciągnęłam swój pędzel, a rękę wyprostowałam, tak, że końcówki włosów smyrały go po nosie. Spojrzał na mnie zaskoczony, starając się pojąć o co właściwie tutaj chodzi
- Jesteś zdecydowanie za blisko mnie - Cofnęłam się starając również nie wpadać w żadne głębsze emocje, wolałabym uniknąć wizyty doktorków, którzy zarówno mi jak i jemu kazaliby iść razem z nimi, na serie badań.
- Dlatego chcesz mnie pomalować swoim pędzlem?
- Nie naśmiewaj się z mojego pędzla! On też ma uczucia! - Przyłożyłam do piersi moją broń z oburzoną miną
- Farb Ci brakuje - Zakpił, przez co mnie delikatnie zirytował. Z uśmiechem na ustach zaczęłam machać przed nim pędzlem po czym odskoczyłam w tył chowając ręce za plecy. Dopiero po kilku sekundach zrozumiał, że ma zrobić krok w moją stronę, lecz tym razem poczuł jedynie ból, gdyż twarzą walnął w moją tarczę
- Dlatego właśnie masz się nie naśmiewać z mojego pędzla
Nawet nie zdążył nic powiedzieć, gdyż oboje zauważyliśmy idących w naszym kierunku doktorków. Nie przejęłam się nimi za bardzo, a w sumie to wcale się nimi nie przejęłam. Przyglądałam się tylko, jak z gracją słonia są coraz bliżej nas
- Co się stało? - Takie pytanie z ust doktora, może jest początkującym, albo to wcale nie było pytanie do nas?
- Nic się nie stało, próbuje go zgwałcić. Siegrainie, mogę Cię zgwałcić? - Zachichotałam. Wszyscy spojrzeli na mnie jak na wariatkę, ach czuje się jak w swoim żywiole. - Ale jesteście nudni, przecież tylko żartuje - Wzruszyłam ramionami - Taiga Minist, a teraz wybacz, ale chyba muszę już iść - Pomachałam mu wyprzedzając ludzi w białych fartuchach.

Sieg?

niedziela, 10 lipca 2016

Od Taigi - Do Kaito

Codziennie rano przed oczami mam ten sam widok. Biały, nieskazitelny, czysty sufit. Pomimo upływu lat na pierwszy rzut oka wciąż wydaje się taki sam, jednak nawet i on się zmienia. Przemija jego barwa, powstają pęknięcia, przebarwienia. Nawet jeśli od razu po przebudzeniu potrzebujesz kilku minut, żeby wzrok wrócił do normy, to w końcu to dostrzegasz. Podobnie jest z ludźmi, przy pierwszym spotkaniu mamy wrażenie, że są idealni, czujemy się przy nich gorzej, bo znamy swoje wady, ale u nich nie umiemy ich dostrzec. Z każdym dniem, dowiadujemy się o nowym pęknięciu, o nowej plamie, nawet jeśli potrzeba do tego tygodni, czy nawet miesięcy. Właśnie wtedy, czujemy się pewniej, bo wiemy, że nie tylko my, nie jesteśmy idealni. Wstając zauważyłam odbicie w lustrze. Białe włosy stały w każdym możliwym kierunku, a ubrania były pogniecione, jak każdego poranka. Niechętnie dotknęłam stopami zimnej podłogi, robiąc dwa skłony dla rozprostowania kości. Każdy mój poranek był taki sam, zaczęło się to zamieniać w rutynę. Prysznic, ubranie się, zrobienie sobie kanapki i świeżej kawy, oraz pojawienie się kruka na parapecie. Nie pamiętam jak wyglądało moje dzieciństwo, jak kiedyś wyglądało moje życie. Czy od zawsze było takie monotonne, czy też codziennie robiłam co innego. Pamiętam jedynie pojedyncze scenki, jakby obrazki wycięte z jednego lub też i kilku filmów. Piękna rzeka, obok której stał dorodny kasztanowiec, na którego gałęzi znajdowała się huśtawka. Pamiętam zapach świeżych kwiatów, powiew chłodnego wiatru, widziałam tam też postać. Raz, we śnie, po raz pierwszy ujrzałam jakąś postać. Pomimo iż nie umiałam jej rozpoznać, czułam, że jest to dla mnie ktoś ważny. Ten obraz już nigdy więcej nie pojawił się w moich snach. To jedno z moich najbardziej wyraźnych wspomnień. Reszta to tylko jakieś przedmioty, niekiedy miejsca, które kompletnie mi nic nie mówią. Prawdę mówiąc, nawet nie mogę być pewna, czy to, aby na pewno są moje wspomnienia. Równie dobrze, może być to wybryk mojej wyobraźni, która pragnie cokolwiek zobaczyć, i wierzyć, że kiedyś miałam wspaniałe życie. Bez bólu i cierpienia, a pełne radości i uśmiechu. Położyłam rękę na główce czarnego ptaka i delikatnie pogładziłam jego pióra. Do dzisiaj nie wiem dlaczego te ptaki tak do mnie lgną, chociaż sama nie wyobrażam sobie poranka bez niego u boku. Po wypiciu czarnej kawy, przyszedł czas na pooddychanie świeżym powietrzem, o ile mogę tak powiedzieć. Nie raz zastanawiałam się czy powietrze poza tą kopułą jest inne, czy świat tam bardzo się różni od tego, który jest tutaj, zapewne ludzie mają więcej swobody niż my tutaj. Nigdy nie można być pewnym czy za chwilę nie przyjdzie naukowiec i nie stwierdzi, że musi przeprowadzić badania, bo tak, bo właśnie teraz chce i tak mu się podoba, a Ty nawet nie możesz się wdawać w dyskusję, tylko potulnie jak ta owieczka musisz za nim podążać, nie ważne gdzie by szedł. Stanęłam na twardym chodniku i zaczęłam się poruszać w stronę parku. Moje kroki były lekkie, ale pewne. Skakałam z jednej nogi na drugą, trzymając przy tym ręce z tyłu i podtrzymując swoje końcówki włosów.Choć nie podnosiłam głowy wiedziałam, że nieopodal mnie krążą moi mali przyjaciele. Zatrzymałam się w połowie drogi i spojrzałam w bok, gdzie przepływała rzeka. Powoli pokonywała kolejne przeszkody, jakimi były głazy i różnej wielkości patyki. Na moją twarz wkradł się dziecięcy uśmiech, z cichym śmiechem skoczyłam w jej strony, wyciągając ukryty w specjalnej kieszonce na nodze pędzel. Tuż nad powierzchnią wody "namalowałam" coś w rodzaju tarczy, która się utrzymywała, gdy na nią wskoczyłam w wodzie miałam jedynie podeszwy butów. Z uśmiechem biegłam po rzece machając pędzlem, aby nie wpaść do wody cała. Moją jakże wspaniałą zabawę, przerwał męski głos
- Co Ty robisz? Przecież jest tabliczka, że nie wolno wchodzić do rzeki - Chłopak z kruczoczarnymi włosami skrzyżował ręce na piersi patrząc na mnie uważnie i chyba wyczekując aż wyjdę
- Jestem nad rzeką, a nie w rzece - Uśmiechnęłam się w sumie nie bardzo przejmując się jego słowami. Przecież jeśli ma potrzebę wygadania się to niech gada, nie będę mu zabraniać. Jego ręka znalazła się na twarzy, pomruczał coś pod nosem, niestety nie udało mi się tego usłyszeć, gdyż widziałam jak tylko rusza ustami
- Zasady są jednak od tego, żeby ich przestrzegać. Ktoś może pomyśleć, że jest tam aż tak płytko, więc wyjdź - Podniósł delikatnie głos, czym ani trochę mnie nie przekonywał
- Myślę, że ludzie są na tyle mądrzy, że widzą iż to nie jest kałuża, a rzeka - Wciąż stałam w tym samym miejscu
- Są tutaj również młodsi ludzie od Ciebie, jesteś starsza powinnaś dawać przykład. To, że masz taką, a nie inną moc, nie oznacza, że możesz się nią bawić w każdym możliwym miejscu - Potok słów jakie z siebie wydalał, były tak mdłe, że od samego słuchania robiło się niedobrze. Nie mówiąc już o tym, że w połowie tego jego ekscytującego monologu, po prostu się wyłączyłam.
- Jesteś nudny, strasznie nudny - Odwróciłam się, robiąc przy tym niewielki piruet i wyskakując z rzeki na trawę. Zostawiając nieznajomego chłopaka w tyle ruszyłam ponownie do mojego celu, jakim był park. Na miejscu, ku mojemu zdziwieniu, wcale nie było dużo ludzi. Nie było wcale tak wcześnie, więc albo jest coś o czym nie wiem, albo każdy wybrał się w inne miejsce. Poczułam na twarzy chłodny powiew wiatru, z uśmiechem na ustach podniosłam rękę, aby poczuć ten przyjemny chłód pomiędzy palcami. Szłam tak przed siebie, machając ręką, kiedy poczułam, że przez palce przelatuje mi niewielka karteczka, w ostatnim momencie złapałam ją końcówkami dwóch palców. Spojrzałam na zwiniętą kartkę i spojrzałam za siebie, aby znaleźć potencjalnego właściciela tej zguby. Niestety nikogo nie dostrzegłam, już chciałam ją otworzyć, kiedy usłyszałam cichy i niewinny głos
- To moje... - Odwróciłam się w stronę dźwięku i ujrzałam białowłosego, niewysokiego chłopaka. Na pewno był młodszy ode mnie, nie wiem o ile może o trzy lata, a może o dwa. Przyglądałam mu się z uwagą, pierwszy spotkałam tutaj kogoś kto ma skrzydła. Duże, piękne białe skrzydła. Widząc tą biel, aż pędzel sam mi się otwiera, żeby je zabarwić na czarno. Tylko nigdy jeszcze nie używałam tej mocy na ludziach, chociaż to są pióra, ach tak bardzo mnie ciekawi co by z tego wyszło
- Wpadło w moje palce - Uśmiechnęłam się odwracając kartkę
- Mogę....
Bez słowa podeszłam do niego, żeby oddać mu zgubę, jednak ten, od razu zrobił kilka kroków w tył, jakby chciał przede mną uciec. Czy ja wyglądam, aż tak strasznie? Przecież nie jestem wielkim kulturystą, nie ma szans, żebym zrobiła mu krzywdę
- Jeśli będziesz się ode mnie oddalać, to nie będę mogła Ci tego zwrócić - Przechyliłam głowę wyciągając rękę w jego stronę ze znaleziskiem, a drugą trzymałam za plecami, czekając aż to on do mnie podejdzie. Czułam się w tym momencie jakbym karmiła gołębie, a mimo to, podobało mi się to. Ciekawiło mnie co zrobi, nawet nie mogłam nic wyczytać z jego oczu, gdyż były przykryte burzą białych włosów, które wyglądały tak jakby wessało go tornado i po kilku sekundach wypluło.


Kaito?