Ostatnio doszły mnie słychy, że w ośrodku pojawiła się pierwsza Omega i potrzebują kogoś kto się nią zajmie. „Zajmie” - oczywiście w neutralnym tego słowa znaczeniu, bo zaraz jeszcze sobie ktoś pomyśli. Skoro one nie mają odkrytych mocy t skąd wiadomo, ze posiadają w swoim ciele Arcane, podziwiam naukowców za tak szybkie wykrycie tej dziewczyny. No właśnie… wiedziałem tylko tyle, że jest to przedstawicielka płci pięknej, poza tym to nic więcej. Ciekaw jestem jak mam z nią pracować, skoro nawet nie mam pojęcia w jakim kierunku idzie jej Arcana i czy w przyszłości będzie Alfą, Beta czy może Gammą…
Już po wyjściu z biura głównego naukowcu, ku moim oczom rzuciła się sylwetka ciemnowłosej, niskiej dziewczyny. Szła dosyć szybkim tempem, cały czas zaciekle czegoś szukając. Szukała…
- Czyżbyś mnie szukała, Lady? - kiedy nasz dystans zmniejszył się do kilku metrów: przystanąłem i uśmiechnąłem się delikatnie w jej stronę. Była lekko wystraszona, albo może… spłoszona? Tak to lepsze słowo. Już wczoraj zdążyłem się zorientować, że jest to bardzo nieśmiała osoba i ciężko będzie z nią nawiązać jakiś kontakt.
-Ty.. - uniosła delikatnie swoją małą dłoń i wskazała na mnie palcem, tak jakby nie dowierzała w to co widzi - … Jesteś moim nauczycielem? - tym razem podrapała się do główce i mimowolnie uśmiechnęła. O może jednak nie jest taka nieśmiała jak mi się wydawało i jednak będę mógł z nią po ludzku porozmawiać.
-Leo. - podałem jej dłoń w geście przywitania, czekałem, aż i ona poda mi swoją. Nie było to takie trudne jak przewidywałem, również się przedstawiła mimo że ja już doskonale wiedziałem jak ma imię, ogólnie znałem wszystkie jej podstawowe dane. - Nie będę ci za dużo tłumaczył tutaj, lepiej będzie jak pójdziemy do mnie, albo do… - gadałem tak sobie jakby sam do siebie nie oczekując żadnej odpowiedzi, aż w końcu zorientowałem się co ja dokładnie mówię i jak dziwnie musiało to zabrzmieć z moich ust. W dodatku mówiłem z takim stoickim spokojem, a przez to dziewczyna zrobiła się lekko czerwona i zacisnęła swoje rączki razem w geście zawstydzenia. - Czekaj! To nie tak! Jeszcze raz.. - replay Leo, replay, bo się dziewczyna wystraszy i w ogóle nie będzie chciała do ciebie podejść. -Chodzi o to, że zanim zaczniemy jakikolwiek trening to muszę jeszcze wiedzieć parę rzeczy, po prostu.. chce… cie lepiej poznać.. - wyprostowałem się odwracając głowę w kompletnie innym kierunku. Czarna grzywka przykryła teraz w większej mierze moją twarz przez co dla Ruki moje oczy i oraz lekko zaróżowione policzki były prawie niewidoczne. Ej chwila! Dlaczego ja się tak krępowałem akurat przed nią….?
[…]
Rozmowa jak rozmowa: nie ciągnęła się zbyt długo, ponieważ jak widać porozumiewanie się z tak nieśmiałą dziewczyną było prawie niemożliwe. Dowiedziałem się paru informacji, które jak dla mnie były niezbędne, lepiej poznałem jej Arcane i tego czego oczekuje, ale dowiedziałem się też, że nie ma jakiegoś specjalnego parcia na poznawanie swoich możliwości.
-A ty… jaką masz Arcane? - zapytała cicho. No nie wierzę! W końcu się do mnie odezwała nie będąc pytaną! Łooo! To trzeba zapisać! Uśmiechnąłem się lekko po czym przyniosłem z pokoju czarną przepaskę na oczy. Wręczyłem dziewczynie po czym ukucnąłem do niej tyłem, by mogła zawiązać chustę dookoła mojej głowy, a zważając na mój wzrost, gdybym się nie schylił to byłoby to niemożliwe. Patrzyła najpierw na mnie jak na totalnego idiotę więc jak najszybciej przystąpiłem do tłumaczenia.
- Zawiąż mi nią oczy, stanę do ciebie tyłem przy drzwiach a ty rzuć we mnie piłeczką. Możesz we mnie celować, albo rzucić tak by nie trafiła, ważne jest to, byś nie mówiła w którą stronę rzucasz.
Zrobiłem tak jak powiedziałem i czekałem na jej reakcję. Myślę, że wszystko zrozumiała z tego co powiedziałem. Policzyłem w myślach do trzech i jeszcze zanim rzuciła, odezwałem się:
- Celujesz w lewy bark, ale nie trafisz. - powiedziałem zdecydowanie stojąc do niej tyłem, z zasłoniętymi oczami. Kiedyś, kiedy moja Arcana nie była jeszcze w obecnym stanie: nigdy w życiu nie mógłbym tego przewidzieć.
-Jak ty to… - odwiązałem oczy, nie było już potrzeby by rzucała, bo za każdym razem, szybciej powiedziałbym jej gdzie dokładnie upadnie piłka, bądź też gdzie celuje.
-Wybrali mnie, bo jest najmniejsze prawdopodobieństwo, ze mnie skrzywdzisz podczas treningu. Jestem w stanie się obronić zanim jeszcze zaatakujesz.
( Ruka? Wybacz, że tak długo :c )
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leo. Pokaż wszystkie posty
sobota, 3 września 2016
piątek, 19 sierpnia 2016
Od Leo - C.D Riruki
Cisza wypełniająca pokój o tej porze była niczym przepiękna melodia kojąca wszystkie potargane nerwy. Żadnych świstów, stuków, krzyków czy hałasów, mimo tego, że ośrodek był naprawdę wielka metropolią wbrew wszelkim pozorom. Dzisiaj – choć to dosyć niespotykane – udało mi się spać spokojnie, a moje sny jak i myśli były wyciszone dzięki czemu nie nawiedzały mnie tej nocy żadne koszmary. Wyłączony z chwilowego transu otworzyłem niemrawo fiołkowe oczy, a spojrzawszy w okno ujrzałem tylko jasno świecący księżyc. Rolety były odsłonięte do połowy, dzięki czemu światło wpadało pod takim kątem, że akurat oświecało połowę mojego łóżko, ale nie raziło mnie bezpośrednio w oczy. Sam nie wiem dlaczego właściwie się obudziłem, od kilku minut czułem pewnego rodzaju niepokój, który nie pozwalał z powrotem zamknąć mi powiek. Wyciągnąłem dłoń do góry jakbym chciał co najmniej dotknąć palcami białego sufitu, który jak dobrze wiedziałem jest poza moim zasięgiem. Musiałem trochę rozprostować swoje kończyny przez co podniosłem się do pozycji siedzącej, a pierwsza czynnością jaką w tym momencie wykonałem było zerknięcie na równomiernie tykający zegarek. Znajdował się na stoliku obok więc nie musiałem się jakoś specjalnie fatygować, żeby dojrzeć powoli przesuwające się wskazówki. Godzina druga w nocy… no dobra kilka minut po drugiej. Przetarłem zaspane oczy dłońmi, pomogło mi to ogarnąć nieco bardziej otaczający mnie świat i chociaż było tak ciemno to moje oczy powoli przyzwyczajały się do braku większego natężenia światła. Stwierdziłem, że skoro i tak nie mogę spać to mógłbym chociaż połazić po apartamencie, ale w pewnej chwili do moich uszu doszedł niewyraźny, bardzo cichy stukot: zapewne w drzwi. Zignorowałem to, bo wydawało mi się, że ktoś się pomylił, a może mi się przesłyszało…. Czy coś. Dopiero w momencie kiedy odgłos stal się głośniejszy a zza drzwi doszedł do mnie jeszcze jakiś cichy głos. Nie byłem jeszcze w stanie zorientować się czy był to mężczyzna czy może kobieta, no zza drzwi to raczej ciężko rozpoznać. Czym prędzej ruszyłem w kierunku drzwi wyjściowych, otworzyłem je i od razu spojrzałem w dół na wiele niższą ode mnie – jak się okazało – dziewczynę. Jak wyglądała? Z pewnością była bardzo ładna, ale ja nie oceniam ludzi jeżeli chodzi o pierwsze wrażenie. Hyou i kilka innych dziewczyn z ośrodka też mogły pochwalić się ładną buzią, jednakowoż ona była w pewien sposób inna. Naturalnie blada karnacja i ciemne oczy, które jednocześnie były tak duże i okrągłe, nie wspominając już nawet o czarnych, długich włosach. Jej cicha prośba sprawiła, że nie byłem w stanie nic na nią odpowiedzieć, kompletnie mnie zatkało no bo kto normalny przychodzi w odwiedziny o 2 w nocy! Nie miałem pojęcia, że coś mogło się stać, a jednak moje myśli już wcześniej mnie o tym ostrzegły. Otrząsnąłem się dopiero, gdy ciemnowłosa wyciągnęła nieśmiało rękę i chwyciła końcówkę mojej koszulki w swoje drobne palce. Wpuściłem ją do mieszkania mimo to, że w korytarzu było naprawdę bardzo ciemno. Można powiedzieć, że w obecnej chwili zapomniałem gdzie zamontowany był pstryczek od światła. (Brawo Leoś~)
Oparłem swoje dłonie na ramionach drobnej kobietki i pokierowałem ją do salonu, gdzie spokojnie mogła sobie klapnąć na kanapie. Włączywszy małą lampkę znajdującą się w rogu pokoju, mogłem jeszcze raz dokładnie przyjrzeć się nowej koleżance. Właśnie się zorientowałem, że dużo osób poznaję przez właśnie takie nietypowe zdarzenia. Pierwsze co przyszło mi teraz do głowy to jej… ubiór, no nie czepiajcie w końcu ja tez jestem facetem! Sięgnąłem po delikatny, liliowy kocyk i zarzuciłem dziewczynie na barki, przecież nie będę się ślinił do nowo poznanej dziewczyny, w dodatku …. nie jestem taki płytki. Miałem wrażenie jakby była przerażona, trzęsła się, a jej wzrok błądził gdzieś po pokoju w poszukiwania choćby najmniejszego wyjaśnienia. Podszedłem do kanapy (od przodu tym razem, bo jak zarzucałem koc to byłem z tyłu), ukucnąłem powoli i spojrzałem w ciemne oczy osoby siedzącej przede mną.
- Spokojnie, nikt cie tutaj nie skrzywdzi, na pewno nie kiedy ja tutaj jestem. - uniosłem kącik ust w niemrawym uśmiechu, jednak to nie do końca zapewniło dziewczynę o moich szczerych zamiarach. - Co się stało? Ktoś ci chciał zrobić krzywdę? - zadałem kolejne pytanie, ale ona jakby nie reagowała na nie od razu, dopiero po dłuższej chwili uniosła wzrok i wlepiła go w moje fiołkowe oczy. Podobno niektórzy ludzie właśnie w taki sposób szukają prawdy, próbują wyczytać ją ze spojrzenia. -...Wystraszyłaś mnie… - odetchnąłem cicho siadając na podłodze i drapiąc się delikatnie po karku.
( Ruka? Rozkręci się to jeszcze, wybacz za taką nudę :c)
Oparłem swoje dłonie na ramionach drobnej kobietki i pokierowałem ją do salonu, gdzie spokojnie mogła sobie klapnąć na kanapie. Włączywszy małą lampkę znajdującą się w rogu pokoju, mogłem jeszcze raz dokładnie przyjrzeć się nowej koleżance. Właśnie się zorientowałem, że dużo osób poznaję przez właśnie takie nietypowe zdarzenia. Pierwsze co przyszło mi teraz do głowy to jej… ubiór, no nie czepiajcie w końcu ja tez jestem facetem! Sięgnąłem po delikatny, liliowy kocyk i zarzuciłem dziewczynie na barki, przecież nie będę się ślinił do nowo poznanej dziewczyny, w dodatku …. nie jestem taki płytki. Miałem wrażenie jakby była przerażona, trzęsła się, a jej wzrok błądził gdzieś po pokoju w poszukiwania choćby najmniejszego wyjaśnienia. Podszedłem do kanapy (od przodu tym razem, bo jak zarzucałem koc to byłem z tyłu), ukucnąłem powoli i spojrzałem w ciemne oczy osoby siedzącej przede mną.
- Spokojnie, nikt cie tutaj nie skrzywdzi, na pewno nie kiedy ja tutaj jestem. - uniosłem kącik ust w niemrawym uśmiechu, jednak to nie do końca zapewniło dziewczynę o moich szczerych zamiarach. - Co się stało? Ktoś ci chciał zrobić krzywdę? - zadałem kolejne pytanie, ale ona jakby nie reagowała na nie od razu, dopiero po dłuższej chwili uniosła wzrok i wlepiła go w moje fiołkowe oczy. Podobno niektórzy ludzie właśnie w taki sposób szukają prawdy, próbują wyczytać ją ze spojrzenia. -...Wystraszyłaś mnie… - odetchnąłem cicho siadając na podłodze i drapiąc się delikatnie po karku.
( Ruka? Rozkręci się to jeszcze, wybacz za taką nudę :c)
sobota, 30 lipca 2016
Od Leo - C.D Hyou
Właśnie w tym momencie do moich drzwi musiał zapukać nie kto inny jak we własnej osobie Raphael?! Ja to muszę mieć naprawdę wielkie szczęście. Jeżeli on zobaczy mnie z Hyou to już nigdy się do mnie nie odezwie, pomijając fakt, że ta dziewczyna w jakiś sposób mu się podoba (nie wnikajmy w to jak on okazuje jej swoje uczucia). Obróciłem głowę w taki sposób, by kontem fioletowego oka dojrzeć dziewczynę o srebrnych włosach. Miałem wrażenie, że w jej oczach pojawiło się teraz coś w rodzaju pewnego pożądania. Ohoho jaka niegrzeczna, szkoda tylko, że ani ja nie mogę tego zrobić, ani ona. Powodów było mnóstwo, ale tylko my znaliśmy te najważniejsze i w sumie żadne nie chciało go zdradzić swojemu towarzyszowi. Skoro już tak trzymała moją dłoń, to ja w odpowiedzi na to podniosłem ją lekko do góry, pochyliłem się minimalnie bo jednak różnica wzrostu była na tyle duża, że przez przypadek mogłaby jej zdrętwieć łapka, a na sam koniec pozwoliłem by jej blade palce zetknęły się z moim delikatnym policzkiem. Zamknąłem na chwilę oczy, a kiedy je otworzyłem, wlepiłem je głęboko w złote ślepia Sigmy naprzeciwko. Miałem wrażenie, że moje spojrzenie przeszywa ją do tego stopnia, iż nawet gdyby chciała nie mogłaby odwrócić wzroku.
-Przecież nie ucieknę, nawet jeśli puszczę twoją dłoń. - mruknąłem cicho tylko dlatego, żeby ten natarczywy przybysz nie usłyszał nic przez te cienkie ściany. Konfident jeden, chciałby dosłownie wszystko wiedzieć tak jak mój starszy braciszek.
-Ale…- chciała coś powiedzieć, ale jak widać moje spojrzenie skutecznie ją uciszyło, aczkolwiek skwaszona, niezadowolona minka pozostała. Puściła bardzo niechętnie moją dłoń, wyszedłem z pokoju kierując się do drzwi frontowych, ale kiedy już miałem chwycić za ich klamkę: Hyou bardzo szybko znalazła się przede mną.
Naparła na mnie obiema dłońmi, właściwie całym ciężarem swojego ciała co spowodowało, ze cofnąłem się o dwa… może trzy kroki do tyłu. Następnie złapała mnie delikatnie za dłoń i kiedy tylko zerknąłem na nią lekko zdziwiony, ta bez większych ceregieli przewróciła mnie na sofę. Oho, ja wiedziałem, że z niej śmiała dziewczyna, ale byłem przekonana, że boi się do tego stopnia zaczepić chłopaka. Kiedy leżałem już przygwożdżony do kanapy, dziewczyna pochyliła się nade mną opierając obie swoje dłonie po dwóch stronach mojej głowy. Nie potrafiłem ukryć delikatnego zaskoczenia, które towarzyszyło mi właśnie w tej sytuacji. Może nie dlatego, że bałem się ich, po prostu myślałem, że Hyou nie jest w stanie posunąć się do czegoś podobnego.
-Nie otwieraj… - szepnęła wręcz błagając mnie o to. Dlaczego tak bardzo chciała żebym został, doskonale wiedziała, że chwila mojej słabości może potoczyć się różnie, a w momencie kiedy brakowało mi ciała i obecności kobiety, byłem w stanie przykleić się nawet do przysłowiowej „siostry”.
Zanim udzieliłem jednoznacznej odpowiedzi, oparłem się na łokciach by nieco się podnieść i tym samym będąc teraz bliżej dziewczyny zapytałem:
-Ty naprawdę tego chcesz? - tym razem to mój przyciszony, nawet mógłbym powiedzieć „odprężony” głos naparł na nią z zamiarem uzyskania odpowiedzi. Czułem jej oddech na swojej twarzy, w dodatku nie był to taki zwykły, równomierny oddech.
-A będziesz delikatny? - zmrużyła oczy zalewając się pięknym, czerwonym rumieńcem, którego ciepło czułem aż na sobie. Nie mogłem się powstrzymać od cichego parsknięcia śmiechem, ona była naprawdę urocza, co sprawiało, że coraz bardziej chce ją dotknąć, pocałować, zatrzymać przy sobie.
-Nie zmuszaj się do czegoś na co nie jesteś jeszcze gotowa, przecież nie wymagam tego od ciebie, głupku. - podniosłem się do siadu cicho chichocząc, a dziewczyna w tym czasie zsunęła się z mojego brzucha na biodra. Jedną ręką oparłem się za sobą o kanapę, a drugą ułożyłem na jej szyi, na tyle wysoko, by mój kciuk spoczął na jej żuchwie. - Ej Hyou, wiesz, że nie zrobię ci krzywdy, prawda?
( Hyou? Sory, brak weny~)
-Przecież nie ucieknę, nawet jeśli puszczę twoją dłoń. - mruknąłem cicho tylko dlatego, żeby ten natarczywy przybysz nie usłyszał nic przez te cienkie ściany. Konfident jeden, chciałby dosłownie wszystko wiedzieć tak jak mój starszy braciszek.
-Ale…- chciała coś powiedzieć, ale jak widać moje spojrzenie skutecznie ją uciszyło, aczkolwiek skwaszona, niezadowolona minka pozostała. Puściła bardzo niechętnie moją dłoń, wyszedłem z pokoju kierując się do drzwi frontowych, ale kiedy już miałem chwycić za ich klamkę: Hyou bardzo szybko znalazła się przede mną.
Naparła na mnie obiema dłońmi, właściwie całym ciężarem swojego ciała co spowodowało, ze cofnąłem się o dwa… może trzy kroki do tyłu. Następnie złapała mnie delikatnie za dłoń i kiedy tylko zerknąłem na nią lekko zdziwiony, ta bez większych ceregieli przewróciła mnie na sofę. Oho, ja wiedziałem, że z niej śmiała dziewczyna, ale byłem przekonana, że boi się do tego stopnia zaczepić chłopaka. Kiedy leżałem już przygwożdżony do kanapy, dziewczyna pochyliła się nade mną opierając obie swoje dłonie po dwóch stronach mojej głowy. Nie potrafiłem ukryć delikatnego zaskoczenia, które towarzyszyło mi właśnie w tej sytuacji. Może nie dlatego, że bałem się ich, po prostu myślałem, że Hyou nie jest w stanie posunąć się do czegoś podobnego. -Nie otwieraj… - szepnęła wręcz błagając mnie o to. Dlaczego tak bardzo chciała żebym został, doskonale wiedziała, że chwila mojej słabości może potoczyć się różnie, a w momencie kiedy brakowało mi ciała i obecności kobiety, byłem w stanie przykleić się nawet do przysłowiowej „siostry”.
Zanim udzieliłem jednoznacznej odpowiedzi, oparłem się na łokciach by nieco się podnieść i tym samym będąc teraz bliżej dziewczyny zapytałem:-Ty naprawdę tego chcesz? - tym razem to mój przyciszony, nawet mógłbym powiedzieć „odprężony” głos naparł na nią z zamiarem uzyskania odpowiedzi. Czułem jej oddech na swojej twarzy, w dodatku nie był to taki zwykły, równomierny oddech.
-A będziesz delikatny? - zmrużyła oczy zalewając się pięknym, czerwonym rumieńcem, którego ciepło czułem aż na sobie. Nie mogłem się powstrzymać od cichego parsknięcia śmiechem, ona była naprawdę urocza, co sprawiało, że coraz bardziej chce ją dotknąć, pocałować, zatrzymać przy sobie.
-Nie zmuszaj się do czegoś na co nie jesteś jeszcze gotowa, przecież nie wymagam tego od ciebie, głupku. - podniosłem się do siadu cicho chichocząc, a dziewczyna w tym czasie zsunęła się z mojego brzucha na biodra. Jedną ręką oparłem się za sobą o kanapę, a drugą ułożyłem na jej szyi, na tyle wysoko, by mój kciuk spoczął na jej żuchwie. - Ej Hyou, wiesz, że nie zrobię ci krzywdy, prawda?
( Hyou? Sory, brak weny~)
piątek, 29 lipca 2016
Od Leo - C.D Lee
Teraz jeszcze brakowało mi tylko tego by mój własny brat wytykał mi brak porządku w apartamencie. Czy on się zamierza teraz bawić w Perfekcyjną Pania Domu i będzie doszukiwał się szczegółów, które normalnie były prawie niewidoczne? Złapałem się tylko za głowę widząc jak Czarnuch zmierza w tamtym kierunku, ale gdy tylko zamierzał otworzyć drzwi: natychmiast złapałem go za kołnierz koszuli i pociągnąłem z impetem do tyłu. Niech sobie czasem na za dużo nie pozwala, bo wyleci przez to duże, nowoczesne okno.
-No już braciszku, nie denerwuj się tak, przecież JA WCALE nie zamierzałem tam wejść i wytykać ci TWÓJ bałagan. - tak doszczętnie wytknął mi to co chciał, że wręcz spiorunowałem go złowrogim wzrokiem.
-Jak tak bardzo chcesz to zatrudnię cie na stałe na stanowisku osobistej pokojówki, sprawię ci fartuszek i będziesz zapierdzielał po całym apartamencie z mopem i odkurzaczem. - widząc mój wzrok, mój kochany braciszek wręcz zaniemówił, zachichotał cicho i skierował się w stronę drzwi. Tiaaa.. i teraz niech zabierze jeszcze całą resztę, bo wizyta o tak wczesnej godzinie wcale nie była dla mnie najprzyjemniejsza.
Hyou spojrzała na mnie jakaś taka… zmartwiona? W pewnym momencie jakby dostrzegła, że coś jest nie tak, a ja jestem jakiś taki bardziej nerwowy niż zwykle. No tak, bo ich Leo, którego znali był oazą spokoju, po prostu najspokojniejszy człowiek w całym Rimear, który jak się złościł to był znak, że dzieje się coś niedobrego. Wyszli z takim spokojem, w ciszy… normalnie ich nie poznaję. Pierwszy szedł mój brat, zaraz za nim Raphael, a na końcu Hyou, która jeszcze nim wyszła: stanęła w drzwiach by obejrzeć się za siebie i spojrzeć w moja stronę. Teraz nie mogłem nic wyczytać z jej twarzy, była taka …. pozbawiona uczuć, jeżeli tak to można nazwać. I teraz takie: o co jej chodzi? Mógłbym zadawać sobie w kółko to samo, jedno pytanie, ale jakoś na razie nie miałem ochoty myśleć o czymkolwiek innym niż…
***
Sen ponownie znużył mnie równie szybko jak co dzień. Czy to było coś dobrego… myślę, że z jednej strony tak, a z drugiej zastanawiałbym się nad tym głębiej. Sny jakie nawiedzały mnie w nocy, podczas snu były czasem tak straszne, że niemal budziłem się z płaczem, zupełnie tak samo jak małe, wystraszone dziecko. Jak widać serum, które usuwa wspomnienia, ma również swoje ciemne strony i skutki uboczne, które jakimś dziwnym trafem uaktywniły się właśnie u mnie. To trzeba mieć zajebiste szczęście, żeby być tym jednym Projektem na kilka tysięcy i mieć te efekty uboczne. Tym razem sen nie był tylko wyobrażeniem sobie czegoś pięknego, nie był przekazem ani wizją. Tym razem śniło mi się coś co już miało miejsce, a ja usilnie starałem się o tym kiedyś zapomnieć, serum mi w tym pomogło, ale jak widać to wspomnienie jest taki silne, że nie chce mnie opuścić nie ważne jaką cenę trzeba za to zapłacić. Otaczały mnie białe, wąskie ściany, a po ich bokach poustawiane były rzędy niebieskich krzeseł. Zapach lekarstw oraz środków dezynfekujących tak bardzo drażnił moje nozdrza, że niemal natychmiast zrobiło mi się słabo. Szpital? No naprawdę przyjemne wspomnienie, ale tak naprawdę nie oszukujmy się… na co ja liczę? Że będą mi się śniły kwiatki, motylki i piękne krajobrazy? (piękne kobiety, hihi~). Nie masz na co liczyć Leo, pogódź się ze swoim losem. Ruszyłem powolnym krokiem wzdłuż korytarza, a co najdziwniejsze… wszystkie sale szpitalne były pozamykane na klucz. Nie wiem czy były puste czy po prostu ktoś chciał bym wszedł w te jedne, niezamknięte drzwi, które teraz znajdowały się na samym szarym końcu. Człapałem do nich bardzo powoli zważając na każdy chociażby najmniejszy szczegół, który był w stanie odwrócić moją uwagę. Było tam tak cicho, że wprawiało mnie w to w bardzo dziwny nastrój, niepokój. W momencie kiedy stanąłem w drzwiach pomieszczenia: osłupiałem. Moje nogi stanęły w miejscu lekko się trzęsąc, a ciało kompletnie przestało mnie słuchać. Na szpitalnym łóżku, przykryta tylko cienką, biała kołdrą, leżała dziewczyna. Przypięta była pod różnego rodzaju maszyny, które utrzymywały jej czynności życiowe. Moje nogi zaczęły mnie słuchać dopiero po 10 minutach tępego wpatrywania się w oddychające oblicze drobnej kobietki. Wystarczyło kilka większych kroków, bym znalazł się tuż obok jej łóżka, a spoglądając na nią z góry widziałem spokojną twarz, zamknięte oczy i lekko rozchylone usta ukryte za przeźroczysta maską tlenową.
-Yu...ki…. - szepnąłem cicho lecz mój głos był w tym momencie tak zduszony, że niemal przypominał skrzek jakiegoś ptaka. Osunąłem się na kolana opierając dwie blade dłonie o metalową ramę, po czym moja głowa również pochyliła się, a czoło zetknęło się z miękkim materacem. Nie wiem dlaczego, ale po kilku dłuższych chwilach poczułem jak łózko przestało drgać. Płytki oddech, który jeszcze przed chwilą był słyszalny, teraz zamilkł, a ja gwałtownie poderwałem swoja głowę patrząc zdziwionym wzrokiem na znieruchomiałe ciało. No tak, to pokazuje ułamek z mojego życia, którego w żaden sposób nie potrafiłem wymazać. Płacz lament jakie mi wtedy towarzyszyły nie były w stanie jednak odwzorować się tak dobrze w moim śnie, dlatego jedyne na co się zdobyłem to kilka gorzkich łez spływających powolnie po moich policzkach…
***
Aksamitny, kobiecy głos przeszył mój umysł do tego stopnia, ze natychmiast oprzytomniałem i bardzo szybko zerwałem się do pozycji siedzącej. Bylem przestraszny jak mały, niewinny szczeniak. Siedziałem tak nie mogąc nawet wyrównać swojego szalonego oddechu, po policzku nadal spływały mi leniwie dwie łzy.
-Leo! - siedząca na mnie biało włosa ślicznotka wręcz chyba zamierzała uderzyć mnie w twarz, bo tak się wystraszyła mojej nagłej reakcji i płaczu. Na całe szczęście w porę zatrzymałem jej małą dłoń, która już miała zetknąć się z moim policzkiem. - Kretynie, nie strasz mnie tak! - krzyknęła znowu łapiąc mnie obiema łapkami za kołnierzyk czarnej koszuli. Zgięła się w pół i oparła swoje czoło o mój tors jeszcze bardziej zaciskając ręce. Ja nawet nie byłem w stanie jej teraz odpowiedzieć, byłem w szoku, jakby wyprany ze wszystkich uczuć, chwilowo nie czułem nic. Podniosła się dopiero po dłużej chwili, by wytrzeć moje policzki spojrzeć mi głęboko w fiołkowe oczy.
- Mówiłeś jej imię, śniła ci się? - kiedy o to zapytała… miałem ochotę naprawdę wybuchnąć płaczem, jednak… ja również posiadam nieugiętą męską dumę, nie chciałem płakać przed kobieta, która mnie szanuje i pokłada we mnie jakieś nadzieje. - Leo, słuchasz mnie? - zapytała ponownie kiedy kompletnie nie udzieliłem jej żadnej odpowiedzi. Podniosłem jedynie głowę, a kiedy dziewczyna zorientowała się, że jesteśmy wystarczająco blisko (nasze nosy praktycznie się stykały), zarumieniła się i jakby lekko uspokoiła? Ujęła moją twarz w dłonie odgarniając na bok czarne, niesforne włosy, które usilnie próbowały zakryć moje jedno, fiołkowe oczko. Ah kobieto nie rób tak…
Dryyń – zadzwonił dzwonek w momencie kiedy Hyou nachyliła się nade mną i jak mniemam.. zamierzała mnie pocałować. Kto znowu zakłóca mój spokój, czy ja powinienem wywiesić na swoich drzwiach tabliczkę: „Nie przeszkadzać”? Mimo tego, że prawie odpłynąłem i dałem się ponieść chwili to jednak szybko spojrzałem w kierunku drzwi. Westchnąłem ciężko wiedząc, ze taka okazja na pewno nie zdarzy się innym razem.. STOP! Leo o czym ty myślisz, przecież ty ją traktujesz ja swoją siostrę!
Złotooka sama zrozumiała, że czas zejść z moich kolan, bo przecież muszę zobaczyć kto przyszedł, a więc tak tez zrobiła. Już wstawałem z łóżka, byłem właściwie na nogach kiedy to Hyou złapała mnie za koszulkę, pociągnęła i szepnęła ciche: Leo… nie idź.
Wtedy jakby coś we mnie pękło, nie chciałem już nawet iść otwierać tych cholernych drzwi. Zmrużyłem lekko oczy wypuszczając powietrze z ust, a następnie tym razem to moje dłonie spoczęły na policzkach towarzyszki.
-Nie idę… - mruknąłem cicho zanim całkowicie złączyłem nasze wargi. Na początku tylko je musnąłem, ale kiedy poczułem jak język dziewczyny powolutku wsuwa się do moich ust, odwzajemniłem to lekko rozchylając wargi.
( Hyou? Jak zaregujesz? )
-No już braciszku, nie denerwuj się tak, przecież JA WCALE nie zamierzałem tam wejść i wytykać ci TWÓJ bałagan. - tak doszczętnie wytknął mi to co chciał, że wręcz spiorunowałem go złowrogim wzrokiem.
-Jak tak bardzo chcesz to zatrudnię cie na stałe na stanowisku osobistej pokojówki, sprawię ci fartuszek i będziesz zapierdzielał po całym apartamencie z mopem i odkurzaczem. - widząc mój wzrok, mój kochany braciszek wręcz zaniemówił, zachichotał cicho i skierował się w stronę drzwi. Tiaaa.. i teraz niech zabierze jeszcze całą resztę, bo wizyta o tak wczesnej godzinie wcale nie była dla mnie najprzyjemniejsza.
Hyou spojrzała na mnie jakaś taka… zmartwiona? W pewnym momencie jakby dostrzegła, że coś jest nie tak, a ja jestem jakiś taki bardziej nerwowy niż zwykle. No tak, bo ich Leo, którego znali był oazą spokoju, po prostu najspokojniejszy człowiek w całym Rimear, który jak się złościł to był znak, że dzieje się coś niedobrego. Wyszli z takim spokojem, w ciszy… normalnie ich nie poznaję. Pierwszy szedł mój brat, zaraz za nim Raphael, a na końcu Hyou, która jeszcze nim wyszła: stanęła w drzwiach by obejrzeć się za siebie i spojrzeć w moja stronę. Teraz nie mogłem nic wyczytać z jej twarzy, była taka …. pozbawiona uczuć, jeżeli tak to można nazwać. I teraz takie: o co jej chodzi? Mógłbym zadawać sobie w kółko to samo, jedno pytanie, ale jakoś na razie nie miałem ochoty myśleć o czymkolwiek innym niż…
***
Sen ponownie znużył mnie równie szybko jak co dzień. Czy to było coś dobrego… myślę, że z jednej strony tak, a z drugiej zastanawiałbym się nad tym głębiej. Sny jakie nawiedzały mnie w nocy, podczas snu były czasem tak straszne, że niemal budziłem się z płaczem, zupełnie tak samo jak małe, wystraszone dziecko. Jak widać serum, które usuwa wspomnienia, ma również swoje ciemne strony i skutki uboczne, które jakimś dziwnym trafem uaktywniły się właśnie u mnie. To trzeba mieć zajebiste szczęście, żeby być tym jednym Projektem na kilka tysięcy i mieć te efekty uboczne. Tym razem sen nie był tylko wyobrażeniem sobie czegoś pięknego, nie był przekazem ani wizją. Tym razem śniło mi się coś co już miało miejsce, a ja usilnie starałem się o tym kiedyś zapomnieć, serum mi w tym pomogło, ale jak widać to wspomnienie jest taki silne, że nie chce mnie opuścić nie ważne jaką cenę trzeba za to zapłacić. Otaczały mnie białe, wąskie ściany, a po ich bokach poustawiane były rzędy niebieskich krzeseł. Zapach lekarstw oraz środków dezynfekujących tak bardzo drażnił moje nozdrza, że niemal natychmiast zrobiło mi się słabo. Szpital? No naprawdę przyjemne wspomnienie, ale tak naprawdę nie oszukujmy się… na co ja liczę? Że będą mi się śniły kwiatki, motylki i piękne krajobrazy? (piękne kobiety, hihi~). Nie masz na co liczyć Leo, pogódź się ze swoim losem. Ruszyłem powolnym krokiem wzdłuż korytarza, a co najdziwniejsze… wszystkie sale szpitalne były pozamykane na klucz. Nie wiem czy były puste czy po prostu ktoś chciał bym wszedł w te jedne, niezamknięte drzwi, które teraz znajdowały się na samym szarym końcu. Człapałem do nich bardzo powoli zważając na każdy chociażby najmniejszy szczegół, który był w stanie odwrócić moją uwagę. Było tam tak cicho, że wprawiało mnie w to w bardzo dziwny nastrój, niepokój. W momencie kiedy stanąłem w drzwiach pomieszczenia: osłupiałem. Moje nogi stanęły w miejscu lekko się trzęsąc, a ciało kompletnie przestało mnie słuchać. Na szpitalnym łóżku, przykryta tylko cienką, biała kołdrą, leżała dziewczyna. Przypięta była pod różnego rodzaju maszyny, które utrzymywały jej czynności życiowe. Moje nogi zaczęły mnie słuchać dopiero po 10 minutach tępego wpatrywania się w oddychające oblicze drobnej kobietki. Wystarczyło kilka większych kroków, bym znalazł się tuż obok jej łóżka, a spoglądając na nią z góry widziałem spokojną twarz, zamknięte oczy i lekko rozchylone usta ukryte za przeźroczysta maską tlenową.

***
Aksamitny, kobiecy głos przeszył mój umysł do tego stopnia, ze natychmiast oprzytomniałem i bardzo szybko zerwałem się do pozycji siedzącej. Bylem przestraszny jak mały, niewinny szczeniak. Siedziałem tak nie mogąc nawet wyrównać swojego szalonego oddechu, po policzku nadal spływały mi leniwie dwie łzy.
-Leo! - siedząca na mnie biało włosa ślicznotka wręcz chyba zamierzała uderzyć mnie w twarz, bo tak się wystraszyła mojej nagłej reakcji i płaczu. Na całe szczęście w porę zatrzymałem jej małą dłoń, która już miała zetknąć się z moim policzkiem. - Kretynie, nie strasz mnie tak! - krzyknęła znowu łapiąc mnie obiema łapkami za kołnierzyk czarnej koszuli. Zgięła się w pół i oparła swoje czoło o mój tors jeszcze bardziej zaciskając ręce. Ja nawet nie byłem w stanie jej teraz odpowiedzieć, byłem w szoku, jakby wyprany ze wszystkich uczuć, chwilowo nie czułem nic. Podniosła się dopiero po dłużej chwili, by wytrzeć moje policzki spojrzeć mi głęboko w fiołkowe oczy.
- Mówiłeś jej imię, śniła ci się? - kiedy o to zapytała… miałem ochotę naprawdę wybuchnąć płaczem, jednak… ja również posiadam nieugiętą męską dumę, nie chciałem płakać przed kobieta, która mnie szanuje i pokłada we mnie jakieś nadzieje. - Leo, słuchasz mnie? - zapytała ponownie kiedy kompletnie nie udzieliłem jej żadnej odpowiedzi. Podniosłem jedynie głowę, a kiedy dziewczyna zorientowała się, że jesteśmy wystarczająco blisko (nasze nosy praktycznie się stykały), zarumieniła się i jakby lekko uspokoiła? Ujęła moją twarz w dłonie odgarniając na bok czarne, niesforne włosy, które usilnie próbowały zakryć moje jedno, fiołkowe oczko. Ah kobieto nie rób tak…
Dryyń – zadzwonił dzwonek w momencie kiedy Hyou nachyliła się nade mną i jak mniemam.. zamierzała mnie pocałować. Kto znowu zakłóca mój spokój, czy ja powinienem wywiesić na swoich drzwiach tabliczkę: „Nie przeszkadzać”? Mimo tego, że prawie odpłynąłem i dałem się ponieść chwili to jednak szybko spojrzałem w kierunku drzwi. Westchnąłem ciężko wiedząc, ze taka okazja na pewno nie zdarzy się innym razem.. STOP! Leo o czym ty myślisz, przecież ty ją traktujesz ja swoją siostrę! Złotooka sama zrozumiała, że czas zejść z moich kolan, bo przecież muszę zobaczyć kto przyszedł, a więc tak tez zrobiła. Już wstawałem z łóżka, byłem właściwie na nogach kiedy to Hyou złapała mnie za koszulkę, pociągnęła i szepnęła ciche: Leo… nie idź.
Wtedy jakby coś we mnie pękło, nie chciałem już nawet iść otwierać tych cholernych drzwi. Zmrużyłem lekko oczy wypuszczając powietrze z ust, a następnie tym razem to moje dłonie spoczęły na policzkach towarzyszki.
-Nie idę… - mruknąłem cicho zanim całkowicie złączyłem nasze wargi. Na początku tylko je musnąłem, ale kiedy poczułem jak język dziewczyny powolutku wsuwa się do moich ust, odwzajemniłem to lekko rozchylając wargi.
( Hyou? Jak zaregujesz? )
wtorek, 26 lipca 2016
Od Leo - C.D Lee
Jako Sigma przebywająca w ośrodku byłem świadom faktu, że moje wspomnienia nie są kompletne i to co działo się poza kopuła jest gdzieś bardzo dobrze ukryte, gdzieś… wewnątrz mojego umysłu. Technologia jaką tutaj dysponowali naukowcy i wszystko co mnie otaczało, wiele razy powodowało u mnie wielkie zamyślenie, zdziwienie połączone z niedowierzaniem w ich możliwość. Już samo wymazanie wspomnieć z umysłu jest wielkim osiągnięciem, a co dopiero jeszcze kiedy robią to w taki sposób, by w żaden sposób dana osoba nie mogła sobie ich przypomnieć. A jednak! Jest ten jedyny sposób, który działa i jest w tym przypadku niezawodny. Zawsze wiedziałem, że osoby takie jak ja, Hyou, Raphael… będziemy o wiele mniej przeżywać rozłąkę z światem rzeczywistym niż na przykład Naturalne Arcany, które doskonale wiedzą, ze gdzieś tam za tą szklaną klatką jest ich rodzina, znajomi, bliskie im osoby. Jak muszę się czuć kiedy ich wolna wola zostaje zachwiana, świat staje się o wiele mniejszy, pod ich skórę wszczepiany jest czip, a oni sami pozbawiani są swoich wspomnieć? Są dokładnie tak samo zdezorientowani jak ja w momencie kiedy mój brat wyglądający teoretycznie tak samo ja, stanął przed moimi drzwiami. Szeroki uśmiech, włosy upięte w lekką kitkę (już możecie się domyślić, że były o wiele dłuższe niż moje, aczkolwiek nadal tego samego koloru) sprawiały, że w jakiś sposób byłem w stanie przypomnieć sobie o jego istnieniu.
-Mój brat? - powiedziałem lekko skrępowany i zdziwiony zaistniałą sytuacją, co z kolei doprowadziło do niechcianego zakłopotania. Kurwa mać zachowuje się jak mała, gwałcona dziewczynka, która właściwie nie wie czy to co robi jej oprawca się jej podoba, czy też nie. Boże jakie piękne porównania. - Może zanim cie uściskam, powiedz mi, jak to jest możliwe, że tu stoisz i w ogóle, że o mnie pamiętasz?
-Będziemy stać tak w drzwiach, czy może jednak wpuścisz mnie do środka? Nie martw się, raczej nie lubuje w mężczyznach, poza tym jakoś nie widzi mi się kazirodztwo – zachichotał głupkowato widząc moją zniechęconą minę. Boże to przecież wcale nie tak, że się go obawiałem, bo miałem świadomość, że nie jest Sigmą i raczej …. jest mało groźny. Nie miałem niestety w zwyczaju ufać komuś kto wpada do mnie do domu (dokładnie wiedząc gdzie mieszkam) i oznajmia mi na wstępie, że jest moim bratem. Moja reakcja była mniej więcej taka – WTF?!
[…]
Dobra… No dobra! W końcu po wielu namowach wpuściłem go do środka, bo przecież nie dałby mi spokoju, a mój spokojny żywot zostałby zachwiany już przez kogoś więcej niż tylko przez Hyou i Raphaela. Po wyglądzie i po zachowaniu stwierdziłem, że raczej nie kłamie jeśli chodzi o nasze więzy. W końcu co drugi, pierwszy lepszy człowiek z brzegu nie wygląda zupełnie tak samo jak ja, a nawet jego sposób mówienia… był podobny.
-A więc? - kiedy już oboje znaleźliśmy się w kuchni przy kawie, oparłem się tyłem o blat kuchenny i trzymając w ręku kubek spojrzałem w jego stronę. Wyczekiwałem chociażby kilku wyjaśnień, które mogłyby potwierdzić jego absurdalną teorie. Niech będzie, ze udaje niedowiarka, chociaż już teraz nie potrzebne były mi wytłumaczenia.
-Co „a więc”? - chyba jakoś mało ogarniał co do niego mówię, bo zajęty był czymś co trzymał do tej pory za kawałkiem bluzy przez co ciężko było mi dostrzec co to takiego. Nie mogłem dłużej wytrzymać faktu, ze tak naprawdę kompletnie nie słucha tego co do niego mówię i po prostu podszedłem by sprawdzić co takiego on tam chowa. Kiedy zobaczyłem tam małego, białego kotka… momentalnie moje serce zmiękło. Wziąłem malucha na ręce, praktycznie mieścił mi się na dłoni (nie wcale nie miałem takich dużych łap, on po prostu był taki malutki). - No teraz jak już jesteś mniej cięty to mogę z tobą rozmawiać! Nie wiedziałem, że aż tak lubisz ko…. - niestety nie dane było mu dokończyć tej zacnej wypowiedzi bo w pewnej chwili do mojego apartamentu wpadła moja kochana Rimear'owa rodzinka! Czy oni kiedykolwiek nauczą się pukać w te cholerne drzwi? Pomijając już fakt, że był jeden wielki krzyk to w momencie kiedy Hyou w samej bieliźnie i zwiewnym, satynowym szlafroczku wpadła na mnie krzycząc „Leo pomóż mi” w dodatku przewracając mnie .. mina mojego brata musiała być bezcenna. Scena prezentowała się właśnie tak: siedziałem sobie na podłodze, Hyou praktycznie na mnie, kot między nami, a w drzwiach zasapany Rafa. Co tu się dzieje dzisiaj…
-Leo! On mnie chce zgwałcić!
-To nie moja wina, ONA SAMA SIĘ O TO PROSI! - darli się na siebie nawzajem. Kurde ten czarnuch siedzący przy stole to tylko popcornu teraz potrzebował. No dobra, ale jakby nie patrzeć Złotooka doskonale wiedziała, że swoim wyglądem i ubiorem dekoncentruje swojego towarzysza. Podsumowałem to tylko z jednym wielki : „O kurwa” plus jeszcze do tego złapałem się za głowę.
-Może zacznijcie wszyscy po kolei bo nie wiem czy mój złożony umysł za wami wszystkimi nadąży… - spojrzałem najpierw w złote oczy dziewczyny leżącej na mnie, potem na brata chichrającego się pod nosem, a na samym końcu na zdyszanego Raphael'a.
(Dzieci?)
-Mój brat? - powiedziałem lekko skrępowany i zdziwiony zaistniałą sytuacją, co z kolei doprowadziło do niechcianego zakłopotania. Kurwa mać zachowuje się jak mała, gwałcona dziewczynka, która właściwie nie wie czy to co robi jej oprawca się jej podoba, czy też nie. Boże jakie piękne porównania. - Może zanim cie uściskam, powiedz mi, jak to jest możliwe, że tu stoisz i w ogóle, że o mnie pamiętasz?
-Będziemy stać tak w drzwiach, czy może jednak wpuścisz mnie do środka? Nie martw się, raczej nie lubuje w mężczyznach, poza tym jakoś nie widzi mi się kazirodztwo – zachichotał głupkowato widząc moją zniechęconą minę. Boże to przecież wcale nie tak, że się go obawiałem, bo miałem świadomość, że nie jest Sigmą i raczej …. jest mało groźny. Nie miałem niestety w zwyczaju ufać komuś kto wpada do mnie do domu (dokładnie wiedząc gdzie mieszkam) i oznajmia mi na wstępie, że jest moim bratem. Moja reakcja była mniej więcej taka – WTF?!
[…]
Dobra… No dobra! W końcu po wielu namowach wpuściłem go do środka, bo przecież nie dałby mi spokoju, a mój spokojny żywot zostałby zachwiany już przez kogoś więcej niż tylko przez Hyou i Raphaela. Po wyglądzie i po zachowaniu stwierdziłem, że raczej nie kłamie jeśli chodzi o nasze więzy. W końcu co drugi, pierwszy lepszy człowiek z brzegu nie wygląda zupełnie tak samo jak ja, a nawet jego sposób mówienia… był podobny.
-A więc? - kiedy już oboje znaleźliśmy się w kuchni przy kawie, oparłem się tyłem o blat kuchenny i trzymając w ręku kubek spojrzałem w jego stronę. Wyczekiwałem chociażby kilku wyjaśnień, które mogłyby potwierdzić jego absurdalną teorie. Niech będzie, ze udaje niedowiarka, chociaż już teraz nie potrzebne były mi wytłumaczenia.
-Co „a więc”? - chyba jakoś mało ogarniał co do niego mówię, bo zajęty był czymś co trzymał do tej pory za kawałkiem bluzy przez co ciężko było mi dostrzec co to takiego. Nie mogłem dłużej wytrzymać faktu, ze tak naprawdę kompletnie nie słucha tego co do niego mówię i po prostu podszedłem by sprawdzić co takiego on tam chowa. Kiedy zobaczyłem tam małego, białego kotka… momentalnie moje serce zmiękło. Wziąłem malucha na ręce, praktycznie mieścił mi się na dłoni (nie wcale nie miałem takich dużych łap, on po prostu był taki malutki). - No teraz jak już jesteś mniej cięty to mogę z tobą rozmawiać! Nie wiedziałem, że aż tak lubisz ko…. - niestety nie dane było mu dokończyć tej zacnej wypowiedzi bo w pewnej chwili do mojego apartamentu wpadła moja kochana Rimear'owa rodzinka! Czy oni kiedykolwiek nauczą się pukać w te cholerne drzwi? Pomijając już fakt, że był jeden wielki krzyk to w momencie kiedy Hyou w samej bieliźnie i zwiewnym, satynowym szlafroczku wpadła na mnie krzycząc „Leo pomóż mi” w dodatku przewracając mnie .. mina mojego brata musiała być bezcenna. Scena prezentowała się właśnie tak: siedziałem sobie na podłodze, Hyou praktycznie na mnie, kot między nami, a w drzwiach zasapany Rafa. Co tu się dzieje dzisiaj…
-Leo! On mnie chce zgwałcić!
-To nie moja wina, ONA SAMA SIĘ O TO PROSI! - darli się na siebie nawzajem. Kurde ten czarnuch siedzący przy stole to tylko popcornu teraz potrzebował. No dobra, ale jakby nie patrzeć Złotooka doskonale wiedziała, że swoim wyglądem i ubiorem dekoncentruje swojego towarzysza. Podsumowałem to tylko z jednym wielki : „O kurwa” plus jeszcze do tego złapałem się za głowę.
-Może zacznijcie wszyscy po kolei bo nie wiem czy mój złożony umysł za wami wszystkimi nadąży… - spojrzałem najpierw w złote oczy dziewczyny leżącej na mnie, potem na brata chichrającego się pod nosem, a na samym końcu na zdyszanego Raphael'a.
(Dzieci?)
piątek, 8 lipca 2016
Od Leo - C.D Hyou/Aryi/Natsume
Oglądanie filmu z nimi wcale tak naprawdę nie było tym na co miało wyglądać. Oni tak szybko pozasypiali, że nawet film dobrze nie zaczął się rozkręcać, a oni już smacznie sobie chrapali na kanapie. Yukimaru rozwalony na pół kanapy, a na jednej czwartej Raphael z Hyou na kolanach. Boże ja powinienem się zacząć zastanawiać nad mianą towarzystwa, chociaż.. tak naprawdę lubiłem z nimi przebywać i traktowałem ich jak swoją drugą.. właściwie to pierwszą rodzinę, bo przecież tej spoza ośrodka nie znałem. Wykąpany i czyściutki wylazłem spod prysznica dokładni wycierając się jeszcze białym, aksamitnym ręcznikiem. Ubrałem na siebie czarne jeansy i nadal pozostając bez koszulki wyszedłem razem z ręcznikiem na mokrej głowie. W tym samym czasie Hyou przebudziła się i spojrzała na mnie niemrawym spojrzeniem. Bełkotała coś tam pod nosem, ale ostatecznie znów walnęła w kimono. Zaśmiałem się tylko cicho pod nosem kręcąc główką to na prawo to na lewo. Stwierdziłem, że może im być troszkę niewygodnie dlatego ściągnąwszy z siebie na wpół mokry ręcznik podszedłem do Hyou. Wziąłem ją delikatnie na ręce uważając przy tym by nie zrobić jej krzywdy czy też zbytnio jej nie rozbudzić. A gdzie tam! Przy niej można by garami walić,a ona i tak by się nie obudziła. Czując moją nagą skórę (no bo przecież byłem bez koszulki) przytknęła tam swój nosek, a zaraz za nim też sercowate, lekko różowe usta.
-Kobieto nie rób tak, bo przestanę cię traktować jak siostrę.. - szepnąłem cicho jakby sam do siebie kładąc ją wygodnie na łóżku Raphaela. A co tam nie będę się krępował, przecież mogę się czuć jak u siebie w domu.
-Leo…. - kiedy już zamierzałem sobie odejść ta jakby wybudzona z głębokiego snu szepnęła moje imię i złapała mnie za dłoń. Spowodowało to między innymi właśnie to, że przystanąłem i momentalnie przeniosłem wzrok na złote oczy dziewczyny. Patrzenie sobie w oczy nie było czymś specjalnie krępującym, ale w tym momencie kiedy panowała taka grobowa cisza jakoś.. dziwnie mi się zrobiło, dlatego po kilku minutach odwróciłem wzrok i spojrzałem w całkiem inny punkt. - Nie mogłeś spać prawda? Męczyły cie znowu koszmary? - kiedy zadała to pytanie, aż znieruchomiałem. Czy oni znają mnie już na tyle dobrze, by wiedzieć o mnie nawet takie rzeczy? Przez ostatnie kilka dni nawiedzają mnie straszne wizje, których nie potrafię w żaden sposób zatrzymać. Nie potrafię przez to spać, czy logicznie myśleć, jestem przybity i rozkojarzony, a …. oni to wszystko widzieli.
-Nie przejmuj się tym. Jakoś to przeżyje, a ty idź jeszcze spać, wiesz która jest godzina? - westchnąłem lekko zakłopotany. Na do widzenia uśmiechnąłem się tak fałszywie, ze gdybym siebie teraz zobaczył w lustrze to sam bym w ten „jakże szczery uśmiech” nie uwierzył. Nie miałem najmniejszej ochoty tego wszystkiego tłumaczyć, choć pewnie zrozumiałaby mnie bez zbędnych słów. Ciągłe wspominanie o tym robiło w moim umyśle i sercu coraz większa dziurę, a ja sam nie byłem w stanie jej załatać. Wyszedłem z sypialni przyjaciela przechodząc teraz do salonu i rozglądając się. Boże co ja będę robił do godziny 12 kiedy to oni przeważnie wstają? Mogę im co najwyżej zrobić śniadanie, ale jak na razie nie zamierzam robić za niańkę. No cóż może jednak zrobię im coś do jedzenia zanim wstaną bo to mi trochę zajmie, a kiedy tak stoją nade mną i patrzą mi się na ręce to nic nie jestem w stanie zrobić…
[…]
Kilka minut po tym jak zamierzałem zabrać się za coś do jedzenia, mój zegarek, a raczej coś podobnego do zegarka zaczął dziwnie świecić. Sigmy miał zegarki o całkiem innym kolorze niż te naturalne Arcany przez co można było nas bardzo łatwo rozróżnić. Jakiś nagły wypadek, bo chcieli mnie widzieć wręcz natychmiastowo.
-Co jest do cholery…? - szepnąłem cicho sam do siebie wybiegając z apartamentu i prawie potykając się przy tym o własne nogi. Podobno jakaś Sigma została zabita, ale… na terenie ośrodka? Przecież to było niedorzeczne, tutaj coś takiego nie powinno mieć miejsca. Wybiegłem z jakiegoś zaułka stając teraz przed ogromnymi stalowymi drzwiami. Kiedy tylko przyłożyłam to małe urządzenie na moim nadgarstku do czytnika, te natychmiast się otworzyły. W środku ujrzałem kilku naukowców jak i dwie skruszone Sigmy siedzące gdzieś z boczku.
-Leo...jak dobrze, że jesteś, a gdzie reszta Sigm?
-Jest 7 godzina, czego wy od nas oczekujecie… my też mamy swoje potrzeby. - warknąłem nieco niezadowolony z tego całego zamieszania. Chciałem jak najszybciej dowiedzieć się co się wydarzyło i co ja tutaj robię, a właściwie to po co jestem potrzebny?
-Jest pewien problem, ponieważ wykruszyła nam się jeszcze jedna Sigma. - powiedział to tak spokojnie jakby kompletnie nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia, jak on może tak po prostu..
-Po co wzywać drugi pluton i od razu robić z tego zamieszanie na większą skalę? - Kapitan Pan Natsume podniósł się w tym momencie do pozycji wyprostowanej i jakby zainteresował się przez chwile tematem. To była przecież żyjąca osoba, no ale okey nie będę się wtrącał, bo przecież to on jest u nich kapitanem, ale… gdyby to była Sigma z mojego plutonu to na pewno nie skończyłoby to się tak. Wysłuchałem wszystkiego co mają mi do powiedzenia naukowcy i czym prędzej stamtąd wybyłem, nie chce mi się ich dłużej słuchać. W gabinecie przytrzymali mnie prawie do wieczora, rozmawialiśmy na temat bezpieczeństwa i innych przydatnych rzeczy… przydatnych jeśli naturalnie się o nich nic nie wie.
[…]
Powolutku już się ściemniało, a ja stwierdziłem, ze muszę troszeczkę odetchnąć od bycia Kapitanem i postanowiłem przejść się przez park. O tej porze nie było tutaj dużo osób, więc postać siedząca, właściwie to śpiąca na ławce przykuła moją szczególną uwagę. Podszedłem do niej (tak to była dziewczyna, chyba. Przynajmniej tak właśnie wyglądała) po cichu i szturchnąłem ją w ramie. Od razu ocknęła się i jakby lekko wystraszona odchyliła się do tyłu.
-Halo? Żyjesz? - przekrzywiłem główkę tym samym odsłaniając swoje fiołkowe oczy. Nie wiem czemu, ale kobitka wydawała się być trochę wystraszona i rozkojarzona. Po kilku minutach ni stąd ni zowąd wystartowała jak z procy, ale to też było bezmyślne działanie, ponieważ najprawdopodobniej zrobiło jej się słabo i poleciała na mnie niczym deska. (wcale nie mówię, że była płaska). Kompletnie nie byłem na to przygotowany więc moje plecy zetknęły się z zimną i twarda podłogą. Ona w porównaniu do mnie miała nieco bardziej miękkie lądowanie, bo przecież wylądowała na mojej klatce piersiowej.
- Wolałbym jakieś mniej bolesne powitanie… -westchnąłem siadając sobie teraz na podłodze i masując swoją nieszczęsną główkę. Dziewczyna siedziała na moich biodrach okrakiem i wnioskując po jej czerwonych policzkach to czuła się chyba troszkę niezręcznie. - No spokojnie, przecież cie nie zjem. - zachichotałem widząc w jej oczach coś na pozór podobnego do przerażenia. W tym momencie zorientowałem się też, że moja Arcana nie zadziałała tak jak powinna i tym razem nie uprzedziła mnie o tym co miało się wydarzyć. Dobra później nad tym pomyślę. - Wiesz…. - podrapałem się po karku i spojrzałem w całkiem inny punkt, już nie na nią – Nie chce cie popędzać, ale długo będziemy tak tu siedzieć? Trochę zimny ten chodnik…
(Mało rozwinięta akcja, ale co tam~ Macie kończcie to sobie xD)
-Kobieto nie rób tak, bo przestanę cię traktować jak siostrę.. - szepnąłem cicho jakby sam do siebie kładąc ją wygodnie na łóżku Raphaela. A co tam nie będę się krępował, przecież mogę się czuć jak u siebie w domu.
-Leo…. - kiedy już zamierzałem sobie odejść ta jakby wybudzona z głębokiego snu szepnęła moje imię i złapała mnie za dłoń. Spowodowało to między innymi właśnie to, że przystanąłem i momentalnie przeniosłem wzrok na złote oczy dziewczyny. Patrzenie sobie w oczy nie było czymś specjalnie krępującym, ale w tym momencie kiedy panowała taka grobowa cisza jakoś.. dziwnie mi się zrobiło, dlatego po kilku minutach odwróciłem wzrok i spojrzałem w całkiem inny punkt. - Nie mogłeś spać prawda? Męczyły cie znowu koszmary? - kiedy zadała to pytanie, aż znieruchomiałem. Czy oni znają mnie już na tyle dobrze, by wiedzieć o mnie nawet takie rzeczy? Przez ostatnie kilka dni nawiedzają mnie straszne wizje, których nie potrafię w żaden sposób zatrzymać. Nie potrafię przez to spać, czy logicznie myśleć, jestem przybity i rozkojarzony, a …. oni to wszystko widzieli.
-Nie przejmuj się tym. Jakoś to przeżyje, a ty idź jeszcze spać, wiesz która jest godzina? - westchnąłem lekko zakłopotany. Na do widzenia uśmiechnąłem się tak fałszywie, ze gdybym siebie teraz zobaczył w lustrze to sam bym w ten „jakże szczery uśmiech” nie uwierzył. Nie miałem najmniejszej ochoty tego wszystkiego tłumaczyć, choć pewnie zrozumiałaby mnie bez zbędnych słów. Ciągłe wspominanie o tym robiło w moim umyśle i sercu coraz większa dziurę, a ja sam nie byłem w stanie jej załatać. Wyszedłem z sypialni przyjaciela przechodząc teraz do salonu i rozglądając się. Boże co ja będę robił do godziny 12 kiedy to oni przeważnie wstają? Mogę im co najwyżej zrobić śniadanie, ale jak na razie nie zamierzam robić za niańkę. No cóż może jednak zrobię im coś do jedzenia zanim wstaną bo to mi trochę zajmie, a kiedy tak stoją nade mną i patrzą mi się na ręce to nic nie jestem w stanie zrobić…
[…]
Kilka minut po tym jak zamierzałem zabrać się za coś do jedzenia, mój zegarek, a raczej coś podobnego do zegarka zaczął dziwnie świecić. Sigmy miał zegarki o całkiem innym kolorze niż te naturalne Arcany przez co można było nas bardzo łatwo rozróżnić. Jakiś nagły wypadek, bo chcieli mnie widzieć wręcz natychmiastowo.
-Co jest do cholery…? - szepnąłem cicho sam do siebie wybiegając z apartamentu i prawie potykając się przy tym o własne nogi. Podobno jakaś Sigma została zabita, ale… na terenie ośrodka? Przecież to było niedorzeczne, tutaj coś takiego nie powinno mieć miejsca. Wybiegłem z jakiegoś zaułka stając teraz przed ogromnymi stalowymi drzwiami. Kiedy tylko przyłożyłam to małe urządzenie na moim nadgarstku do czytnika, te natychmiast się otworzyły. W środku ujrzałem kilku naukowców jak i dwie skruszone Sigmy siedzące gdzieś z boczku.
-Leo...jak dobrze, że jesteś, a gdzie reszta Sigm?
-Jest 7 godzina, czego wy od nas oczekujecie… my też mamy swoje potrzeby. - warknąłem nieco niezadowolony z tego całego zamieszania. Chciałem jak najszybciej dowiedzieć się co się wydarzyło i co ja tutaj robię, a właściwie to po co jestem potrzebny?
-Jest pewien problem, ponieważ wykruszyła nam się jeszcze jedna Sigma. - powiedział to tak spokojnie jakby kompletnie nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia, jak on może tak po prostu..
-Po co wzywać drugi pluton i od razu robić z tego zamieszanie na większą skalę? - Kapitan Pan Natsume podniósł się w tym momencie do pozycji wyprostowanej i jakby zainteresował się przez chwile tematem. To była przecież żyjąca osoba, no ale okey nie będę się wtrącał, bo przecież to on jest u nich kapitanem, ale… gdyby to była Sigma z mojego plutonu to na pewno nie skończyłoby to się tak. Wysłuchałem wszystkiego co mają mi do powiedzenia naukowcy i czym prędzej stamtąd wybyłem, nie chce mi się ich dłużej słuchać. W gabinecie przytrzymali mnie prawie do wieczora, rozmawialiśmy na temat bezpieczeństwa i innych przydatnych rzeczy… przydatnych jeśli naturalnie się o nich nic nie wie.
[…]
Powolutku już się ściemniało, a ja stwierdziłem, ze muszę troszeczkę odetchnąć od bycia Kapitanem i postanowiłem przejść się przez park. O tej porze nie było tutaj dużo osób, więc postać siedząca, właściwie to śpiąca na ławce przykuła moją szczególną uwagę. Podszedłem do niej (tak to była dziewczyna, chyba. Przynajmniej tak właśnie wyglądała) po cichu i szturchnąłem ją w ramie. Od razu ocknęła się i jakby lekko wystraszona odchyliła się do tyłu.
-Halo? Żyjesz? - przekrzywiłem główkę tym samym odsłaniając swoje fiołkowe oczy. Nie wiem czemu, ale kobitka wydawała się być trochę wystraszona i rozkojarzona. Po kilku minutach ni stąd ni zowąd wystartowała jak z procy, ale to też było bezmyślne działanie, ponieważ najprawdopodobniej zrobiło jej się słabo i poleciała na mnie niczym deska. (wcale nie mówię, że była płaska). Kompletnie nie byłem na to przygotowany więc moje plecy zetknęły się z zimną i twarda podłogą. Ona w porównaniu do mnie miała nieco bardziej miękkie lądowanie, bo przecież wylądowała na mojej klatce piersiowej.
- Wolałbym jakieś mniej bolesne powitanie… -westchnąłem siadając sobie teraz na podłodze i masując swoją nieszczęsną główkę. Dziewczyna siedziała na moich biodrach okrakiem i wnioskując po jej czerwonych policzkach to czuła się chyba troszkę niezręcznie. - No spokojnie, przecież cie nie zjem. - zachichotałem widząc w jej oczach coś na pozór podobnego do przerażenia. W tym momencie zorientowałem się też, że moja Arcana nie zadziałała tak jak powinna i tym razem nie uprzedziła mnie o tym co miało się wydarzyć. Dobra później nad tym pomyślę. - Wiesz…. - podrapałem się po karku i spojrzałem w całkiem inny punkt, już nie na nią – Nie chce cie popędzać, ale długo będziemy tak tu siedzieć? Trochę zimny ten chodnik…
(Mało rozwinięta akcja, ale co tam~ Macie kończcie to sobie xD)
środa, 29 czerwca 2016
Od Leo - C.D Sebastiana
Nigdy nie słuchałem naukowców tak totalnie bezgranicznie, więc nie wiem o co mogło chodzić chłopakowi. Taka Alfa biegająca po ośrodku i strzelająca do wszystkiego co się rusza jest zagrożeniem nie tylko dla tych kolesi w białych fartuszkach. Po prostu byłem mądrzejszy, wiedziałem, ze nawet ucieczka czy niesubordynacja nic mi nie da, a oni i tak wcześniej czy później mnie złapią… zamkną lub zabiją. Rimear mimo udogodnień jakie nam dawało.. to był istny obóz przetrwania. Przeżyjesz, albo zginiesz w zależności od tego jakie nastawienie będziesz ze sobą nosił.
-Nie sądzisz, że takie śmiałe podążanie za świeżo poznaną Arcaną jest trochę niebezpieczne? W każdej chwili mógłbym ci strzelić w plecy, a ty i tak byś tego nie zauważył. - te jego słowa doprawdy mnie rozśmieszyły. Do tego stopnia, że parsknąłem cichym śmiechem i na chwile przystanąłem. Za kogo on mnie ma? - To takie śmieszne? - dokończył lekko zakłopotany. Obróciłem się do niego przodem z tym samym szczerym uśmiechem, wyciągnąłem dłoń do przodu i wręczyłem mu wcześniej skonfiskowany pistolet. Spojrzał na mnie jak na debila, przecież jeszcze kilka minut temu wręcz mu go wyrwałem.
-Trzymaj. Odwrócę się tyłem, a ty celuj trzy razy za każdym razem w inne miejsce, a następnie strzel w jedno z tych miejsc.
Niepewnie wziął ode mnie broń, chyba nie widział tutaj żadnego ukrytego sensu. Odwróciłem się więc tyłem i nawet ze spokojem zamknąłem oczy, bo tak tez łatwiej było mi się skupić.
-Jesteś szalony. - mruknął pod nosem przeładowując pistolet i powodując tym cichy brzdęk.
-Bardzo możliwe. Po prostu przeceniasz moje możliwości. - wzruszyłem ramionami czekając teraz na jego reakcje. Był prawie niedosłyszalny i tak jak chciałem celował we mnie trzy razy po czym strzelił. Jeszcze zanim nacisnął spust ja już wiedziałem w którą stronę się odchylić by nie dostać. Koleś chyba miał już styczność z bronią, bo doskonale wiedział gdzie wystrzelić kulkę, żeby mnie zabić. W sam środek głowy. Gdybym normalnie tak samo wręczył pistolet Hyou to podejrzewam, że strzelałaby ona wszędzie tylko nie w moją głowę mimo, ze doskonale znała moje umiejętności. Alfa się nie oszczędza jak widać. W momencie kiedy padł strzał, schyliłem się i natychmiast kopnąłem idealnie w dłoń chłopaka, w której trzymał pistolet dzięki czemu wytrącił ją z ręki, a ona poturlała się jakiś kawałek dalej. Wstałem, otrzepałem się z niewidocznego kurzu, by następnie znaleźć wcześniej upuszczoną kupę złomu. My się posługujemy znacznie bardziej zaawansowaną bronią. Musiał to zwinąć jakiemuś naukowcowi.
-Najpierw celowałeś w lewe udo, potem w prawe ramię, potem w lewa komorę, a na sam koniec chciałeś sprzedać mi kulkę w łeb. - spojrzałem mu prosto w srebrne oczy po czym ponownie ruszyłem w stronę największego budynku. Tam już naukowcy się nim odpowiednio zajmą, jeżeli znowu on im nie zwieje.
-Jak to zrobiłeś? - zapytał w pewnym momencie nadal podążając za mną.
-Normalnie, ale ty lepiej tego nie próbuj. Po prostu nie przeceniaj naszych możliwości, bo źle się to skończy. Gdyby mój Arcana nie potrafiła przewidywać ruchów przeciwnika to pewnie kazałbym ci iść przodem.
Nie wiem czy chłopa był tym zdumiony, czy jeszcze jakieś inne uczucia mu towarzyszyły, ale na pewno dwa razy pomyśli zanim będzie chciał stąd uciekać, bo to zazwyczaj my łapiemy takich uciekinierów. I wtedy żadne z nas nie jest specjalnie delikatne…
(Sebastian? Sorki, że tak długo :c)
-Nie sądzisz, że takie śmiałe podążanie za świeżo poznaną Arcaną jest trochę niebezpieczne? W każdej chwili mógłbym ci strzelić w plecy, a ty i tak byś tego nie zauważył. - te jego słowa doprawdy mnie rozśmieszyły. Do tego stopnia, że parsknąłem cichym śmiechem i na chwile przystanąłem. Za kogo on mnie ma? - To takie śmieszne? - dokończył lekko zakłopotany. Obróciłem się do niego przodem z tym samym szczerym uśmiechem, wyciągnąłem dłoń do przodu i wręczyłem mu wcześniej skonfiskowany pistolet. Spojrzał na mnie jak na debila, przecież jeszcze kilka minut temu wręcz mu go wyrwałem.
-Trzymaj. Odwrócę się tyłem, a ty celuj trzy razy za każdym razem w inne miejsce, a następnie strzel w jedno z tych miejsc.
Niepewnie wziął ode mnie broń, chyba nie widział tutaj żadnego ukrytego sensu. Odwróciłem się więc tyłem i nawet ze spokojem zamknąłem oczy, bo tak tez łatwiej było mi się skupić.
-Jesteś szalony. - mruknął pod nosem przeładowując pistolet i powodując tym cichy brzdęk.
-Bardzo możliwe. Po prostu przeceniasz moje możliwości. - wzruszyłem ramionami czekając teraz na jego reakcje. Był prawie niedosłyszalny i tak jak chciałem celował we mnie trzy razy po czym strzelił. Jeszcze zanim nacisnął spust ja już wiedziałem w którą stronę się odchylić by nie dostać. Koleś chyba miał już styczność z bronią, bo doskonale wiedział gdzie wystrzelić kulkę, żeby mnie zabić. W sam środek głowy. Gdybym normalnie tak samo wręczył pistolet Hyou to podejrzewam, że strzelałaby ona wszędzie tylko nie w moją głowę mimo, ze doskonale znała moje umiejętności. Alfa się nie oszczędza jak widać. W momencie kiedy padł strzał, schyliłem się i natychmiast kopnąłem idealnie w dłoń chłopaka, w której trzymał pistolet dzięki czemu wytrącił ją z ręki, a ona poturlała się jakiś kawałek dalej. Wstałem, otrzepałem się z niewidocznego kurzu, by następnie znaleźć wcześniej upuszczoną kupę złomu. My się posługujemy znacznie bardziej zaawansowaną bronią. Musiał to zwinąć jakiemuś naukowcowi.
-Najpierw celowałeś w lewe udo, potem w prawe ramię, potem w lewa komorę, a na sam koniec chciałeś sprzedać mi kulkę w łeb. - spojrzałem mu prosto w srebrne oczy po czym ponownie ruszyłem w stronę największego budynku. Tam już naukowcy się nim odpowiednio zajmą, jeżeli znowu on im nie zwieje.
-Jak to zrobiłeś? - zapytał w pewnym momencie nadal podążając za mną.
-Normalnie, ale ty lepiej tego nie próbuj. Po prostu nie przeceniaj naszych możliwości, bo źle się to skończy. Gdyby mój Arcana nie potrafiła przewidywać ruchów przeciwnika to pewnie kazałbym ci iść przodem.
Nie wiem czy chłopa był tym zdumiony, czy jeszcze jakieś inne uczucia mu towarzyszyły, ale na pewno dwa razy pomyśli zanim będzie chciał stąd uciekać, bo to zazwyczaj my łapiemy takich uciekinierów. I wtedy żadne z nas nie jest specjalnie delikatne…
(Sebastian? Sorki, że tak długo :c)
niedziela, 26 czerwca 2016
Od Leo - C.D Hyou
Ubrania na trening? Będziemy w nich wyglądać co najmniej jak byśmy dopiero wyszli z lumpa. Nie no… dobra nie jest tak źle, ale te kombinezony były zdecydowanie za bardzo opięte. Nie wiem jeszcze jakie miały właściwości, ale chyba zostanę przy treningach bez takich udogodnień. Wyprostowałem prawą rękę, delikatnie zaciskając palce co jakiś czas. Sprawdzałem tym czy wszystko dobrze leży i czy nigdzie nic mnie nie uwiera.
-Kicia, ależ ty jesteś seksowny w tym wdzianku – Raphael wyjrzał zza drzwi, przyjrzał się mi i wybuchnął tak głośnym śmiechem, że cała szatnia się na niego spojrzała. Daje słowo, ze kiedyś wybije mu te zeby i jego uśmiech już nie będzie taki piękny.
-Rafa, ty się tak nie śmiej, bo tez go musisz założyć.. - upomniał go Yukimaru wtrącając się w naszą rozmowę. Wskazał na niego palcem co spowodowało, że blondyn zmierzył się od stóp, aż po sam czubek głowy i westchnął głęboko. Oj tak, zaraz ja się z niego będę śmiał. Pokręciłem ze zrezygnowaniem głową nawet się nie odzywając, bo wiem, ze Raphaela i tak bym nie dał rady przegadać. Ściągnąłem z siebie koszulkę chcąc założyć ostatnią rzecz z kombinezonu, mianowicie kurtkę, wykonaną z jakiegoś bliżej nie znanego mi materiału. Wyglądem i właściwościami przypominał lateks, ale był o wiele mniej plastyczny. W momencie kiedy już zarzucałem na swoje barki górę od stroju, do naszej szatni wpadł nie kto inny jak Hyou we własnej osobie. Dla nas, takie paradowanie w samej bieliźnie było już na porządku dziennym, dlatego ani ja, ani Yuki nie byliśmy tym zaskoczeni. Raphael to kompletnie inna bajka, weźcie pod uwagę, ze on jest kretynem. Białowłosa skakała po ławkach niczym zwinny kotek, przemieszczała się pomiędzy innymi chłopakami tak szybko, że żaden nawet nie próbował jej złapać. Już widziałem kontem oka, że uśmiech na twarzy Malavine nie oznacza nic dobrego i zaraz trzeba będzie zainterweniować. Schował się za jedną z szafek i kiedy dziewczyna przechodziła obok niego, złapał ją i przerzucił ja sobie przez ramię.
-Raphael! Puszczaj! No puść mnie.. - wierzgała nóżkami i rączkami niczym taki rozbrykany źrebak. Boże z nimi to nas do cyrku kiedyś wyślą. Widząc co oni wyprawiają nie pozostało mi nic innego jak tylko złapać się za głowę i to też zrobiłem. Yuki poklepał mnie po ramieniu co miało mi chyba dodać otuchy. Czy tylko ja mam tutaj nieodparte wrażenie, ze najbardziej normalni z tego Team'u jesteśmy my dwaj? Raphael nie należał do tych nielicznych osób, które potrafiły mi się sprzeciwić, a moje rozkazy traktował poważnie.. zazwyczaj, więc i tym razem wykonał to, o co prosiłem. Puścił dziewczynę, która natychmiast uciekła za mnie z tekstem 'Leo, on chce mnie zgwałcić!”. Akurat to niewątpliwie by zrobił, gdyby Hyou znajdowała się sam na sam z nim w pokoju.
-Weźcie się ogarnijcie, bo rozniesiecie pół ośrodka jeszcze nie wychodząc nawet na arenę. - najpierw posłałem groźne spojrzenie przyjacielowi, a zaraz potem dziewczynie za moimi plecami. Przełknęła głośno ślinę po czym natychmiast poleciała do swojej szatni. No mówię.. dom wariatów..
[…]
Po wyjściu na zewnątrz od razu odetchnąłem z ulga. O wiele bardziej lubiłem siedzieć tutaj niż w zamknięciu, te szczelnie pozamykane oddziały Rimear czasami przerażały. Tym bardziej nie chcę tam siedzieć.
-Będziecie walczyć między sobie, jeden na jednego. - stwierdziła jakas kobieta w białym fartuszku. Trzymała w ręce jaki notes.
-Chyba po to jesteśmy połączeni w drużynę, żeby nie walczyć przeciwko sobie, tak? - wtrącił się nie za bardzo zadowolony z tego faktu Raphael. Zerknęliśmy wszyscy w jego kierunku, tym razem nie powiedział nic głupiego, a nawet więcej… zgadzałem się z nim co zdarzało się naprawdę bardzo rzadko. Tworzenie czteroosobowej drużyny, a potem przy każdym treningu rozbijanie jej na mniejsze jednostki, totalnie mijało się z celem.
-Chyba mieliśmy uczyć się współpracy.. - dopowiedział Yuki i w tym momencie jego wypowiedź została przerwana przez wystrzał z pistoletu. Oh czyżby ktoś znowu im zwiał? Taki ośrodek powinien mieć lepsze zabezpieczenia jeśli chcą tutaj trzymać takich ludzi naszego pokroju.
-Ups chyba będziemy musieli zająć się czymś innym… - Hyou stanęła na jakimś kamieniu, wypatrując kogoś kto kilka minut temu oddał strzał.
-Wy jesteście niereformowalni. Leo, sprawdź co się stało. - poinformował nas męski głos dochodzący zza moich pleców. Jeden z bardziej wpływowych naukowców, który był tutaj odpowiedzialny za większość rzeczy. Kiwnąłem głowa i bez mniejszych sprzeciwów zeskoczyłem ze schodów kierując się powoli w stronę, z której dochodził dźwięk wystrzału. Raphael bardzo się buntował, chciał iść ze mną, ale chyba skutecznie go odwiedli od tej myli. Wszedłem w uliczkę, w której było nieco więcej tych wysokich budowli. Kiepska była tu widoczność, ale też z tego względu chyba wysłali właśnie mnie. Stawiałem stopę za stopą robiąc ostrożne kroki w przód. Czego się tak bałem, skoro moja Arcana uprzedzi mnie jeśli ktoś będzie chciał mi zrobić krzywdę. Chyba najbardziej przerażało mnie to, że nie wiem czego mogę się spodziewać po moim przeciwniku, jakie umiejętności i Arcane posiada. Czasami niewiedza wprowadzała we mnie taki swego rodzaju niepokój. Miałem zamiar postawić kolejny krok i tym samym minąć jeden z budynków, ale w tym momencie nastąpiło pewnego rodzaju olśnienie. Stoi tutaj, chowa się za ścianę, teraz tylko wybrać odpowiedni moment….
-Mam cię! - powiedziałem cicho wychylając się i łapiąc lufę od pistoletu, który teraz oddał kolejny strzał, ale w powietrze, na całe szczęście. - Ej spokojnie! Nie siłuj się ze mną bo potraktują cie środkiem uspokajającym! - uświadomiłem chłopaka, który dopiero przystawiony do ściany się uspokoił. Nadal kurczowo trzymałem broń, którą dzierżył w rękach, żeby czasem nie przyszło mu do głowy coś głupiego.
-Rzuć broń, bo będę zmuszony odebrać Ci ją siłą…- wlepiłem swoje spojrzenie w jego srebrne oczy i czekałem na reakcję. Wydawało mi się jakby walczył ze mną na same spojrzenia, byle tylko nie odpuścić i nie dać za wygraną….
( Sebastian ? )
-Kicia, ależ ty jesteś seksowny w tym wdzianku – Raphael wyjrzał zza drzwi, przyjrzał się mi i wybuchnął tak głośnym śmiechem, że cała szatnia się na niego spojrzała. Daje słowo, ze kiedyś wybije mu te zeby i jego uśmiech już nie będzie taki piękny.
-Rafa, ty się tak nie śmiej, bo tez go musisz założyć.. - upomniał go Yukimaru wtrącając się w naszą rozmowę. Wskazał na niego palcem co spowodowało, że blondyn zmierzył się od stóp, aż po sam czubek głowy i westchnął głęboko. Oj tak, zaraz ja się z niego będę śmiał. Pokręciłem ze zrezygnowaniem głową nawet się nie odzywając, bo wiem, ze Raphaela i tak bym nie dał rady przegadać. Ściągnąłem z siebie koszulkę chcąc założyć ostatnią rzecz z kombinezonu, mianowicie kurtkę, wykonaną z jakiegoś bliżej nie znanego mi materiału. Wyglądem i właściwościami przypominał lateks, ale był o wiele mniej plastyczny. W momencie kiedy już zarzucałem na swoje barki górę od stroju, do naszej szatni wpadł nie kto inny jak Hyou we własnej osobie. Dla nas, takie paradowanie w samej bieliźnie było już na porządku dziennym, dlatego ani ja, ani Yuki nie byliśmy tym zaskoczeni. Raphael to kompletnie inna bajka, weźcie pod uwagę, ze on jest kretynem. Białowłosa skakała po ławkach niczym zwinny kotek, przemieszczała się pomiędzy innymi chłopakami tak szybko, że żaden nawet nie próbował jej złapać. Już widziałem kontem oka, że uśmiech na twarzy Malavine nie oznacza nic dobrego i zaraz trzeba będzie zainterweniować. Schował się za jedną z szafek i kiedy dziewczyna przechodziła obok niego, złapał ją i przerzucił ja sobie przez ramię.
-Raphael! Puszczaj! No puść mnie.. - wierzgała nóżkami i rączkami niczym taki rozbrykany źrebak. Boże z nimi to nas do cyrku kiedyś wyślą. Widząc co oni wyprawiają nie pozostało mi nic innego jak tylko złapać się za głowę i to też zrobiłem. Yuki poklepał mnie po ramieniu co miało mi chyba dodać otuchy. Czy tylko ja mam tutaj nieodparte wrażenie, ze najbardziej normalni z tego Team'u jesteśmy my dwaj? Raphael nie należał do tych nielicznych osób, które potrafiły mi się sprzeciwić, a moje rozkazy traktował poważnie.. zazwyczaj, więc i tym razem wykonał to, o co prosiłem. Puścił dziewczynę, która natychmiast uciekła za mnie z tekstem 'Leo, on chce mnie zgwałcić!”. Akurat to niewątpliwie by zrobił, gdyby Hyou znajdowała się sam na sam z nim w pokoju.
-Weźcie się ogarnijcie, bo rozniesiecie pół ośrodka jeszcze nie wychodząc nawet na arenę. - najpierw posłałem groźne spojrzenie przyjacielowi, a zaraz potem dziewczynie za moimi plecami. Przełknęła głośno ślinę po czym natychmiast poleciała do swojej szatni. No mówię.. dom wariatów..
[…]
Po wyjściu na zewnątrz od razu odetchnąłem z ulga. O wiele bardziej lubiłem siedzieć tutaj niż w zamknięciu, te szczelnie pozamykane oddziały Rimear czasami przerażały. Tym bardziej nie chcę tam siedzieć.
-Będziecie walczyć między sobie, jeden na jednego. - stwierdziła jakas kobieta w białym fartuszku. Trzymała w ręce jaki notes.
-Chyba po to jesteśmy połączeni w drużynę, żeby nie walczyć przeciwko sobie, tak? - wtrącił się nie za bardzo zadowolony z tego faktu Raphael. Zerknęliśmy wszyscy w jego kierunku, tym razem nie powiedział nic głupiego, a nawet więcej… zgadzałem się z nim co zdarzało się naprawdę bardzo rzadko. Tworzenie czteroosobowej drużyny, a potem przy każdym treningu rozbijanie jej na mniejsze jednostki, totalnie mijało się z celem.
-Chyba mieliśmy uczyć się współpracy.. - dopowiedział Yuki i w tym momencie jego wypowiedź została przerwana przez wystrzał z pistoletu. Oh czyżby ktoś znowu im zwiał? Taki ośrodek powinien mieć lepsze zabezpieczenia jeśli chcą tutaj trzymać takich ludzi naszego pokroju.
-Ups chyba będziemy musieli zająć się czymś innym… - Hyou stanęła na jakimś kamieniu, wypatrując kogoś kto kilka minut temu oddał strzał.
-Wy jesteście niereformowalni. Leo, sprawdź co się stało. - poinformował nas męski głos dochodzący zza moich pleców. Jeden z bardziej wpływowych naukowców, który był tutaj odpowiedzialny za większość rzeczy. Kiwnąłem głowa i bez mniejszych sprzeciwów zeskoczyłem ze schodów kierując się powoli w stronę, z której dochodził dźwięk wystrzału. Raphael bardzo się buntował, chciał iść ze mną, ale chyba skutecznie go odwiedli od tej myli. Wszedłem w uliczkę, w której było nieco więcej tych wysokich budowli. Kiepska była tu widoczność, ale też z tego względu chyba wysłali właśnie mnie. Stawiałem stopę za stopą robiąc ostrożne kroki w przód. Czego się tak bałem, skoro moja Arcana uprzedzi mnie jeśli ktoś będzie chciał mi zrobić krzywdę. Chyba najbardziej przerażało mnie to, że nie wiem czego mogę się spodziewać po moim przeciwniku, jakie umiejętności i Arcane posiada. Czasami niewiedza wprowadzała we mnie taki swego rodzaju niepokój. Miałem zamiar postawić kolejny krok i tym samym minąć jeden z budynków, ale w tym momencie nastąpiło pewnego rodzaju olśnienie. Stoi tutaj, chowa się za ścianę, teraz tylko wybrać odpowiedni moment….
-Mam cię! - powiedziałem cicho wychylając się i łapiąc lufę od pistoletu, który teraz oddał kolejny strzał, ale w powietrze, na całe szczęście. - Ej spokojnie! Nie siłuj się ze mną bo potraktują cie środkiem uspokajającym! - uświadomiłem chłopaka, który dopiero przystawiony do ściany się uspokoił. Nadal kurczowo trzymałem broń, którą dzierżył w rękach, żeby czasem nie przyszło mu do głowy coś głupiego.
-Rzuć broń, bo będę zmuszony odebrać Ci ją siłą…- wlepiłem swoje spojrzenie w jego srebrne oczy i czekałem na reakcję. Wydawało mi się jakby walczył ze mną na same spojrzenia, byle tylko nie odpuścić i nie dać za wygraną….
( Sebastian ? )
czwartek, 23 czerwca 2016
Od Leo
Sny bywają naprawdę piękne, zwłaszcza kiedy śni się coś za czym tęsknisz, nie możesz tego dotknąć a jednak masz to przed sobą, widzisz to, a z drugiej strony wiesz, że jest dla ciebie nie osiągalne. Tym razem było podobnie. Moja Arcana nie pozwalała mi nocy przespać spokojnie bez obawy przed jakimś kolejnym chorym lub całkiem przyjemnym snem. Zawsze to kończyło się tak samo, a kładąc się do łóżka miałem nadzieje, ze tym razem koszmary nie będą zaśmiecały mojej głowy. I tak po części nie chciałem w nie uwierzyć, nawet biorąc pod uwagę to, że zazwyczaj jest to coś w rodzaju proroczego snu. Tym razem stałem w jednym miejscu a dookoła mnie był las. Nic nie znaczący, zielony las, w którym jedyne co było słychać to liście obijające się o siebie. Powodowały taki przyjemny i charakterystyczny dla tego miejsca szum. Delikatnie powiewający wiatr miał na tyle dużo siły by porwać moje kruczo czarne włosy. Falowały tak delikatnie obijając się o moje blade policzki i przy okazji odsłaniając duże fiołkowe oczy. Z takich snów mógłbym się już nigdy nie budzić….
Czułem wewnętrzny spokój, ta sceneria mnie odprężała i uspokajała za jednym zamachem. Wziąłem jeden, głębszy oddech napawając się zapachem kwitnącej akacji. Swoją droga to teraz pachniała bardzo intensywnie. Uniosłem brodę do góry, zamknąłem oczy… miałem wrażenie, ze lecę, a przynajmniej moja wyobraźnia teraz płatała mi takie figle.
-Leo… - cichy, subtelny i na pewno kobiecy głos wyrwał mnie z chwilowego zamyślenia. Ostrożnie otworzyłem oczy nadal stojąc w miejscu, nie ruszyłem się choćby na krok. Skierowałem swój wzrok dokładnie w to miejsce z którego dochodził dźwięk, cichy dźwięk, prawie w ogóle nie dosłyszalny. Co najdziwniejsze: nie udało mi się nic dojrzeć, a przestrzeń przede mną jak i za mną nadal pozostawała kompletnie pusta. Jedynie drzewa i długa trawa ją wypełniały. Co miał ten przekaz znaczyć. Spokój to pojęcie, którego znaczenia nigdy w życiu nie byłem w stanie pojąć i pewnie nie chce. Teraz kojarzy mi się z jedna wielką pustką, ale czy ja aby na pewno chce żyć w takim świecie? „Kim jesteś?” padło za chwile z moich ust, ale można rzec że była to bezdźwięczna mowa pozbawiona jakiegokolwiek tonu. Głuchy krzyk, który słyszałem tylko ja sam. Dlaczego tak panicznie zacząłem szukać źródła dźwięku? Odwróciłem się na pięcie w zastraszającym tempie, a wiatr, który do tej pory był spokojny teraz uderzył we mnie z taką siłą, że moje oczy, tak wrażliwe mimowolnie zamknęły się chcąc uniknąć tej nieprzyjemnej fali powietrza. Nie zauważyłem kiedy na mojej szyi zacisnęła się jakaś macka (bez skojarzeń plis)… macka? O dziwo nie dusiła mnie, jedyne co zrobiła to pociągnęła mnie do tyłu. Chciała sprawić, bym położył się na ziemi? Ciągnięty przez jakąś tajemniczą siłę, nie mając wyboru, zrobiłem to co chciała. Przykuty do zimnego podłoża obserwowałem jak chmury przesuwają się po niebie i wtedy… znowu usłyszałem ten sam głos dochodzący z lasu, aczkolwiek kiedy chciałem się wyrwać, sprawdzić co to: macka zacisnęła się mocniej powodując u mnie kaszel. Brak tlenu… ta informacja tak szybko doszła do mojego mózgu, ze nawet nie zdążyłem zareagować. Złapałem dłońmi za pnącze chcąc jak najszybciej je odciągnąć, zamknąłem oczy i wtedy…. Obudziłem się? To tylko sen?
Leżąc tak rozebrany do połowy zastanawiałem się co się właściwie stało, próbowałem ułożyć to sobie w głowie. Nie miałem na sobie koszulki, jedynie spodnie, luźne dresy. Na dodatek ktoś na mnie siedział.. co tu się do cholery dzieje? Jeszcze zaspane, fiołkowe oczy otwarte do połowy zwróciłem w tym momencie na postać dziewczyny pochylającej się nade mną. Dłoń trzymała na mojej szyi w taki sposób jakby chciała sprawdzić czy mam tętno. Rozchyliłem lekko usta wypuszczając z siebie powietrze, to już koniec tej katorgi, już nie chcę.
-Leo, żyjesz? Znowu coś ci się śniło? - wyrwała mnie z częściowego amoku roześmiana twarz towarzyszki. W ogóle czemu ona na mnie siedzi? To trochę krępujące..
-Ciesz się, że jeszcze nie dostałeś z liścia, albo ewentualnie że nie spotkała cie szklanka pełna zimnej wody. - teraz dołączył się do tego jeszcze jeden, tym razem męski głos. Yukimaru stał przy drzwiach pokoju trzymając rękę na karku i spoglądając na mnie z takim samym zatroskaniem co Hyou. Kiedy nie spotkali się z żadną moją odpowiedzią czy reakcją, dziewczyna oparła swoje zimne dłonie na mojej nagiej klatce piersiowej i pochyliła się jeszcze bardziej. Jej ręce były teraz niczym kostki lodu, ale nie wiem czym to było spowodowane. W oka mgnieniu doszedłem do siebie i złapałem za jej malutkie, kościste nadgarstki. Przeniosłem się do pozycji siedzącej za chwilkę łapiąc się za głowę, nagle zaczęła mnie dziwnie boleć.
-Może zejdziesz już z niego? - zaproponował chłopak widząc, że dziewczyna siedzi teraz centralnie na moich biodrach. Mogło się to z boku trochę źle kojarzyć. Sigma kiwnęła głową robiąc dokładnie to o co prosił ją białowłosy. Rozejrzałem się dookoła siebie teraz uświadamiając sobie dopiero, ze był to kolejny sen, który miał mi na celu coś powiedzieć, a ja już kolejny raz nie potrafię odkryć jego znaczenia.
-Czemu wy tak właściwie tutaj jesteście? - wyrwałem się z własnych zamyśleń rozciągając się i zsuwając leniwie nogi z łóżka. Ziewnąłem przeciągle przez co w moich oczach zebrało się kilka pojedynczych, słonych kropel. - Coś się stało? - totalnie odbiegając od tematu spojrzałem na nich po czym wstałem i zmierzwiłem swoje czarne włoski.
(Hyou? Teraz możesz się wykazać *^*)
Czułem wewnętrzny spokój, ta sceneria mnie odprężała i uspokajała za jednym zamachem. Wziąłem jeden, głębszy oddech napawając się zapachem kwitnącej akacji. Swoją droga to teraz pachniała bardzo intensywnie. Uniosłem brodę do góry, zamknąłem oczy… miałem wrażenie, ze lecę, a przynajmniej moja wyobraźnia teraz płatała mi takie figle.
-Leo… - cichy, subtelny i na pewno kobiecy głos wyrwał mnie z chwilowego zamyślenia. Ostrożnie otworzyłem oczy nadal stojąc w miejscu, nie ruszyłem się choćby na krok. Skierowałem swój wzrok dokładnie w to miejsce z którego dochodził dźwięk, cichy dźwięk, prawie w ogóle nie dosłyszalny. Co najdziwniejsze: nie udało mi się nic dojrzeć, a przestrzeń przede mną jak i za mną nadal pozostawała kompletnie pusta. Jedynie drzewa i długa trawa ją wypełniały. Co miał ten przekaz znaczyć. Spokój to pojęcie, którego znaczenia nigdy w życiu nie byłem w stanie pojąć i pewnie nie chce. Teraz kojarzy mi się z jedna wielką pustką, ale czy ja aby na pewno chce żyć w takim świecie? „Kim jesteś?” padło za chwile z moich ust, ale można rzec że była to bezdźwięczna mowa pozbawiona jakiegokolwiek tonu. Głuchy krzyk, który słyszałem tylko ja sam. Dlaczego tak panicznie zacząłem szukać źródła dźwięku? Odwróciłem się na pięcie w zastraszającym tempie, a wiatr, który do tej pory był spokojny teraz uderzył we mnie z taką siłą, że moje oczy, tak wrażliwe mimowolnie zamknęły się chcąc uniknąć tej nieprzyjemnej fali powietrza. Nie zauważyłem kiedy na mojej szyi zacisnęła się jakaś macka (bez skojarzeń plis)… macka? O dziwo nie dusiła mnie, jedyne co zrobiła to pociągnęła mnie do tyłu. Chciała sprawić, bym położył się na ziemi? Ciągnięty przez jakąś tajemniczą siłę, nie mając wyboru, zrobiłem to co chciała. Przykuty do zimnego podłoża obserwowałem jak chmury przesuwają się po niebie i wtedy… znowu usłyszałem ten sam głos dochodzący z lasu, aczkolwiek kiedy chciałem się wyrwać, sprawdzić co to: macka zacisnęła się mocniej powodując u mnie kaszel. Brak tlenu… ta informacja tak szybko doszła do mojego mózgu, ze nawet nie zdążyłem zareagować. Złapałem dłońmi za pnącze chcąc jak najszybciej je odciągnąć, zamknąłem oczy i wtedy…. Obudziłem się? To tylko sen?
Leżąc tak rozebrany do połowy zastanawiałem się co się właściwie stało, próbowałem ułożyć to sobie w głowie. Nie miałem na sobie koszulki, jedynie spodnie, luźne dresy. Na dodatek ktoś na mnie siedział.. co tu się do cholery dzieje? Jeszcze zaspane, fiołkowe oczy otwarte do połowy zwróciłem w tym momencie na postać dziewczyny pochylającej się nade mną. Dłoń trzymała na mojej szyi w taki sposób jakby chciała sprawdzić czy mam tętno. Rozchyliłem lekko usta wypuszczając z siebie powietrze, to już koniec tej katorgi, już nie chcę.
-Leo, żyjesz? Znowu coś ci się śniło? - wyrwała mnie z częściowego amoku roześmiana twarz towarzyszki. W ogóle czemu ona na mnie siedzi? To trochę krępujące..
-Ciesz się, że jeszcze nie dostałeś z liścia, albo ewentualnie że nie spotkała cie szklanka pełna zimnej wody. - teraz dołączył się do tego jeszcze jeden, tym razem męski głos. Yukimaru stał przy drzwiach pokoju trzymając rękę na karku i spoglądając na mnie z takim samym zatroskaniem co Hyou. Kiedy nie spotkali się z żadną moją odpowiedzią czy reakcją, dziewczyna oparła swoje zimne dłonie na mojej nagiej klatce piersiowej i pochyliła się jeszcze bardziej. Jej ręce były teraz niczym kostki lodu, ale nie wiem czym to było spowodowane. W oka mgnieniu doszedłem do siebie i złapałem za jej malutkie, kościste nadgarstki. Przeniosłem się do pozycji siedzącej za chwilkę łapiąc się za głowę, nagle zaczęła mnie dziwnie boleć.
-Może zejdziesz już z niego? - zaproponował chłopak widząc, że dziewczyna siedzi teraz centralnie na moich biodrach. Mogło się to z boku trochę źle kojarzyć. Sigma kiwnęła głową robiąc dokładnie to o co prosił ją białowłosy. Rozejrzałem się dookoła siebie teraz uświadamiając sobie dopiero, ze był to kolejny sen, który miał mi na celu coś powiedzieć, a ja już kolejny raz nie potrafię odkryć jego znaczenia.
-Czemu wy tak właściwie tutaj jesteście? - wyrwałem się z własnych zamyśleń rozciągając się i zsuwając leniwie nogi z łóżka. Ziewnąłem przeciągle przez co w moich oczach zebrało się kilka pojedynczych, słonych kropel. - Coś się stało? - totalnie odbiegając od tematu spojrzałem na nich po czym wstałem i zmierzwiłem swoje czarne włoski.
(Hyou? Teraz możesz się wykazać *^*)
Subskrybuj:
Posty (Atom)