Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaneki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaneki. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 września 2016

[Team 3] Od Kaneki'ego - C.D Hyou

-No ja na pewno tego badziewia nie biorę-prychnąłem.
Dziewczyna widząc, że oboje jesteśmy niechętni westchnęła.
-Jak się nazywacie?-zapytałem, w końcu muszę jakoś do nich mówić.
-Anijka.
-Hyou, a ty?
-Kaneki-mruknąłem.
-Teraz to taki chętny, a wcześniej nawet nie odpowiedziałeś-powiedziała pod nosem przywódczyni-dobra, macie jakieś pomysły co teraz.
-To raczej logiczne, że trzeba znaleźć jakiś wysoki budynek i rozejrzeć się dookoła.
-Dobry pomysł-odparła Anijka.
Otworzyliśmy drzwi za pomocą zegarków, po czym weszliśmy do wąskiego korytarza. Po każdej stronie dało się zauważyć nie jedną parę drzwi. Ruszyłem na przód zniecierpliwiony. Ta ciemność i mała przestrzeń zaczynały mnie wkurzać.
-Czekaj!-zawołała Hyou-powinniśmy się rozejrzeć.
-Chcesz marnować czas? Trochę już zeszło na tym bezsensownym gadaniu, a ja nie mam zamiaru tu dalej przebywać-powiedziałem.
-Ty to byś tylko narzekał. W takim razie chodźmy na dach, aby się rozejrzeć-odparła przywódczyni.
Na końcu korytarza znajdowały się drzwi, a za nimi schody. Ruszyliśmy w górę, ale w pewnym momencie natknęliśmy się na stertę gruzu.
-No pięknie-bąknęła Hyou.
Po chwili zastanowienia zamieniłem się w ghoula. Dwoma kagunami osłoniłem siebie i dziewczyny, a resztą rozwaliłem przeszkodę. Wróciłem do normalnej postaci i ruszyłem dalej, nie dając czasu na zadanie jakiegoś pytania. Po paru minutach ujrzałem szare drzwi. Popchnąłem je, a one otworzyły się trzeszcząc. Słońce było wysoko na niebie, a więc mieliśmy jeszcze trochę czasu do zachodu. Przeciągnąłem się i rozejrzałem. Byliśmy dość wysoko, ale mogliśmy wyżej. Obok nas stał ogromny budynek, pewnie jakiś wieżowiec.
-Musimy się tam dostać-powiedziała Hyou.
-Racja, ale lepiej nie wchodzić na sam szczyt, łatwo nas będzie zobaczyć. Radzę wejść na ostatnie piętro i rozejrzeć się przez okna-mruknąłem.
Te okna były praktycznie ścianami, więc mieliśmy małe ułatwienie.
-A jak się tam dostaniemy?-zapytała Anijka.
Sam nie wiedziałem. Jakoś nie cieszyłem się na myśl o schodzeniu, a potem z powrotem wchodzeniu po schodach. W tej kwestii jednak nie mogłem się za bardzo przydać. W ostateczności mógłbym skoczyć i złapać się za pomocą kagun, ale wtedy one by zostały na dachu.
-No nie możecie wyczarować jakiegoś mostu czy coś-powiedziałem niezadowolony.
-Ja mogę wyczarować sobie skrzydła, ale nie wiem co z wami-odparła Anijka.
Wszyscy się zamyślili. Miałem pomysł, ale mimo wszystko liczyłem, że ktoś coś wymyśli. Gdy cisza trwała już jakieś pięć minut westchnąłem głośno i ją przerwałem.
-W takim razie leć.
-A wy?-odparła Anijka.
-Poradzimy sobie-mruknąłem.
Podszedłem do Hyou i wziąłem ją na ręce.
-Ej! Co ty robisz!-zawołała.
-Cicho siedź-bąknąłem.
Zamieniłem się znowu w ghoula, po czym zacząłem biec.
-Nie! Przestań!-krzyknęła przywódczyni.
Zignorowałem ją, a gdy byłem na krawędzi dachu skoczyłem. W locie otoczyłem nas kagunami i wpadliśmy do środka rozbijając szybę. "Rozwinąłem macki", po czym odstawiłem Hyou. Wróciłem do normalnej postaci i się obejrzałem/ Nawet nieźle, w sumie dawno się tak nie bawiłem. Anijka właśnie leciała do nas na wielkich skrzydłach.
-To było głupie, a po za tym powinieneś się mnie słuchać, jestem kapitanem naszej drużyny-mruknęła cicho przywódczyni.
Przekręciłem oczami, a następnie się rozejrzałem. Byliśmy w dużym pomieszczeniu z oknami zamiast ścian. Schody na górę było widać stąd, a obok były te prowadzące na dół. Pewnym krokiem ruszyłem wyżej. Przyznam, że trochę to trwało, zanim dotarliśmy na ostatnie piętro. W sumie nie różniły się niczym, oprócz umeblowania. Podszedłem do stołu, wziąłem krzesło i rozbiłem jedno okno. Stanąłem na krawędzi i zacząłem wypatrywać czegoś ciekawego. Słońce powoli zmierzało ku zachodowi, została jakaś godzina, może dwie do zapadnięcia zmroku. Teraz miałem wrażenie, że czas minął niezwykle szybko.
-Nie ma sensu nigdzie iść-mruknąłem-za niedługo zajdzie słońce.
-Powinniśmy się przespać-odparła Hyou-na piętrze niżej była kanapa i rozkładany fotel.
-W takim razie ja pójdę jeszcze niżej-powiedziałem-parę pięter i natknę się na kolejną kanapę, czy tam fotel.
Po tych słowach ruszyłem schodami w dół. Tak jak się spodziewałem nie minęło długo kiedy znalazłem miejsce, gdzie mógłbym spać. Rozłożyłem kanapę, po czym się położyłem. Po jakimś czasie zasnąłem.

Gdy otworzyłem oczy nie byłem jeszcze w stanie określić, gdzie jestem. Dopiero po paru sekundach ogarnąłem się i wstałem. Rozciągnąłem się jednocześnie ziewając. Wstałem, a następnie się rozejrzałem. Zupełna cisza. Ruszyłem schodami w górę, aż dotarłem do pomieszczenia, gdzie spały dziewczyny. Obie nie miały zamiaru obudzić się przez najbliższą godzinę. Z jednej strony pasował mi ten spokój, gdy się nie odzywały, ale śpiąc daleko nie zajdziemy. Potrząsłem trochę Hyou, aż się nie ocknęła, a następnie obudziłem Anijke. Obie były zaspane, tylko u nich rozbudzenie trwało nieco dłużej. Gdy w końcu były świadome naszej sytuacji odezwałem się.
-Musimy zdecydować, gdzie pójdziemy i zacząć działać. Przydałoby się też jedzenie i picie oraz jakiś plan działania-powiedziałem.

Dziewczyny? Trzeba trochę nadrobić, bo jesteśmy w tyle ; )

sobota, 10 września 2016

Od Kaneki'ego

Wyjrzałem przez okno. Ciągle lało. Westchnąłem cicho słuchając jak mój brzuch burczy. Byłem głodny, ale nie chciało mi się wychodzić na ten deszcz. Opadłem na miękkie łóżko i zacząłem czytać. Nie minęło pół godziny, a ja już nie byłem w stanie się skupić. Leniwie się podniosłem, po czym obuściłem budynek. Zamknąłem za sobą drzwi i ruszyłem chodnikiem. Nie miałem konkretnego celu, gdzie zmierzać. Po prostu ruszyłem przed siebie. Nie wiem ile tak chdziłem, aż znalazłem potencjalną ofiarę. Ruszyłem za dziewczyną czekając na odpowiedni moment...
Wytarłem rękawem ostatnie krople krwi z moich ust, a następnie zmierzyłem w stronę głównej części miasta. Gdy w końcu ujrzałem drzwi jednej z moich ulubionych kawiarni wszedłem do środka i zająłem znane mi miejsce na uboczu. Po chwili, gdy przyszedł kelner zamówiłem kawę. Nie musiałem długo czekać na napój. Wyciągnąłem słuchawki, a następnie je założyłem. Włączyłem muzykę i zacząłem pić...
Wziąłem ostatni łyk kawy, po czym wstałem, zapłaciłem i wyszedłem. Deszcz przestał padać, ale niebo dalej było szare. Prawdopodobnie za niedługo znowu rozpocznie się ulewa. Ja w tym czasie wolałem wrócić do domu. Włożyłem ręcę do kieszeni i szybkim krokiem ruszyłem w stronę mieszkanie. Nagle wpadłem na kogoś. Dziewczyna wywróciła się, jednak ja szedłem dalej.
-Ej! Czekaj!-usłyszałem damski głos.
Po chwili ktoś zagrodził mi drogę. Była to oczywiście osoba, na którą wcześniej wpadłem.
-Czego?-warknąłem, a czując spadające krople, dodałem-nie mam czasu.
-Może być uważał jak chodzisz-odpowiedziała z wyrzutem.
Głośno westchnałem, a następnie ominąłem ją i ponownie skierowałem swoje kroki w stronę domu.

Jakaś dziewczyna?

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Od Kaneki'ego - C.D Aryi

Przekręciłem oczami tak, aby oboje nie zauważyli Wstałem i stanąłem przed dziewczyną, po czym wystawiłem rękę.
-Mogę prosić do tańca?-zapytałem, uśmiechając się przy tym.
Arya przytaknęła lekko, a następnie złapała moją dłoń. Wyszliśmy na parkiet, jednak dopiero po paru piosenkach wróciliśmy do baru. Hiroshiego nie było, spróbowałem znaleźć go wzrokiem, jednak mi się nie udało. Po chwili podeszła do nas jakaś wysoka dziewczyna.
-Zatańczymy?-zaproponowała.
-Jak widzisz mam już partnerkę-odparłem.
-Jak chcesz to idź-uśmiechnęła się Arya.
Odwzajemniłem gest i ruszyłem ponownie tańczyć. Po jednej piosence udało mi się wyrwać z objęć dziewczyny, która widać nie chciała przestać. Wróciłem na swoje miejsce. Nie było Aryi, ale za to Hiroshi wrócił.
-Gdzie byłeś?-zapytałem.
-Tańczyłem-uśmiechnął się.
-A gdzie...
-Tańczy-przerwał mi.
Przytaknąłem tylko i zacząłem wodzić wzrokiem po parkiecie. W końcu odnalazłem dziewczynę tańczącą z napakowanym mężczyzną. Nieświadomie patrzyłem się na nich, aż nagle nasze spojrzenia się spotkały. Jej partner zauważył to, a potem i mnie, po czym szepnął jej coś do ucha i zeszli z parkietu. Zmierzyli do toalet. Nie przejąłem się tym i postanowiłem poczekać. Minęła minuta, parę, aż w końcu zaniepokoiłem się. Mój przyjaciel od razu to zauważył.
-Idź-powiedział-może coś się stało.
Przytaknąłem, po czym wstałem. Ruszyłem w kierunku korytarza, nie minęło długo, kiedy stanąłem przed drzwiami do toalet. Nie wiedziałem tylko, do której powinienem wejść. Moja niepewność zniknęła, gdy usłyszałem krzyk z damskiej łazienki. Wpadłem do środka. Zacząłem przeszukiwać toalety, ostatnia była zamknięta. Wyraźnie słyszałem z niej jęki. Kopnąłem w drzwi, które od razu wypadły. Mężczyzna, z którym Arya tańczyła teraz się do niej dopierał. Złapałem go za koszulkę i odciągnąłem. Prawie się przewrócił o drzwi. Walnąłem go raz, drugi, trzeci, a krew zaczęła lecieć mu z mordy. W końcu popchnąłem go na ścianę. Podszedłem do zapłakanej Aryi.
-Zrobił ci coś?-zapytałem.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Objąłem ją, po czym przytuliłem.
-Chodźmy-szepnąłem.
Arya ścisnęła mi koszulkę, po czym wstała. Lekko się odsunęła i wytarła łzy. Wyszliśmy z toalety.
-Chcę iść do domu-powiedziała.
-Dobrze, napiszę do Hiroshiego, że opuściliśmy klub.
Ruszyliśmy do mieszkania dziewczyny. Oboje milczeliśmy, żadne z nas nie miało zamiaru przerwać tej ciszy. W końcu doszliśmy na miejsce. Stanąłem w drzwiach.
-Może ja lepiej pójdę-powiedziałem.
Odwróciłem się i chciałem odejść, gdy poczułem, że Arya łapie mnie za kawałek koszulki i ciągnie. Odwróciłem głowę i spojrzałem na nią pytająco.

Arya? Przepraszam, że tak późno, ale myślałam, że już wysłałam opowiadanie

wtorek, 26 lipca 2016

Od Kaneki'ego - C.D Aryi

Zaśmiałem się.
-Nie przesadzaj, tak w sumie, nie pytałem cię jeszcze... Jak nazywa się twoja arcana i jaką posiada moc?-spojrzałem na nią pytająco.
-Domitor, to jego nazwa-odparła.
-Pogromca?
-Taa... wiesz... niszczy ona wszystko na swojej drodze i bardzo trudno mi ją opanować-powiedziała już trochę ciszej.
-Ty nie masz szans? To właśnie ja zostałbym zniszczony!-zawołałem.
Arya zarumieniła się lekko.
-A twoja arcana?
-Nazywa się ghoul i sprawia, że zamieniam się w to stworzenie-odparłem.
-Co to ghoul?-zapytała.
-Lepiej, żebyś nie wiedziała-mruknąłem.
Widząc, że dziewczyna przygląda mi się uśmiechnąłem się szybko.
-Kiedyś może się dowiesz-poklepałem ją po głowie.
-Hej Kaneki!-usłyszałem męski głos.
Gdy tylko odwróciłem głowę ujrzałem mojego przyjaciela, Hiroshiego.
-Znowu sobie jakąś laskę znalazłeś?!
-Przepraszam-zwróciłem się do Aryi.
Podszedłem do chłopaka i palnąłem go w głowę.
-Ej! A to za co?-bąknął masując się w obolałe miejsce.
-Może za "Znowu sobie jakąś laskę znalazłeś"-warknąłem.
-Ojjj... sorry, sorry-mruknął.
-Tak w ogóle, co ty tu robisz?-zapytałem.
-Słyszałem, że organizują bitwę grupową i chciałem zobaczyć, kto będzie uczestniczył i wtedy zauważyłem ciebie z tą dziewczyną-odparł-może wyskoczymy gdzieś jutro?
-Może, napisz później-powiedziałem-to cześć!
-Hej-opowiedział-cześć piękna!
Spiorunowałem go wzrokiem, a ten tylko szeroko się uśmiechnął. Wróciłem do Aryi.
-Przepraszam za niego, czasem palnie coś głupiego-zaśmiałem się.
-Aha...-odparła cicho.
-Znaczy, chodziło mi o to z nową laską!-dodałem szybko.
Połaziliśmy jeszcze trochę. Nie bała się już jak wcześniej, co oznaczało, że bardziej mi ufała. Aż mi jej szkoda (to żart, mi nikogo nie jest szkoda). Wymieniliśmy się numerami telefonów, po czym rozeszliśmy do domów (ten rym to przypadkowo, poetą nie jestem). Byłem na tyle leniwy, że nie chciało mi się odgrzewać obiadu, więc zamówiłem pizzę. Dopiero po jakimś czasie skapnąłem się, że i tak będę musiał wstać ją odebrać. Po posiłku poczytałem trochę książkę, po czym poszedłem spać.

Następnego dnia obudził mnie telefon. Jęknąłem i zacząłem szukać go po stoliku. Gdy w końcu znalazłem odebrałem.
-Kaneki! Czemu wczoraj nie odpisałeś!-usłyszałem znajomy głos Hiroshiego.
-Bo zapomniałem-mruknąłem.
-Ehhh.. jak zawsze. Idziesz dzisiaj do klubu?-zapytał.
-Mogę iść, o której?
-Dwudziestej, tylko masz się nie spóźnić!
Chłopak rozłączył się, wysłałem do Aryi sms'a czy nie wybrałaby się z nami, po czym odłożyłem telefon i poszedłem spać... ponownie.

Gdy się obudziłem, na dworze robiło się już powoli ciemno. Przetarłem oczy i spojrzałem na zegarek. Była dziewiętnasta. O kur*a! Szybko wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, uczesałem się itd. Przypominając sobie, że wcześniej wysłałem wiadomość do Aryi chwyciłem za telefon, aby zobaczyć czy się zgodziła.

Arya?

sobota, 23 lipca 2016

Od Kaneki'ego - C.D Aryi

Uśmiechnąłem się, a dziewczyna odwróciła wzrok.
-Więc...-zacząłem-jak masz na imię?
-Arya-odpowiedziała cicho.
-Ja Kaneki, miło mi-przedstawiłem się.
-Mi też-mruknęła.
-Mógłbym prosić filiżankę kawy?-zapytałem.
-Oczywiście-odpowiedziała szybko.
Gwałtownie wstała i ruszyła do kuchni. Gdy przechodziła obok mnie złapałem ją za nadgarstek. Ta aż podskoczyła, jednak była zbyt słaba aby mi się wyrwać.
-Przepraszam-szybko cofnąłem rękę-nie chciałem cię wystraszyć. Pozwolisz, że pójdę z tobą, nie lubię być... sam.
Uśmiechnąłem się. Dziewczyna lekko przytaknęła. Wstałem i ruszyłem za nią. Usiadłem na krześle uważnie obserwując jej ruchy. Była na prawdę niska i szczupła, co tylko dodawało jej uroku. Przegryzłem wargę, co prawda dużo z niej mięsa by nie było.. więc czemu aż tak bardzo zwróciła moją uwagę (tak bardzo to znaczy, że w ogóle się nią zainteresowałem, co jest dziwne).
-Arya, możesz mi coś powiedzieć?-odezwałem się przerywając chwilę ciszy.
Dziewczyna spojrzała na mnie.
-Czemu aż tak się mnie boisz?
Jej ciało zesztywniało. Odwróciła się do mnie tyłem.
-Ja.. ja-zaczęła się jąkać.
-Spokojnie, jeśli nie chcesz, nie musisz mówić-powiedziałem-nie masz się czego bać, w końcu.. dużo z ciebie mięsa by nie było.
Wyczułem jej strach.
-Spokojnie, ja tylko żartowałem!-zawołałem szybko-przepraszam, to nie był dobry dowcip i nie na miejscu.
Chodź się trochę uspokoiła i tak czuć było, że się boi i niepokoi. W końcu postawiła filiżankę na stole obok mnie.
-Dziękuje-powiedziałem.
Arya siadła naprzeciw mnie rozglądając się dookoła, aby tylko na mnie nie patrzeć. Zaśmiałem się cicho, co przykuło jej uwagę.
-Przepraszam-uspokoiłem się.
Wziąłem łyka kawy.
-Bardzo dobra-powiedziałem.
-Dziękuję-odparła cicho.
Powoli wypiłem całą zawartość filiżanki. W pomieszczeniu była zupełna cisza. Arya nad czymś się zamyśliła. Dotknąłem jej ręki, a ta drgnęła.
-Nic się nie stało?-zapytałem.
-Nie-odparła szybko.
Wstałem i wsunąłem krzesło, następnie podniosłem filiżankę.
-Ja ją wezmę-powiedziała.
-Nie musisz-uśmiechnąłem się.
Zacząłem myć naczynie, chodź stałem tyłem do dziewczyny, wiedziałem, że mnie obserwuje. Gdy skończyłem obróciłem się do niej, a ta odwróciła wzrok.
-Emmm.. ja chyba powinienem iść. Przepraszam, nie powinienem tak się naprzykrzać, widać moje towarzystwo nie za bardzo ci odpowiada-powiedziałem.

Arya?

niedziela, 17 lipca 2016

[Quest 3] Od Kaneki'ego

Wyszedłem z domu, jak zawsze z zaciągniętymi rękawami, założonym kapturem i spuszczoną głową. Tym razem zmierzyłem w stronę niezabudowanych terenów. Lubiłem chodzić po lesie, śpiew ptaków i szelest liści mnie uspokajał... tak, może to trochę dziwne, ale potrafiłem być spokojny. Wiedziałem, że to wszystko jest sztuczne, ale starałem się wierzyć, że jest to prawdziwy świat. Ruszyłem leśną ścieżką wpatrzony w ziemię. Wsłuchiwałem się w ogłosy wydawane przez mieszkańców dżungli. Niespodziewanie coś przebiegło mi przed nogami. Mój wzrok uchwycił jedynie puszysty, malutki ogonek. Ruszyłem za stworzonkiem, aż dotarłem do jego nory. Stałem tak nieopodal, aż z dziury w ziemi wyszedł zajączek. Rozejrzał się dokładnie, po chwili nasze spojrzenia się zetknęły. Zwierzątko zabawnie przechyliło główkę, po czym schowało się w norce. Czekałem, ale na nic. Stworzonko nie miało zamiaru wychodzić, przynajmniej póki ja byłem w pobliżu. Powróciłem do codziennego spaceru, gdy nagle poczułem zapach stęchlizny, a po chwili usłyszałem cichy pisk. Spojrzałem w stronę zarośli po prawej stronie, to z nich pochodził odgłos jak i odór. Po chwili przeszedłem przez krzaki, którego jak się okazało, nie były aż tak gęste jak mogły się wydawać. Moim oczom ukazał się lis leżący na ziemi. To od niego wywodził się ten okropny odór. Dopiero po chwili poczułem również zapach krwi, którego śródłem była plama czerwonej cieczy wokoło zwierzęcia. Uklękłem przy stworzeniu i poniosłem lekko jego głowę. Oczy miał prawie zamkniętę, a pysk lekko uchylony. Zawsze miałem słabość do zwierząt, kiedyś posiadałem psa, którego przejechał pijany kierowca, przyznam iż jego śmierć była brutalna i bolesna.... Po chwili zauważyłem strzałkę tkwiącą w futrze lisa. Była srebrna i błyszczała się. Wyciągnęłem ją i odłożyłem, następnie porwałem swoją koszulkę, a urwany kawałek obwiązałem wokoło rany aby zatamować krew. Przystawiłem ucho do buzi zwierzęcia, oddychało. Zacisnąłem mocniej skrawek materiału, jednak i to nie zatamowało do końca krwi. Zamknąłem oczy i położyłem rękę na brzuchu lisa, po chwili ten zupełnie opadł. Zwierzę zginęło, cicho westchnąłem i otworzyłem oczy. Mój wzrok przykóła strzałka, podniosłem ją i uważnie obejrzałem. Widoczne były inicjały, jak mogłem zauważyć była to gamma, a do tego mężczyzna o nazwie Artemis L. Podniosłem się, skądś kojarzyłem to imię... tylko nie mogłem sobie przypomnieć skąd. Włożyłem strzałkę do kieszeni i ruszyłem z powrotem do domu cały czas zastanawiając się, kto to może być.
Wszedłem do domu, po czym ściągnąłem buty i bluzę. Bez większego zastanowienia ruszyłem do kuchni. Miałem zamiar coś zjeść, dzisiaj bowiem jeszcze niczego nie spożywałem. Zajrzałem do lodówki. Zacząłem szukać wzrokiem czegoś, na co miałem ochote, aż w końcu zdecydowałem, że zrobię sobie naleśniki. Co prawda nie chciało mi się ich smażyć, ale apetyt wziął górę. Tak więc z talerzem pełnym smakowitości wszedłem do salonu i opadłem na kanapę. Beznamiętnie skierowałem wzrok na wyłączony telewizor... Artemis! Zamrugałem parę razy, teraz już wiedziałem skąd kojarzyłem to imię. W wczorajszych wiadomościach mówili o starcu, którego zatrute strzałki znaleziono w martwych zwierzętach. Widniały na nich jego inicjały, a trucizna sprawiała, że stworzenia gniły od środka i umierały. Nazywał się Artemis... nie pamiętam nazwiska. Gwałtownie wstałem i ruszyłem do kuchni. Zacząłem grzebać w koszu, aż w końcu znalazłem wczorajszą gazetę. Według informacji w niej umieszczonych starzec mieszkał na oddalonym parę kilometrów na północ od miasta wzgórzu. Podniosłem się, po czym wyszedłem na korytarz. Ubrałem się jak najszybciej i opuściłem mieszkanie. Nie miałem zamiaru pozwolić, aby ginęły kolejne zwierzęta. Zmierzyłem w kierunku wzgórza.
Podróż zajęła mi pewien czas i nie była zbyt przyjemna. Co prawda lubię spacerować, ale bez przesady.. a do tego jeszcze to wzgórze. Czemu nie polana? W końcu moim oczom ukazała się niewielka, drewniana chatka. Wszedłem po schodach i stanęłem przed wejściem. Wziąłem głęboki oddech i zapukałem do drzwi. Usłyszałem parę stuków, po czym ujrzałem niskiego staruszka z laską. Skrzywiłem się, a moje brwi ułożyły się w śmieszny kąt.
-Ekhem.. ekhem.. dzieńdobry-powiedziałem.
-Dzieńdobry, w czymś mogę pomóc?-odparł Artemis.
-Emm... widzi pan, ja przyszedłem w sprawie tych-tutaj wyciągnąłem owy przedmiot-strzałek.
-Aaa... wejdź, młody chłopcze.
Niepewnie wkroczyłem do środka. Było tam niezwykle ciemno. Drzwi zamknęły się skrzecząc, odwróciłem się, a to co ujrzałem zupełnie mnie zaskoczyło. Przede mną stał młody (około 22 lat) mężczyzna, z którego pleców wystawała dużych rozmiarów kaguna. Odsunąłem się gwałtownie.
-Słuchaj dzieciaku, nienawidzę zwierząt, a jeszcze bardziej wścibskich bachorów-warknął-myślisz, że możesz od tak tu przychodzić i zrzędzić, że to co robię jest złe? Nie przestanę zabijać tych okropnych zwierząt, a teraz albo z tąd grzecznie wyjdziesz, albo wywalę cię z tąd siłą.
Spóściłem głowę. Po chwili z moich pleców wyrosły kaguny, a oko zmieniło się na oko ghoula.
-Nie wiesz z kim zadarłeś!-zawołał mężczyzna, a jego macka ruszyła w moją stronę.
Wystarczył jeden ruch, a nasze kagune się zatknęły. Zrobiłem parę kroków w tył, przeciwnik uśmiechnął się i zbliżył do mnie. Odskoczyłem na bok jednocześnie unikając ataku, po czym ominąłem go i wybiegłem na zewnątrz. Odwróciłem się w stronę mężczyzny, wolałem walkę na otwartym terenie. Przeciwnik wyszedł z domu, dopiero teraz zauważyłem, że jest ode mnie większy, dość dużo większy. Moje kaguny zmierzyły w jego stronę zwinnie omijając jego mackę (która była dwa razy większa od moich). Atak udał się, ponieważ mężczyzna po chwili udeżył w chatę. Chmura kurzu i dymu uniosła się w górę. Nagle coś mocnego odepchnęło mnie parę metrów dalej. Upadłem na twardą ziemię zupełnie nie rozumiejąc co się stało. Otrzepałem się z piachu i wstałem, jednak nie minęło długo kiedy coś ponownie we mnie uderzyło. Jednak teraz moje spojrzenie uchwyciło zarys kaguny Artemisa. Podniosłem się, po czym uniknąłem ataku macką. Sam postanowiłem działać. Zablokowałem kogunę mężczyzny i zacząłem biec w stronę przeciwnika. Ten odsunął się gwałtownie, jednak było już za późno. Moja macka przebiła się przez jego brzuch, a gdy ją uniosłem to razem z ciałem.
-Może zmienisz zdanie?-zapytałem przez zaciśnięte zęby.
-Nigdy-jęknął.
Druga kaguna przeszła przez niego, jednak tym razem wróciła do mnie. Przysunąłem ją do twarzy i lekko oblizałem. Wyplułem krew ze skwaszoną miną. Spojrzałem na Artemisa.
-To twoja ostatnia szansa-powiedziałem.
Ten tylko lekko się uśmiechnął i plunął mi na macką. Przekręciłem oczami i odciąłem mu głowę używając do tego kaguny. Jego ciało spadło na ziemię, a ja zamieniłem się z powrotem w człowieka. Cicho westchnąłem i ruszyłem wolnym krokiem do domu. Miałem nadzieję, nikłe, ale nadzieję, że uda mi się go przekonać, aby zmienił swoje zdanie... jednak mi się nie udało.
Wróciłem do domu. Ułożyłem się wygodnie na łóżku i zacząłem czytać książkę, prubując odsunąć od siebie wspomnienia walki z Artemisem

The End

Od Kaneki'ego - Do Aryi

Odłożyłem książkę i spojrzałem w sufit, oblizałem swoją dolną wargę, po czym skierowałem wzrok na okno. Mozolnie wstałem i rozejrzałem się po pokoju. Po chwili wyszedłem z pomieszczenia i zmierzyłem do kuchni. Otworzyłem lodówkę i wyciągnąłem puszkę pepsi. Na raz wypiłem całą jej zawartość. Wyszedłem na korytarz, gdzie ubrałem buty i bluzę. Zaciągnąłem rękawy na ręce i wyszedłem z domu, zamykając go na klucz. Założyłem kaptur i spuściłem głowę, po czym ruszyłem chodnikiem do sklepu. Uważnie obserwowałem każdą osobę przechodzącą obok mnie. Moją uwagę przykuła niska i szczupła dziewczyna. Przesunąłem się bardziej w prawo, przez co wpadliśmy na siebie. Zakupy dziewczyny rozsypały się po ziemi, kucnęła i zaczęła je zbierać. Stałem tak nad nią z wrednym uśmieszkiem i czekałem, aż wszystko ponownie spakuje. W końcu się podniosła i spojrzała na mnie. Musiała unieść głowę, bowiem była ode mnie sporo niższa.
-Ja prze-przepraszam-bąknęła.
-Nic się nie stało-powiedziałem-pomóc ci zanieść zakupy?
-Nie trzeba-odparła cicho.
Przekręciłem oczami i zabrałem jej jedną torbę.
-To gdzie mieszkasz?-zapytałem.
-Niedaleko-mruknęła.
Ruszyliśmy chodnikiem, dziewczyna szła tuż przede mną. W porównaniu do mnie wyglądała jak... dziecko. Takie małe, słodkie, niewinne dziecko. W pewnym momencie skręciliśmy w dość małą uliczkę, którą oświetlały promienie słoneczne. Nie była długa, ale wąska. Zrobiłam większy krok i złapałem dziewczynę za nadgarstek, po czym przyciągnąłem do siebie. Spojrzała na mnie lekko przerażona.
-Nie boisz się chodzić tutaj sama?-szepnąłem jej do ucha.
Poczułem jak się wzdryga, na co się tylko uśmiechnąłem. Puściłem ją.
-Możemy iść dalej?-zapytałem.
Ta jedynie lekko kiwnęła głową, od tamtej pory trzymała się trochę dalej ode mnie, co było dość zabawne.

Arya? ;3