Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naho. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naho. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 września 2016

[Team 1] Od Naho - C.D Lee

Bitwa Grupowa. Nie brzmi źle, prawda? Cóż, Naho znienawidziła wymienioną przed chwilą nazwę, gdy tylko dowiedziała się, o co chodzi w tym wydarzeniu, a na domiar złego została zmuszona do udziału w nim. Jeszcze gorszym było dla niej to, iż będzie musiała współpracować z innymi, a dokładniej swoim teamem. Kto wymyślił taką bzdurę?! Złość nastolatki wzrastała na sile z każdym kolejnym momentem, jednak zmieszanie i bezradność w tej sytuacji zmusiły ją do milczenia. Nieważne jak bardzo będzie się wściekać, nikt nie pozwoli jej na zrezygnowanie z udziału. Westchnęła, użalając się w myślach nad swoim losem, aż w pewnym momencie Azusa, kapitan teamu jej i mężczyzny imieniem Lee, jak i jedna z silniejszych i ogółem sprawniejszych osób w tym chorym cyrku, zwołała ich do siebie. Dziewczyna niechętnie wyszła ze zrujnowanego domku i pierwszym, co rzuciło jej się w oczy, były ciemne chmury zapowiadające burzę. Tylko tego im brakowało... Nie była jednak jedyną osobą, której wizja ulewy była daleka od upragnionej i zaraz usłyszała głos ciemnowłosego towarzysza.
- Mam nadzieję, że skoro twoja Arcana jest związana z elektrycznością i w ogóle… to nad tymi cholernymi pieruńskami też będziesz potrafił zapanować. - Oznajmił niezadowolony, jednak odpowiedź chłopaka nie była w żadnym stopniu zachwycająca.
- Potrafiłbym, jednak nie będzie zabawnie, gdy tak wam ułatwię zadanie! Macie zdobyć doświadczenie, kwiatuszki. - Uśmiechnął się, jednak zaraz po tym wrócił wzrokiem w punkt, którego wypatrywał od początku rozmowy. Co on tam widzi? Jasnowłosa uaktywniła jedną ze swoich umiejętności i wlepiła spojrzenie w ten sam obszar. Cokolwiek Azusa tam dostrzegł, było poza zasięgiem Naho i nawet Aquila Visum w tym nie pomogło. Z drugiej strony...Oznaczało to tyle, że póki co są bezpieczni, gdyż odległość jest naprawdę spora. Dziewczyna, nieco zmieszana, spojrzała z uznaniem na miętowowłosego mężczyznę.
- Coś ty tam wypatrzył? Niczego nie widzę. - Mówiąc to, pokręciła głową i zmarszczyła brwi, co oczywiście nijak pomogło. Kapitan jednak nie przyjmował wymówek typu "Nie potrafię".
- Przypatrz się dokładniej, mała. - Mruknął w skupieniu. Mała? On tak serio? Irytacja nastolatki przebudziła się po raz kolejny, chociaż tym razem uznała, iż nie ma co robić zamieszania i jedynie jęknęła, mamrocząc pod nosem kilka niezrozumiałych słów. Wywróciła oczami i nareszcie skupiła się na swojej mocy. Z początku nie działo się dosłownie nic i zrezygnowana miała strzelić focha, jednak powstrzymał ją delikatny przebłysk światła o bliżej niezidentyfikowanym kolorze, który przybierał na intensywności. Czyżby jednak coś widziała? Stojąc jak taki baranek przez dłuższą chwilę, nareszcie udało jej się rozpoznać barwę, a była to czerwień. Zaniepokojona, rozkojarzyła się i słaby blask ponownie całkiem zaniknął. Cóż, przynajmniej udało jej się chociaż na moment! Nie żeby to w jakikolwiek sposób poprawiło ich sytuację...
- I co teraz, kapitanie? - Spytała, naciskając na ostatnie słowo i dając tym samym znak, że to on ma ruszyć mózgiem. Na odpowiedź nie czekali zbyt długo, gdyż pojawiła się ona niemal od razu.
- Jak to co? Pójdziemy w ich kierunku, oczywiście! Tak, jak zaproponował kondonek. - Oznajmił, a radość, z jaką obydwoje przyjęli informacje była normalnie widoczna na co najmniej kilometr. Zapadła ponura cisza, którą po krótkim czasie przerwał chłopak ochrzczony na prezerwatywę.
- Idziemy do wroga bez żadnego przygotowania? - Zapytał, unosząc brew w geście niedowierzania, na co Azusa pokiwał twierdząco głową.
- Zobaczymy, co potraficie w praktyce. - Oznajmił, a Naho zaczęła zastanawiać się, czy ten mężczyzna na pewno nie próbuje doprowadzić ich do śmierci. Wzdrygnęła się i machnęła kilka razy głową, chcąc tym samym odpędzić tę jakże wesołą myśl.
Jako iż nikt nie wpadł na żaden lepszy pomysł, cały zespół ruszył w odpowiednim kierunku, przemieszczając się pomiędzy terenami, które chociaż w minimalnym stopniu umożliwiały ukrycie się. W końcu nie będą sami prosić się o natychmiastowe wybicie... Idąc tak, jasnowłosą dopadła nuda. Dlaczego ten marsz trwa tak długo? W ogóle po co jest ta Bitwa Grup?! Było to ostatnie, na co miała w tej chwili ochotę, a i tak utknęła w środku tego zdarzenia. Miałaby pewnie o wiele więcej ciekawych zajęć, niż eliminowanie kolejnych osób z jakiejś beznadziejnej rozgrywki. Cisza nie poprawiała jej nastroju, jednak rozmowa nie zacznie się sama, prawda? Nie do końca wiedząc, jak zacząć temat, rzuciła pierwszą rzeczą, jaka przyszła jej na myśl.
- Swoją drogą... Azusa to nie przypadkiem damskie imię? - Gdyby nie miała okazji poznać osoby, do której się właśnie zwróciła, pewnie pomyślałaby, iż ktoś wspomina o jakiejś dziewczynie.
- Jeżeli chcesz sprawdzić moją "męskość", to zapraszam po bitwie grupowej do mnie. - Puścił jej oczko, na co dziewczyna odsunęła się od niego na bezpieczną odległość ... I tym jakże miłym akcentem postanowiła zakończyć jakąkolwiek próbę porozumienia się z Azusą. Cóż, do zapełnienia czasu miała jeszcze drugiego kompana, z którym jak do tej pory nie wymieniła zbyt wielu zdań. Tylko o co spytać obcego faceta? Główkując chwilę, wpadła na pomysł. No, może nie było to najciekawsze pytanie, ale od czegoś trzeba zacząć...
- Brałeś kiedyś udział w czymś podobnym? I da się tu w ogóle zginąć? - Cóż, warto wiedzieć, czy już szykować swój umysł na śmierć.
- Nie brałem. I nie, tu nie da się zginąć. - Ha? To jak oni niby mają się nawzajem pozbyć?
- Jak to? - Spytała ponownie, ukazując swoje niezadowolenie i niepewność, ale i jednoczesną ulgę. Przynajmniej jeszcze sobie pożyje.
- Naukowcy, wbrew pozorom, nie są tacy okrutni. Poza tym Azusa wspominał, że to tylko trening.
- Niby tak, ale trening może być morderczy! Chociaż, chyba dobrze, że nam odpuścili... - Zawołała, krzyżując ręce na piersi.
Dalsza droga przeminęła w dosyć nieprzyjemnej ciszy. Matko, to aż przerażające... By zająć myśli, zerknęła na łuk, który otrzymała na początku. W sumie, dopiero teraz zainteresowała się zdobyczą. Jak to mówią, lepiej późno niż wcale. Po dokładnych oględzinach, uniosła go nieco wyżej i uznała, iż przedmiot jest dosyć lekki. Ułożyła go odpowiednio i nacelowała na wybrany losowo punkt, po czym napięła cięciwę. Celowanie z tej broni do łatwych nie należało, jednak po coś się ćwiczy w wolnym czasie~ Cóż, jej dosyć przypadkowy ruch musiał kogoś (lub coś) spłoszyć, gdyż cała trójka usłyszała niedaleko cichy szelest i jednocześnie odwrócili głowy w stronę niezbadanego dotąd terenu.

[Kapitanie? x3 Taa, wiem, ciekawe :')]

środa, 14 września 2016

Od Naho - C.D Satoru

– No dobra, MŁODA. Mam się już wynosić, czy mogę zająć twoje łóżko? - Dziewczyna przez moment patrzyła na niego, jak na debila. Jakim prawem przywłaszczył sobie jej posłanie? I dlaczego w ogóle wpakował się do tego pokoju, własnego nie ma? Mógłby zachować chociaż resztki kultury!
- Przepraszam, a ja gdzie niby mam spać? - Zapytała po chwili ze słyszalnym niedowierzaniem w głosie.
- Możesz na podłodze, wycieraczce. - Oznajmił, wzruszając przy tym ramionami na znak obojętności. - A może po prostu powiesz, żebym zszedł? To twoja kanapa, ale nie będę cię bronił przed sobą. - Nastolatka zmarszczyła brwi i skrzyżowała ręce na piersi. Widać nowy start nie różnił się zbytnio od tego poprzedniego. Przygryzła wargę, chcąc tym samym powstrzymać kolejny wybuch złości, jednak jej próby skończyły się tak jak zawsze, czyli z marnym skutkiem.
- Skoro jest moja, to sam sobie śpij na wycieraczce! - Zawołała zirytowana i dla podkreślenia swoich słów, tupnęła nogą z impetem.
- Ja mam swój apartament. - Stwierdził rozbawiony jej zachowaniem. No i co mu tak zawsze do śmiechu?! Kiedyś naprawdę go uderzy...!
- ...Więc dlaczego napastujesz moje łóżko? - Spytała nieco zmieszana, przechylając głowę w bok, niczym psiak, który dopiero co nabroił i udaje, iż nie wie, o co chodzi.
- Rozgościłem się tylko. Co w tym złego? - Jasnowłosa wywróciła oczami, kontynuując marudzenie, które zapewne i tak niczego nie wniesie.
- Tak nie wygląda rozgoszczenie się u obcej osoby...
- Szybko się zaprzyjaźniam, nie sądzisz? - Mówiąc to, posłał jej jeden z tych swoich uśmiechów, które wprawiały ją w dziwną złość. Tym razem jednak spróbowała ją zamaskować, unosząc brwi w znaku niedowierzania.
- Szybko... - Prychnęła cicho. W tym samym momencie do głowy wpadło jej kolejne arcyważne pytanie, które koniecznie chciała zadać. - W ogóle, próbowałeś się z kimś wcześniej zaprzyjaźniać?
- Nie. - Odpowiedział jej krótko. Gdyby wiedziała o nim mniej, niż teraz, w życiu nie nazwałaby go samotnikiem. Pasował jej na osobę pełną towarzystwa... Po szybkiej analizie swoich rozmyślań, puknęła się w czoło. Kto by wytrzymał z takim bucem? Satoru, gdyż tak łaskawie postanowił przedstawić się (A w jakże kulturalny sposób!) ciemnowłosy, ponownie jakby wyczytał jej myśli.
- Nie lubię się narzucać. Poza tym, mało kto ze mną wytrzymuje, ale nie wypytuj o to, ty mała cholero! - Burknął, dając wyraźnie do zrozumienia, iż temat został zamknięty. Naho jednak nie chciała przyjąć tego do wiadomości.
- Dlaczego? - Spróbowała pociągnąć rozmowę, jednak mężczyzna całkowicie zignorował jej pytanie, układając się wygodniej na kanapie. Nastolatka westchnęła na to i dopiero teraz znalazła okazję, by rozejrzeć się po mieszkaniu, w którym miała spędzić ponoć resztę życia. Wiadomość ta dalej jej nie zadawalała i w duchu miała cichutką nadzieję, iż kiedyś cały ten system upadnie, pozwalając na możliwość upragnionej tak ucieczki. Ponoć nadzieja umiera ostatnia... Pokiwała lekko głową, karcąc się w myślach. Jojczenie i ciągłe niezadowolenie nie zmieni nowej sytuacji, co najwyżej ją pogorszy. Musi sobie z tym jakoś poradzić... I pokazać Satoru, że faktycznie da radę! Dobra, skupienie. Miała przecież ogarnąć mieszkanie... Westchnęła i znudzonym wzrokiem zbadała nowe pomieszczenie. Nie było jakieś super wypasione, jednak nie miała na co narzekać. Było tu raczej wszystko, czego każdy normalny człowiek potrzebował do przeżycia. Cóż, może nie była tak do końca normalnym człowiekiem, ale wiadomo, o co chodzi. Brakowało temu miejscu nieco wyrazu, jednak to da się zmienić, prawda? W końcu nie mogą jej zabronić zmiany wystroju. Chyba... Rozglądając się tak dłuższą chwilę, dziewczyna zaczynała odczuwać nudę. Stanie i gapienie się na jełopa otoczonego meblami nie było najciekawszym zajęciem. Tak jak ma to w zwyczaju, splotła dłonie za plecami w bliżej nieokreślony kształt i zaczęła bujać się na boki. Panująca już jakiś czas głucha cisza zaczęła ją powoli dobijać.
- Nuudzi mi się. Zrób coś ciekawego! - Zawołała z niezadowoleniem. Skoro już tu siedzi, to niech się na coś przyda!
- Jak kopnę cię w dupę, to będzie zabawnie? - Ech, no i na co ona liczyła? Czas przyzwyczaić się do jego charakteru... Uch, na samą myśl przeszły ją ciarki i aż zaczęła zastanawiać się, ile ma z nim jeszcze wytrzymać. Chociaż... Czy naprawdę było tak źle? W końcu dalej tu siedzi i nie jest tak koszmarnie, jak mogłoby być... Prawda? Wspominając coś o koszmarze...
- Na tym zadupiu jest szkoła, czy coś w tym stylu? - Zerknęła na chłopaka wyczekująco. Nie do końca wiedziała, co tak naprawdę chciałaby usłyszeć, jednak jej samolubne zdanie i tak nie zmieni nagle całego poglądu tego miasta. A szkoda.
- Nic mi o tym nie wiadomo. Tak bardzo ci spieszno do normalnego życia? - Pytając się, odwrócił głowę w jej stronę. Normalnego życia... Brzmi, jakby faktycznie żyli w jakiejś klatce w zoo i byli jedynie atrakcją. Jemu naprawdę to nie przeszkadza...?
- Niby co mam robić całe dnie? Zanudzę się na śmierć! - Zawołała i jęknęła niezadowolona.
- W takim razie wyjdź na ulicę i zacznij truć komuś dupę, tak jak mnie. - Ciekawe ile będzie o to marudził. Przecież nie tylko on tu cierpi! Gbur.
- Taa, jeszcze trafię na kolejnego buca twojego pokroju! - Ponownie przytupnęła nogą, jednak o wiele lżej, niż poprzednio.
- Jest ryzyko, jest przyjemność! - Zawołał w jej stronę. Tak, brakowało jej tylko beznadziejnych formułek do szczęścia... Westchnęła cicho z widoczną rezygnacją. Zaraz po tym wyjrzała przez okno, za którym panowała wszechobecna ciemność. Już tak późno? Szybko zleciało... Deszcz niemal całkiem ustał, tworząc, zapewne, przyjemną mżawkę. Naho wyglądała przez okno niczym zaczarowana i dostała nagłego zastrzyku energii.
- Chodźmy na dwór! - Zarządziła, wciąż wpatrując się w nocny krajobraz za szybą. Jej zapał jednak szybko wygasił się w momencie, gdy chłopak otworzył usta, by coś powiedzieć.
- I co chcesz tam niby robić? Grać w gumę? - Dlaczego nie może chociaż raz odpowiedzieć normalnie? Nie! Tym razem nie da się sprowokować.
- Bo uwierzę, że umiesz! A tak na serio... Nie wiem, cokolwiek. W końcu nie znam tego miejsca. - Kończąc wypowiedź, wzruszyła ramionami. Warto trochę zapoznać się z okolicą, a nocny spacer nikomu nie zaszkodzi. - To jak?
- Tak, znam się na gumkach, jak mało kto. Po za tym, ty chcesz się na ulicy bawić? Nie lepiej na holu? - Jego głupie komentarze tak okropnie irytują... Dziewczyna jęknęła zirytowana i nadymała policzki. Nie chcąc niepotrzebnie zdzierać głosu, milczała dłuższą chwilę. Oczywiście, jak było do przewidzenia, i tak nie wytrzymała.
- Po prostu rusz tyłek, chcę pozwiedzać!
- Spadaj ode mnie! Już ci pomogłem, nie jestem twoim ojcem.
- Podziękowałabym za takiego ojca... - Wzdrygnęła się już na samo wyobrażenie takiej rzeczywistości. - No chodź, prooszę! - Zawołała bezradnie. Jak ma niby przekonać takiego okropnego uparciucha?
- Boże, jaka ty jesteś wkurwiająca... Pierwszy raz czuję się tak bezradny. - Westchnął, kręcąc lekko głową.
- Oj, nie maarudź. Nie mogę być taka najgorsza! Poza tym, jeśli ze mną wyjdziesz, to później dam ci spokój. - Nastolatka uśmiechnęła się, chcąc dodać swoim słowom przekonania. Chłopak zignorował poniekąd jej słowa, zamyślając się.
- Jestem głodny. - Oznajmił po chwili ciszy. - Zjadłbym takie dobre kuleczki nadziewane czekoladą! - Jasnowłosa parsknęła cichym śmiechem. Naprawdę, przekupywać dorosłego dziada słodyczami...
- Kuleczki, serio? Człowieku, ile ty masz lat? Ale dobra... Jeśli ruszysz tyłek, to kupię ci je po drodze!
- Mam dwadzieścia lat, tak słabo u ciebie z pamięcią? Ach, ta dzisiejsza młodzież... Zgoda! Tylko ciekawi mnie, skąd będziesz wiedzieć, gdzie są sklepy.
- Oprowadzisz mnie...? - Spytała z niepewnością w głosie. Znając życie, pewnie od razu odmówi i wymyśli jej jakieś wielkie poszukiwania, a on będzie się wylegiwał u niej w pokoju. Całe szczęście tym razem odpowiedź brzmiała normalnie. Nawet, jeśli nie była zbyt pocieszająca...
- Pokażę ci tylko sklep. - Stwierdził, a Naho już wiedziała, że nieważne jakby próbowała go namówić, pewnie i tak się nie zgodzi. Ech... No cóż, lepsze to niż nic! Z taką myślą radośnie pognała na zewnątrz. Powietrze wciąż było wilgotne, także dziewczyna zaciągnęła się nim i uśmiechnęła szeroko. Przyjemne uczucie... Które zepsuł włóczący się za nią Satoru. Jego niezadowolenie, widocznie malujące się na twarzy, na pewno nie poprawia nastroju... Tak jak przypuszczała, chłopak faktycznie uparł się na ten jeden jedyny sklep z jego upragnionymi słodyczami. Mimo dalszego skomlenia towarzyszki, ten dalej nie odpuścił. Uparty dziad z niego... Jasnowłosa zmuszona była skapitulować i posłusznie podreptała za nim do wyznaczonego celu. Na miejscu kupiła mu te kuleczki i rzuciła w niego opakowaniem zirytowana.
- Masz te swoje czekoladki. - Prychnęła, krzyżując ręce na piersi. - To co teraz?

[Satoru? Wybacz za chamskie zwalenie dalszej części~]

poniedziałek, 12 września 2016

Od Naho - C.D Satoru

Gdy w końcu padł argument świadczący o ukróceniu ich wzajemnych męk, chłopak od niechcenia zgodził się zaprowadzić dziewczynę w odpowiednie miejsce. Mało zainteresowany, spoglądał przed siebie, ignorując nastolatkę. Jasnowłosa, wiedząc, iż mężczyzna ma jej wyraźnie dosyć, zmusiła się do milczenia całą drogę. Wystarczy jej kłótni na obecną chwilę... Przynajmniej myślała tak do momentu, w którym doszli do wyznaczonego miejsca i otrzymała, ponoć, potrzebne informacje. Niestety to, czego dowiedziała się później, na nowo wzbudziło w niej dopiero co opanowany gniew.
– Jak to nie mogę się stąd wydostać?! I jakie Sigmy mają na to zezwolenia?! - Wrzasnęła, a kilkanaście osób spojrzało na nią z niemałym zdezorientowaniem. Ta jednak nie zwracała na to większej uwagi, wywołując zamieszanie. Niestety zakończyło się to marnym skutkiem, gdyż osoba za ladą nie zmieniła zdania i nie miała zamiaru go zmienić w najbliższym czasie. Zrezygnowana pokręciła głową, mamrocząc pod nosem kilka przekleństw. Pieprzone więzienie... Odganiając na chwilę przygnębiające myśli, uświadomiła sobie, iż nie do końca orientuje się w tych wszystkich nazwach, jakie zdążyły zasypać jej umysł nieco wcześniej. Odwróciła głowę w stronę oddalającego się mężczyzny. O nie, nie ma tak łatwo! Jeszcze chwilę się z nią pomęczy. Zawołała go, jednak ten nie zareagował zbyt wesoło, a wręcz przeciwnie, pokazał, jak bardzo ma jej dosyć.
- Słuchaj, dostałaś numerek do swojego pokoju? W takim razie zapierdalaj teraz do windy. - Warknął w jej stronę. Jego zirytowanie przypominało nieco zezłoszczonego kiciusia, przez co na jej twarzy pojawił się lekki uśmieszek.
- Ojoj, olbrzymek się zdenerwował? - Spytała, udając smutek. - Boo hoo, tak się boję! Patrz, normalnie uciekam! - Dodała rozbawiona i odskoczyła dla demonstracji kilka kroków w tył, przez co ciemnowłosy spojrzał się na nią jak na idiotkę.
- Jak będziesz mnie tak irytować, to chuja ci pomogę... A jeśli już uciekasz, to zrób to raz, a porządnie. - Odpowiedział na jej wygłupy. Wiadomość niezbyt podpasowała dziewczynie, gdyż warto byłoby się dowiedzieć, o co chodzi z tymi alfami i innymi pierdołami. Wykrzywiła twarz w niezadowoleniu i westchnęła z rezygnacją.
- Dobra, dobra. To może łaskawie powiesz, o co z tym wszystkim chodzi? - Spytała, przyglądając mu się wyczekująco. Chłopak widocznie nie miał już siły na dalszy spór, także nastolatka nareszcie usłyszała to, co chciała wiedzieć. W sumie to średnio ją to interesowało, jednak jakąś wiedzę chyba wypada mieć. Ponoć ma tu spędzić spooro czasu... Już na samą myśl poczuła niezadowolenie i nudę.
- Długo już tu jesteś? - Sama nie była pewna, dlaczego o to spytała, jednak rozmowa niepolegająca na kłótni i wyzywaniu się byłaby miłą odmianą. Mężczyzna jednak nie do końca wyłapywał jej tok myślenia.
- Nie wiem. Wyglądam ci na kogoś, kto liczy takie rzeczy? - Spróbuj normalnie porozmawiać, niee, od razu zepsuje! Zirytowana wywróciła oczami, tupiąc lekko nogą.
- Jest w tobie cokolwiek ciekawego? - Zawołała, jednak już czuła, że odpowiedź będzie równie zbywająca, jak cała reszta.
- Nie mnie oceniać. - Stwierdził obojętnie. Tak jak przeczuwała... Chociaż nie powinna się dziwić, nie mieli zbyt przyjemnego startu. Uwolniony od kolejnych pytań, ruszył przed siebie, prawdopodobnie z zamiarem wyjścia, jednak jego plany pokrzyżowała pogoda, a dokładniej deszcz, przeradzający się szybko w ulewę. Naho podeszła do niego spokojnym krokiem i wystawiła rękę na zewnątrz.
- Hmm, to sobie jednak nie uciekniesz ode mnie. - Oznajmiła z filozoficzną miną, co w porównaniu z jej wyglądem musiało wyjść dosyć zabawnie. Złość ciemnowłosego otaczała go już niemal widoczną aurą, także dziewczyna postąpiła krok w bok. Nie miała ochoty robić za worek treningowy, a obecnie stała najbliżej.
- W sumie, też musisz mieszkać w tym budynku, no nie? - Zerknęłam na niego kątem oka.
- Taak, niestety tak... Źle wybrałem. - Pokręcił głową zamyślony. Cóż, przynajmniej będzie z kim się kłócić. Ach, gdyby tok rozumowania Naho naprawdę tak wyglądał...
Przez dłuższą chwilę panowało całkowite milczenie. Obydwoje wpatrywali się w krople deszczu, obijające wszystko, co stało na ich drodze. Dziewczyna zaczęła kiwać się na boki, nieco zmieszana nagłą ciszą. Powinna coś powiedzieć, prawda? Tylko co...? Zastanawiając się tak, w końcu wydusiła z siebie jakąś wypowiedź.
- Słuuchaj... - Zaczęła, przyglądając mu się. Nie usłyszała żadnego sprzeciwu, więc postanowiła kontynuować. - Nie mam ochoty się kłócić. Może tak od nowa? Tylko wiesz, spokojniej... Cisza ponownie opanowała całe pomieszczenie, które dziwnie opustoszało, chociaż kto by zwracał na to uwagę? Jasnowłosa już miała wycofać swoją wypowiedź, jednak chłopak w tej samej chwili wyciągnął do niej rękę.
- Niech ci będzie. Ale to nie zmienia faktu, że jesteś wkurwiająca. - Naho przyjrzała mu się i wybuchła głośnym śmiechem, jednak uścisnęła jego dłoń z uśmiechem.

[Satoru? c;]

niedziela, 11 września 2016

Od Naho - C.D Satoru

Dziewczyna, widząc próbę pozbycia się jej, automatycznie zacisnęła dłonie w pięści i przygryzła wargę. Ten człowiek chyba nie do końca rozumie, iż bezproblemowe zaakceptowanie tego miejsca nie jest nawet blisko jej obecnych planów. Zezłoszczona szarpnęła chłopaka za bluzkę, usilnie próbując go do siebie przyciągnąć. Niemal w tej samej sekundzie pożałowała wykonanego ruchu, jednak zakryła swoją niepewność w gniewnym spojrzeniu, jakim go teraz obdarzała.
- Słuchaj, nie pójdę sobie, póki nie wydostanę się z tego pieprzonego miasta, więc bądź milszy, dobrze? - Wycedziła cicho. Chłopak jedynie westchnął, po czym powtórzył jej ruch, jednak o wiele skuteczniej. Nastolatkę przeszły nieprzyjemne dreszcze, jednak wciąż starała się wyglądać na niewzruszoną. W końcu nie może jej skrzywdzić, przecież są na widoku... Przynajmniej taką żywiła nadzieję.
- Słuchaj, księżniczko. Gówno obchodzi mnie to, że się stąd nie wydostaniesz. - Stwierdził zirytowany całą sytuacją. - Szczerze, jeśli sprawia ci to ból, niezmiernie się cieszę. - Dodał, chichocząc przy tym z uśmiechem. - O, mam pomysł. Idź do tego najwyższego budynku, tam gdzie siedzą naukowcy, weź się na nich rzuć, zabiją cię i będzie po sprawie. Hmm? - Zasugerował, wciąż wykrzywiając twarz w uśmiechu, który tak bardzo irytował jasnowłosą. Idiota! Dlaczego ze wszystkich osób musiała wpaść na takiego buca? Najchętniej zdzieliłaby mu już z liścia, jednak zamiast tego westchnęła z nutą rezygnacji w głosie.
- Jesteś beznadziejny. Masz tu w ogóle jakichś przyjaciół?
- Nie. Ty będziesz pierwsza. - Stwierdził z cwaniackim uśmiechem. Dziewczyna przyjrzała mu się krzywo, jakby zobaczyła co najmniej istotę z obcej planety.
- Widzę pewność siebie cię nie opuszcza. Skąd pomysł, że się na to zgodzę? - Zapytała, krzyżując ręce na piersi. Obecnie był ostatnią osobą, z jaką miała ochotę rozmawiać dłużej, niż to potrzebne.
- Kto ci powiedział, że musisz się zgodzić? - Też pytanie! Jego samolubne podejście denerwowało dziewczynę coraz bardziej i tylko resztka zdrowego rozsądku powstrzymywała ją, by go nie uderzyć. Rozejrzała się bezradnie na boki, jakby szukając jakiejkolwiek pomocy. Oczywistym było jednak, iż nic takiego nie odnalazła.
- Nikt, bo nie mam zamiaru się z tobą trzymać! Buc. - Zawołała, ostatnie słowo dodając pod nosem. Kiedy w końcu ta beznadziejna rozmowa się urwie i nareszcie będzie mogła odejść w swoją stronę? Mężczyzna jakby wyczuł jej myśli, zadając kolejne pytania.
- To dlaczego mnie nie opuścisz? Boisz się, że będę smutny? - Mówiąc to, jego denerwujący uśmieszek przerodził się w przesadny smutek. Jasnowłosa przygryzła policzki od wewnątrz, mierząc go ponurym spojrzeniem.
- Smutek to ci się należy! I tak już szłam...! - Zawołała, unosząc dumnie głowę i zawróciła na pięcie, chcąc odejść, jednak szybko uświadomiła sobie, iż kompletnie nie zna okolicy i tylko bardziej się zgubi. Nieco zażenowana, odwróciła się do niego z zakłopotanym wyrazem twarzy, który już sam za siebie prosił o pomoc.

[Satoru?]

Od Naho - Do Satoru

Powiew wiatru targał niezgrabnie upiętymi włosami, wystającymi sponad toczka dziewczyny. Ona jednak nie zwracała uwagi na tak mało ważny szczegół, śmiejąc się głośno. Docisnęła łydki, popędzając swojego karego wierzchowca i pochyliła się nieco bardziej do przodu. Zwierzę posłusznie przeszło do cwału, brykając przy tym kilka razy. Obydwoje odczuwali pełnię szczęścia, pędząc po pięknej, kwiecistej łące, czystej od wszelkich zanieczyszczeń, wolnej od hałasu. Wymarzone wręcz miejsce na przejażdżkę przy zachodzie słońca, nieprawdaż? Z daleka, wśród tego urzekającego krajobrazu, dostrzec można było niewielkie jezioro. Woda tam była niemal nieskazitelna, gdyż mało osób o nim wiedziało. Nastolatka zawahała się przez ułamek sekundy, jednak energicznie pokręciła głową i z uśmiechem naprowadziła konia na zbiornik wodny. Ten, z jeszcze większą radością, wbiegł gwałtownie do wody, rozchlapując ją na wszystkie strony. Dziewczyna pisnęła, przeszyta nagłym chłodem, jednak chwilę później zeskoczyła z siodła, płynąc obok swojego towarzysza. Aż chciałoby się, by ta chwila trwała wiecznie... Niestety, czas minął nieubłagalnie szybko. Pierwsze gwiazdy wzeszły, rozświetlając ciemne, nocne niebo. Choć niechętnie, obydwoje ruszyli spokojnym tempem w stronę domu. Wieczorna kąpiel dała się we znaki i Naho zaczęła szczebiotać zębami z zimna. By całkiem nie przemarznąć i nie obudzić się rano z gorączką, postanowiła nieco przyspieszyć. Na szczęście, budynek nie znajdował się szczególnie daleko i niedługo później dotarli bezproblemowo na miejsce. Sprawnie lądując na ziemi, dziewczyna szybko uporała się z całym sprzętem, przewieszając go niechlujnie przez drzwi boksu. Wygrzebała z kieszeni kilka smakołyków i, ku jego zadowoleniu, poczęstowała się nimi z Dantem. Wzięła w garść nieco słomy i przetarła nią zwierzaka, po czym wtuliła się w niego i wyszła ze stajni. Westchnęła przeciągle, dając upust swojemu zmęczeniu z całego dnia. Spojrzała na swój mało schludny wygląd i, by uniknąć kłótni, wdrapała się do pokoju przez okno. Nie pierwszy raz wybrała ten sposób, jednak zdążyła do tego przywyknąć. Wzięła szybki prysznic i narzuciła na siebie coś luźnego, opadając ociężale na łóżko.
Poranek kolejnego, słonecznego dnia. Nic nie wskazywało na to, by coś miało pójść inaczej, niż zwykle. Czegóż chcieć więcej? Tak przynajmniej się wydawało, do czasu...
- Naho? Coś z nią nie tak? - Do uszu dziewczyny dobiegł zaniepokojony głos kobiety w średnim wieku, jej matki. Słysząc swoje imię i ton rodzicielki, podeszła zaciekawiona pod drzwi i nachyliła się nad zamkiem, by nic nie umknęło jej uwadze.
- Chcielibyśmy wymienić z nią kilka słów... - Odpowiedział spokojnym, lecz stanowczym głosem nieznany mężczyzna. Chociaż, czy naprawdę był taki obcy? Nareszcie, regulując widoczność, jasnowłosa dostrzegła przez dziurę znajomą sylwetkę. Tylko skąd znała tego człowieka...? Moment, w którym to sobie uświadomiła, prawdopodobnie był jednym z gorszych odczuć w całym życiu. Jej źrenice gwałtownie się zmniejszyły, a ręce zaczęły drżeć. Już od jakiegoś czasu użerała się z natrętami, którzy nazywali siebie naukowcami, czy coś w tym stylu. Ciągle wspominali o jakimś mieście pod kopułą i próbowali namówić ją na dobrowolną przeprowadzkę tam. Tylko po co? Nigdy tego nie chciała. Niestety, wraz z odmową, mężczyźni coraz bardziej na nią naciskali, aż w końcu postanowili zaciągnąć ją tam siłą. Przez kilka dni, za każdym razem wywoziła ich w pole, jednak musieli zdobyć skądś adres jej zamieszkania. Zestresowana przygryzła wargę i, nie chcąc marnować więcej czasu, przebrała się w czyste ciuchy, a następnie podbiegła cicho do okna, wyskakując przez nie. Nie przewidziała jednak ilości osób, jaką przysłali i od razu ją otoczono. Niezrażona, zagwizdała głośno i niemal w tym samym momencie ze stajni wybiegł jej wierzchowiec. Uśmiechnęła się przebiegle i wskoczyła na grzbiet konia, wyjeżdżając z utworzonego przez wrogów okręgu. Nie dostaną jej tak łatwo, nie ma mowy! Zadowolona z siebie, popędziła towarzysza w głąb lasu.
Minęło kilka godzin od nieudanej próby uprowadzenia. To chyba wystarczająco długo, by móc wrócić do domu? Przecież nie będą jej gonić cały dzień... Z taką myślą nakierowała zwierzaka na odpowiedni kierunek. Całkowicie tracąc czujność, podjechała pod budynek i puściła wolno konia, by mógł się jeszcze wypasać. Już miała zamiar wrócić do domu, gdy nagle nogi mimowolnie ugięły się pod nią, a przed jej oczami nastąpiła wszechobecna ciemność. Co się stało? Nie miała pojęcia. Nie wiedziała też, ile to już minęło, odkąd straciła przytomność. Nie mogła jednak dłużej nad tym główkować, gdyż powoli zaczynała się przebudzać. Oślepiający blask dotarł do jej oczu i odruchowo zasłoniła się ręką, jednak chwilę później odsłoniła sobie widok, wyprostowując się do siadu. Rozejrzała się po skromnie rozporządzonym pomieszczeniu, nie mając pojęcia, gdzie się znajduje. W brzuchu poczuła znajomy ucisk, oznaczający stres. Chciała zacząć krzyczeć, jednak głos ugrzązł jej w gardle, nie pozwalając wydobyć z siebie choćby najcichszego dźwięku. Chcąc zrozumieć, co się stało, doznała szoku. Nie mogła przypomnieć sobie niczego. Jedyne co pamiętała, to swoje imię, nazwisko, czy też wiek, ale... Dlaczego tylko to? Straciła pamięć? Jak to...? Od czego? Coraz więcej pytań napływało do jej głowy, wprawiając ją w jeszcze większe przerażenie. Wzięła kilka głębokich oddechów, próbując się uspokoić. Nie może teraz dać porwać się emocjom. Inaczej nie dowie się, o co chodzi... Przymknęła oczy, całkowicie skupiając myśli na przeszłych wydarzeniach, jednak w jej głowie panowała całkowita pustka. Zirytowana tym faktem zacisnęła dłonie w pięści, ledwo hamując złość. Wymamrotała pod nosem kilka przekleństw i wygramoliła się szybko z łóżka. Nigdy nie zrozumie, co się stało, jeśli całe życie przeleży na jakimś głupim posłaniu. Z taką myślą wyszła energicznym krokiem z budynku. Ponownie się rozejrzała, jednak dalej nie dostrzegała niczego znajomego. Miasto wydawało się całkowicie obce. Pozostawiona na pastwę losu, zaczęła błądzić między uliczkami. Po jakimś czasie poszukiwań, zrezygnowana oparła się o ścianę budynku. Czuła się całkowicie zagubiona i pozostawiona na pastwę losu. Co ma teraz zrobić? W ogóle nie zna okolicy, a pewnie nawet nie trafi z powrotem do poprzedniego mieszkania. Przez chwilę wpatrywała się tępo w beton, aż w końcu doznała olśnienia i postanowiła kogoś spytać o pomoc. Może jakaś znajoma nazwa odświeży jej pamięć? Z nową nadzieją odszukała wzrokiem najbliższej osoby i podbiegła do niej. Z bliska zauważyła, iż był to jakiś obcy mężczyzna. Niezrażona pociągnęła go za rękaw.
- Słuchaj, mam dzisiaj okropny dzień, więc zwięźle i na temat, dobrze? Gdzie my się znajdujemy? - Spytała, przyglądając się chłopakowi.

[Satoru? ^^]