Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natsume. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natsume. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 sierpnia 2016

[Event #1] Od Natsume - C.D Hyou

Po raz już kolejny, nie wiedziałem jak mam skomentować postępowanie naukowców. Czasami zastanawiam się, kto tu jest mądrym, wykształconym człowiekiem. My, czy oni? Bo miałem co do tego niemałe wątpliwości, szczególnie w tym momencie. Dysponują odpowiednimi siłami, żeby zastraszać cały ośrodek, trzymając wiele Arcan w ryzach, a nie potrafią rozprawić się z kimś takim? Najlepiej jak zwykle było wysłać nas, żebyśmy zakończyli ich problemy. W dodatku tak jak mówiła dziewczyna, nawet pomimo naszych rang, ta misja może być dla nas zbyt ciężka. Naukowiec tylko się na to uśmiechnął i zachęcił mnie do tego, żebym usiadł obok nich na kanapie. Niechętnie, jednak ostatecznie wykonałem jego polecenie, wyłaniając się z półmroku. Usiadłem obok białowłosej, przez chwilę wpatrując się w jej oczy. Były bardzo podobne do tych moich, zarówno pod względem koloru jak i dzikości, która się w nich kryła. Szybko jednak przeniosłem znowu wzrok na naukowca, bądź co bądź, miałem obowiązek go wysłuchać, nie ważne jak bardzo ich nienawidziłem.
- Waszym zadaniem będzie nie tyle co pokonanie Vasqueza Lacroixa, co zebranie odpowiedniej ilości Arcan do wykonania tego zadania. – naukowiec odchrząknął, po czym wziął łyk wody. – Jednak nalegałbym, żeby jedno z was się tym zajęło, drugie będzie mi potrzebne tutaj… Projekcie S59, podołasz temu zadaniu?
Nie odpowiedziałem na zaczepkę naukowca, po prostu wstałem bez słowa wychodząc z pomieszczenia. Że niby ja mam być odpowiedzialny za znalezienie bandy dzikusów, która pomoże nam pokonać najprawdopodobniej najniebezpieczniejszego gościa władającego Arcaną? Już widzę, jak przyprowadzam ze sobą tłumy chętnych. Zanim wyszedłem z budynku, usłyszałem głos naukowca, że mam godzinę. Jeszcze czego. Westchnąłem, kręcąc głową z niedowierzaniem. Zebranie odpowiedniej ilości osób wymaga trochę czasu, dzień lub dwa… a nie godzinę. Chcieli, żebyśmy wyruszyli natychmiastowo? W takim wypadku sprawa musiała być poważniejsza, niż mogłoby się nam wydawać.
- Madara. – powiedziałem cicho i w tym samym momencie poczułem jak coś ciepłego siada mi na ramieniu – Pomożesz mi… za godzinę widzę Cię tutaj z powrotem z przynajmniej pięcioma osobami.
Kot zmrużył oczy, jednak nie mówiąc już nic więcej, po prostu zniknął. Godzina, tak? Zacznę więc od osób, o których dużo się tutaj mówi.
 Minęło już 50 minut, a większość osób, z którymi miałem przyjemność rozmawiać, zamykała mi drzwi przed nosem. Nie spodziewałem się jednak czegoś nadzwyczajnego, kiedy w Parku dorwałem grupkę… 30 Arcan, tylko 2 z nich zgodziły się nam pomóc. Nikt nie palił się do tak ryzykownej misji. Bądź co bądź, większość osób w centrum, starało się prowadzić normalny, sielankowy tryb życia.
 Kiedy nastała już godzina spotkania, z głośnym westchnięciem, udałem się do budynku w którym mieszkali naukowcy. Pomimo tak ciężkich poszukiwać, łącznie było nas piętnastu. 2 Sigmy, 3 Alfy, 3 Bety oraz 7 Gamm, one zdecydowanie liczebnie przewyższały nasz skład. Wraz z białowłosą, której imienia nadal nie znałem, stanęliśmy na środku, przypatrując się wszystkim zgromadzonym Arcaną. Nikogo z nich nie kojarzyłem, za wyjątkiem Mai która musiała tutaj zostać zaciągnięta przez ducha, ponieważ nie przypominam sobie rozmowy z nią.
- Tak więc jak już wszyscy zdajecie sobie sprawę – naukowiec stanął przed nami, poprawiając swoje krzywe okularki – Zebraliśmy się tutaj wszyscy w jednym celu, dokładnie, w celu schwytania Vasqueza Lacroixa, groźnego posiadacza Arcany, której dokładne pochodzenie nie jest nam znane. Wszyscy z obecnych, zdają sobie sprawę z zagrożenia, oraz możliwości polegnięcia.
Naukowiec jeszcze przez chwilę nawijał, powtarzając im dokładnie to samo co mówił jakąś godzinę mi oraz drugiej Sigmie. O jego zdolności widzenia w ciemności i takich pierdołach. Po chwili przyszedł ten okropny moment, kiedy wszyscy mieli się sobie przedstawić. Jak nakazywał ładny zwyczaj, pierwszeństwo miały kobiety, więc białowłosa wystąpiła do przodu.
- Hyou Yukimura, Sigma z Plutonu Alfa.
- Natsume Takashi, Sigma z Plutonu Beta.
Po nas, przyszła kolej na pozostałych. Anjika, Mai, Shino, Arya, Lou, Chie, Taiga, Toshiro, Enzo, Sebastian, Aaron, Kaito oraz Lee. Wiele z Arcan, posiadało ciekawe umiejętności, które mogliśmy wykorzystać w wielu sytuacjach. Aaron władający swoją własną krwią, zwinny Lee, posługujące się żywiołami Arcany… nie potrafiłem spamiętać kto specjalizował się czym po ich imionach. Będę potrzebował chwili, żeby spamiętać tyle imion.
- Skoro się już zapoznaliśmy – zaczęła Hyou, spoglądając na naukowca – Kiedy mamy wyruszyć?
- Dobre pytanie. Zostaniecie zaraz wyposażeni w przedmioty, które będą wam niezbędne podczas waszej misji. Dostaniecie odpowiednie odzienie, prowiant… oraz broń, chociaż nie polegałbym na waszym miejscu na zwykłym scyzoryku. Otrzymacie oczywiście skromne środki, które pomogą wam przetrwać przez jakiś czas poza ośrodkiem. Jest godzina 20:08, równo o 22:00 powinniście wyruszyć z ośrodka, a następnie udać się do pierwszego miasta. – ponownie wskazał na mapę.
- Ile zajmie nam wykonanie tego zadania? – zapytałem przeczesując palcami swoje włosy, byłem nieco zmęczony.
- To zależy od tego, jak szybko się z tym uwiniecie. Pamiętajcie, pośpiech nie jest tutaj wskazany, macie działać ostrożnie oraz rozważnie. Pamiętajcie o współpracy, oraz o dokładnym planie działania. Niech nikt nie działa w pojedynkę, to już nie są głupie zabawy na terenie ośrodka. – powiedział poważnym tonem, zwijając mapę.
Wszyscy rozejrzeli się po sobie, nawet ja czułem się w tym momencie nie do końca pewnie.

(Anjika co dalej?)

[824 słów]

sobota, 6 sierpnia 2016

Od Natsume - C.D Mai

Godzina 18? W sumie czemu nie, do ośrodka mamy jakieś piętnaście minut drogi, nie powinniśmy się spóźnić. Powiedziałem dziewczynie, że z chęcią i na tym na razie zakończyliśmy temat. Oboje byliśmy zbyt głodni, żeby dalej prowadzić jakąkolwiek rozmowę. Czekaliśmy tak jeszcze parę minut na swoje zamówienie, co doprowadzało mnie do szału, jeśli chodzi o jedzenie, bywałem strasznie niecierpliwy. Kiedy wreszcie dostaliśmy nasze zamówienie, podziękowaliśmy i zaczęliśmy jeść. Jakimś dziwnym przypadkiem, ja i dziewczyna zamówiliśmy dokładnie to samo, czyli rybę z frytkami. Jedynie nasze napoje się różniły. Dziewczyna zamówiła colę, ja natomiast zostałem przy niegazowanej wodzie, za słodkimi napojami również nie przepadałem. No pomijając chyba tą gorzką czekoladę którą dostałem u dziewczyny, ona była całkiem znośna.
- Smacznego – powiedziałem do dziewczyny z delikatnym uśmiechem.
- Dziękuję i nawzajem – odpowiedziała krojąc rybę.
Zaśmiałem się cicho dalej jedząc. Nie spędziliśmy tam zbyt dużo czasu, byliśmy zbyt głodni, żeby jeść pół godziny jak to robili niektórzy w tej restauracji. Kiedy tylko skończyliśmy, postanowiliśmy się przejść, plaża zaczeka, a skoro w mieście nie ma aż tylu osób co przed chwilą, to czemu by z tego nie skorzystać? Wpierw weszliśmy do jakiegoś sklepu z pamiątkami, w którym była cudowna klimatyzacja. Stałem przy niej praktycznie przez cały czas, w którym Mai chodziła po małym sklepiku dotykając wszystko i przyglądając się wszystkiemu. Dla mnie to nie było może tak bardzo niezwykłe jak dla niej, ponieważ mogłem to mieć na co dzień, ale i tak miło mi się na nią patrzyło. To jej zafascynowanie, radość… od razu robiło się weselej. Może jeszcze kiedyś pójdziemy gdzieś indziej? O ile tylko będzie chciała… ale na pewno nie będzie to w najbliższym czasie, gorzko bym tego pożałował jeśli chodzi o naukowców.
- Patrz jakie fajne – powiedziała Mai z figurką delfina – Jak myślisz, moglibyśmy jakiegoś spotkać?
- Nie sądzę… chociaż w okolicy jest jakieś oceanarium czy coś w tym stylu… moglibyśmy tam zajrzeć, do 18 jeszcze sporo czasu.
- Masz rację… ale wpierw chciałabym się jeszcze rozejrzeć po kilku sklepach – zrobiła wręcz taką błagalną minkę, co mnie zdziwiło, nie musiała mnie o nic błagać, nie było to dla mnie problemem.
- W porządku – ponownie rozczochrałem jej włosy, również podchodząc do pamiątek – Chcesz coś? – kiedy dziewczyna pokręciła szybko główką, zaśmiałem się. – Wiem, że chcesz.
Ostatecznie kupiłem jej ładną, cieniutką bransoletkę która od razu założyła na swój nadgarstek. Przez jakąś godzinę łaziliśmy po kolejnych sklepach, jednak nie było w nich nic ciekawego, co można by było kupić. Dlatego nie mając nic do roboty, poszukaliśmy oceanarium, nie było go ciężko znaleźć. Praktycznie każdy wiedział jak tam dojść, więc z pomocą starszego Pana, dotarliśmy tam w pięć minut.
~
- Natsu chodź, mamy jeszcze piętnaście minut!
- No spokojnie, spokojnie zdążymy – powiedziałem spoglądając na zegarek.
17:45 mam nadzieję, że przynajmniej będzie tam chociaż trochę miejsca. W pobliżu długiego molo, były szafki w których można było zostawić swoje torby oraz plecaki, to w sumie dobrze, ponieważ tylko by nam zawadzały. Odstawiliśmy swoje rzeczy i już za chwilę polecieliśmy do miejsca rozpoczęcia.  Potańcówka zaczęła się równo o godzinie 18:00 tak jak pisało na ogłoszeniu, szkoda, że sztuczne ognie są dopiero o 23:00… dwie godziny wcześniej mamy być już w ośrodku. Z początku, przyznam szczerze, zachowywałem się drętwo, zresztą jak zwykle. Nawet wtedy, kiedy ktoś poprosił Mai do tańca, nie zareagowałem zbytnio, po prostu stałem opierając się o balustradę, pijąc już drugi kubeczek piwa.
- Natsume – powiedziała wreszcie dziewczyna kiedy skończyła już tańczyć – Jest dopiero 19… nie przesadź, nie dociągnę Cię potem do ośrodka – zaśmiała się.
- Ha, ha, ha – burknąłem – Nie będzie takiej potrzeby…
- No chodź, nie stój i nie udawaj kolejnego słupka – powiedziała ciągnąc mnie za dłoń
Dopiłem szybko piwo które wyrzuciłem do kosza i poszedłem za dziewczyną, no cóż, ładnie ułożony Natsu… to będzie coś nowego. Przez chwilę stałem tak jak kołek, nie wiedząc co mam ze sobą zrobić. Wszyscy tańczyli, śpiewali i śmiali się, nie odnajdywałem się nigdy na takich zabawach [no chyba, że będąc pod wpływem… no ale nie ręczę za siebie wtedy 8)))]. Dziewczyna jednak nie chciała mi odpuścić, rany… jaki uparciuch. W końcu jednak mnie ‘’przełamała’’ i nawet spodobał mi się klimat pasujący tutaj. Zanim się spostrzegliśmy, dochodziła już godzina 21.
- O cholera… Mai musimy wracać. – powiedziałem przerywając nasz taniec [dziki taniec tarzanów pewno].
- Nie możemy zostać dłużej… chciałabym zobaczyć sztuczne ognie…
Będziemy wtedy spóźnieni ponad dwie godziny, nie wiem jak zareagują naukowcy… ale z jakiegoś powodu, ja również nie chciałem wracać. Westchnąłem i ostatecznie zgodziłem się, jestem gotów przyjąć potem wszelkie konsekwencje na siebie. Zresztą i tak pewnie nie będą się do niej z tym odzywać, tylko polecą do mnie… no ale trudno. Parę razy, schodziliśmy z mola, żeby coś przegryźć lub po prostu odpocząć, jednak ostatecznie dotrwaliśmy do tej 23. Z początku wiele się nie działo, kilka pojedynczych wystrzałów. Jednak już po chwili, niebo rozjaśniły przeróżne kolory, oraz kształty. Mai z wrażenia, stojąc do mnie tyłem oparła się o moją klatkę piersiową, z uśmiechem oglądając sztuczne ognie. Położyłem dłonie na jej ramionach, również się temu przyglądając.

(Mai? Chyba mamy przekichane xddd)

środa, 3 sierpnia 2016

Od Natsume - C.D Mai

Naprawdę byłem zadowolony z tego, że dziewczynie się tutaj podoba. Nie często miałem okazję wyjść poza ośrodek, a w dodatku z kimś innym. Nie mówiąc już o tym, że Mai nie była Sigmą. Nadal trochę nie dowierzałem, że tak łatwo było mi ich przekonać do zabrania jej poza kopułę ośrodka. Normalnie było to dla mnie tak nienaturalne, że czułem w tym jakiś podstęp… ale później będę się o to martwił. Nadal mieliśmy cały dzień, który mogliśmy dosyć ciekawie i fajnie wykorzystać, będąc tutaj. Aktualnie jednak zajęci byliśmy znalezieniem jakiegoś skrawka plaży dla siebie, wszędzie pełno było jednak już ludzi. Minęło dobre piętnaście minut, zanim udało nam się coś znaleźć, ale chyba było warto. Za nami była jakaś knajpka, gdzie możemy iść potem na obiad. Rozłożyliśmy ręczniki, wciskając się gdzieś. Usiadłem na swoim ręczniku, zdejmując koszulkę, teoretycznie mógłbym już iść do morza, ponieważ kąpielówki już miałem na sobie.
- Nie wzięłaś stroju kąpielowego? – zapytałem dziewczynę która nadal nie ściągała swojego ubrania.
- Nie mam – pokręciła głową.
- Jeśli chcesz, możemy iść kupić… za ulicą są jakieś sklepy ze strojami i sprzętem do plażowania… - I nie, nie mów, że nie trzeba… kupię Ci.
Zrezygnowana dziewczyna, nie miała już nic do gadania więc poszła ze mną. Wcześniej jeszcze poprosiliśmy jakąś parkę, która siedziała obok nas, o popilnowanie naszego miejsca. Sprawę z kostiumem Mai załatwiliśmy szybko, wybrała tak naprawdę pierwszy lepszy, z jak najniższą ceną. Zapłaciłem za zakup dziewczyny, następnie mierzwiąc jej białe włosy.
- Głupol – powiedziałem prychając, po chwili się jednak uśmiechnąłem. – Tam są przebieralnie, przebierz się i idziemy do morza.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł…
- Dlaczego? – zapytałem zdziwiony.
- Nie… nie potrafię pływać – powiedziała zarumieniona.
A więc w tym jest problem. Teraz trochę mi głupio, że wyciągnąłem dziewczynę w takie miejsce, mogłem pomyśleć o czymś innym. Ale z drugiej strony, nie wiedziałem o tym.
- To nic – uśmiechnąłem się – Nie pozwolę Ci utonąć, chodź… będzie fajnie.
Dziewczyna jeszcze przez chwilę stała tak niepewnie, zastanawiając się, jednak niepewnie przytaknęła i powiedziała, że zaraz wraca. Poczekałem chwilę na dziewczynę, która przebrała się szybko i sprawnie. Ciężko było mi to przyznać, jednak ciało dziewczyny idealnie prezentowało się w jej nowym kostiumie kąpielowym. Zanim weszliśmy do wody, Mai odstawiła swoje ubrania do torby, która grzecznie leżała sobie na kocyku. Nie, nie było tutaj nawet mowy o kradzieży, jakby nie patrzeć, plaża była naprawdę pilnie strzeżona… plus musiałbym potem pogratulować ewentualnemu złodziejaszkowi osobiście, a to nie byłoby dla tego kogoś ciekawe. Podeszliśmy do wody, która była chłodna, nie była jednak lodowata, po prostu idealna w taką gorącą pogodę.
- Wchodzimy? – zapytałem.
- Ja… ja sama nie wiem.
- Nie pójdziemy daleko, możesz złapać mnie za rękę. – powiedziałem wyciągając w jej stronę dłoń.
Z początku spojrzała na mnie jakoś tak dziwnie, jakbym zaproponował jej niewiadomo co. Jednak ostatecznie złapała mnie za dłoń z uśmiechem, chyba jednak trochę mi ufała… Poprowadziłem ją powoli przed siebie i zatrzymałem się, kiedy woda sięgała jej do pasa. Zniżyłem się nieco, nadal trzymając ją za rękę, byłem teraz na tej samej wysokości co ona. Delikatnie, pociągnąłem ją w swoją stronę.
- Nie wiem, czy chcę iść dalej…
- Nauczę Cię kiedyś pływać, zobaczysz – zaśmiałem się.
- Jak chcesz.
Chwilę tak… pochodziliśmy? Popływaliśmy? Nie mam pojęcia, jak to dokładniej nazwać. Wyszliśmy może po piętnastu minutach, ponieważ Mai zrobiło się zimno. Kiedy tylko usiedliśmy na swoich ręcznikach, dziewczyna wyjęła ze swojej torby jeszcze jeden, zarzucając go na swoje plecy i wycierając się.
- Nie spieczesz się? – zapytałem spoglądając na jej bladą skórę.
- No może trochę… racja, posmaruję się kremem.
Wyciągnęła z torby krem, który zaczęła wcierać w całe swoje ciało. Może troszkę mi się zdawało, ale koniuszek jej nosa, już zaczął się robić czerwoniutki. Jakoś tak odruchowo się uśmiechnąłem, na całe szczęście mnie nigdy nie opalało na takiego buraczka, tylko od razu na ‘’złoto’’ niezależnie od tego, jak bardzo świeciło słoneczko.
- Em Natsu… - usłyszałem po chwili cichy głos dziewczyny – Pomógłbyś mi z plecami?
- Co? – zapytałem jak głupi – Ach… tak, jasne!
Przysunąłem się do niej, biorąc krem i nabierając go trochę na dłonie. Rozprowadziłem go po jej plecach, które już zaczęły się robić ciepłe, jeszcze chwila i naprawdę zrobiłby się z niej taki uroczy raczek. Kiedy skończyłem, oddałem jej krem, następnie kładąc się na swojej połowie [ach te połączone ręczniczki 8)]. Miałem teraz ochotę poleniuchować na słoneczku, czyli najpewniej zdrzemnąć się.

(Mai?)

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Od Natsume - C.D Mai

Kiedy wróciliśmy do mieszkania dziewczyny, po tej całej akcji z szafą, na nowo usiedliśmy na kanapie. Dopiłem gorącą czekoladę, która na całe szczęście, była gorzką czekoladą, ponieważ NIENAWIDZIŁEM słodkich rzeczy. Odstawiłem już pusty kubek na stolik, dalej rozmawiając z dziewczyną. Zazwyczaj nie byłem skory do rozmowy, ale dzisiaj byłem aż za bardzo wylewny. Rozmawialiśmy praktycznie o wszystkim, o naszych umiejętnościach, zainteresowaniach… ulubionych rzeczach, już nawet nie do końca pamiętam o czym rozmawialiśmy. Myślę, że łatwo było mi się z nią dogadać z tego względu, że sama była spokojna. Nie przepadałem za głośnymi, gwałtownymi osobami. Ją otaczała taka aura opanowania, ciszy i spokoju, wszystko co mówiła było przemyślane. Kiedy tak śmiałem się po raz kolejny, zerknąłem na zegarek. Dochodziła już dwudziesta trzecia.
- Chyba się zasiedziałem i to strasznie… - powiedziałem palcami przeczesując swoje blond włosy – Przepraszam, że siedzę tutaj tak długo… będę się już zbierał.
- Nie, nic nie szkodzi… sama nie zauważyłam która to już jest godzina – powiedziała z uśmiechem, po chwili zakrywając usta ziewając.
- Przepraszam za kłopot i dziękuję… było fajnie – uśmiechnąłem się.
~
Wyszedłem spod prysznica, ręcznikiem wycierając swoje włoski. Przebrałem się w piżamę, wychodząc z łazienki napotkałem się na Madarę, który zmierzył mnie tym swoim kocim spojrzeniem.
- Coś późno wróciłeś Natsume, co w wy tam robliście? – zapytał Madara dreptają obok mnie, czułem się jak taka osaczona zwierzyna – Masz na to jakieś wytłumaczenie.
- Jeszcze tego brakuje, żebym musiał się tłumaczyć własnej Arcanie – warknąłem podnosząc go za skórę na karku, a w sumie… i tak by go nie zabolało gdybym złapał za taki ogon czy coś. – N-I-E T-W-Ó-J interes.
Kiedy postawiłem go na ziemi uśmiechnąłem się tylko przelotnie, wszedłem do pokoju i szybko zamknąłem za sobą drzwi. W sumie zawaliłem, bo nie poświęciłem dzisiaj dużo czasu Tarze… ale jeśli chodzi o nią, to w jej kwestii naprawdę mogę zaufać Madarze.
~
Po porannym spacerze z dziewczyną, wróciłem do domu cały zmachany. Jak wczoraj było nieprzyjemnie, bo padało, to dzisiaj postanowili nam zrobić klimat jak na pustyni. Duszno, wysokie ciśnienie a w dodatku ta temperatura. Ile było, ponad 40 stopni?
- Natsume… ratuj – Madara uwiesił się mojej nogi. – Lody… zrób to dla mnie, dużo lodów.
- Dobrze, złaź…
Jakoś nie potrafiłem mu odmówić, tym bardziej, że sam bym się ochłodził. Czasami dobrze zrobić nawet dla takiej cholery, dzień dobroci dla zwierząt. Wyszedłem z apartamentu po dosłownie minucie, kierując się do pobliskiego sklepu. Na zewnątrz było tak samo mało osób co wczoraj, oni chcą nas tutaj zabić? Jak na razie dobrze im idzie. Wszedłem do sklepu, gdzie chyba aktualnie zamieszkam, w porównaniu do temperatury na zewnątrz, tutaj było chłodno i przyjemnie. Pewnie stałbym tak w wejściu z godzinę, kiedy przypomniałem sobie o Madarze. Podszedłem do lodówki, wyjmując parę lodów na patyku, nawet nie wiedziałem co biorę.
- Cześć – ktoś dotknął mojego ramienia.
Zdziwiony odwróciłem się powoli do tyłu, na widok Mai stojącej za mną delikatnie się uśmiechnąłem.
- Cześć – odpowiedziałem – Co robisz w taką pogodę tutaj?
- Chciałam kupić lody – uśmiechnęła się widząc, że ja również przybyłem tutaj w tym samym celu.
Zaśmiałem się cicho, robiąc jej miejsce. Poczekałem, aż dziewczyna wybierze coś dla siebie i podeszliśmy do kasy.
- Może wpadniesz do nas, co? – zapytałem.
- Jasne, ale jak tylko odstawię swoje rzeczy… a co, planujesz coś porobić?
- Mało co można zrobić na taką pogodę… no chyba, że… chociaż wątpię, żeby naukowcy mi na to pozwolili.
- Ale na co? – zapytała zaciekawiona.
- To będzie niespodzianka – uśmiechnąłem się kładąc dłoń na jej głowie. – Przyjdę po Ciebie, bo nie chcę nic obiecywać.
Dziewczyna przytaknęła i tutaj też się rozeszliśmy. Kiedy tylko wszedłem do domu, Madara porwał siatkę, nawet się nie podzieli… No nic, zamiast tego, udałem się do naukowców. Były nie małe problemy, żeby przekonać ich co do tego wypadu, jednak ostatecznie się zgodzili. Mieliśmy tylko wrócić przed 21, zupełnie jak takie dzieci. W sumie to w porządku, teraz była godzina 9:15… czyli cały dzień przed nami. Spakowałem sobie najpotrzebniejsze rzeczy, przebrałem się i wyszedłem do dziewczyny. Dojście do jej apartamentu nie zajęło mi zbyt wiele, już po chwili stałem pod jej drzwiami. Zapukałem a następnie cierpliwie wyczekiwałem na to, aż mi otworzy.
- No Mai, pakuj się i idziemy.
- Gdzie? – zapytała zdziwiona.
- No jak to gdzie, na plażę… - zaśmiałem się.

(Mai? ‘’nielegalne’’ wyprawy poza ośrodek? XD)

sobota, 30 lipca 2016

Od Natsume - C.D Mai

 https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiBtmcVLRThiqTTDiW0MeZa2ROkc1ft9ZeM5_YSGt5OFhmsV_QrNJVPQ4nh9hPKyCk_ER_wsZIg9T7dawnCy_kGM9x2nO3qpzMZRYzlpDeyoUDkONn_Wyn5Rb7gAvKgETKB4Z1bAdJGcTHv/s640/tumblr_lr02sq6p9H1qbghoko1_500.gif
Odwzajemniłem uśmiech, który błyskawicznie zszedł mi z twarzy kiedy spojrzałem na tego obrzydliwego kota. Teraz będzie się kleił i podlizywał… wstrętny sierściuch. Wziąłem od niej talerzyk, dopytując czy aby przypadkiem nie chce jeszcze trochę. Dziewczyna jednak zaprzeczyła i jeszcze raz podziękowała. Wyniosłem talerz, potem to umyję i wróciłem do salonu. Właśnie w tym momencie ktoś nacisnął klamkę od drzwi z mojego pokoju. Obudziłem ją awanturowaniem się na Madarę? Blondynka wyszła powoli z pokoju chwiejąc się na boki, szybko wstałem i pomogłem jej usiąść na kanapie.
- To też któryś z Twoich duchów? – zapytała Mai.
- Nie - uśmiechnąłem się – Pytałaś o pokoje… Taka ciekawostka, w moim apartamencie są aż trzy. Jeden zajmuje Tara…
- A… rozumiem, jest Twoją dziewczyną? – zapytała zaciekawiona
- Nie – zaśmiałem się – W sumie może masz rację, że jest duchem… Tara również jest Sigmą, a raczej była. Bo znajdowała się w moim Plutonie, do momentu kiedy nie zginęła. Trochę jej pomogłem Arcaną, ale jak widzisz… nie kontaktuje w pełni, z otaczającym ją światem. Swoją drogą, chyba Cię polubiła. – uśmiech zagościł na mojej twarzy kiedy tak im się przyglądałem.
Zazwyczaj nie interesowały mnie inne osoby, ale czułem się winny temu wszystkiemu co stało się Tarze. Mogłem temu zaradzić… przynajmniej tak mogę jej pomóc, chociaż nawet nie wiem czy ona by tego chciała. Jeszcze przez chwilę siedziałem tak bujając w obłokach, aż Madara nie zaczął mi machać łapką przed oczyma.
- Ziemia do Natsumeee – zaczął skakać po moich kolanach
Strzepnąłem go na bok, jednak nieco za mocno bo ten spadł z kanapy, turlając się kawałek po podłodze. Jednak zamiast wstać, on dalej turlał się po tej podłodze jak opętany. Tara patrząc na niego cicho się zaśmiała, rzadko słyszałem jak się śmieje, zazwyczaj cały czas się uśmiechała. Spojrzałem na zegarek, dochodziła godzina dziewiętnasta, czyli za jakieś piętnaście minut powinna przyjść Pani Sophie która pomagała mi z Tarą. Znaczy to nie tak, że sobie nie radziłem… po prostu nie zamierzałem dziewczynie pomagać przy kąpieli oraz przebieraniu się… (kto wie, może kiedyś wróci do normalności… i wtedy by mnie zabiła). Posiedzieliśmy jeszcze te kilkanaście minut, dopóki starsza kobieta nie pojawiła się w salonie. Nie posiadała żadnych umiejętności, które by odbiegały od tej ‘’normy społecznej’’ była po prostu zwykłą pracownicą ośrodka. Z tą różnicą, że nie spoglądała na nas tak jak inni. Miło mi się z nią rozmawiało, szczególnie, że podobno zna mnie od prawie dwudziestu lat… ja niestety tego nie pamiętam.
- To co Mai… chodź, odprowadzę Cię.
- Nie, nie trzeba naprawdę – wstała uśmiechając się.
- Wolałbym jednak to zrobić… - westchnąłem tym samym kończąc tą dyskusję.
Pomimo ciepłej temperatury, nadal padało tak więc wziąłem sobie nowy parasol, bo tamten przecież gdzieś przepadł. Mai ubrała swoje buty, które będąc na grzejniku zdążyły już wyschnąć.
- Gdzie dokładnie mieszkasz? – zapytałem kiedy wychodziliśmy.
- Nie daleko… trzy bloki dalej – powiedziała.
Blisko… ale i tak nie wiem, po co byliśmy tak porozstawiani. Na przykład taki budynek w którym były Sigmy. Aktualnie było tylko 6 Sigm (Tary nie liczę), a cały budynek był dla nas… więc jakieś ponad sto apartamentów stało puste? No ale trudno, może kiedyś nie będę miał całego piętra tylko dla siebie… Wyszliśmy z budynku, od razu rozkładając swoje parasole. W ciągu tych dwóch godzin, pogoda nie zmieniła się nawet odrobinę. Co, chcieli nas potopić czy jak? Normalnie już dawno przerwaliby deszcz po godzinie, a leje od rana i to jeszcze tak mocno…
- Chyba coś im się zepsuło – powiedziałem do dziewczyny.
- Tak sądzisz? – zapytała.
Wzruszyłem ramionami idąc dalej, średnio mnie to obchodzi. Wreszcie to oni będę musieli samodzielnie rozwiązać jakiś problem.

(Mai?)

piątek, 29 lipca 2016

Od Natsume - C.D Mai

Jeszcze przez chwilę spoglądałem na tą niezdarną dziewczynę z góry, już po chwili postanawiając iść dalej. Nie miałem dzisiaj ochoty na pomaganie innym, zresztą ostatnio w ogóle nie miałem. Z Tarą było trochę gorzej co bardzo mnie martwiło, czyżbym się w czymś pomylił? Z tego całego mojego zamyślenia, moja noga wpadła do jakiejś dziury i sam poleciałem na twarz, lądując w ogromnej kałuży. Dodatkowo parasol został gdzieś porwany przez wiatr, po prostu świetnie. Zanim zdążyłem się pozbierać, do mich uszu dotarł głośny śmiech dziewczyny. Spojrzałem na nią znudzony, a przynajmniej spojrzałbym, gdyby nie moje mokre włosy, które zasłoniły mi pole widzenia. Zdenerwowany nie na żarty, odgarnąłem włosy na bok, jednak nie byłem zły na dziewczynę, zły na siebie, że nie umiem chodzić. Dobrze przynajmniej, że nie było tutaj w pobliżu nigdzie Madary, jeszcze brakowało mi tego, żeby ględził mi nad uchem i się śmiał. O dziwo jakoś wstałem, cały mokry i brudny. Dopiero po chwili dziewczyna się uspokoiła, sama nie wygląda lepiej.
- Zamierasz tutaj dalej stać i się przeziębić? – zapytałem kolejny raz odgarniając włosy, przez ten deszcz cały czas nasuwały mi się na oczy.
- A… eech…
- Jesteś tu nowa? – zapytałem szybko
- Niespecjalnie, a co?
- Nic, chodź ze mną – powiedziałem a dziewczyna zrobiła jakąś taką dziwną minę – O czym Ty w ogóle myślisz… Mam dzisiaj obowiązek pilnowania was, więc nie chcę kolejnych kłopotów z tymi całymi Naukowcami.
Powiedziałem po czym ruszyłem przed siebie, coś za dużo dzisiaj gadam. Szedłem tak z minutę, przez ten cały czas nawet nie zastanawiając się czy dziewczyna za mną idzie. Dopiero teraz postanowiłem się odwrócić, o dziwo szła.
- Co masz na myśli, mówiąc o obowiązku pilnowania nas? Zamierzają jeszcze bardziej śledzić nasze życie? – zapytała nie za bardzo zadowolona.
- Jasne, chce im się niesamowicie… Słyszałaś o czymś takim jak Sigmy? Ostatnio nic im się nie chce i to my odwalamy za nich czarną robotę. Więc czy chcesz czy nie… muszę się tobą zająć.
- Nie ma takiej potrzeby – uśmiechnęła się a już po chwili kichnęła.
- Jasne, jasne.
Kiedy przyszliśmy do mojego apartamentu, od razu kogoś zawołałem, żeby przyniósł jej ubrania na zmianę. Sam natomiast zaproponowałem dziewczynie wzięcie prysznicu. Z początku odmawiała, jednak zgodziła się kiedy powiedziałem, że muszę na chwilę wyjść z apartamentu. Chcąc nie chcąc, musiałem zgłosić to, że ‘’obiekt’’ G42 znajduje się u mnie. Kiedy wróciłem już do siebie, dziewczyna siedziała przebrana, czysta i sucha na kanapie. Nadal było jej jednak chyba zimno, bez pytania zrobiłem jej coś ciepłego do picia oraz kilka ciasteczek.
- Proszę – powiedziałem podając jej kubek i talerzyk. – Możesz sobie tutaj posiedzieć ile chcesz…
- Dziękuję, ale naprawdę nie musiałeś tego robić.
Wzruszyłem ramionami zastanawiając się co odpowiedzieć. Dokładnie w tym momencie do salonu przyszedł Madara, chyba nie zaczaił, że mamy gościa bo przechadzał się w ludzkiej postaci bez koszulki.
- Natsume, widziałeś może…
- Ekhem… - spiorunowałem go wzrokiem.
- No nie wierzę… - jego oczy jakby się zaszkliły – Natsu wreszcie znalazł sobie jakąś koleżankę – powiedział i jak z procy wylądował na kanapie wpatrując się z długim uśmieszkiem na dziewczynę.

(Mai? Witamy w domu wariatów <3)

piątek, 8 lipca 2016

Od Natsume - C.D Tary

Ponieważ nie chcieliśmy się zbytnio oddalać od Tary, wraz z Sorą usiadłem na ławce, był środek dnia więc sam się dziwiłem, że jakąś udało nam się zająć. Obok nas przechodziło mnóstwo ludzi, czy to do pracy, czy też dzieci idące ze szkoły do swoich domów. To dziwne, że zaraz za tą dziwną kopułą, ludzie prowadzą takie normalne, beztroskie życie. Pogłaskałem kota, który od jakiejś godzinie smacznie sobie spał na moim ramieniu, jedynie teraz posadziłem go sobie na kolanach. Może siedzielibyśmy sobie tak jeszcze minutę lub dwie w spokoju czekając na naszą towarzyszkę, kiedy to usłyszeliśmy głośny huk i krzyk jakiejś kobiety z dzieckiem, która musiała być świadkiem czegoś strasznego. Jako iż Sigmy miały pewien obowiązek utrzymywania porządku, odłożyłem kota na ławkę i wraz z Sorą pobiegliśmy tam jak najszybciej (kot się nie zgubi, nawet jeśli go ktoś porwie… zaraz zwróci). Staraliśmy się jakoś przepchać, żeby móc spokojnie tam dojść ale szło nam opornie. Przewracając parę osób na ziemię było jednak rozsądnym rozwiązaniem, tym oto sposobem szybko wbiegliśmy w zaułek. Kiedy tylko powiązałem sobie fakt, kto tam był krzyknąłem do Sory, żeby odgoniła gapiów. Sam natomiast znalazłem się przy drętwym ciele Tary. Kałuża krwi już od jakiegoś czasu przestała się powiększać, co było złym znakiem.
- Choleraa jasna… Madara! – krzyknąłem i już po chwili stał obok mnie ogromny lis który ledwie mieścił się w zaułku, widać było po nim to, że jest śpiący ale nic nie powiedział. – Pomóż mi…
- Ja nic tutaj nie wskóram, ale ktoś inny owszem – powiedział patrząc się na mnie porozumiewawczo.
Nie zamierzałem jej już nigdy przyzywać, ale w tym momencie było to konieczne. Wyjąłem grubą książkę z torby i wyrwałem kartkę znajdującą się na samym końcu. Jej skrawek włożyłem sobie do ust i składając ręce dmuchnąłem w papier. Znaki uleciały jak na wietrze, formując się powoli w kształt wysokiej, czarnowłosej kobiety. Jej oczu nigdy nie było widać przez jej długą grzywkę… co z jednej strony mogło być plusem, sama jej obecność była przygnębiająca, nie chciałem przypadkiem jeszcze spojrzeć w jej oczy.
- Wiesz Paniczu co masz przecież zrobić – uśmiechnęła się a następnie wyszeptała do ucha to co miałem w tej sytuacji zrobić – Jesteś spięty Paniczu… to chyba znak, że na mnie już pora. Ale najpierw…
Uklęknęła przed Tarą szepcząc tam te swoje dziwne słówka. To najprawdopodobniej jedyne wyjście, żeby przywrócić ją z krainy cieni, ale jakie kosztowne… chociaż patrząc na ilość ludzi znajdujących się w ośrodku… nie zrobi nikomu to różnicy. Kiedy skończyła, zniknęła. Podszedłem do dziewczyny która… oddychała. A jednak jej oddech był bardzo płytki, rana postrzałowa zagoiła się, odchyliłem materiał jej ubrania… nie było nawet śladu po tym, żadnej blizny, po prostu nic. Westchnąłem cicho, podnosząc dziewczynę delikatnie. Kiedy wyszedłem z zaułku, wywołałem nie małe poruszenie. Zarówno ja jak i Tara byliśmy w jej ‘’starej’’ krwi.
- Co z nią? – zapytała Sora
- Już wszystko dobrze, znowu żyje…
- Znowu? –zapytała zdziwiona.
Spojrzałem na nieprzytomną twarz dziewczyny, była taka spokojna… jakby po prostu zasnęła.
- Proszę Pana! – krzyknął jakiś mężczyzna z noszami – Nie powinien Pan w ten sposób postępować z osobą ranną, proszę ją w tym momencie nam przekazać, jedziemy do szpitala.
- Poszkodowanej już nic nie jest – uniosłem materiał ukazując zagojone miejsce. – Nawet jeśli nie może Pan zabierać osób z Ośrodka do szpitala, prawda?
- No nie mogę… - facet spiął się kiedy uświadomił sobie z kim rozmawia – Ale możemy was dowieść na miejsce.
Przytaknąłem wchodząc do karetki, dopiero tam pozwoliłem zabrać od siebie dziewczynę. Sora weszła do środka zaraz za mną, cały czas przypatrując się dziewczynie bez zbędnego wyrazu twarzy.
Na miejsce dojechaliśmy w przeciągu… siedmiu minut? Kiedy tylko znaleźliśmy się na terenie ośrodka, Tara została zabrana do naukowców, my natomiast zostaliśmy odprawieni do siebie. Przez resztę drogi wraz z Sorą nie odzywaliśmy się do siebie. Pewnie już w spokoju dotrwalibyśmy do samego końca, gdyby nie Sigmy z Plutonu A.
- Co tam się właściwie stało… zostaliśmy poinformowani o tym, że ktoś z waszego Plutonu…
- Rana postrzałowa. Sprawcy nie było już na miejscu – przerwałem jakiemuś chłopakowi którego imię właśnie wyleciało mi z głowy.
- Ale nic jej nie będzie prawda?
- Nie… - chociaż nie powiedziałbym, straciliśmy ją…
Po tej krótkiej wymianie zdań, wycofałem się do swojego pokoju, z którego jak na złość zaraz to zostałem wyciągnięty przez naukowców. Czyli jednak nie pasuje im to co zrobiłem. Kiedy tylko znalazłem się w dziwnym pomieszczeniu, w oczy od razu rzuciła mi się Tara, już umyta i przebrana w biały strój. Siedziała na krześle, jednak z jej twarzy nie dało się wyczytać niczego.
- Natsume Takashi… czy będziesz nam w stanie wytłumaczyć, co zrobiłeś z naszą Sigmą?
- Waszą Sigmą… - powiedziałem cicho pod nosem – Wasza Sigma była martwa, przywróciłem ją do życia i tyle. To, że straciła ‘’rozum’’ i po moce, nie jest moją winą. To jedynie koszt przywrócenia jej tutaj.
- To był kosztowny projekt Panie Takashi… kto się nią teraz zajmie?
- Nie wiem, ja?
~
Minął już tydzień od tego incydentu z Tarą oraz tydzień od chwili, kiedy dziewczyna została przeniesiona do mojego apartamentu. Z początku nie byłem szczęśliwy z tego, że muszę się zajmować dziewczyną która praktycznie nic nie zrobi bez mojej pomocy. Ale teraz już przywykłem. Jedyne co dziewczyna potrafiła zrobić, to prosto siedzieć, przejść parę kroków samodzielnie, oraz jeść i korzystać z toalety. Jedyne problemy jakie miała to przebranie się, mycie oraz wchodzenie po schodach.
- Chodź Tara, idziemy się przejść. – pomogłem jej wstać, chociaż nie rozumiała mnie, dosyć sprawnie reagowała na kontakt fizyczny.
Powoli wyszliśmy z budynku, kierując się do Parku. W nim było chłodno i z tego co zauważyłem, dziewczyna lubiła siedzieć nad stawem. Dlatego też właśnie tam w tej chwili się udaliśmy. Idąc z dziewczyną pod ramię, mogłem ją sprawnie doprowadzić do wyznaczonego przeze mnie celu, szła wolno ale za to w stałym kierunku przez co nie sprawiała problemu.

(Zacięłam się więc może ktoś? Może być ktoś z Plutonu A lub B albo ktoś jeszcze inny 8))

piątek, 24 czerwca 2016

Od Natsume

Chłód, ciemność i pustka… a właściwie to nicość, takie właśnie uczucia towarzyszyły mi przez ponad dwadzieścia lat. Nie sądziłem jednak, że byłby to nawet i rok, może miesiąc ale dwa... jednak nie dwadzieścia lat. Kiedy mnie wreszcie obudzili, zrobiło mi się przeraźliwie zimno, niedobrze i przede wszystkim trawiła mnie już na dzień dobry ogromna gorączka. To wszystko było chyba jakimś ‘’efektem’’ ubocznym bo tym ich eksperymencie? Znowu czułem się jak jakiś zwierzaczek, a konkretnie królik doświadczalny kiedy spoglądali tak na mnie z góry. Chociaż nie wiem czemu się tak czułem, nie znałem tego miejsca. Właśnie z góry… bo ja siedziałem na takim wielkim, metalowym stole który dodatkowo sprawiał, że było mi jeszcze zimniej. Byłem nagi, całkowicie nagi… ale nie musiało tak być, żebym się tak czuł, wystarczą ich spojrzenia. Nie znałem ich twarzy, nikogo, nie wiem nawet gdzie jestem. Czułem jedynie słabą obecność duchów, tylko je pamiętałem pod każdym możliwym względem. Mrugnąłem nadal nieprzytomny, starając się jakoś zasłonić, co mało dało i tak do mnie podeszli. Jedna z kobiet z maseczką na twarzy i dziwnym lekarskim kitlu, podeszła do mnie trzymając strzykawkę z ogromną igłą. Płyń w środku był czarny, czarny jak smoła. Odruchowo drgnąłem, odsuwając się do tyłu, im bliżej była ta kobieta, tym bardziej zaczynałem panikować. W pewnym momencie natrafiłem na krawędź stołu, wystarczyłoby się tylko odchylić i poleciałbym do tyłu. Dwóch mężczyzn, złapało mnie za ręce, w celu przytrzymania. Zacząłem się szarpać tak, że w końcu zleciałem i nawet oni nie uchronili mnie przed spotkaniem z twardą posadzką, jedynie nieco wykręcili mi ręce – świetni są. Zszokowani rozluźnili uchwyt na tyle, że chociaż jednemu z nich mogłem się wyrwać, zaraz mnie jednak znowu złapał. Kobieta uklęknęła przede mną i wbiła mi igłę w szyję, chciałem krzyknąć ale nie mogłem, odruchowo nawet przestałem się ruszać. Otworzyłem usta zdziwiony a z oczu zaczęły mi spływać łzy, sam nie wiem czemu.
‘’Przestańcie’’ to miałem ochotę powiedzieć, jednak nie mogłem. Kiedy kątem oka zauważyłem, że mają mi wstrzyknąć to coś w parę innych miejsc, znowu zacząłem się szarpać, robiąc sobie tym tylko krzywdę. Kobieta szybko wyjęła igłę odsuwając się zszokowana. W międzyczasie podbiegli do mnie kolejni mężczyźni, ponieważ tamci przestali sobie ze mną dawać radę. Powoli nie wytrzymywałem, byłem przerażony i za razem wściekły, wściekły że nic nie pamiętam, nie wiem o co chodzi. Dlaczego tutaj jestem, zrobiłem coś złego zanim się obudziłem? Jakimś cudem podnieśli mnie takiego szarpiącego się i położyli na stole, starając się przypiąć do stołu. Nie pozwoliłem jednak, odruchowo coś mi się podsunęło na myśl. Przede mną błysnął jasny, niebieski znak który odrzucił wszystkich do tyłu. W sumie siedmiu ludzi, pięciu mężczyzn i dwie kobiety uderzyło w ściany, uderzając za chwilę o podłogę. Na domiar tego, zacząłem ich miażdżyć kolejnym znakiem, spłaszczeni tak do podłogi, zaczęli wrzeszczeć z bólu. Na korytarzu zaczął wyć jakiś alarm, wręcz rozrywając mi uszy, przycisnąłem ich jeszcze mocniej i kiedy już z bólu stracili przytomność zostawiłem. W tym samym momencie do pomieszczenia wbiegli uzbrojeni mężczyźni, otaczając mnie. Nie miałem chyba innego wyboru jak się poddać, prawda? Pomimo tego, że stałem spokojnie, jeden z mężczyzn potraktował mnie paralizatorem w strzelbie. Krzyknąłem z bólu upadając. Już mieli do mnie podejść, kiedy tak z nikąd pojawił się Madara odrzucają połowę z nich ogonem, na pozostałych rzucił się z pazurami. Leżałem tak starając się zebrać, a obok mnie z każdej strony wylewała się krew z martwych ciał.
- Madara przestań! – krzyknąłem kiedy wszyscy wokół byli już drętwi i zimni.
Ogromny lis spojrzał na mnie, jego oczy były jeszcze groźniejsze niż zwykle, a pysk był takiego samego koloru jak wzory ozdabiające jego długie, szczupłe ciało.
- Przestań… proszę…
Dokładnie w tym momencie coś trafiło w lisa, przebijając jego ciało. Jego oczy straciły cały blask, a sam duch zniknął we mgle. We mnie również coś trafiło, poczułem jak odpływam i po chwili nie było już nic, znowu.

~Dwa miesiące później~

Szedłem korytarzem z grubym kotem na ramieniu, rozglądając się wokół. Madara coś żarł, brudząc moją koszulę, co postarałem się zignorować. Już mieliśmy dwie kłótnie tego ranka za sobą, trzeciej nie zamierzam prowadzić. Miałem w tym momencie inny, o wiele trudniejszy problem. Przez dwa miesiące siedziałem w odosobnieniu, ja i moje duchy za to co wyrządziłem po moim przebudzeniu. Powinni mnie zabić, jednak zgładzenie tak silnej sigmy byłoby dla nich trudne (skromność kurwa). Jednak musieli mnie w jakiś sposób ukarać, dzisiaj ktoś do mnie przyszedł i oznajmił, że mam do zapoznania się z nowym składem Sigm w którym jestem. Pluton B… ale to jeszcze nic złego. Najgorsze jest to, że mam zostać Kapitanem. Chociaż wątpię w to, Madara jak to usłyszał zaczął się śmiać i nawet mi powiedział, że kiedyś też miałem nim być i nawet nie dale mi spróbować bo zrozumieli, że to zły pomysł. Teraz pewnie będzie tak samo. Jednak nic, szedłem na spotkanie ze śmiercią. Podobno czekają na mnie trzy osoby, ciekawe z kim się nie dogadam już na starcie.
Na miejscu były jednak tylko kobiety, widocznie wstawanie o wczesnych godzinach dla kogoś musi być strasznym problemach. Spojrzałem kolejno na złotowłosą i białowłosą, już gubiąc język w gębie. Przez chwilę tak się w siebie wpatrywaliśmy, aż wreszcie ta druga zabrała głos.
- Będziemy tak stać i patrzyć się na siebie? – zapytała spokojnie, jej opanowana twarz mnie przerażała.
- Najwyraźniej tak – odpowiedziała druga – Jestem Tara Hampstead
- Sora Carter. A nasz Kapitan to kto?
- Natsume Takashi… - powiedziałem od niechcenia.
Nie wiem czy tym zdobyłem sobie u nich jakąś sympatię, ale nie byłem dobry w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi, z duchami to co innego.
- Fajny kot, mogę go sobie potrzymać? – zapytała Sora.
- Jasne. – podałem śpiącego teraz kota dziewczynie.
- Jaki grubas. – powiedziała przytulając go do siebie.
W tym momencie Madara otworzył oczy, wpatrując się w nią tym swoim wzrokiem. Nic jej nie zrobi, jedynie zacznie dziwnie gadać.
- Wydaje Ci się, to tylko futro – powiedział uśmiechając się.
- TO GADA! – dziewczyna puściła kota który walnął na trawę plackiem (jeb dzieckiem o bruk)
Prawie się chyba wydarła, jednak w ostatnim momencie udało jej się powstrzymać od tego. Madara za to nie mógł w dalszym ciągu trząsnąć się z tego i zamiast wstać, zaczął tłuc łapkami o trawę. Czasami był komiczny jako kot, nie mogę go sobie jednak wyobrazić takiego kiedy jest tym wielkim, złym liskiem. Uśmiechnąłem się odruchowo, czekając aż wstanie. Pewnie stalibyśmy sobie tak dalej spokojnie, jednak Tara zaproponowała nam udanie się na trening. Już chce przetestować nasze umiejętności? Nie miałem nic przeciwko temu, Sora też... więc co nam szkodzi. Zebraliśmy się i ruszyliśmy do ogromnego, przystosowanego pod umiejętności Sigm budynku. Dawniej podobno takiego nie było, jedynie dla tych ''normalnych'' Arcan, jednak poszli z czymś do przodu przez te dwadzieścia lat. W sumie nastawiłem się na małą publikę, jednak kiedy weszliśmy już do środka, trening odbywał akurat Pluton A. Nasze przybycie spowodowało, że cała drużyna Sigm spojrzała w naszym kierunku.



(Dobra nie wiem co dalej, Sora? Bo innych nie ma xd Albo ktoś z innej drużyny)