Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shino. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 października 2016

Od Shino - C.D Hyou

Dostałam w ramię paczką ciastek orzechowych. Pochwyciłam ją w dłonie i nie czekając dłużej, włożyłam sobie jedno z ciastek do ust.
  - Ale o co ci w ogóle chodzi? - spytałam z pełnymi ustami.
  - O to, żebyś się otworzyła - odparła, uśmiechając się szeroko.
 Już miałam po raz trzeci wypowiedzieć to samo zdanie. Niestety, jak zawsze z resztą, ktoś musiał mnie z tym wyprzedzić.
  - Co podać? - Spojrzałam na kelnera, stojącego przy naszym stoliku. Wpatrując się w niego beznamiętnym wzrokiem, wepchnęłam sobie do ust kolejne ciastko.
  - Tak właściwie to mam malutki problem...
 Spojrzałam na koleżankę pytająco. Jaki znowu problem?
 Otworzyła usta po raz kolejny, po czym zaczęły z nich wypływać pojedyncze słowa, sklejające się w logiczną całość. Czyli według niej boli mnie noga, nikt nie chce nam pomóc, a do domu daleko. Poczułam lekkie szturchnięcie w kostkę.
  - Nic mi nie jest - odparłam zdawkowo.
  - Ale... - zaczęła Hyou.
  - Dam sobie radę sama - warknęłam.
  - Na pewno? - spytał kelner.
  - Tak!
 Spojrzałam na zdezorientowanego pracownika kawiarni rozjuszonym wzrokiem. Później, nic nie mówiąc, odszedł od naszego stolika. Nie powiem, ciśnienie mi lekko... Lekko bardzo podskoczyło. Codziennie mi skacze po pierdyliard razy, nic dziwnego. Wyciągnęłam kolejne ciastko z opakowania.
  - Shino, nie widziałaś jaki fajny z niego facet? - spytała Hyou, pochylając się lekko w moją stronę.
  - Jeszcze jedno słowo, a będzie gorzej niż w Hamlecie! - wycedziłam, zaciskając zęby.
 W tym momencie nastała niezręczna cisza. Nie trwała ona z resztą długo.
  - Powinnaś, a raczej musisz kogoś poznać...
  - Muszę, to ja jeść i oddychać - przerwałam jej. - Resztę to ja mogę... Co nie oznacza, że mi się chce. - Pomachałam jej ciastkiem przed twarzą. - Chcesz?
  - Nie, dzięki.
=====
    Przekręciłam kluczem w drzwiach i lekkim kopnięciem je otworzyłam. Włożyłam sobie klucze do ust i odebrałam resztę siatek od Hyou, by je zanieść do kuchni i rozpakować. Tak wiem, że to niehigieniczne, ale gdzie miałam te klucze zostawić? Dać je do potrzymania Yuki? No w sumie... Nie przemyślałam tego... Mniejsza z tym.
  - Kiedy ty ostatnio sprzątałaś? - spytała białowłosa, rozglądając się po moim mieszkaniu.
  - Kilka dni temu - odparłam beznamiętnie.
  - To dlaczego tu tak śmierdzi?
 Zaciągnęłam się powietrzem. Rzeczywiście. Czuć było odór czegoś zdechłego, kiszącego się w jakimś odludnym miejscu.
  - Shibo! - zawołałam. Po chwili przede mną zjawił się popielaty kocur, z wysoko uniesionym ogonem. - Coś znowu zrobił?
  - Tak, wszystko zwal na kota. - Kucnęła przed grubasem, po czym pogłaskała go za uchem.
 Westchnęłam przeciągle i ruszyłam w stronę kuchni, by rozpakować zakupione przeze mnie produkty. Po częstym schylaniu się, podnoszeniu cukru, mąki czy też jajek i odkładaniu ich na odpowiednie miejsca, w końcu mogłam rzucić się na kanapę i olać resztę społeczeństwa, znajdującego się w tym domu.
 Wychodząc z kuchni, przede mną ni stąd, ni zowąd pojawił się Shibo, trzymający coś w pysku. Schyliłam się ku niemu, a ten, jakby czytając mi w myślach, upuścił na podłogę swą zdobycz.
  - Shino, wybacz zniknięcie, byłam w łazience. Co się sta... Ou. - Hyou podeszła do mnie i zmarszczyła nos na widok zdechłego szczura, leżącego pod naszymi stopami.

< Hyou? >

niedziela, 4 września 2016

Od Shino - C.D Hyou

 Reszta drogi do sklepu przeminęła nam w ciszy. Dość szybko przebierałam tymi swoimi chudymi, krótkimi nóżkami. Hyou też, ale jej nogi bardzo różnią się od moich. Boże, o czym ja pierdole?!
Gdy wkroczyłam do tego jakże pięknego i jakże wielkiego budynku z wysoko podniesioną głową, i zobaczyłam półki, obciążone taką ilością żarcia, to nie wytrzymałam. Żart. Czułam się wyśmienicie i trzymałam na nogach bardzo dobrze, tylko widząc ten ósmy cud świata, automatycznie w mojej głowie zaczęła rosnąć ogromna lista rzeczy do zakupienia. Z czego połowa to słodycze, ale cóż. Kto mi by zabronił? No nikt. Jestem kowalem własnego losu i będę robić to, co mi się żywnie podoba. Chociaż nie do końca. Nie robię wszystkiego co mogę, bo jestem leniwą kobietą. Nie zawsze mi się chce. No cóż. Życie.
Co chwilę ściągałam z regałów potrzebne mi produkty. Tu ryż. Tam makaron. Wino też się przyda na bezsenne noce przed telewizorem.
Gdybym zapomniała o ciastkach orzechowych, to przestałabym w siebie wierzyć. Najważniejsza rzecz, jaką muszę kupić, była na samym początku listy razem z czekoladą. To chyba coś znaczy. Coś bardzo ważnego... Że to ja tę listę napisałam.
Wykreśliłam ostatni punkt  mojej nieistniejącej karteczki i podeszłam do kasy. Wyłożyłam wszystko na taśmę i czekałam. Kasjerka... Założę się, że podkład nakłada szpachlą, a róż na policzkach wielkim pędzlem do tapet. Jej oczu w ogóle nie widziałam. Źrenice przysłaniał wielki busz rzęs. Paznokcie dłuższe od jej palców, obsmarowane różowym, oczojebnym lakierem.
Postanowiłam, że ugryzę się w język i nie skomentuję jej wyglądu, co przychodziło mi z trudem, ale skoro sobie obiecałam, to tej obietnicy nie złamię. A przynajmniej postaram się nie złamać. Co jak na mnie jest w chuj trudne, ale czego nie robi się dla siebie? Właśnie.
Gdy laska zaczęła mnie kasować, brała w ręce produkty tak, jakby miały ją zaraz oparzyć. To był taki komiczny widok. Mało brakowało, a wybuchłabym głośnym śmiechem.
Spędziłam przy tej kasie chyba z tydzień. Nie odzywałam się w ogóle, czekając, aż kobieta w końcu przebrnie przez to morze jedzenia.
Dziewczyna wymawiając kwotę do zapłacenia, nie spuszczała wzroku ze swoich paznokci. No tak, zdechły po przejściu tego maratonu. Idź do kosmetyczki, może ona je jeszcze uratuje.
Wyciągnęłam z kieszeni siedem tysięcy jenów i podałam je kobiecie. Po chwili zaczęłam wszystko wkładać do siatek. Czekałam chyba z kolejny miesiąc na resztę. Przez ten czas wystukiwałam na blacie rytm jednej z piosenek, które ostatnio słyszałam, nie spuszczając wzroku z jakże pięknych rączek kobietki. Niestety, czego można było się po nie spodziewać, nie wytrzymałam.
 - Mogłaby się pani pośpieszyć? - wysyczałam przez zaciśnięte zęby.  - Nie mam całego dnia.
Dziewczyna spojrzała na mnie zdziwiona. Pewnie. Dlaczego taka mała, chuda siedemnastolatka jest taka niecierpliwa? Bo mogę kurwa.
 - Co tu się dzieje? - Do moich uszu dobiegł bardzo znajomy głos. - Shino?
 - Ta baba nie potrafi liczyć! - warknęłam, powoli obracając głowę w stronę Hyou.
W czasie, gdy ja próbowałam się uspokoić, białowłosa odebrała za mnie resztę i zaprała jedną z siatek, mówiąc:
 - Przepraszam za nią. - Chwyciła mnie za nadgarstek, gdy brałam dwie pozostałe torby.
Ruszyłam za znajomą jak zbity pies. Dostanę lanie? Nieeeeeee...
 - Shino - westchnęła, zatrzymując się przed sklepem. Zrobiłam z ust podkówkę i starałam się udawać smutną, gdy moje oczy najwyraźniej wyrażały rozbawienie. - Jesteś głupia. - Wyciągnęła paczkę orzechowych ciastek ze swojej torebki. Widząc moją minę, uśmiechnęła się niewinnie, po czym wrzuciła je do siatki z moimi zakupami.
 - Kocham cię - wydusiłam z siebie, nadal wpatrując się w ręce dziewczyny.
 - Ja ciebie też - odparła z uśmiechem. - A teraz idź.
 - Mówiłam do ciastek. Oddaj mi siatkę. - Wyciągnęłam rączkę.
 - Jesteś za słaba, żeby tyle unieść - stwierdziła, przechodząc przez drogę. Grzecznie podreptałam jej śladami.
 - Umiesz podnieść człowieka na duchu, kocie - mruknęłam, uśmiechając się pod nosem. - Podrap mnie po karku, bo jestem za słaba, żeby tam dosięgnąć.
 - Kup sobie drapaczkę albo znajdź chłopaka, który cię będzie miział.
Stanęłam w miejscu jak słup soli i wpatrywałam się kpiącym wzrokiem w plecy Hyou. Nie minęło kilka sekund, gdy ta odwróciła się do mnie przodem.
 - Z tym chłopakiem to przegięłaś pałę - mruknęłam, podnosząc głowę do góry.
 - Wolisz dziewczyny? - spytała, robiąc wielkie oczy.
Podbiegłam truchtem do koleżanki, wręczyłam jej siatki i wskoczyłam jej na plecy, oplatając ręce wokół jej szyi.
 - To twa kara kucyku. A teraz jedź! - Uśmiechnęłam się jak sześciolatka, po czym uderzyłam ją lekko łydkami w biodra.

< Hyou? Tak się dzieje, gdy słucha się złej muzyki XD Wypacz za błędy, które mogły się pojawić, jestem zbyt leniwa, żeby je poprawiać :') >

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

[Event #1] Od Shino - C.D Anjiki

 Nie no, wszystko byłoby okey, póki nie kazali mi założyć spódnicy. Tę górną część jeszcze jakoś zniosę, ale spódnica?! No może to do końca nie jest spódnica... W każdym razie nienawidzę ani sukienek, ani spódnic. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy może być coś pomiędzy... Na moje nieszczęście jednak jest coś pomiędzy tym diabelstwem. Mój największy koszmar właśnie się zaczyna.
Podstawili nam jakiś średniej wielkości autokar, no bo jakżeby nie. "Niech skorzystają z tego, skoro i tak umrą." Ach, jakie to miłe z ich strony. Obstawiam, że jeśli szczęście mi dopisze, wrócę do ośrodka bez ręki. Mój optymizm mnie dobija. A nie, przepraszam, ja staram się być realistką... No właśnie... Staram się. Ehh, życie!
Białowłosa pomachała mi ręką przed oczami,
- Ziemia do Shino, wyrywam cię z twego otępienia. - Uśmiechnęła się do mnie Hyou.
- Zaraz ci odgryzę tę rękę, a ty poczujesz, co to znaczy gniew Draculi. - Kłapnęłam na nią zębami.
Przed wejściem do pojazdu, zażartowałam (tak, ja potrafię żartować), że wyglądam jak wampir i ich wszystkich podczas tej podróży "zarżnę". Jestem blada, mam staroświecko wyglądający strój... Jedyne czego mi brakuje, to czerwonych tęczówek i kłów.
- Już się boje złotko. - Poklepała mnie po głowie, wyszczerzając bielutkie zęby.
Spojrzałam na nią spod byka.
- Skoro już jestem tym jebanym złotkiem, to zaraz ci zawisnę na szyi i cię uduszę.
- Kto kogo udusi? - Do moich uszu dobiegł głos Sebastiana.
Tak znam go. Na razie nie zdążył mnie bardzo wkurwić. Znaczy, ludzie mówią, że jestem ciągle wkurwiona. W pewnym sensie mają racje.
Hyou już otwierała usta, gdy ja ją wyprzedziłam.
- Ja ciebie. Za to, że rozbiłeś moją butelkę whisky.
- Nadal jesteś o to zła? - spytał, opierając głowę na dłoni, którą umieścił na oparciu mojego siedzenia.
Nasze spotkanie wyglądało mniej więcej tak. Tego wieczoru kupiłam sobie whisky. Miałam ochotę się nachlać, nie wińcie mnie za to. Podczas drogi do domu wpadłam na Sebę, no i było dosyć ostre dup, a butelka, którą trzymałam w dłoni, się rozbiła. Wszyscy już wiedzą, co później było. Wyzwiska i próba uspokojenia mojej osoby... Co się mu dziwnym trafem udało.
- Tak. Nie. Nie wiem. Nie zadajcie mi takich trudnych pytań! - jęknęłam, chowając twarz w dłonie.
Reszta drogi minęła dosyć... Swobodnie. Nikt nikomu nie rzucał się do gardła (pomijając mnie, ja każdego bym zarżnęła).
Wychodząc z autokaru, przerzuciłam torbę przez ramię. Cały czas trzymałam się Hyou, jako że znałam tylko ją i Sebę to... No to trochu dupa.
- Zawsze jesteś taka napuszona? - Koło mnie pojawił się wyższy ode mnie o niecałe dwadzieścia centymetrów chłopak. Złociste włosy do ramion i uśmiech pseudo gwałciciela. Szczerze? Już go nie lubię.
- Bardzo ci ta wiadomość do szczęścia potrzebna? - Zmarszczyłam brwi.
- Niezmiernie.
- Chuj ci w dupę - powiedziałam tylko i odwróciłam się do niego plecami.
- Szmata - usłyszałam, po czym zamachnęłam się, gotowa przywalić mu w ryj. Zanim to się jednak stało, poczułam zaciskającą się rękę na moim nadgarstku i szarpnięcie do tyłu.
- Shino, nie warto - wyszeptała Hyou.

< Nie jest źle (chyba). Tai Tai? >

[505 słów]

sobota, 6 sierpnia 2016

Od Shino - Do Tazukine

Dni... Dni mijają jak czas w piekarniku. Dni spierdalają jak imigranci. Ale dni to dni i tego nie zmienisz. I tak, zaczynam to opowiadanie tak bardzo idiotycznie, bo nie mam na to lepszego pomysłu. Przynajmniej zajmę czymś ten kawałek strony, by nie był taki pusty. Pośmiejemy się troszkę z mojej głupoty i zdechniemy na raka przez to co piszę. A mieliśmy takie plany na przyszłość... No cóż, wszystko szlag trafił. I co zrobisz? Nic nie zrobisz. Nie masz nic do gadania. Świat od zawsze był okrutny... Życie też.
Wstałam... Dwunasta dziesięć. O dziwo kot mnie dzisiaj nie budził, przez co nie dostał w pysk. Więc lepiej dla niego. A zastałam go w szafie... Leżał sobie jak gdyby nigdy nic na moim ulubionym kocu. Przez pierwsze kilka sekund miałam ochotę mu odciąć łeb, ale gdy spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi zielonymi oczkami, od razu mu wybaczyłam. Jestem dla niego za dobra.
Koło szesnastej wyszłam z domu pierwszy raz w życiu na spacer. Znaczy, pierwszy raz w ciągu tych czterech lat... Bez powodu. Po prostu by zaczerpnąć świeżego powietrza. Szłam sobie spokojnie, bez pośpiechu, aż tu nagle na mojej drodze pojawił się leżący chłopak niczym żul na chodniku.
 - Kim jesteś? - spytałam oschle, nieco schylając się w jego stronę. Różowe (sorry, nie rozróżniam zbyt wielu kolorów) włosy okalały jego twarz. Mój kot widząc go, pewnie zesrałby się ze szczęścia, ale pomińmy mojego kota.
Zamknął jedno oko i uniósł głowę trochę wyżej. Zaczął badać mnie wzrokiem, po czym lekko się uśmiechnął.
 - Dalej, stoisz mi na drodze - burknęłam, spoglądając na niego lekceważąco.
Po chwili stał już na nogach, lecz widać po nim było, iż niechętnie to zrobił.
 - No tak, twoja droga małolacie - odpowiedział sarkastycznym głosem.
Ja mu kurwa dam małolatę, jebany sukinsyn.
 - Kpiny, jestem od ciebie prawdopodobnie starsza - warknęłam, usilnie próbując dodać sobie kilku centymetrów. Jednak... No dupa. Zawsze byłam niska i zawsze taka będę. Niestety.
 - Uroczo, że się starasz. - Jeden z kącików jego ust delikatnie uniósł się ku górze.
Mam ochotę mu wpierdolić.
Shino... Spokojnie...
 - Idiota... - powiedziałam, lekko przekręcając głowę w prawo, lecz nie spuszczając z niego wzroku.
 - Tazu. - Podał mi dłoń.
Spojrzałam na niego jak na debila. On, ręka, on, ręka, on... Nie zwlekając ani chwili dłużej, mocno jebłam go w szczękę prawą pięścią. Nie będzie ze mną w chuja leciał, cwel. Nie jestem idiotką.
Lekko się zachwiał i... No i w sumie nic. Odwrócił się na pięcie w drugą stronę i jak gdyby nigdy nic odszedł. Nie no... Spoko, że tak na to zareagował. Przynajmniej wiem, że nie jest aż taki słaby, jak się na początku spodziewałam. To dobrze, prawda? Nie... Prawda jest taka, ze wkurwił mnie tym jeszcze bardziej.
Zrobiłam kilka kroków w jego stronę, po czym się zatrzymałam. To samo zrobił on. Obrócił głowę w moja stronę i kątem oka spojrzał na moją twarz. Nie trwało to jednak długo, gdyż wznowił marsz (własnie odlądam Narnię na polsacie i patrzę jak jednorożec zapierdziela XD ale to tylko szczegół).
Skłamałabym, gdybym teraz napisała, że odwróciłam się do niego plecami i poszłam do domu zaparzyć sobie meliski. Prawdą jest to, że najzwyczajniej w świecie kucnęłam i kopnęłam go w łydki. Powiem wam tak. Wyjebał się. Wyrżnął zajebistego orła (gdyby nie ja, to nie byłoby aż takie zajebiste, nie oszukujmy się).
Nie leżał jednak długo na ziemi. Po kilkunastu sekundach wstał, podniósł wzrok i spojrzał mi w twarz. Uśmiechnął się wyzywająco, drapiąc się po karku. Następnie zrobił coś, za co miałam go ochotę rozszarpać, szyć bez znieczulenia, wysadzić i spuścić w kiblu.
W mgnieniu oka pokonał dzielącą nas odległość, złapał mnie w talii i z łatwością przerzucił sobie przez ramię, Uderzałam go pięściami o plecy, biłam kolanami o klatkę piersiową, jednak nie byłam aż tak zdesperowana, żeby krzyczeć.

< Tazuuu? Dzięki za pomysł, teraz go dokończ Stefan :3 Też cie kc <3 Sry, że takie dupiate >

wtorek, 2 sierpnia 2016

[Quest 6] Od Shino

 Jaki dzisiaj piękny dzień! Ptaszki śpiewają, wieje wiaterek... Nie... To nie moje klimaty. Siedzenie w domu z kotem jest o wiele lepsze. Oczywiście, nie każdy musi mieć takie samo zdanie jak ja. Inni wolą spotykać się ze znajomymi w takie jakże piękne dni (mam nadzieję, że każdy wyczuł sarkazm, jeśli nie to nawołuję do poprawy).
Godzina szesnasta, a ja dopiero co zjadłam obiad. Przygotowałam danie, które co jak co ale najlepiej mi wychodzi. Kurczak curry z ryżem i warzywami. Nażarłam się jak dzika świnia, nie ma co. Shibo też dostał coś na ząb. Piszę o tym, żeby nie było, że myślę tylko o sobie.
Leniwie sięgnęłam po pilot od telewizora. Nim się obejrzałam na moich nogach usadowił się kot, wtulając się łbem w mój wychudzony brzuch. Pogłaskałam go po grzbiecie, po czym zaczęłam przeglądać programy. Niestety nie znalazłam nic ciekawego. Żadnego filmu akcji o tej godzinie... Chyba sobie kpią skurwysyny.
Ze smutkiem chwyciłam w swoje dłonie gruby egzemplarz jakiegoś kryminału. Zaciekawił mnie opis, więc go wypożyczyłam. Nigdy nie miałam głowy do nazw tych wszystkich książek i nie pamiętam ani jednego tytułu. W końcu, ja tak mam.
Nie miałam zbyt wielkiej ochoty na czytanie, ale cóż. Czego się nie robi, by zabić czas?
Otworzyłam to ogromne tomisko na pierwszych stronach. Mój wzrok gonił za każdym jednym zdaniem, słowem, literką. Niespełna chwilę później patrząc na zegar ujrzałam godzinę dziewiętnastą. Ach, ale ten czas szybko leci.
Już miałam się podnieść z kanapy, gdy dostrzegłam na moich nogach śpiącego grubasa. Ściągnęłam go z moich kolan i ostrożnie położyłam na poduszce. Otrzepałam się z jego sierści, która dosłownie była wszędzie. Gdzie by nie spojrzeć walały się jego kłaki, o dywanach już nie wspomnę.
Odłożyłam powieść na stolik do kawy, po czym ruszyłam w kierunku przedpokoju. Nie wiem czemu, ale miałam wielką potrzebę wyjść na dwór. Automatycznie narzuciłam na siebie bluzę, włożyłam gołe stopy w glany i wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Czułam, że ktoś mną kieruje. To nie były moje naturalne ruchy. Stawiałam ciężkie kroki na chodniku, patrzyłam przed siebie i o dziwo byłam wyprostowana.
Niespodziewanie zatrzymałam się na środku ścieżki. Ni chuja nie mogłam się ruszyć.
 - Witam panią, panno Hinji. - Przed moimi oczyma pojawił się mężczyzna. Nie mogłam stwierdzić w jakim był wieku, gdyż kaptur zasłaniał mu oczy, a bandana usta i nos. Lecz po głosie i wyglądzie ogólnym stawiam na maksimum trzydzieści. Niestety ja sama sobie nie ufam i sobie nie wierzę... Dobra, obstawiam, że ten koleś ma na karku trzydziestkę.
 - Mów o co ci chodzi - rzuciłam oschle, chamsko lustrując jego postać. Nie byłabym sobą, gdybym mu tak nie odpowiedziała.
 - Chciałbym ci złożyć propozycję. - Z kieszeni bluzy wyciągnął małą, szklaną buteleczkę wypełnioną krwistym, gęstym płynem. Przez chwilę zastanawiałam się, czy to nie jest przypadkiem krew. - Wypiłabyś dla doświadczenia ten specyfik? - Podniósł na wysokość mojej twarzy naczynie. Czy ja naprawdę jestem aż taka niska?
 - Co będę z tego miała? - Jedna z moich brwi powędrowała do góry,
 - Dowiesz się trochę o swojej przeszłości.
 - Daj mi to. - Bezmyślnie wyrwałam mu przedmiot z ręki i dokładnie przyjrzałam się cieczy. Kolorem i gęstością przypominała mi krew. Może chcą mnie w ciula zrobić? Jeśli to będzie krew nic się nie stanie. Hmm... Nie mam przecież nic do stracenia... No dobra, jednak mam: kota. Moje życie jest już wystarczająco zjebane, może być tylko lepiej.
 - To jak?
Przemyślałam ostatni raz moją decyzję.
 - Wypije to cholerstwo, żegnam. - Schowałam to gówno do kieszeni i ruszyłam w stronę swojego domu. Nie miałam potrzeby, żeby stać tam obok niego, skoro już się zdecydowałam. Wiem, jestem wkurwiająca i irytująca. Wiem, jestem niemiła. I co z tego? Taka już jestem, mojego charakteru nie zmienisz. Ludzie przede mną spierdalają, gdy dowiadują się jaką zimną suką jestem. I dobrze. Mam święty spokój. Nikt się koło mnie nie kręci. Dobrze mi z tym. Żyje tak już od czterech lat i jakoś nie chcę tego zmieniać.
Wchodząc do mojej oazy spokoju, ściągnęłam z siebie bluzę i rzuciłam ja na kanapę. Nie minęło kilka sekund, a Shibo już kręcił się koło moich nóg, ocierając się o nie swoim brzuchem, co nie zaprzeczam, utrudniało mi chodzenie.
 - Shibo... - westchnęłam, biorąc kota na ręce. Szybko przeniósł się na moje plecy i przyczepił się pazurami do moich ramion. Jego ślepia były wpatrzone w moje dłonie. Zupełnie tak, jakby one były teraz najważniejsze na tym całym szarym świcie.
Wkroczyłam do kuchni żwawym krokiem. Miałam ochotę na omlet.
Po posiłku, który zjadłam na podłodze razem ze swoim towarzyszem, pozmywałam i ogarnęłam szczotką sierść pchlarza. Jezu ile było tych kłaków. Dlaczego ten grubas się tak leni?
W tamtej chwili przypomniałam sobie o butelce z napojem. Wyciągnęłam przedmiot z kieszeni bluzy i na nowo się mu przyjrzałam. No... Raz kozie śmierć i koza ma to z głowy, jak to mówią.
Wlałam sobie całą zawartość do gardła. Napój nie miał smaku, czyli to nie krew. Można powiedzieć, że w pewnym momencie, przestałam mieć siły na myślenie. Chwiałam się na nogach i traciłam ostrość wzroku. Bezsilnie opadłam na kanapę, opierając głowę na podłokietniku.
= = = = =
Znalazłam się w ciele góra siedmioletniej dziewczynki. Czy jest to możliwe, że to moje wspomnienie? No dobra, sama się na to pisałam.
Szłam wolnym krokiem przez ciemny korytarz. Przechodziłam obok rozwalonego lustra. Było obryzgane jeszcze świeżą krwią. W odłamkach szkła było widać moje odbicie. Niczym nie różniąca się osóbka, z długimi ciemnymi włosami i wielkimi zielonymi oczami. Miałam na sobie białą sukienkę na ramiączkach. Byłam boso, więc kawałki zwierciadła wbijały mi się stopy, powodując piekący ból. Zostawiałam po sobie szkarłatne ślady na panelach.
W pewnym momencie usłyszałam pisk. Spojrzałam w stronę, z której dochodził. Niepewnie ruszyłam za nim wchodząc po schodach na górę i jednocześnie bojąc się tego, co zaraz może się wydarzyć. Z każdym krokiem ból w nogach narastał. Stare drewno skrzypiało pod moimi stopami. W każdej chwili to wszystko może się zawalić, a ja runę w dół, łamiąc sobie kości. Gdy już dotarłam na piętro, osłupiałam.
 - Mamo... - wyszeptałam nieświadomie do nieprzytomnej kobiety. Miała rozcięty łuk brwiowy, zmiażdżony nos i nienaturalnie wygiętą rękę. Platynowe włosy obryzgane krwią spływały falami na jej ramiona. Gdyby nie jej obrażenia, wyglądałaby naprawdę pięknie. Na ścianie można było dostrzec wielkie, czerwone plamy, tak samo jak na lustrze. Podeszłam do leżącej kobiety, gdy chwilę później rozniósł się potężny huk.
 - Wypierdalaj dziwko! - krzyk mężczyzny dobiegł do moich uszu. Przerażona odwróciłam się gwałtownie w tamtą stronę.
 - Zostaw mnie chory zwyrolu!
Drzwi przede mną momentalnie się otworzyły, a zza nich wybiegła równie przerażona jak ja nastolatka.
 - Shino, schowaj się - szepnęła w moją stronę. Była do mnie prawie że identyczna. - Szybciej.
 - Hitomi! suko! - ryk tego samego kolesia dobiegł do moich uszu, przez co ukryłam się się za dziewczyną.
Siedemnastolatka (bo na tyle wyglądała) odwróciła się do mnie tyłem, zasłaniając całym ciałem moją postać.
 - Chuj ci w dupę stary pierdzielu - wysyczała te słowa prosto w twarz faceta, który był kompletną przeciwnością, rzekomo mojej matki.
 - Twoja buźka nadałaby się do czego innego szmato - uśmiechnął się obleśnie, robiąc krok w naszą stronę, przez co się cofnęłyśmy.
 - Powtarzasz się skurwielu - warknęła nastolatka.
 - Już nie tato? Szacunek mi się należy ścierwa! - Uderzył brunetkę w twarz.
 - Tobie? - spytała, łapiąc się za czerwony policzek. - Chyba cię posrało.
Skuliłam się ze strachu za nogami, najpewniej mojej starszej siostry. Nie dziwię się, że to moja najokropniejsza retrospekcja. Nie zapowiada się dobrze.
Wzrok mężczyzny padł na moją osobę.
 - Shino, chodź - rozkazał.
 - Co? Nad nią też chcesz się znęcać skurwysynu?! - rzuciła mu w twarz Hitomi, zasłaniając mnie swoim ciałem po raz kolejny.
Facet nic nie mówiąc szarpnął nastolatkę za włosy i uderzył jej głową o ścianę. Gdy ją puścił, ta osunęła się wolno na ziemię, zostawiając po sobie na żółtej farbie smugę krwi. Teraz zamiast nią, zajął się mną. Zacisnął swoją rękę na moim nadgarstku i gwałtownie pociągnął w stronę pokoju. Pisnęłam przerażona próbując się wyrwać, lecz co może siedmiolatka zrobić czterdziestoletniemu mężczyźnie? No właśnie...
Gdy wszedł do pokoju, zatrzasnął za sobą drzwi, a mnie rzucił na łóżko jak zwykłą szmacianą lalkę. Skulona przy wezgłowiu łoża, przypatrywałam się ze strachem w oczach na to, jak człowiek ściągał pas od spodni. Uderzył nim o szafę i z uśmiechem na ustach oznajmił:
 - A teraz się pobawimy.
Szarpnął mnie za nogę i przysunął mnie do siebie, przez co o mało nie spadłam na podłogę. Złapał mnie za podbródek i spoliczkował. Włosy zasłoniły moją zapłakaną twarz. Dłonie miałam zaciśnięte w pięści. Nie miałam siły na obronę, nie miałam siły nawet na to, by spojrzeć mu w twarz. Nie spostrzegłam nawet tego, że w kilka sekund zdarł ze mnie ubranie. Leżałam naga i sparaliżowana ze strachu przed oprawcą.
Ostatnie co pamiętam to jego oddech i dłonie na mojej skórze, krzyk, okropny ból w podbrzuszu i ciemność.
Otworzyłam oczy. Siedziałam w jakiejś poczekalni, Obok mnie stała ta sama dziewczyna co wcześniej. Miała na imię Hitomi, jeśli się nie mylę. Złapałam ją za nadgarstek i lekko pociągnęłam w dół. Dziewczyna spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła.
 - Zaraz będzie koniec siostra. Będziemy wolne, jeszcze tylko kilka minut - powiedziała, ściskając moją dłoń. Wyglądała... Dojrzalej. Włosy upięte w koka, lekki makijaż na twarzy, jej ciało przystrojone czarną sukienką oraz szpilki na nogach. Z tego wszystkiego wnioskując ja jestem o kilka lat starsza niż w poprzednim wspomnieniu.
 - Hitomi, Shino. Wracamy do domu bez Eizo - oznajmiła kobieta, wychodząca zza drzwi. To była moja matka. Platynowe włosy okalały jej okrągłą twarz. Uśmiech na twarzy wyrażał ogromne szczęście, przez co i ja się uśmiechnęłam. - Dziewczyny, stawiam wam pizzę.
= = = = =
Obudziłam zdyszana, spadając z kanapy na panele. No kurwa, zajebiste retrospekcje. Kiedy miałam siedem lat zostałam zgwałcona przez - chyba - własnego ojca. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Jestem pewna, że przez kilka następnych nocy nie zasnę. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć.

The End my friends

piątek, 29 lipca 2016

Od Shino - Do Leo

 Siedziałam na parapecie w salonie, wpatrując się tępo w okno. Krople deszczu leniwie spływały po szybie. Uważnie przypatrywałam się każdej z osobna. Na którąkolwiek spojrzałam, ta łączyła się z inną. Jak ludzie łączący się w pary, żeby przejść razem przez życie. Odkąd pamiętam było to dla mnie co najmniej dziwne. Nigdy nie rozumiałam tego "ludzkiego mechanizmu". Mentor od początku wbijał mi, że emocje powstają w mózgu, a serce to tylko pompa, utrzymująca nas przy życiu. Często też powtarzał, żeby na słabych ludzi nie zwracać uwagi, bo nie są tego warci. Uważałam jego słowa za święte... Teraz? Teraz już nie jestem co do nich pewna.
Przetarłam wierzchem dłoni samotną łzę, spływającą mi po policzku. Dlaczego płakałam? Mojego kota nie było już pięć dni w domu. Kurwa, przez to wszystko nie spałam i prawie w ogóle nie jadłam. Wpatrywałam się tylko tępo w przestrzeń, czekając na jego powrót i minę mówiącą: "Co ci?". Póki co, się tego nie doczekałam.
Zmęczona ciągłym czekaniem, na dalszy rozwój wydarzeń, zeszłam z parapetu. Poczołgałam się do swojej sypialni i wyciągnęłam z szafy cieplejsze ubrania. Narzuciłam na siebie to, co sobie przygotowałam i pomaszerowałam do drzwi wejściowych. Włożyłam stopy w glany i wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Łzy spływały mi po policzkach falami. Wtedy pożałowałam, że nie wzięłam ze sobą chusteczek ani parasolki. Nie minęła chwila, a już wyglądałam jak zmokła kura. Nie zamierzałam jednak zawracać. Wtedy liczyło się dla mnie tylko odnalezienie kota. Grubas pewnie głodny... Grubas zawsze jest głodny. Zeżarł mi kiedyś całego kurczaka z talerza. Na samo wspomnienie kąciki moich ust lekko powędrowały w górę.
Cały czas rozglądałam się na boki, analizowałam każdy ruch w krzakach. Nawet sprawdzałam, czy go w nich nie ma. Z każdą nieudaną próbą mój płacz się nasilał. Pewnie inni widząc mnie, śmieją się z mojej głupoty. Za kotem wybiegła w deszcz, jaka tępa baba.
Stanęłam w miejscu i oparłam się o budynek. Z bezsilności osunęłam się na ziemię i schowałam twarz między swoje dłonie. Nienawidzę tego uczucia. Tej pustki, która mnie dopada, kiedy nie ma przy mnie Grubasa. To tak, jakbym straciła jedyną istotę, która przytrzymuje mnie przy zdrowej psychice. Ja go kocham do jasnej cholery. Nie mógłby mi tego zrobić. Nie mógłby mnie zostawić. 
Przetarłam łzy po raz kolejny i ostatkiem sił podniosłam się z ziemi. Kurwa, tak łatwo się poddać? To do mnie nie podobne. Ruszyłam przed siebie powstrzymując kolejną falę łez. Trzeci raz odkąd pamiętam dałam upust emocjom. Trzeci raz przez te cztery lata się rozpłakałam. Trzeci pierdolony raz, przez te cztery pierdolone lata. Uczono mnie trzymać emocje na wodzy, ale co? Gówno. Nie daję rady. Dzięki mojemu mentorowi wiem, że to ja jestem słabym człowiekiem, nie wartym jakiejkolwiek uwagi ze strony innych. Słabsza część społeczeństwa.
Przez jedną chwile nieuwagi tracimy tak wiele... Zdążyłam się o tym przekonać. Przez jedną chwilę nieuwagi straciłam równowagę. Upadłam dupą na mokrym chodniku.
 - Nic ci się nie stało?
Spojrzałam w górę na chłopaka... Być może w moim wieku, być może trochu starszego. Ale w każdym razie szacun, że nie spierdolił, widząc przemokłe gówno w postaci człowieka.
Podał mi rękę. Przerażona na nią spojrzałam, po czym niepewnie złapałam i podniosłam się z ziemi.
 - Wszystko w porządku? - spytał, uważnie przypatrując się mojej twarzy.
 - Nie, nic nie jest w porządku - odpowiedziałam mu... łamiącym się głosem, myśląc, że zabrzmię chamsko. A tu się myliłam.
Poczułam kolejne fale łez spływające mi po policzkach.

< Leo? Taki smutegg la mua ze zjebanymi przemyśleniami. Do dupy wyszło, ale nie chciało mi się poprawiać :,) >

czwartek, 28 lipca 2016

Od Shino - Do Hyou

 Życie życiem... Ale to już przesada. Budzik nawala od szóstej trzydzieści, a ja i tak czy siak go olewam. Prawdziwą pobudką męczy mnie mój kot jednym z najbardziej skutecznych sposobów - drapaniem mnie po szyi i miauczeniem wniebogłosy. Naprawdę, czasem mam go ochotę wyrzucić z domu... Może poleci w kosmos.
 - Shibo do jasnej cholery! - warknęłam dosyć głośno i zrzuciłam kota z łóżka. Jednak ten nie dawał za wygraną. - Grubasie! Zaraz zrobię z ciebie pasztet!
I tak oto, zaczęła się kłótnia w naszym długoletnim związku...
Wyskoczyłam z łóżka jak poparzona, nie pomijając oczywiście tego, że przy okazji moje nogi zaplątały się w pościel, przez co upadłam plackiem na podłogę. Jednakże szybko się podniosłam by po chwili znaleźć się w kuchni, goniąc za kotem. Nie pomińmy oczywiście tego, że po drodze potknęłam się o moją torbę i dywan w salonie, dzięki czemu znowu runęłam na ziemię.
Wtedy stwierdziłam... Że nie chce mi się wstawać. Przytuliłam się do swojej torby i zamknęłam oczy, co wyglądałoby dosyć dziwnie dla osób trzecich... No ale cóż, rzadko się ma do czynienia z taką osobą, jaką jestem ja.
Jedno, głośne, przeciągłe miauknięcie przywróciło mnie do rzeczywistości. Podniosłam się z ziemi jak najszybciej mogłam i spojrzałam na grafitowy blat w kuchni. Siedział sobie tam spokojnie srebrny kocur, drapiąc tylną łapą swoje ucho. Powiem wam tak... Kurwa, zmiękłam. Podeszłam do niego spokojnym krokiem, po czym pogłaskałam jego ogromny łeb.
 - Jesteś głodny, co? - spytałam kota, nie zaprzestając poprzedniej czynności.
Nie odpowiedział... Shino, to ty się kfa spodziewałaś tego, że ci odpowie?!
Wyciągnęłam z szafki karmę dla kotów i wsypałam ją do jego miski. Od razu zabrał się za jedzenie. On mniej je ode mnie... A ja jestem kfa od niego szczuplejsza. Jak to możliwe? A, no tak... To kot.
Zamaszystym ruchem otworzyłam lodówkę... W której był jogurt... Tak, jogurt. Trzeba będzie po raz pierwszy od trzech tygodni wyjść na zakupy.
Gdy się ogarnęłam (co zajęło mi niecałe piętnaście minut) i założyłam na siebie czarny, rozciągnięty sweter, grafitowe jeansy i glany, wyszłam z domu. Pomińmy to, że było w chuj ciepło. I tak bym czego innego nie ubrała niż to, co w tamtej chwili miałam na sobie.
Zamknęłam drzwi frontowe mojej oazy i ruszyłam w drogę... Zgarbiona, z rękami włożonymi w kieszenie, spoglądałam na swoje buty. Szłam spokojnym krokiem, nikt mnie nie gonił. Oczywiście jak to ja po drodze prawie nie dowaliłam do jakiegoś słupa... Znaczy się, to było tak:
Idę sobie przed siebie, wzrok wlepiony w ziemię, aż tu nagle dobijam lekko głową do wielkiego metalowego drągala, wbitego w ziemię (trzeba jakoś zastępować słowa c'nie?). Zachwiałam się na nogach i już miałam iść dalej, gdy usłyszałam chichot... Bardzo znajomy chichot.
 - Bardzo kurwa śmieszne - warknęłam, patrząc ze sztuczną pogardą na Hyou. - Będziesz mi to wypominać do końca życia?

< Hyou? Witam :D Nie musisz dziękować ;) >