Oto dlatego nie lubiłem swojej bliźniaczki. Wpierdalała się tam, gdzie nie powinna. Przez tą idiotkę zarobiłem niezbyt głęboką rysę na moim ramieniu. Wypatrzyłem swojego przeciwnika, który intensywnie obserwował otoczenie. Poprawiłem uścisk dłoni na biczu i aktywowałem strumień wody. Zignorowałem ból w ramieniu i zamachnąłem się w kierunku tygryska. Niestety cwaniak zrobił unik i przymierzał się już wykonać jakiś atak, kiedy jego spojrzenie utknęło w jakimś punkcie za nami. Zeskoczył z gruzów, jakie pozostały po rozwalonym budynku i ruszył biegiem w tamtym kierunku.
-Sora!- Wydarł się. To imię zwróciło i moją uwagę. Czyżby coś jej się stało? Odwróciłem się i ruszyłem za moim przeciwnikiem. Kiedy dotarłem na miejsce wydarzeń tygrysek stał po pas w wodzie z Sorą na plecach. Moje serce na chwilę zgubiło rytm. Dziewczyna wyglądała na nieprzytomną. Miałem nadzieję, że nic poważnego jej się nie stało… Przez moją głowę przeleciała myśl, by wykorzystać to, że przeciwnik jest w wodzie i go po prostu pokonać. W końcu w wodzie nie miałem sobie równych, ale nie chciałem skrzywdzić bardziej Sory. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby przeze mnie coś jej się stało. Potem zdarzenia potoczyły się niezwykle szybko i po tym, jak tygrysek z Sorą na plecach minęli mnie, przypomniało mi się, że mój kapitan prawie się utopił. Prawdopodobnie to białowłosa, która kreśliła jakieś znaki będąc ledwo przytomna, musiała go przykuć do dna, a ten nie bardzo potrafił się wydostać. Podbiegłem do brzegu i dałem nura w ciemną toń wody. Podpłynąłem do Andree.
-Panie kapitanie mógłby pan na chwilę się uspokoić? – Prychnąłem lekko poirytowany dość nierozsądnym zachowaniem naszego „panicza”. – Jak tak dalej będziesz się miotać to woda zaleje ci te twoje usteczka i tyle będzie jeśli chodzi o twoje pływanie.
Andree nic mi nie odpowiedział, ale się trochę uspokoił. Próbowałem go wyciągnąć poprzez pochwycenie jego ramion, ale to nic nie dało. Coś mocno go trzymało. Zanurkowałem. Wokół kapitańskich kostek były oplecione zielone pnącza. Najwidoczniej była to robota Sory. Próbowałem je jakoś rozerwać, ale niestety bez użycia noża się nie udało. Wyciągnąłem niewielki nożyk zza paska spodni i przepiłowałem zielone pędy. Musiałem w międzyczasie na chwilę wydostać się na powierzchnię, by zaczerpnąć powietrza.
-Panie kapitanie zaraz będzie po wszystkim. – Odezwałem się w czasie mojego wyłonienia się spod wody do Thety. Zanurkowałem z powrotem i uwolniłem nogi Andree.
-Podeprzyj się na moim ramieniu, zaraz odholuję cię do brzegu. – Spojrzałem, jak chłopak niepewnie kładzie swoją rękę na moim barku. Powoli dopłynęliśmy do brzegu.
-Co teraz? – Otrząsnąłem się z wody, prawie jak pies i spojrzałem na zmarnowanego i przemoczonego Andree.
-Idź dopadnij swojego przeciwnika. Ja tutaj chwilę posiedzę, bo muszę wyschnąć. – Powiedział stanowczo. – Jestem calutki mokry! – Westchnął i pokręcił głową z niedowierzaniem.
-Taa jest. – Odparłem znużonym tonem. Przestało mnie to wszystko jakoś bawić. – A co z Kaito?
-Nie martw się nim. Ja go znajdę. – Machnął na mnie ręką, co miało chyba oznaczać, abym sobie już poszedł. Jaki wkurwiający człowiek. Nie chciało mi się jednak już z nim kłócić. Jedna sprawa nie dawała mi spokoju. Co się działo z Sorą? Powędrowałem w kierunku ruin powalonego budynku, gdzie przed chwilą walczyłem z tygrysim chłopaczkiem. Wędrowałem powoli, rozglądając się, czy gdzieś wśród gruzów nie skrył się mój przeciwnik. Nagle dostrzegłem znajomą sylwetkę ukrytą za jakimiś powalonymi kawałkami budynku. Nie była to jednak męska postać, a kobieca. To była Sora.
(…) – A jeśli… ty jesteś moją słabością? – Szepnąłem i wbiłem wzrok w twarz białowłosej, niezwykle ciekaw jak na to zareaguje. Poza tym obawiałem się, że mnie wyśmieje. Niestety zdałem sobie sprawę podczas całej tej akcji, kiedy nie zaatakowałem tygryska z Sorą na plecach, że ona coś dla mnie znaczy. Nie tylko mnie intryguje, ale także w pewien sposób uzależniłem się od niej. Stała się dla mnie równie ważna, co mój kluczyk na rzemyku. Co ja gadam? Ona była aktualnie ważniejsza od tego kluczyka, który był dla mnie istotny z niewyraźnych powodów, które łączyły mnie z przeszłością. Sora była tutaj i teraz. Spodziewałem się z jej strony jakichś komentarzy, albo jakiejkolwiek reakcji, ale nie tego co nastąpiło. Spojrzała na mnie naprawdę zaskoczona moimi słowami, prychnęła i … uciekła. Po prostu odeszła. Rozdziawiłem głupio usta. Zastanawiałem się, które z nas było w tej chwili bardziej zaskoczone: ja czy ona? W takiej beznadziejnej sytuacji zastał mnie nie kto inny, jak ten wariat, który uratował Sorę. Na mój widok, jego mina wyrażała zdziwienia. Nie on pierwszy był dzisiaj tak zaskoczony.
-Co jej zrobiłeś, kurwiu? – Zmarszczył brwi, kiedy wreszcie wpadł na jakiś dziwny pomysł, jak w magiczny sposób jego pani kapitan mogła się zamienić w takiego przystojniaka jak ja. Zerwałem się z ziemi, na której wylądowałem po spotkaniu z białowłosą i otrzepałem sobie ciuchy. Spokojnie z ironicznym uśmieszkiem na ustach. Mojego „kolegę” szlag trafiał powoli. – Zresztą, wytrzyma chwileczkę, zdążę dokończyć to, co zacząłem. –Jego paznokcie przekształciły się w stalowe pazury. Ohoho, chłopaczek będzie atakował.
-Nie boisz się, że zrobię ci krzywdę, skoro nie masz Sory w pobliżu? – Warknąłem. – Nie posłuży ci jako tarcza… - Wyciągnąłem bicz i trzasnąłem. Po chwili okrył się strumieniem gorącej wody. Tak gorącej, jak krew krążąca w moich żyłach. Tygrysek rzucił się na mnie z pazurkami, jednak ja celnie trafiłem w jego ramię, gdzie został brzydki ślad po ukropie, jaki otaczał moją broń.
-Ty ciepły… to znaczy ciekły… Zresztą nieważne jaki chłopaczku! Myślisz, że takim gównem mnie pokonasz? – Spojrzał z szaleństwem w oczach na mój bicz.
-Ja nie myślę, ja to zrobię. – Odparłem zimno. Nie mogłem się pogodzić z tym, że uratował Sorę, kiedy ja stałem sobie na brzegu. Idiota. Ze mnie. Ale wolę się odegrać na nim. Wzmocniłem się używając la puissance d'un tsunami i zbliżywszy się do tygryska rąbnąłem go z całej siły w klatkę piersiową. Usłyszałem chrzęst łamanych żeber i mój przeciwnik poleciał parę dobrych metrów dalej. Ale zamiast paść nieprzytomny na ziemię, wbił pazury w ziemię i wytracił prędkość. Wstał, nawet się nie chwiejąc i spojrzał na mnie dzikimi, zwierzęcymi oczyma.
-Szybciej się zmęczysz niż mnie pokonasz. – Zaśmiał się szaleńczo. Trzasnąłem biczem i spowodowałem, że strumień gorącej wody uderzył w ciało chłopaka. Ten nawet nie drgnął, chociaż doskonale wiedziałem, że musiałem go poparzyć. Coś jest nie tak. Nagle zerwał się do biegu i po chwili dopadł do mnie. Wbił swoje błyszczące pazurki w mój bok. Plunąłem krwią. To zabolało. Cholera… Muszę go zwabić do tamtej wody. Pięścią rozwaliłem gruzy, które wokół mnie się zwaliły. Dookoła wzbił się tuman kurzu. Ruszyłem w kierunku zbiornika wodnego. Ale szalony napastnik nie dał mi daleko odejść.
-Co już zwijasz manatki? – Jego głos ociekał sarkazmem.
-Nie. Jeszcze nie dostałeś ode mnie wystarczająco po tym, jak potraktowałeś Sorę, jak swoją własność… - Burknąłem.
-Chyba coś ci się przewidziało w tej twojej pustej mózgownicy. Ja ją uratowałem. –Prychnął. Po chwili dostrzegłem jak biegnie na czterech „łapach” jak olbrzymi tygrys. Był niesamowicie szybki i zwinny. Wyprzedził mnie i rzucił się w moim kierunku. Nie dałem się tym razem. Wybiłem się mocno i dotykając jedynie jego pleców, przeskoczyłem nad nim. W momencie kiedy znajdowałem się za nim wykorzystałem to, że jest na czterech nogach i moim wodnym biczem otoczyłem jego stopy, pociągnąłem mocno i spowodowałem, że upadł. Jednak było to tylko chwilowe. Rzucił się ponownie w moją stronę.
-Powinieneś lepiej machać tym biczykiem. – Parsknął i ponownie drasnął mnie swoimi pazurami.
-Matko, jak ja nienawidzę się dzielić. A już na pewno nie Sorą. – Mruknąłem do siebie. To spowodowało, że odnalazłem w sobie jeszcze siłę do walki. Skorzystałem z tego, że znajdował się blisko mnie i wycelowałem swoją pięścią w jego ramię. Znowu usłyszałem łamane kości, jednak w tym samym momencie on przejechał pazurami wzdłuż mojej klatki piersiowej zostawiając brzydkie, krwawe ślady. Traciłem już siły. Jednak on także wydawał się powoli wychodzić z tego amoku, w którym nie ruszały go żadne ataki. Jego twarzy przeciął grymas bólu. Wykorzystałem to i resztkami sił strzeliłem już zimną wodą po jego nogach. Kolana się pode mną ugięły, ale co dziwne on także upadł. Po chwili oboje leżeliśmy na plecach ciężko oddychając.
-To co? Remis? – Mruknąłem.
-Chyba tak. Nie mam już siły. – Odparł równie słabo, co ja.
[Kto dalej?]
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Enzo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Enzo. Pokaż wszystkie posty
piątek, 30 września 2016
poniedziałek, 19 września 2016
[Team 2] Od Enzo - C.D Azusy
To, co się działo aktualnie między kapitanami obu drużyn było niepokojące. Ale pieprzyć to, niech się nawzajem pozabijają. Zarówno jeden, jak i drugi zdążyli przyprawić mnie o ból dupy. Może jednak warto wspomnieć, jak się w ogóle tutaj znaleźliśmy.
(…) Razem z Andree oglądaliśmy uważnie dostarczony nam pistolet. Miałem już zadać pytanie, ale stwierdziłem, że nie będę go wnerwiać. Wystarczy, że on wkurza mnie. Nagle tuż przed nami wyrósł skrzydlaty chłopiec.
- Drużyny zostały oddalone od siebie na równych odległościach, prawda? Więc na ile procent jakaś jest w stanie nas obserwować? – Chuderlaczek chyba więcej wymyślił niż ja z tym panem kapitanem.
-Cóż patrząc na to, jaki mamy dookoła teren… – Tutaj wskazał wymownie na olbrzymie budowle. – To szanse na obserwacje są naprawdę duże. Dałbym jakieś 80-90%.
-A to oznacza, że nie musimy za bardzo się starać, żeby na kogoś wpaść. – Uśmiechnąłem się pod nosem. Chciałem komuś przywalić. Już mnie łapki swędzą na myśl o tym.
-Genialny wniosek. – Andree prychnął. – Na twoim miejscu raczej bym się zastanawiał, jak uniknąć zbyt mocnego porachowania kości.
-Dobra, dobra. Mów sobie co chcesz. – Machnąłem ręką na jego złośliwości. – Proponuję, jednak by wreszcie wręczyć komuś ten pistolet.
-Z kim ja muszę się użerać… - Mruknął cicho. Serio? A my to co? Też mamy uczucia. – Skoro już zaproponowałeś rozstrzygnąć tą kwestię, to może pociągnij dalej temat.
-Z przyjemnością. Jak już mi dajesz możliwość zabrania głosu w tak poważnej sprawie to nie mam zamiaru z tej szansy rezygnować. – Przez mój głos przebijała się nuta sarkazmu. Kapitan spojrzał na mnie z odrobiną pogardy w lazurowych oczach. – Rozpatrzymy szanse każdego z nas na obronę. Ja posiadam jakby nie patrzeć bicz no i lepiej czy gorzej potrafię walczyć. Nasz kochany pan kapitan też sądzę, że nie jest bezbronny. Natomiast ty Kaito nie masz zbyt wiele do zaoferowania, jeśli chodzi o czystą walkę. – Wskazałem na chłopaka przed nami.
-Chcesz, abym to ja wziął tą broń? – Chłopak wydawał się trochę przerażony tą wizją.
-To dobry pomysł, aż dziw bierze, że ten osobnik tutaj na to wpadł. – Zmierzył mnie niepochlebnym wzrokiem. – Nie potrafisz posługiwać się bronią?
-Tak jakby, średnio się w tym widzę. – Mruknął.
-Ale to nie jest jakieś bardzo skomplikowane. – Westchnąłem. – Mogę ci to szybko wytłumaczyć. Zawsze będziesz bezpieczniejszy z tym gnatem za paskiem.
-Teraz nie czas na to, bo mamy towarzystwo. – Andree był wpatrzony w swój zegarek , powiedział to poważnym głosem. Czyżby jakiś potężny przeciwniki? Zarówno ja , jak i skrzydlaty koleżka, obróciliśmy się w kierunku, w którym wcześniej zmierzaliśmy. Na czele grupy, która zbliżała się w naszym kierunku szedł koleś o miętowych włosach i charakterystycznych rubinowych oczach. Jak się później okazało niejaki Azusa. W oddali majaczyły dwie postacie. Jeśli mnie wzrok nie mylił, to jedną z nich był ten koleżka mojej niedorobionej siostry. Eh…
(…) I tak skończyłem na ziemi. Byłem równo wkur… wyprowadzony z równowagi. Jeszcze Andree zgrywał teraz wielkiego obrońcę własnego teamu. Doskonale wiedziałem, że jakby okoliczności były inne pozwoliłby Azusie działać i pewnie w tym momencie moje wnętrzności smażyły się niczym kiełbaski na jakimś grillu. Nie zdawałem sobie sprawę, że kapitan przeciwnej drużyny miał Arcanę związaną z elektrycznością. Gdybym to wiedział, możliwe, że bym nie rzucał się jak głupi na pewną śmierć. Ale stało się... Niby bitwa, a nie dają człowiekowi walczyć. Korzystając z okazji, że koledzy kapitanowie się „przekomarzają”, dźwignąłem się z miejsca mojego upadku i otrzepałem grudki ziemi, które znalazły się gdzieniegdzie na moim ubranku.
-Żarty się skończyły… - Azusa wyglądał jak świr. Przeraża mnie facet. Wkurza i przeraża. Najgorsze połączenie. Warto by się stąd zmyć. Albo to on zmyje się pierwszy. Miętowe włosy minęły naszego kapitana i ich właściciel poszedł dalej. Za chwilę dołączyła do niego dwójka przydupasów, to znaczy reszta jego drużyny, czyli drobna dziewczynka o jasnobrązowych włosach i czarnowłosy Lee. Poszli sobie, tak po prostu. No i świetnie, jakoś na razie nie miałem ochotę umierać.
-Co ty robisz? Jesteś niespełna rozumu? Chciałeś zginąć zanim jeszcze cokolwiek się zaczęło? – Andree zwrócił się do mnie z pretensjami.
-O co ci chodzi? Sam mówiłeś, że mamy walczyć. – Mruknąłem niezadowolony. – Spotkaliśmy przeciwną drużynę to myślałem, że będziemy się z nimi mierzyć.
-Nie można ot tak po prostu zaatakować przeciwników. – Prychnął, jakby pozjadał wszystkie rozumy świata. Matko, jak on mnie irytował.
-Przepraszam za moją nierozwagę, panie kapitanie. – Ukłoniłem się głupkowato i wypowiedziałem wszystko z ironicznym uśmieszkiem na ustach.
-Gdyby nie to, że jesteśmy, gdzie jesteśmy to…
-Tak, wiem. Pozwoliłbyś by twój znajomek ze mną skończył. – Już mnie to wszystko nudziło.
-To nie jest żaden zwykły znajomek. – Głos Andree nabrał wyniosłego tonu. – To moja bliźniacza Theta.
Zamilkłem. Z wrażenia i podziwu. Mam za kapitana Thetę, to nie przelewki. Nie, żebym twierdził, że Sigmy są jakieś słabe, czy coś, ale jednak Thety to rzadkość. Przez ten fakt moja opinia o Andree trochę się zmieniła. Nadal mnie wkurzał, to nie ulega wątpliwościom, ale zaczął mnie interesować. Pierwszy raz odkąd jestem w ośrodku mam do czynienia z tego typu Arcaną.
-Może ruszmy dalej, bo zaraz ktoś może nas zaatakować, a jesteśmy w sumie odsłonięci. – Moje przemyślenia przerwał cicho Kaito. Zarówno ja, jak i nasz kapitan spojrzeliśmy na niego roztargnieni.
Andree wydawał się być poruszony sytuacją, która wydarzyła się przed paroma minutami. W końcu stanął po przeciwnej stronie barykady niż jego „bliźniak”. Właśnie mieliśmy ruszyć dalej, gdy moim oczom ukazała się białowłosa, której zimne, niebieskie oczy już tyle razy widziałem. Z przeciwnej strony nadchodziła Sora. Wraz z nią przyplątała się moja śmiechu warta siostrzyczka i jakiś dziwny typek, który wyglądał jak krzyżówka tygrysa z człowiekiem. Uśmiechnąłem się pod nosem. Kiedy pojawia się Sora, od razu przestaje być nudno.
[Ktoś?]
(…) Razem z Andree oglądaliśmy uważnie dostarczony nam pistolet. Miałem już zadać pytanie, ale stwierdziłem, że nie będę go wnerwiać. Wystarczy, że on wkurza mnie. Nagle tuż przed nami wyrósł skrzydlaty chłopiec.
- Drużyny zostały oddalone od siebie na równych odległościach, prawda? Więc na ile procent jakaś jest w stanie nas obserwować? – Chuderlaczek chyba więcej wymyślił niż ja z tym panem kapitanem.
-Cóż patrząc na to, jaki mamy dookoła teren… – Tutaj wskazał wymownie na olbrzymie budowle. – To szanse na obserwacje są naprawdę duże. Dałbym jakieś 80-90%.
-A to oznacza, że nie musimy za bardzo się starać, żeby na kogoś wpaść. – Uśmiechnąłem się pod nosem. Chciałem komuś przywalić. Już mnie łapki swędzą na myśl o tym.
-Genialny wniosek. – Andree prychnął. – Na twoim miejscu raczej bym się zastanawiał, jak uniknąć zbyt mocnego porachowania kości.
-Dobra, dobra. Mów sobie co chcesz. – Machnąłem ręką na jego złośliwości. – Proponuję, jednak by wreszcie wręczyć komuś ten pistolet.
-Z kim ja muszę się użerać… - Mruknął cicho. Serio? A my to co? Też mamy uczucia. – Skoro już zaproponowałeś rozstrzygnąć tą kwestię, to może pociągnij dalej temat.
-Z przyjemnością. Jak już mi dajesz możliwość zabrania głosu w tak poważnej sprawie to nie mam zamiaru z tej szansy rezygnować. – Przez mój głos przebijała się nuta sarkazmu. Kapitan spojrzał na mnie z odrobiną pogardy w lazurowych oczach. – Rozpatrzymy szanse każdego z nas na obronę. Ja posiadam jakby nie patrzeć bicz no i lepiej czy gorzej potrafię walczyć. Nasz kochany pan kapitan też sądzę, że nie jest bezbronny. Natomiast ty Kaito nie masz zbyt wiele do zaoferowania, jeśli chodzi o czystą walkę. – Wskazałem na chłopaka przed nami.
-Chcesz, abym to ja wziął tą broń? – Chłopak wydawał się trochę przerażony tą wizją.
-To dobry pomysł, aż dziw bierze, że ten osobnik tutaj na to wpadł. – Zmierzył mnie niepochlebnym wzrokiem. – Nie potrafisz posługiwać się bronią?
-Tak jakby, średnio się w tym widzę. – Mruknął.
-Ale to nie jest jakieś bardzo skomplikowane. – Westchnąłem. – Mogę ci to szybko wytłumaczyć. Zawsze będziesz bezpieczniejszy z tym gnatem za paskiem.
-Teraz nie czas na to, bo mamy towarzystwo. – Andree był wpatrzony w swój zegarek , powiedział to poważnym głosem. Czyżby jakiś potężny przeciwniki? Zarówno ja , jak i skrzydlaty koleżka, obróciliśmy się w kierunku, w którym wcześniej zmierzaliśmy. Na czele grupy, która zbliżała się w naszym kierunku szedł koleś o miętowych włosach i charakterystycznych rubinowych oczach. Jak się później okazało niejaki Azusa. W oddali majaczyły dwie postacie. Jeśli mnie wzrok nie mylił, to jedną z nich był ten koleżka mojej niedorobionej siostry. Eh…
(…) I tak skończyłem na ziemi. Byłem równo wkur… wyprowadzony z równowagi. Jeszcze Andree zgrywał teraz wielkiego obrońcę własnego teamu. Doskonale wiedziałem, że jakby okoliczności były inne pozwoliłby Azusie działać i pewnie w tym momencie moje wnętrzności smażyły się niczym kiełbaski na jakimś grillu. Nie zdawałem sobie sprawę, że kapitan przeciwnej drużyny miał Arcanę związaną z elektrycznością. Gdybym to wiedział, możliwe, że bym nie rzucał się jak głupi na pewną śmierć. Ale stało się... Niby bitwa, a nie dają człowiekowi walczyć. Korzystając z okazji, że koledzy kapitanowie się „przekomarzają”, dźwignąłem się z miejsca mojego upadku i otrzepałem grudki ziemi, które znalazły się gdzieniegdzie na moim ubranku.
-Żarty się skończyły… - Azusa wyglądał jak świr. Przeraża mnie facet. Wkurza i przeraża. Najgorsze połączenie. Warto by się stąd zmyć. Albo to on zmyje się pierwszy. Miętowe włosy minęły naszego kapitana i ich właściciel poszedł dalej. Za chwilę dołączyła do niego dwójka przydupasów, to znaczy reszta jego drużyny, czyli drobna dziewczynka o jasnobrązowych włosach i czarnowłosy Lee. Poszli sobie, tak po prostu. No i świetnie, jakoś na razie nie miałem ochotę umierać.
-Co ty robisz? Jesteś niespełna rozumu? Chciałeś zginąć zanim jeszcze cokolwiek się zaczęło? – Andree zwrócił się do mnie z pretensjami.
-O co ci chodzi? Sam mówiłeś, że mamy walczyć. – Mruknąłem niezadowolony. – Spotkaliśmy przeciwną drużynę to myślałem, że będziemy się z nimi mierzyć.
-Nie można ot tak po prostu zaatakować przeciwników. – Prychnął, jakby pozjadał wszystkie rozumy świata. Matko, jak on mnie irytował.
-Przepraszam za moją nierozwagę, panie kapitanie. – Ukłoniłem się głupkowato i wypowiedziałem wszystko z ironicznym uśmieszkiem na ustach.
-Gdyby nie to, że jesteśmy, gdzie jesteśmy to…
-Tak, wiem. Pozwoliłbyś by twój znajomek ze mną skończył. – Już mnie to wszystko nudziło.
-To nie jest żaden zwykły znajomek. – Głos Andree nabrał wyniosłego tonu. – To moja bliźniacza Theta.
Zamilkłem. Z wrażenia i podziwu. Mam za kapitana Thetę, to nie przelewki. Nie, żebym twierdził, że Sigmy są jakieś słabe, czy coś, ale jednak Thety to rzadkość. Przez ten fakt moja opinia o Andree trochę się zmieniła. Nadal mnie wkurzał, to nie ulega wątpliwościom, ale zaczął mnie interesować. Pierwszy raz odkąd jestem w ośrodku mam do czynienia z tego typu Arcaną.
-Może ruszmy dalej, bo zaraz ktoś może nas zaatakować, a jesteśmy w sumie odsłonięci. – Moje przemyślenia przerwał cicho Kaito. Zarówno ja, jak i nasz kapitan spojrzeliśmy na niego roztargnieni.
Andree wydawał się być poruszony sytuacją, która wydarzyła się przed paroma minutami. W końcu stanął po przeciwnej stronie barykady niż jego „bliźniak”. Właśnie mieliśmy ruszyć dalej, gdy moim oczom ukazała się białowłosa, której zimne, niebieskie oczy już tyle razy widziałem. Z przeciwnej strony nadchodziła Sora. Wraz z nią przyplątała się moja śmiechu warta siostrzyczka i jakiś dziwny typek, który wyglądał jak krzyżówka tygrysa z człowiekiem. Uśmiechnąłem się pod nosem. Kiedy pojawia się Sora, od razu przestaje być nudno.
[Ktoś?]
czwartek, 15 września 2016
Od Enzo - C.D Sory
Poszła sobie. Ot tak po prostu mnie zostawiła na pastwę losu. Jeszcze bezczelnie zamknęła drzwi na klucz. I gdzie poszła? Do jakiegoś obcego mężczyzny. Nie ujdzie jej to na sucho, jak ją tylko spotkam to… To coś wymyślę. Bo teraz moja głowa zbytnio nie nadążała za tym co się właściwie działo. Stwierdziłem sobie, że co ja tu będę siedział sam… Otworzyłem drzwi kodem, który przypadkowo zapamiętałem, kiedy oddawałem karteczkę Sorze. Ups, jakie to nieszczęście, że mam taką dobrą pamięć. Znaczy w sumie to mogę się z tego jedynie cieszyć, tylko inni mogą mieć z tego powodu pewne problemy. Wyszedłem z apartamentu zatrzaskując za sobą drzwi. Kiedy poczułem świeże, nocne powietrze od razu zrobiło mi się jakoś jaśniej na umyśle. Udałem się trochę chwiejnym krokiem w kierunku swojego mieszkania. Księżyc świecił, gwiazdy migotały, piękna noc jednym słowem, a ja sobie szedłem samotny. Po prawej stronie płynęła sobie rzeczka. Ciekawe, czy była bardzo mokra? Może to sprawdzić? Ale nie, pewnie jest zimno i nieprzyjemnie. Dreptałem dalej dzielnie brnąc przez księżycową noc. Nagle moja noga minęła się z powołaniem i zamiast na ścieżce, osunęła się po brzegu a ja poleciałem za nią, prosto do wody. Mokrej, jak się okazało i tak, jak myślałem zimnej i nieprzyjemnej. Dzięki tej kąpieli otrzeźwiałem. Szybko wydostałem się na suchy ląd i otrząsnąłem z wody. Pierwsze co przyszło mi do głowy , to gdzie aktualnie znajdowała się Sora. I jak mogła tak po prostu mnie zostawić dla innego faceta? To nie było miłe zachowanie z jej strony. Czyżby po prostu się mną bawiła? Jeśli tak to naprawdę mnie tym uraziła. Z takimi czarnymi myślami dotarłem do domu, gdzie się szybko wysuszyłem i przebrałem w dresy, a potem ułożyłem się do snu. Przekręcałem się z boku na bok ciągle myśląc o zachowaniu Sory. Nie dawało mi to spokoju. Kiedy tylko do mojej sypialni wpadły pierwsze promienie słońca, zerwałem się z łóżka i poszedłem się wykąpać. Postanowiłem iść do białowłosej z powrotem i wyciągnąć z niej, co tak naprawdę robiła w nocy. Nie chciałem do końca uwierzyć w tą bajeczkę o jakimś facecie, ale nie mogłem też powiedzieć, że to nie mogło być prawdą. W końcu Sora jest skrytą osobą, nigdy mogę się nie dowiedzieć co tak naprawdę chodzi jej po tej pięknej główce. Mogę już zawsze widzieć tylko te zimne, błękitne oczy. Ale nie poddam się tak po prostu. O niee, to nie w stylu Enzo Daquin.
(…) Znalazłem się w apartamencie Sigmy, tuż po tym jak ona do niego wróciła. Poszła się wykąpać, a ja zaczaiłem się na nią. Nasza rozmowa ledwo się zaczęła, a dziewczyna walnęła takim tekstem, że ciśnienie od razu mi podskoczyło.
-Ty WCALE nie jesteś zazdrosny, co? – Sora pokręciła głową – Puść mnie. Jestem zmęczona po…. Upojnej nocy – szepnęła. Świetnie, jeszcze się tym chwali. Widocznie jestem tutaj zbędny.
-Skoro ta noc była taka upojna, to ja może wyjdę? Nie będę ci zawadzał. – Odparłem lodowatym głosem. Odwróciłem się do niej plecami i ruszyłem ku drzwiom. Kiedy sięgałem już do klamki, poczułem, jak dziewczyna delikatnie chwyta mnie za palce. Stanąłem i napiąłem wszystkie mięśnie. Już miałem coś jej niemiłego powiedzieć, kiedy Sora przylgnęła do moich pleców. Chciałem się wydostać z tego uścisku, który teraz zamiast mnie wzbudzać we mnie pożądanie, najzwyczajniej w świecie mnie bolał.
-Nie idź… Nie byłam u żadnego innego. – Szepnęła. Wszystkie negatywne emocje błądzące po moim umyśle nagle wyparowały. Białowłosa zaintrygowała mnie swoim niecodziennym zachowaniem. Odsłoniła się, ukazała odrobinę uczuć, czego dotychczas nigdy u niej napotkałem. Ale to chwilowe olśnienie zaraz zostało zastąpione przez gorzki sceptycyzm. Co w takim razie robiła naprawdę?
-Czym, więc się zajmowałaś w nocy? – Mruknąłem nadal chłodnym głosem.
-Naukowcy mnie wezwali. Mieli pewien problem i potrzebowali wsparcia Sigm. Nie jestem jedną z tych lasek, co się puszcza na lewo i prawo. – Odwróciłem się do niej przodem i spojrzałem w jej twarz. Nie wyrażała żadnych emocji. Była wykończona i to nie wyglądało na zmęczenie spowodowane udanym seksem, a co najwyżej upierdliwością naukowców. Uśmiechnąłem się do niej lekko, okręcając pasemko mokrych włosów wokół palca.
-Wierzę ci. – Odparłem cicho. – Ale trochę mnie wkurzyłaś tym kłamstewkiem.
-Czyli jednak jesteś zazdrosny? – Wyrwała się z moich objęć i poszła do swojej sypialni. Ja udałem się za nią.
-Niech ci będzie, troszkę jestem. – Mruknąłem niezadowolony, że się z tym odsłoniłem. Sora wkładała właśnie bieliznę, a ja stałem oparty nonszalancko o framugę. – Chyba będę musiał cię za to ukarać.
-A jaką karę proponujesz? – Białowłosa spojrzała na mnie i lekko zmarszczyła brwi. Stwierdziłem, że skoro miała dość ciężką noc to nie będzie nic ciężkiego. Podszedłem do niej wziąłem na ręce i położyłem na łóżku. Nachyliłem się nad nią i zacząłem błądzić rękoma po jej ciele. Gdzieś w głębi duszy miałem ochotę zerwać z niej bieliznę, ale stwierdziłem, że tak też jest dobrze.
-To ma być twoja kara? – Sora wzdrygnęła się pod wpływem mojego dotyku.
-Bardziej uświadomienie cię, że nie warto nawet kłamać o upojnej nocy z innym mężczyznom, skoro nawet nie wiesz, co to znaczy upojna noc ze mną. – Szepnąłem, ustami muskając jej wrażliwe ucho. Następnie przemieściłem się w okolicach szyi, gdzie usiałem jej aksamitną skórę delikatnymi pocałunkami. Jej ciało napięło się. Reagowało instynktownie. Kontynuowałem wędrówkę moich ust w dół ciała dziewczyny. Dotarłem do krągłych wzniesień jej piersi, gdzie wysunąłem język i zasmakowałem jej gładkiej skóry. Uniosłem się na chwilę i spojrzałem w niebieskie oczy białowłosej. Nie spała. Patrzyła uważnie, jak ją „każę”. Powróciłem do swojego zajęcia. Przejechałem palcem wzdłuż jej zgrabnym brzuszku. Poczułem jak Sora drży od pieszczot, które jej serwowałem. Hihi! Za chwilę się troszkę rozczaruje. Okrążyłem opuszkiem parę razy pępek i zjechałem do linii majtek. Wsunąłem palca , zadzierając gumkę i… puściłem. Podniosłem się na łokciach i wstałem z łóżka.
-Czyżby koniec kary? – Sora usiadła na łóżku.
-Można tak powiedzieć. – Kiwnąłem głową. – Muszę wyjść, bo mam do załatwienia parę spraw.
Powoli ruszyłem ku drzwiom, ciekaw reakcji ze strony kobiety. Wstała z łóżka i złapała mnie za skrawek koszulki.
-Nie możesz ze mną zostać? – Spojrzałem się na nią. Wyraz jej twarzy niby był taki zwyczajny, ale delikatny błysk w oku i lekko uniesione do góry kąciki ust, powodowały, że stawał się jakby uwodzicielski. No proszę…
- A nie jesteś zmęczona po całej nocy na nogach? – Odpowiedziałem pytaniem na pytanie.Prychnęła.
-A jeśli jestem zmęczona to ze mną nie zostaniesz? – Wbiła we mnie wzrok.
-Mogę zostać, ale … - Zawahałem się, jednocześnie uśmiechając się złośliwie. – Kusi mnie odrobinę, żeby odegrać się za to, że zostawiłaś mnie samego w nocy.
Dziewczyna obróciła mnie przodem do siebie i mocno chwyciła za koszulkę.
-Nie chcę, żebyś mnie zostawił samą. – Tego to już w ogóle się po niej spodziewałem. Zmieszany spojrzałem, gdzieś w bok.
- Skoro tak mówisz. – Szepnąłem. – Nie mam wyjścia. Zostanę z tobą.
Spojrzałem prosto w jej oczy. Objąłem delikatnie, podniosłem lekko do góry i usadowiłem na łóżku. Trochę, jak małe dziecko, ale Sora nie była niziołkiem.
-Poczekaj sobie tutaj, ja zaraz wrócę. – Powiedziałem tajemniczo.
-Gdzie się wybierasz? – Zapytała.
-Do twojej kuchni, by zrobić ci coś do jedzenia. – Uśmiechnąłem się szeroko i wyniosłem się do pomieszczenia, gdzie głównym punktem była lodówka. Oceniłem co zawiera i co można z tego zrobić. Postanowiłem zrobić jajecznicę na maśle. Pożywne i proste. Odnalazłem patelnię i wbiłem na nią parę jajek. Dodałem przypraw, masła i trochę pomidorów. Przeniosłem jeszcze gorące danie na dwa talerze. Sam także byłem głodny, więc postanowiłem trochę skosztować. W międzyczasie zaparzyłem herbatę i tak uzbrojony ruszyłem do sypialni. Postawiłem na tacy talerz z parującą jajecznicą a obok kubek herbaty. Ostrożnie ustawiłem cały ten zestaw na łóżku obok Sory.
-Śniadanie do stołu podane! Smacznego! – Mrugnąłem do niej i sam usiadłem z talerzem na fotelu, który stał kącie pokoju.
[Sora?]
(…) Znalazłem się w apartamencie Sigmy, tuż po tym jak ona do niego wróciła. Poszła się wykąpać, a ja zaczaiłem się na nią. Nasza rozmowa ledwo się zaczęła, a dziewczyna walnęła takim tekstem, że ciśnienie od razu mi podskoczyło.
-Ty WCALE nie jesteś zazdrosny, co? – Sora pokręciła głową – Puść mnie. Jestem zmęczona po…. Upojnej nocy – szepnęła. Świetnie, jeszcze się tym chwali. Widocznie jestem tutaj zbędny.
-Skoro ta noc była taka upojna, to ja może wyjdę? Nie będę ci zawadzał. – Odparłem lodowatym głosem. Odwróciłem się do niej plecami i ruszyłem ku drzwiom. Kiedy sięgałem już do klamki, poczułem, jak dziewczyna delikatnie chwyta mnie za palce. Stanąłem i napiąłem wszystkie mięśnie. Już miałem coś jej niemiłego powiedzieć, kiedy Sora przylgnęła do moich pleców. Chciałem się wydostać z tego uścisku, który teraz zamiast mnie wzbudzać we mnie pożądanie, najzwyczajniej w świecie mnie bolał.
-Nie idź… Nie byłam u żadnego innego. – Szepnęła. Wszystkie negatywne emocje błądzące po moim umyśle nagle wyparowały. Białowłosa zaintrygowała mnie swoim niecodziennym zachowaniem. Odsłoniła się, ukazała odrobinę uczuć, czego dotychczas nigdy u niej napotkałem. Ale to chwilowe olśnienie zaraz zostało zastąpione przez gorzki sceptycyzm. Co w takim razie robiła naprawdę?
-Czym, więc się zajmowałaś w nocy? – Mruknąłem nadal chłodnym głosem.
-Naukowcy mnie wezwali. Mieli pewien problem i potrzebowali wsparcia Sigm. Nie jestem jedną z tych lasek, co się puszcza na lewo i prawo. – Odwróciłem się do niej przodem i spojrzałem w jej twarz. Nie wyrażała żadnych emocji. Była wykończona i to nie wyglądało na zmęczenie spowodowane udanym seksem, a co najwyżej upierdliwością naukowców. Uśmiechnąłem się do niej lekko, okręcając pasemko mokrych włosów wokół palca.
-Wierzę ci. – Odparłem cicho. – Ale trochę mnie wkurzyłaś tym kłamstewkiem.
-Czyli jednak jesteś zazdrosny? – Wyrwała się z moich objęć i poszła do swojej sypialni. Ja udałem się za nią.
-Niech ci będzie, troszkę jestem. – Mruknąłem niezadowolony, że się z tym odsłoniłem. Sora wkładała właśnie bieliznę, a ja stałem oparty nonszalancko o framugę. – Chyba będę musiał cię za to ukarać.
-A jaką karę proponujesz? – Białowłosa spojrzała na mnie i lekko zmarszczyła brwi. Stwierdziłem, że skoro miała dość ciężką noc to nie będzie nic ciężkiego. Podszedłem do niej wziąłem na ręce i położyłem na łóżku. Nachyliłem się nad nią i zacząłem błądzić rękoma po jej ciele. Gdzieś w głębi duszy miałem ochotę zerwać z niej bieliznę, ale stwierdziłem, że tak też jest dobrze.
-To ma być twoja kara? – Sora wzdrygnęła się pod wpływem mojego dotyku.
-Bardziej uświadomienie cię, że nie warto nawet kłamać o upojnej nocy z innym mężczyznom, skoro nawet nie wiesz, co to znaczy upojna noc ze mną. – Szepnąłem, ustami muskając jej wrażliwe ucho. Następnie przemieściłem się w okolicach szyi, gdzie usiałem jej aksamitną skórę delikatnymi pocałunkami. Jej ciało napięło się. Reagowało instynktownie. Kontynuowałem wędrówkę moich ust w dół ciała dziewczyny. Dotarłem do krągłych wzniesień jej piersi, gdzie wysunąłem język i zasmakowałem jej gładkiej skóry. Uniosłem się na chwilę i spojrzałem w niebieskie oczy białowłosej. Nie spała. Patrzyła uważnie, jak ją „każę”. Powróciłem do swojego zajęcia. Przejechałem palcem wzdłuż jej zgrabnym brzuszku. Poczułem jak Sora drży od pieszczot, które jej serwowałem. Hihi! Za chwilę się troszkę rozczaruje. Okrążyłem opuszkiem parę razy pępek i zjechałem do linii majtek. Wsunąłem palca , zadzierając gumkę i… puściłem. Podniosłem się na łokciach i wstałem z łóżka.
-Czyżby koniec kary? – Sora usiadła na łóżku.
-Można tak powiedzieć. – Kiwnąłem głową. – Muszę wyjść, bo mam do załatwienia parę spraw.
Powoli ruszyłem ku drzwiom, ciekaw reakcji ze strony kobiety. Wstała z łóżka i złapała mnie za skrawek koszulki.
-Nie możesz ze mną zostać? – Spojrzałem się na nią. Wyraz jej twarzy niby był taki zwyczajny, ale delikatny błysk w oku i lekko uniesione do góry kąciki ust, powodowały, że stawał się jakby uwodzicielski. No proszę…
- A nie jesteś zmęczona po całej nocy na nogach? – Odpowiedziałem pytaniem na pytanie.Prychnęła.
-A jeśli jestem zmęczona to ze mną nie zostaniesz? – Wbiła we mnie wzrok.
-Mogę zostać, ale … - Zawahałem się, jednocześnie uśmiechając się złośliwie. – Kusi mnie odrobinę, żeby odegrać się za to, że zostawiłaś mnie samego w nocy.
Dziewczyna obróciła mnie przodem do siebie i mocno chwyciła za koszulkę.
-Nie chcę, żebyś mnie zostawił samą. – Tego to już w ogóle się po niej spodziewałem. Zmieszany spojrzałem, gdzieś w bok.
- Skoro tak mówisz. – Szepnąłem. – Nie mam wyjścia. Zostanę z tobą.
Spojrzałem prosto w jej oczy. Objąłem delikatnie, podniosłem lekko do góry i usadowiłem na łóżku. Trochę, jak małe dziecko, ale Sora nie była niziołkiem.
-Poczekaj sobie tutaj, ja zaraz wrócę. – Powiedziałem tajemniczo.
-Gdzie się wybierasz? – Zapytała.
-Do twojej kuchni, by zrobić ci coś do jedzenia. – Uśmiechnąłem się szeroko i wyniosłem się do pomieszczenia, gdzie głównym punktem była lodówka. Oceniłem co zawiera i co można z tego zrobić. Postanowiłem zrobić jajecznicę na maśle. Pożywne i proste. Odnalazłem patelnię i wbiłem na nią parę jajek. Dodałem przypraw, masła i trochę pomidorów. Przeniosłem jeszcze gorące danie na dwa talerze. Sam także byłem głodny, więc postanowiłem trochę skosztować. W międzyczasie zaparzyłem herbatę i tak uzbrojony ruszyłem do sypialni. Postawiłem na tacy talerz z parującą jajecznicą a obok kubek herbaty. Ostrożnie ustawiłem cały ten zestaw na łóżku obok Sory.
-Śniadanie do stołu podane! Smacznego! – Mrugnąłem do niej i sam usiadłem z talerzem na fotelu, który stał kącie pokoju.
[Sora?]
środa, 14 września 2016
Od Enzo - C.D Sory
Znalazłem się w gorącej sytuacji. Czułem jak wzbiera we mnie fala pożądania. Kobiece kształty Sory wyraźnie odciskały się na moich plecach. Zastanawiałem się co w takim razie mam zrobić.
-Enzo… zabawmy się trochę.- Dziewczyna zamruczała. To spowodowało, że przestałem się przejmować tym, co teraz zrobię. Postanowiłem poddać się temu dzikiemu instynktowi, który rozgrzewał moje ciało. Chwyciłem dłoń, którą Sora złapała za mój ręcznik, odciągnąłem od moich bioder i obróciłem się w stronę twarzy białowłosej. Moja twarz znajdowała się bardzo blisko jej. Para jednak powodowała, że nawet z tak bliskiej odległości, kobieta wydawała się jedynie senną zjawą. Wolną ręką dotknąłem jej policzka. Palcem wskazującym zacząłem rysować linię wzdłuż jej kości policzkowej po czym zjechałem ku ustom. Opuszkiem obwiodłem zarys jej kształtnych ust, a następnie zatrzymałem się na chwilę na podbródku.
-Igrasz z ogniem. – Mruknąłem głębokim głosem, patrząc jej prosto w oczy. Dziewczyna położyła dłoń na mojej klatce piersiowej i powróciła do rysowania szlaczków na skórze. W pewnym momencie przejechała długim paznokciem po delikatnym naskórku w okolicach pępka.
-Jakim ogniem, wodny chłopczyku? – Złośliwie szepnęła. Zignorowałem to, ponieważ moje palce chciały więcej. Mój dotyk powędrował wzdłuż szyi, gdzie nachyliłem się ku niej i upoiłem zpachem kobiecego ciała. Następnie uniosłem ostrożnie głowę i moje palce zawędrowały niżej poprzez mostek, prosto na skraj ręcznika. Poczułem delikatny zarys piersi, więc musnąłem je opuszkami. Sora wzdrygnęła się, więc szybko spojrzałem w jej oczy, ale one nadal nie wyrażały nic. Zabrałem rękę z ciała dziewczyny i przyłożyłem ją do uda białowłosej. Poczułem jak znowu zadrżała, ale nadal nic się nie zmieniło w jej twarzy. Powędrowałem palcami pod ręcznik.
-Nie możesz się doczekać aż zobaczysz mnie na nago? – Sora mruknęła.
-Już cię widziałem nago, ale mógłbym zobaczyć jeszcze nie raz. – Zmrużyłem powieki.
-Zobaczysz. – Odparła krótko i pochyliła się ku mojej szyi. Po chwili poczułem dotyk jej zmysłowych ust na mojej skórze. Kiedy tylko oderwała wargi od mojej szyi, nachyliłem się ku jej piersiom i tuż przy skraju ręcznika, złożyłem wpierw delikatny całus, który po chwili zamienił się w namiętny pocałunek, skutkiem czego była niewielka malinka. Skończywszy swoje dzieło, uśmiechnąłem się ironicznie i puszczając rękę dziewczyny, oddaliłem się w kierunku męskiej szatni. Po drodze wsuwając kciuk w szparę pomiędzy ręcznikiem a moim biodrem, jednym zgrabnym ruchem ściągnąłem materiał z pasa i przewiesiłem sobie przez szyję. Nie oglądając się na reakcję Sory wszedłem do szatni, gdzie szybko przebrałem się i wysuszyłem. Nadal było mi gorąco po naszym „zbliżeniu” z białowłosą. Zaskakiwało mnie, że pomimo tak naturalnych reakcji ze stron jej ciała, ona sama nie wyraziła nawet najmniejszej oznaki, która wskazywałaby, że jakoś ją to rusza. A ruszało na pewno. Eh… Ciężki z niej przypadek. W holu głównym , spotkałem Sorę. Jej oczy jak zwykle beznamiętnie badały otoczenie. Przynajmniej nie zapadnie krępująca cisza, jakby to miało miejsce w wypadku większości dziewczyn po takiej sytuacji.
-To co teraz? – Zerknąłem zadowolony na moją towarzyszkę.
-Masz jakieś propozycje? – Zero zainteresowania, zero emocji. To irytujące.
-Może wieczorem wybierzemy się do klubu? – Po chwili namysłu zaproponowałem.
-Jakoś mnie ten pomysł nie zachwyca. – Odparła zimno.
-Nie to nie. Pójdę sobie sam. – Wzruszyłem ramionami i skierowałem swoje kroki w stronę domu.
-O której? – Usłyszałem jej głos za plecami.
-O 19 pod klubem. – Odparłem krótko, uśmiechając się do siebie pod nosem. – Do zobaczenia!
Nie usłyszałem odpowiedzi. W mieszkaniu chwilę ogarnąłem panujący tam bałagan i postanowiłem pograć sobie na perkusji. Wybijałem rytm i cicho sobie nuciłem pod nosem. Miałem strasznie dobry humor po „incydencie” w łaźni. Popołudnie minęło mi na robieniu drobnych rzeczy. Po 18 ubrałem się i wyszykowałem do wyjścia. Byłem chwilę przed 19 pod klubem i rozglądając się wśród tłumu dostrzegłem charakterystyczną białą czuprynę.
-Witaj z powrotem! – Wyszczerzyłem się w uśmiechu. Sora nie odwzajemniła mojego gestu, jak zwykle zresztą. – To co wchodzimy?
-Skoro już tu jesteśmy. – Mruknęła. Chyba nie bardzo czuła się w tych klimatach. Podszeliśmy do baru.
-Chcesz się czegoś napić? – Zerknąłem na nią.
-Coli. – Uniosłem zdziwiony brwi. Nie piła?
-Poproszę colę i piwo. – Zgłosiłem barmanowi nasze zamówienie. – Nie lubisz klubów, co?
-Można powiedzieć, że nie jestem ich stałym bywalcem. – Odparła dyplomatycznie.
-No rozumiem. – Pokiwałem głową. Dopiłem resztę piwa i wstałem. Wyciągnąłem rękę do Sory. – Może chociaż zatańczysz ze mną?
[Sora?]
-Enzo… zabawmy się trochę.- Dziewczyna zamruczała. To spowodowało, że przestałem się przejmować tym, co teraz zrobię. Postanowiłem poddać się temu dzikiemu instynktowi, który rozgrzewał moje ciało. Chwyciłem dłoń, którą Sora złapała za mój ręcznik, odciągnąłem od moich bioder i obróciłem się w stronę twarzy białowłosej. Moja twarz znajdowała się bardzo blisko jej. Para jednak powodowała, że nawet z tak bliskiej odległości, kobieta wydawała się jedynie senną zjawą. Wolną ręką dotknąłem jej policzka. Palcem wskazującym zacząłem rysować linię wzdłuż jej kości policzkowej po czym zjechałem ku ustom. Opuszkiem obwiodłem zarys jej kształtnych ust, a następnie zatrzymałem się na chwilę na podbródku.
-Igrasz z ogniem. – Mruknąłem głębokim głosem, patrząc jej prosto w oczy. Dziewczyna położyła dłoń na mojej klatce piersiowej i powróciła do rysowania szlaczków na skórze. W pewnym momencie przejechała długim paznokciem po delikatnym naskórku w okolicach pępka.
-Jakim ogniem, wodny chłopczyku? – Złośliwie szepnęła. Zignorowałem to, ponieważ moje palce chciały więcej. Mój dotyk powędrował wzdłuż szyi, gdzie nachyliłem się ku niej i upoiłem zpachem kobiecego ciała. Następnie uniosłem ostrożnie głowę i moje palce zawędrowały niżej poprzez mostek, prosto na skraj ręcznika. Poczułem delikatny zarys piersi, więc musnąłem je opuszkami. Sora wzdrygnęła się, więc szybko spojrzałem w jej oczy, ale one nadal nie wyrażały nic. Zabrałem rękę z ciała dziewczyny i przyłożyłem ją do uda białowłosej. Poczułem jak znowu zadrżała, ale nadal nic się nie zmieniło w jej twarzy. Powędrowałem palcami pod ręcznik.
-Nie możesz się doczekać aż zobaczysz mnie na nago? – Sora mruknęła.
-Już cię widziałem nago, ale mógłbym zobaczyć jeszcze nie raz. – Zmrużyłem powieki.
-Zobaczysz. – Odparła krótko i pochyliła się ku mojej szyi. Po chwili poczułem dotyk jej zmysłowych ust na mojej skórze. Kiedy tylko oderwała wargi od mojej szyi, nachyliłem się ku jej piersiom i tuż przy skraju ręcznika, złożyłem wpierw delikatny całus, który po chwili zamienił się w namiętny pocałunek, skutkiem czego była niewielka malinka. Skończywszy swoje dzieło, uśmiechnąłem się ironicznie i puszczając rękę dziewczyny, oddaliłem się w kierunku męskiej szatni. Po drodze wsuwając kciuk w szparę pomiędzy ręcznikiem a moim biodrem, jednym zgrabnym ruchem ściągnąłem materiał z pasa i przewiesiłem sobie przez szyję. Nie oglądając się na reakcję Sory wszedłem do szatni, gdzie szybko przebrałem się i wysuszyłem. Nadal było mi gorąco po naszym „zbliżeniu” z białowłosą. Zaskakiwało mnie, że pomimo tak naturalnych reakcji ze stron jej ciała, ona sama nie wyraziła nawet najmniejszej oznaki, która wskazywałaby, że jakoś ją to rusza. A ruszało na pewno. Eh… Ciężki z niej przypadek. W holu głównym , spotkałem Sorę. Jej oczy jak zwykle beznamiętnie badały otoczenie. Przynajmniej nie zapadnie krępująca cisza, jakby to miało miejsce w wypadku większości dziewczyn po takiej sytuacji.
-To co teraz? – Zerknąłem zadowolony na moją towarzyszkę.
-Masz jakieś propozycje? – Zero zainteresowania, zero emocji. To irytujące.
-Może wieczorem wybierzemy się do klubu? – Po chwili namysłu zaproponowałem.
-Jakoś mnie ten pomysł nie zachwyca. – Odparła zimno.
-Nie to nie. Pójdę sobie sam. – Wzruszyłem ramionami i skierowałem swoje kroki w stronę domu.
-O której? – Usłyszałem jej głos za plecami.
-O 19 pod klubem. – Odparłem krótko, uśmiechając się do siebie pod nosem. – Do zobaczenia!
Nie usłyszałem odpowiedzi. W mieszkaniu chwilę ogarnąłem panujący tam bałagan i postanowiłem pograć sobie na perkusji. Wybijałem rytm i cicho sobie nuciłem pod nosem. Miałem strasznie dobry humor po „incydencie” w łaźni. Popołudnie minęło mi na robieniu drobnych rzeczy. Po 18 ubrałem się i wyszykowałem do wyjścia. Byłem chwilę przed 19 pod klubem i rozglądając się wśród tłumu dostrzegłem charakterystyczną białą czuprynę.
-Witaj z powrotem! – Wyszczerzyłem się w uśmiechu. Sora nie odwzajemniła mojego gestu, jak zwykle zresztą. – To co wchodzimy?
-Skoro już tu jesteśmy. – Mruknęła. Chyba nie bardzo czuła się w tych klimatach. Podszeliśmy do baru.
-Chcesz się czegoś napić? – Zerknąłem na nią.
-Coli. – Uniosłem zdziwiony brwi. Nie piła?
-Poproszę colę i piwo. – Zgłosiłem barmanowi nasze zamówienie. – Nie lubisz klubów, co?
-Można powiedzieć, że nie jestem ich stałym bywalcem. – Odparła dyplomatycznie.
-No rozumiem. – Pokiwałem głową. Dopiłem resztę piwa i wstałem. Wyciągnąłem rękę do Sory. – Może chociaż zatańczysz ze mną?
[Sora?]
poniedziałek, 12 września 2016
Od Enzo - C.D Sory
Tak dobrze mi się spało. Nie był to sen obciążony przez gorączkę, tylko zdrowy, głęboki sen. Kiedy usłyszałem jak Sora wykonuje jakieś ruchy, uchyliłem jedno oczko, drugim nadal śpiąc. Dziewczyna stała do mnie tyłem i zakładała właśnie koronkowy komplet bielizny. Pasował jej idealnie, ale bez niego wyglądała równie dobrze, o ile nie lepiej.
-Masz takie wyczucie i wiesz kiedy patrzeć, żeby ujrzeć coś interesującego, czy to przypadek? – Cholera zauważyła, że się patrzę. A myślałem, że nie będę musiał się wybudzać, by jej odpowiadać i trwać w słodkim śnie na jawie.
-Zawsze dostaje to czego chce i podobnie jest w tym przypadku. – Otworzyłem drugie oko i przeciągnąłem się nadal leżąc.
- Rozumiem, że teraz chciałeś mnie po prostu zobaczyć nago? A może w tej koronkowej bieliźnie? – Sora czesała białe kosmyki niewielkim grzebieniem.
-To pozostawię dla siebie. – Usiadłem i przetarłem oczy pięścią. – Która godzina?
- Dochodzi 7. – Dziewczyna poinformowała mnie.
-Jejku, ale wcześnie. – Ziewnąłem. – Jakoś zachciało mi się znowu spać.
-To śpij. Nikt ci nie zabrania. – Mruknęła i wyszła z pokoju. Pościel była taka miła i ciepła, ale stwierdziłem, że jednak warto już wstać. Poczłapałem za panią tego apartamentu. Wylądowaliśmy w kuchni.
-Co? Już się wyspałeś? – Sora wbiła we mnie swoje spojrzenie.
-No tak jakby. Zdecydowałem, że nie warto za długo spać. – Uśmiechnąłem się pod nosem. – A przynajmniej w tak interesującym towarzystwie.
-A może jesteś po prostu głodny? – Otworzyła lodówkę i zaczęła wyjmować pojedyncze produkty spożywcze.
-Nie. W obecnym stanie nie odczuwam głodu. – Uważnie obserwowałem, jak dziewczyna robi sobie kanapkę.
-A jaki to stan? – Zwróciła się w moją stronę i wygięła nieznacznie usta.
-Taki, w którym jeszcze wydaje mi się, że nie do końca wstałem z łóżka i nadal śnię. – Skierowaliśmy się w stronę sofy. Dziewczyna wdzięcznie usiadła i zaczęła powoli konsumować swój posiłek.
-Hmm… Interesujący stan. – Odparła wypranym z jakiekolwiek ciekawości głosem, co przeczyło jej słowom.
- Za to ty, jak widzę, już jesteś w pełni przebudzona? – Uniosłem brew ku górze.
-Można tak powiedzieć. – Skończyła jeść i wróciła do kuchni, gdzie zmyła naczynie i jeszcze chwilę się krzątała. Ja za to poszedłem do sypialni, by sprzątnąć futon, na którym dostąpiłem zaszczytu spania. Nagle usłyszałem głośne walenie do drzwi. Sora podeszła do drzwi, lecz wcześniej zajrzała do sypialni i powiedziała mi, żebym się nie ruszał z tego pokoju. Zastanawiało mnie kto to mógł być? Widać, że ta wizyta wprawiła Sigmę w spore zmieszanie. Albo może złość? Nie wiem, jak zwykle nie dawała jawnych odczuć co do swojego stanu emocjonalnego. Drzwi się otworzyły.
-Carter! Gdzie masz ten cholerny kluczyk?! – Usłyszałem znajomy głos rudego facecika.
-Kluczyk? – Sora udała, że się zastanawia. – Wiesz, chyba go gdzieś zgubiłam. Idź sobie go poszukaj, jak ci na nim tak zależy.
-Kłamiesz. – Naukowiec był wkurzony. Słyszałem to po jego piskliwym, wysokim głosiku. – Wpuść mnie. Zaraz sobie znajdę ten klucz.
-Co ty mówisz? Będziesz mi grzebał po rzeczach? – Sora nadal mówiła tym swoim bezbarwnym tonem, aczkolwiek słychać było echo przebijającego się gniewu.
-Nie wpuścisz mnie po dobroci? – Burknął tamten. – To spróbuj teraz się przeciwstawić.
Usłyszałem jakiś łomot i Sora już się nie odezwała. Możliwe, że ten idiota zastosował to samo wobec niej, co wobec mnie. Muszę go jakoś spławić i pomóc dziewczynie. Jedynym najlepszym rozwiązaniem będzie wzięcie go znienacka. Poczekam aż sam dotrze do sypialni. Słyszałem jak krąży po domu i przewala różne rzeczy. Nagle jego kroki rozbrzmiały tuż przed drzwiami do pokoju, w którym się znajdowałem. Wyjąłem bicz. Wszedł i nawet się nie rozejrzał. Od razu rzucił się na poszukiwania mojego kluczyka. To dało mi przewagę. Skupiłem się i użyłem fouet de l'eau , co spowodowało, że mój bicz został otoczony przez strumień wody. Obniżyłem znacząco temperaturę cieczy i jednym celnym uderzeniem trafiłem w naukowca. W zderzeniu z lodowatą wodą dostał szoku termicznego, w wyniku czego zaczął łapczywie łapać powietrze – dostał hiperwentylacji. Nie móc dojść do siebie, w wyniku gwałtownego spadku dwutlenku węgla we krwi, przez co jego mózg miał nie dostarczonej wystarczającej ilości krwi. To z kolei skutkowało utratą świadomości – w tym momencie rudzielec padł zemdlony na podłogę.
-Hehe, i kto tu jest mądrzejszy? – Uśmiechnąłem się pod nosem. Już kiedyś wypróbowałem taki atak. Skutek zawsze mnie zachwycał. Wziąłem niewielkiego facecika na ręce i wyniosłem z mieszkania. Zostawiłem go w pobliskim lasku. Kiedy się ocknie, pewnie mu chwilę się zejdzie zanim połapie się, gdzie aktualnie przebywa. Z nim mam spokój. Teraz trzeba zająć się Sorą. Wróciłem do jej apartamentu i podniosłem ją z podłogi. Nadal była nieprzytomna. Ciężko było mi stwierdzić , co ten debil jej zrobił, ale podobnie jak ja wcześniej, miała wysoką gorączkę. Ułożyłem ją na łóżku i poszedłem do toalety, by zmoczyć ręcznik. Taki okład ułożyłem ostrożnie na czole białowłosej i ostrożnie usiadłem na skraju łóżka. Minuty upływały, aż w końcu Sora uchyliła powieki.
-Jak się czujesz? – Spytałem cicho. Dziewczyna rozejrzała się. Poczuła chłód ręcznika i dotknęła ostrożnie czoła.
-Nic mi nie jest. – Podsumowała.
-Tak, na pewno. – Zachichotałem. – Jak leżałaś nieprzytomna przez dobre pół godziny to mi nie wmawiaj teraz takich głupotek.
Białowłosa prychnęła.
- Dlaczego zostałeś? – Nie uzyskałem odpowiedzi na moje pytanie.
-Jest kilka powodów. – Powiedziałem poważnie. – Chciałem skopać tyłek temu rudemu idiocie, bo mnie strasznie wkurza. Poza tym nie zostawiłbym cię tak na pastwę losu. Niby jesteś w swoim mieszkaniu, ale to nie znaczy, że nic ci nie grozi.
Naprawdę nie mógłbym jej zostawić samej. Przecież mogło to się skończyć jeszcze gorzej. A w końcu, co jak co ale nie pozwolę, żeby coś się jej stało. Za bardzo mnie intryguje. Sora wyciągnęła dłoń w moim kierunku.
-Martwisz się? - Delikatne palce dziewczyny dotknęły mojego policzka.
-Może. – Odparłem cicho i odwróciłem wzrok. Jakoś to zachowanie nie pasowało do jej dotychczasowej postawy.
[Sora?]
-Masz takie wyczucie i wiesz kiedy patrzeć, żeby ujrzeć coś interesującego, czy to przypadek? – Cholera zauważyła, że się patrzę. A myślałem, że nie będę musiał się wybudzać, by jej odpowiadać i trwać w słodkim śnie na jawie.
-Zawsze dostaje to czego chce i podobnie jest w tym przypadku. – Otworzyłem drugie oko i przeciągnąłem się nadal leżąc.
- Rozumiem, że teraz chciałeś mnie po prostu zobaczyć nago? A może w tej koronkowej bieliźnie? – Sora czesała białe kosmyki niewielkim grzebieniem.
-To pozostawię dla siebie. – Usiadłem i przetarłem oczy pięścią. – Która godzina?
- Dochodzi 7. – Dziewczyna poinformowała mnie.
-Jejku, ale wcześnie. – Ziewnąłem. – Jakoś zachciało mi się znowu spać.
-To śpij. Nikt ci nie zabrania. – Mruknęła i wyszła z pokoju. Pościel była taka miła i ciepła, ale stwierdziłem, że jednak warto już wstać. Poczłapałem za panią tego apartamentu. Wylądowaliśmy w kuchni.
-Co? Już się wyspałeś? – Sora wbiła we mnie swoje spojrzenie.
-No tak jakby. Zdecydowałem, że nie warto za długo spać. – Uśmiechnąłem się pod nosem. – A przynajmniej w tak interesującym towarzystwie.
-A może jesteś po prostu głodny? – Otworzyła lodówkę i zaczęła wyjmować pojedyncze produkty spożywcze.
-Nie. W obecnym stanie nie odczuwam głodu. – Uważnie obserwowałem, jak dziewczyna robi sobie kanapkę.
-A jaki to stan? – Zwróciła się w moją stronę i wygięła nieznacznie usta.
-Taki, w którym jeszcze wydaje mi się, że nie do końca wstałem z łóżka i nadal śnię. – Skierowaliśmy się w stronę sofy. Dziewczyna wdzięcznie usiadła i zaczęła powoli konsumować swój posiłek.
-Hmm… Interesujący stan. – Odparła wypranym z jakiekolwiek ciekawości głosem, co przeczyło jej słowom.
- Za to ty, jak widzę, już jesteś w pełni przebudzona? – Uniosłem brew ku górze.
-Można tak powiedzieć. – Skończyła jeść i wróciła do kuchni, gdzie zmyła naczynie i jeszcze chwilę się krzątała. Ja za to poszedłem do sypialni, by sprzątnąć futon, na którym dostąpiłem zaszczytu spania. Nagle usłyszałem głośne walenie do drzwi. Sora podeszła do drzwi, lecz wcześniej zajrzała do sypialni i powiedziała mi, żebym się nie ruszał z tego pokoju. Zastanawiało mnie kto to mógł być? Widać, że ta wizyta wprawiła Sigmę w spore zmieszanie. Albo może złość? Nie wiem, jak zwykle nie dawała jawnych odczuć co do swojego stanu emocjonalnego. Drzwi się otworzyły.
-Carter! Gdzie masz ten cholerny kluczyk?! – Usłyszałem znajomy głos rudego facecika.
-Kluczyk? – Sora udała, że się zastanawia. – Wiesz, chyba go gdzieś zgubiłam. Idź sobie go poszukaj, jak ci na nim tak zależy.
-Kłamiesz. – Naukowiec był wkurzony. Słyszałem to po jego piskliwym, wysokim głosiku. – Wpuść mnie. Zaraz sobie znajdę ten klucz.
-Co ty mówisz? Będziesz mi grzebał po rzeczach? – Sora nadal mówiła tym swoim bezbarwnym tonem, aczkolwiek słychać było echo przebijającego się gniewu.
-Nie wpuścisz mnie po dobroci? – Burknął tamten. – To spróbuj teraz się przeciwstawić.
Usłyszałem jakiś łomot i Sora już się nie odezwała. Możliwe, że ten idiota zastosował to samo wobec niej, co wobec mnie. Muszę go jakoś spławić i pomóc dziewczynie. Jedynym najlepszym rozwiązaniem będzie wzięcie go znienacka. Poczekam aż sam dotrze do sypialni. Słyszałem jak krąży po domu i przewala różne rzeczy. Nagle jego kroki rozbrzmiały tuż przed drzwiami do pokoju, w którym się znajdowałem. Wyjąłem bicz. Wszedł i nawet się nie rozejrzał. Od razu rzucił się na poszukiwania mojego kluczyka. To dało mi przewagę. Skupiłem się i użyłem fouet de l'eau , co spowodowało, że mój bicz został otoczony przez strumień wody. Obniżyłem znacząco temperaturę cieczy i jednym celnym uderzeniem trafiłem w naukowca. W zderzeniu z lodowatą wodą dostał szoku termicznego, w wyniku czego zaczął łapczywie łapać powietrze – dostał hiperwentylacji. Nie móc dojść do siebie, w wyniku gwałtownego spadku dwutlenku węgla we krwi, przez co jego mózg miał nie dostarczonej wystarczającej ilości krwi. To z kolei skutkowało utratą świadomości – w tym momencie rudzielec padł zemdlony na podłogę.
-Hehe, i kto tu jest mądrzejszy? – Uśmiechnąłem się pod nosem. Już kiedyś wypróbowałem taki atak. Skutek zawsze mnie zachwycał. Wziąłem niewielkiego facecika na ręce i wyniosłem z mieszkania. Zostawiłem go w pobliskim lasku. Kiedy się ocknie, pewnie mu chwilę się zejdzie zanim połapie się, gdzie aktualnie przebywa. Z nim mam spokój. Teraz trzeba zająć się Sorą. Wróciłem do jej apartamentu i podniosłem ją z podłogi. Nadal była nieprzytomna. Ciężko było mi stwierdzić , co ten debil jej zrobił, ale podobnie jak ja wcześniej, miała wysoką gorączkę. Ułożyłem ją na łóżku i poszedłem do toalety, by zmoczyć ręcznik. Taki okład ułożyłem ostrożnie na czole białowłosej i ostrożnie usiadłem na skraju łóżka. Minuty upływały, aż w końcu Sora uchyliła powieki.
-Jak się czujesz? – Spytałem cicho. Dziewczyna rozejrzała się. Poczuła chłód ręcznika i dotknęła ostrożnie czoła.
-Nic mi nie jest. – Podsumowała.
-Tak, na pewno. – Zachichotałem. – Jak leżałaś nieprzytomna przez dobre pół godziny to mi nie wmawiaj teraz takich głupotek.
Białowłosa prychnęła.
- Dlaczego zostałeś? – Nie uzyskałem odpowiedzi na moje pytanie.
-Jest kilka powodów. – Powiedziałem poważnie. – Chciałem skopać tyłek temu rudemu idiocie, bo mnie strasznie wkurza. Poza tym nie zostawiłbym cię tak na pastwę losu. Niby jesteś w swoim mieszkaniu, ale to nie znaczy, że nic ci nie grozi.
Naprawdę nie mógłbym jej zostawić samej. Przecież mogło to się skończyć jeszcze gorzej. A w końcu, co jak co ale nie pozwolę, żeby coś się jej stało. Za bardzo mnie intryguje. Sora wyciągnęła dłoń w moim kierunku.
-Martwisz się? - Delikatne palce dziewczyny dotknęły mojego policzka.
-Może. – Odparłem cicho i odwróciłem wzrok. Jakoś to zachowanie nie pasowało do jej dotychczasowej postawy.
[Sora?]
niedziela, 11 września 2016
Od Enzo - C.D Sory
Nie wiem do końca, co mną powodowało, gdy skierowałem swe kroki do apartamentu Sory. Po tym, jak się obudziłem z ciężkiego snu, moja temperatura powróciła do w miarę normalnego poziomu. Byłem cały spocony, więc najpierw udałem się do łazienki, aby doprowadzić swoje ciało do jako takiego stanu. Po tych podstawowych czynnościach, stwierdziłem, że moje mieszkanie zionie pustką. Nie mogłem przez to znaleźć sobie miejsca, więc postanowiłem znaleźć osobę, która tą pustkę spowodowała. Sorę. Drogę do jej domu znałem, więc ruszyłem w tamtym kierunku, mając nadzieję, że zastanę ją w apartamencie. No i oczywiście, że tam była. I to w dodatku w całkiem ciekawej sytuacji. W kąpieli. Nasza konwersacja, jak zwykle była interesująca. Jej ostatni wniosek poparła lekkim uniesieniem kącika ust. Wyczuwałem, że jestem na przegranej pozycji w tym słownym starciu, ale mimo to zaryzykowałem.
-Mylisz się. –Odparłem. – Ja się nie denerwuję. Intrygujesz mnie ty i twój tok myślenia.
-Przekonajmy się. – Odparła cicho. – Dlaczego nie chcesz mnie zobaczyć nago? Może się wstydzisz?
W jej głosie można było usłyszeć nutkę sarkazmu i złośliwości. Zaśmiała się lekko. Ten uśmiech nie był zwykły. Był to śmiech, który tak naprawdę nie wyrażał żadnych emocji. Nie zdradzał jej prawdziwych zamiarów, ani odczuć.
-A dlaczego ty tak się tego kurczowo trzymasz? Nie jestem żadnym zboczeńcem i według mnie obejrzenie cię teraz nago byłoby po prostu wyczynem na miarę, jakiegoś przygłupa, który korzysta z okazji, by podrasować swoje seksualne wyobrażenia. – Oparłem się nonszalancko o ścianę. – A ja do takiego gatunku mężczyzn nie należę.
-To po co tutaj stoisz i zmagasz się z własnymi myślami? Enzo jesteś zabawny... naprawdę myślisz, że za takiego cie mam? Właśnie w taki sposób pokazujesz mi jak bardzo się opierasz przed tym by tutaj nie wejść. – Ta kobieta … doprowadzi mnie, kiedyś do szału.
-Nie powiedziałem, że się nie opieram. Jestem w końcu facetem. Ale panuję nad swoimi samczymi odruchami i po prostu z szacunku do ciebie nie wejdę na chama. – Westchnąłem ciężko. Chyba mi nie pozostaje nic innego, jak zrobić jedną rzecz. – Jedno rozwiąże cały ten problem.
-Niby co takiego? – Zrobiłem krok do przodu.
-Wejdę do ciebie i będziesz mogła się przekonać o moich prawdziwych emocjach. – Zaśmiałem się cicho. – Ja nie trzymam ich aż tak krótko na smycz, jak ty swoje.
-Czyli jednak w końcu chcesz mnie zobaczyć nago? – Jej głos nadal był perfekcyjnie opanowany. Ale czułem, że tak naprawdę odczuwa w tej chwili złośliwą satysfakcję. Jaki to ja jestem prosty i głupi facet. No nic. Szczerze, obecnie mnie nie bardzo to interesowało. Bardziej chciałem móc badać jej mimikę i te fascynujące zimne oczy. Tak nieprzenikliwe, a tak hipnotyzujące. Powoli wszedłem do łazienki. Moim oczom ukazała się białowłosa skąpana w morzu puszystej piany. Gdzieniegdzie prześwitywała naga, gładka skóra i przebijały się kobiece kształty. Zbyt dużo nie zobaczyłem, ale jej sposób bycia powodował, że miałem wrażenie, że za chwilę odkryję jakąś tajemnicę, która skryta była pod pianą.
-Gdyby nie ta piana miałbym dużo lepszy widok. To trochę jak zwiastun filmu, widać jedynie efektowny montaż ale nie można dostrzec całego kunsztu produkcji. – Uważnie obserwowałem Sorę, która odwdzięczała mi się tym samym. Dziewczyna poruszyła się nieznacznie i ujrzałem sine ramię. Ciekawe, co jej się stało?
-Jakie górnolotne porównanie. – Mruknęła i dmuchnęła w pianę. Podszedłem bliżej i oparłem się rękoma o wannę. Zlustrowałem uważnie jej obite ramionko.
-Ktoś cię pobił? – Zmarszczyłem brwi. – A może dostałaś za coś od przełożonych?
Jeśli naprawdę odebrała mój kluczyk temu naukowcu to czy możliwa jest taka opcja, że komuś mogło się to nie spodobać? Nie znam szczegółów dotyczących zarządzania tym ośrodkiem, ale kto wie co tam się wyprawia?
-Nieważne. Nie twój interes. – Odparła lodowato. Czyli to jednak grubsza sprawa… Nie będę jej denerwować. Chwyciłem ostrożnie to biedne ramię i delikatnymi ruchami palców zacząłem je masować.
-Nie boli? – Zerknąłem uważnie na jej twarz, która jak zwykle nie zdradzała zbyt wiele.
-Dam sobie radę. Nie musisz nic robić. To wcale tak bardzo nie boli. – Odgarnęła moją dłoń ze swojego ramienia.
-Jak chcesz. – Wzruszyłem ramionami i klapnąłem na podłogę, opierając się plecami o wannę. Wyciągnąłem rękę i zanurzyłem palce w ciepłej wodzie. – Długo będziesz się jeszcze kąpać?
-Dopóki nie stwierdzę, że mam dość. Dlaczego pytasz? – Dziewczyna chlapnęła wodą w moją stronę.
-Nudzi mi się po prostu. – Mruknąłem. – Nie jestem przyzwyczajony do takiego bezczynnego siedzenia.
-A co zwykle robisz? – Słyszałem jak Sora bierze gąbkę i powoli przesuwa nią po swojej skórze.
-Różne rzeczy. – Przechyliłem głowę do tyłu i wpatrzyłem się w sufit. Nagle twarz białowłosej pojawiła nade mną. Z jej mokrych włosów skapywały pojedyncze krople wody na moje policzki.
-Na przykład co? Wchodzisz do cudzych domów bez pytania? – Jej brwi się nieznacznie zmarszczyły, jakby próbowały coś wyrazić, ale ich właścicielka na to nie zezwoliła.
-Tak, ostatnio mam jakieś takie ciągoty. Szczególnie upodobałem sobie jeden dom. – Uśmiechnąłem się pod nosem i przechyliłem głowę z powrotem do przodu. – Często też pływam.
-Jakoś mnie to nie dziwi. – Usłyszałem głośny plusk wody i po chwili zauważyłem zgrabną nogę sięgającą zimnych płytek obok mnie. – Woda zrobiła się zimna.
Dziewczyna bez najmniejszego wstydu sięgnęła po ręcznik, którym się wytarła i narzuciła na siebie niewiele zakrywający jedwabny szlafroczek.
-To co teraz robimy? – Odchrząknąłem. Nie powiem, te widoki zrobiły na mnie spore wrażenie.
-Może jakiś film? – Zaproponowała wychodząc z łazienki. –Chcesz się czegoś napić?
-To ja coś znajdę. – Zerwałem się z podłogi i usiadłem na miękkiej sofie przed wielką plazmą. – Poproszę wody.
-Z lodem czy bez? – Usłyszałem dolatujący z kuchni dźwięczny głos.
-Z lodem. – Odparłem i zacząłem przełączać kanały. W końcu trafiłem na jakiś film akcji. Było sporo strzelania i ogólnej bitki. Sora przybyła ze szklankami w dłoniach i ustawiła je na stoliku do kawy. Założyła ręce na piersi. Miała lekko zdegustowaną minę.
-Co to za badziewie? – Mruknęła niezadowolona. Wzięła pilota i zmieniła parę razy kanał. Stanęło na jakiejś komedii romantycznej. Usiadła obok mnie i zaczęliśmy oglądać. Akcja toczyła się zwykłym, mdłym tempem charakterystycznym dla tego gatunku. W momencie kulminacyjnym zakochani w sobie główni bohaterowie zaczęli się całować. Spojrzałem na Sorę. Spodziewałem się tego zimnego spojrzenia i braku jakichkolwiek emocji, ale nie tego co dane było mi zaobserwować… Dziewczyna spała. Musiało jej być odrobinę zimno, bo dostrzegłem gęsią skórkę na jej przedramieniu. Poszukałem jakiegoś koca i przykryłem ją ostrożnie, a następnie delikatnie pocałowałem w czoło. Ten film chyba mi w głowie poprzewracał. Otrząsnąłem się i ruszyłem umyć szklanki. Coś jest ze mną bardzo nie tak… Chociaż? Sora sama prowokowała swoim bezwstydnym zachowaniem. ^^
[Sora?]
-Mylisz się. –Odparłem. – Ja się nie denerwuję. Intrygujesz mnie ty i twój tok myślenia.
-Przekonajmy się. – Odparła cicho. – Dlaczego nie chcesz mnie zobaczyć nago? Może się wstydzisz?
W jej głosie można było usłyszeć nutkę sarkazmu i złośliwości. Zaśmiała się lekko. Ten uśmiech nie był zwykły. Był to śmiech, który tak naprawdę nie wyrażał żadnych emocji. Nie zdradzał jej prawdziwych zamiarów, ani odczuć.
-A dlaczego ty tak się tego kurczowo trzymasz? Nie jestem żadnym zboczeńcem i według mnie obejrzenie cię teraz nago byłoby po prostu wyczynem na miarę, jakiegoś przygłupa, który korzysta z okazji, by podrasować swoje seksualne wyobrażenia. – Oparłem się nonszalancko o ścianę. – A ja do takiego gatunku mężczyzn nie należę.
-To po co tutaj stoisz i zmagasz się z własnymi myślami? Enzo jesteś zabawny... naprawdę myślisz, że za takiego cie mam? Właśnie w taki sposób pokazujesz mi jak bardzo się opierasz przed tym by tutaj nie wejść. – Ta kobieta … doprowadzi mnie, kiedyś do szału.
-Nie powiedziałem, że się nie opieram. Jestem w końcu facetem. Ale panuję nad swoimi samczymi odruchami i po prostu z szacunku do ciebie nie wejdę na chama. – Westchnąłem ciężko. Chyba mi nie pozostaje nic innego, jak zrobić jedną rzecz. – Jedno rozwiąże cały ten problem.
-Niby co takiego? – Zrobiłem krok do przodu.
-Wejdę do ciebie i będziesz mogła się przekonać o moich prawdziwych emocjach. – Zaśmiałem się cicho. – Ja nie trzymam ich aż tak krótko na smycz, jak ty swoje.
-Czyli jednak w końcu chcesz mnie zobaczyć nago? – Jej głos nadal był perfekcyjnie opanowany. Ale czułem, że tak naprawdę odczuwa w tej chwili złośliwą satysfakcję. Jaki to ja jestem prosty i głupi facet. No nic. Szczerze, obecnie mnie nie bardzo to interesowało. Bardziej chciałem móc badać jej mimikę i te fascynujące zimne oczy. Tak nieprzenikliwe, a tak hipnotyzujące. Powoli wszedłem do łazienki. Moim oczom ukazała się białowłosa skąpana w morzu puszystej piany. Gdzieniegdzie prześwitywała naga, gładka skóra i przebijały się kobiece kształty. Zbyt dużo nie zobaczyłem, ale jej sposób bycia powodował, że miałem wrażenie, że za chwilę odkryję jakąś tajemnicę, która skryta była pod pianą.
-Gdyby nie ta piana miałbym dużo lepszy widok. To trochę jak zwiastun filmu, widać jedynie efektowny montaż ale nie można dostrzec całego kunsztu produkcji. – Uważnie obserwowałem Sorę, która odwdzięczała mi się tym samym. Dziewczyna poruszyła się nieznacznie i ujrzałem sine ramię. Ciekawe, co jej się stało?
-Jakie górnolotne porównanie. – Mruknęła i dmuchnęła w pianę. Podszedłem bliżej i oparłem się rękoma o wannę. Zlustrowałem uważnie jej obite ramionko.
-Ktoś cię pobił? – Zmarszczyłem brwi. – A może dostałaś za coś od przełożonych?
Jeśli naprawdę odebrała mój kluczyk temu naukowcu to czy możliwa jest taka opcja, że komuś mogło się to nie spodobać? Nie znam szczegółów dotyczących zarządzania tym ośrodkiem, ale kto wie co tam się wyprawia?
-Nieważne. Nie twój interes. – Odparła lodowato. Czyli to jednak grubsza sprawa… Nie będę jej denerwować. Chwyciłem ostrożnie to biedne ramię i delikatnymi ruchami palców zacząłem je masować.
-Nie boli? – Zerknąłem uważnie na jej twarz, która jak zwykle nie zdradzała zbyt wiele.
-Dam sobie radę. Nie musisz nic robić. To wcale tak bardzo nie boli. – Odgarnęła moją dłoń ze swojego ramienia.
-Jak chcesz. – Wzruszyłem ramionami i klapnąłem na podłogę, opierając się plecami o wannę. Wyciągnąłem rękę i zanurzyłem palce w ciepłej wodzie. – Długo będziesz się jeszcze kąpać?
-Dopóki nie stwierdzę, że mam dość. Dlaczego pytasz? – Dziewczyna chlapnęła wodą w moją stronę.
-Nudzi mi się po prostu. – Mruknąłem. – Nie jestem przyzwyczajony do takiego bezczynnego siedzenia.
-A co zwykle robisz? – Słyszałem jak Sora bierze gąbkę i powoli przesuwa nią po swojej skórze.
-Różne rzeczy. – Przechyliłem głowę do tyłu i wpatrzyłem się w sufit. Nagle twarz białowłosej pojawiła nade mną. Z jej mokrych włosów skapywały pojedyncze krople wody na moje policzki.
-Na przykład co? Wchodzisz do cudzych domów bez pytania? – Jej brwi się nieznacznie zmarszczyły, jakby próbowały coś wyrazić, ale ich właścicielka na to nie zezwoliła.
-Tak, ostatnio mam jakieś takie ciągoty. Szczególnie upodobałem sobie jeden dom. – Uśmiechnąłem się pod nosem i przechyliłem głowę z powrotem do przodu. – Często też pływam.
-Jakoś mnie to nie dziwi. – Usłyszałem głośny plusk wody i po chwili zauważyłem zgrabną nogę sięgającą zimnych płytek obok mnie. – Woda zrobiła się zimna.
Dziewczyna bez najmniejszego wstydu sięgnęła po ręcznik, którym się wytarła i narzuciła na siebie niewiele zakrywający jedwabny szlafroczek.
-To co teraz robimy? – Odchrząknąłem. Nie powiem, te widoki zrobiły na mnie spore wrażenie.
-Może jakiś film? – Zaproponowała wychodząc z łazienki. –Chcesz się czegoś napić?
-To ja coś znajdę. – Zerwałem się z podłogi i usiadłem na miękkiej sofie przed wielką plazmą. – Poproszę wody.
-Z lodem czy bez? – Usłyszałem dolatujący z kuchni dźwięczny głos.
-Z lodem. – Odparłem i zacząłem przełączać kanały. W końcu trafiłem na jakiś film akcji. Było sporo strzelania i ogólnej bitki. Sora przybyła ze szklankami w dłoniach i ustawiła je na stoliku do kawy. Założyła ręce na piersi. Miała lekko zdegustowaną minę.
-Co to za badziewie? – Mruknęła niezadowolona. Wzięła pilota i zmieniła parę razy kanał. Stanęło na jakiejś komedii romantycznej. Usiadła obok mnie i zaczęliśmy oglądać. Akcja toczyła się zwykłym, mdłym tempem charakterystycznym dla tego gatunku. W momencie kulminacyjnym zakochani w sobie główni bohaterowie zaczęli się całować. Spojrzałem na Sorę. Spodziewałem się tego zimnego spojrzenia i braku jakichkolwiek emocji, ale nie tego co dane było mi zaobserwować… Dziewczyna spała. Musiało jej być odrobinę zimno, bo dostrzegłem gęsią skórkę na jej przedramieniu. Poszukałem jakiegoś koca i przykryłem ją ostrożnie, a następnie delikatnie pocałowałem w czoło. Ten film chyba mi w głowie poprzewracał. Otrząsnąłem się i ruszyłem umyć szklanki. Coś jest ze mną bardzo nie tak… Chociaż? Sora sama prowokowała swoim bezwstydnym zachowaniem. ^^
[Sora?]
środa, 7 września 2016
Od Enzo - C.D Sory
Było mi cholernie gorąco i to bynajmniej nie z powodu obecności Sory w moim mieszkaniu. Chociaż chyba wolałbym, żeby to jednak ona była sprawczynią mojego obecnego stanu, a nie jakiś durny naukowiec. Wydawało mi się, że ktoś wpakował mój mózg na rozgrzaną do czerwoności patelnię i teraz właśnie przekręca go na drugą stronę niczym jakiegoś naleśnika. Biała szmatka położona przez Sorę na moim czole na chwilę złagodziła to uczucie, ale jeśli dalej mam przyrównywać to do mózgu na patelni to teraz było tak, jakby ktoś polał wodą tą patelnię i mózg tylko by zaskwierczał a w powietrze uniosło by się kłębowisko pary wodnej. Krótkotrwała ulga, która zbyt wiele nie daje.
- Jeśli wstaniesz… pomogę ci stracić swoją męskość. Żeby nie było, że nie ostrzegałam… - Jej głos dolatywał do mnie, jakby z oddali. Dziwne wrażenie. Teraz, gdy leżę, ciężko będzie mi się podnieść, więc nie muszę się obawiać o swoją męskość.
-Spokojnie. Nie będziesz zmuszana do użycia przemocy. – Mruknąłem, uśmiechając się słabo. Po tym, jak Sora oddała mi kluczyk i zaproponowała pomoc, nabrałem niemal 100% przekonania, że to nie ona stoi za tym całym cyrkiem. Gdyby było inaczej to, by mnie tutaj zostawiła na pastwę losu i nie oddała mojego naszyjnika.
-Jaki grzeczny z ciebie chłopiec. Nie spodziewałam się tego po tobie. – Uśmiechnęła się złośliwie.
-Nie znasz mnie prawie. – Odparłem cicho. Nie mogłem znieść tego gorąca. Zacząłem szarpać kołnierzyk koszuli.
-Co ty wyprawiasz? – Białowłosa wydawała się być zdziwiona moim zachowaniem, ale gdzieś w środku czułem, że jest rozbawiona z moich poczynań. – Zaraz się udusisz.
-To na pewno. – Westchnąłem głośno. – Jest mi strasznie gorąco.
-To się rozbierz. – Odparła głosem bez emocji. Zabrzmiało to bardzo władczo, ale w taki naturalny sposób. – Chyba, że się mnie wstydzisz?
I znowu ten złośliwy ton. Ja już tej kobiety nie ogarniam. A przynajmniej nie w takim stanie.
-Mam lepszy pomysł. – Wbiłem spojrzenie w jej niebieskie oczęta. – Obmyj mnie wilgotnym ręcznikiem.
-Całego? – Nawet jej powieka nie drgnęła przy tym pytaniu.
-Niee… Jestem zbyt zajebisty, żebyś mogła mnie całego umyć. – Uśmiechnąłem się szeroko. – Dostąpisz zaszczytu i będziesz mogła popatrzeć na moją nagą klatkę piersiową i brzuch.
-Naprawdę masz wysoką tą gorączkę, bo już majaczysz. – Przeszyła mnie na wylot tym swoim zimnym spojrzeniem i wstała.
-Nie majaczę… - Burknąłem.- Naprawdę mam seksowne ciałko.
Po paru minutach wróciła z białym ręcznikiem, z którego jeszcze skapywała woda.
-Rozbieraj się. – Rozkazała mi. – Chyba, że mam ci pomóc?
-Już, już. – Ociężale poprawiłem się na poduszkach i zacząłem rozpinać guziki. Szło mi to mozolnie, a po chwili byłem już tak zmęczony, że z powrotem opadłem na poduchy.
- Chyba nie dam rady. – Westchnąłem. Do rozpięcia pozostało mi jeszcze jakieś 5 guzików.
-No nic, skończę to za ciebie. – Sora pochyliła się nade mną, tak, że jej piersi miałem idealnie na wysokości oczu. Jaki przyjemny widok. Może ja serio majaczę? Sprawnie rozpięła koszulę, którą pomogła mi zdjąć z grzbietu.
-Może usiądę? Będzie ci wygodniej mnie obmyć. – Zacząłem się powoli podnosić, mimo lekkich zawrotów głowy.
-Rób co chcesz. – Odparła beznamiętnie i zabrała się za moje obmywanie. Jej palce delikatnie muskały moją rozgrzaną skórę, co przynosiło kojącą ulgę. Mimo, że głowa nadal płonęła żywym ogniem, moje ciało ogarnęła błoga świeżość.
-Ale przyjemnie. – Mruknąłem i przymknąłem oczy. Nie wiem, czy to wina gorączki, czy działania Sory, ale poczułem się jak na jakimś haju. Moja świadomość oderwała się od rzeczywistości i trwała, gdzieś poza tu i teraz. Nie czułem nic. Wydawało mi się, że jestem jedynie piórkiem, które swobodnie opada na ziemię. Nagle coś przywróciło mnie do rzeczywistości. Piórko dotknęło gleby. Spojrzałem w dół, gdzie Sora wędrowała paznokciem od mostka, niżej ku pępkowi, który zgrabnie ominęła, a potem dość gwałtownym ruchem złapała za klamrę mojego paska i natychmiast odpięła.
-Co ty robisz? - Szepnąłem. Czemu ja szepczę? Chyba jeszcze po tej mojej chwilowej nieobecności duchowej.
-Na pewno nie chcesz być obmyty cały? – Dziewczyna na chwilę przestała majstrować przy moim rozporku i spojrzała na mnie. W jej oczach przemknął cień rozbawienia. Ona się mną bawiła!
-Pamiętasz naszą umowę? – Zmrużyłem oczka. – Tylko klata.
-Ale chyba ci się podobało? Nie chcesz więcej? – Zaczęła dalej rozpinać moje spodnie.
-Nie. – Odparłem stanowczo i chwyciłem jej nadgarstki. Odciągnąłem je od swojego krocza i sam zapiąłem suwak oraz zaciągnąłem pasek. – Dzięki za obmycie. A teraz chciałbym chwilę się zdrzemnąć.
-Jasne. – Wstała z kanapy i odchodząc z ręcznikiem przejechała jeszcze samym opuszkiem palca po moim boku. Wzdrygnąłem się, ponieważ był on wilgotny. W zetknięciu z ciepłem skóry dawał dziwne uczucie, które przeszywało całe ciało. Ta kobieta jest nieobliczalna. Chyba nigdy nie miałem takich problemów, żeby rozgryźć drugą osobę. Ale ona z tą swoją maską obojętności nie pozwalała na odczytanie choćby najmniejszych emocji, które tyle mówiły o człowieku. Była niczym najlepszy pokerzysta, który z pełnym wyrafinowania kunsztem gra z drugą osobą, która powoli wpada w jego pułapkę zbudowaną z czystej obojętności. Dlatego też coraz bardziej mnie interesowała. Nie mogę teraz tak po prostu odpuścić. Nie spocznę, póki nie pokaże mi kim tak naprawdę jest. Tyle o tym myślałem, że nawet nie zauważyłem, kiedy zapadłem w niespokojny, gorączkowy sen.
[Sora?]
- Jeśli wstaniesz… pomogę ci stracić swoją męskość. Żeby nie było, że nie ostrzegałam… - Jej głos dolatywał do mnie, jakby z oddali. Dziwne wrażenie. Teraz, gdy leżę, ciężko będzie mi się podnieść, więc nie muszę się obawiać o swoją męskość.
-Spokojnie. Nie będziesz zmuszana do użycia przemocy. – Mruknąłem, uśmiechając się słabo. Po tym, jak Sora oddała mi kluczyk i zaproponowała pomoc, nabrałem niemal 100% przekonania, że to nie ona stoi za tym całym cyrkiem. Gdyby było inaczej to, by mnie tutaj zostawiła na pastwę losu i nie oddała mojego naszyjnika.
-Jaki grzeczny z ciebie chłopiec. Nie spodziewałam się tego po tobie. – Uśmiechnęła się złośliwie.
-Nie znasz mnie prawie. – Odparłem cicho. Nie mogłem znieść tego gorąca. Zacząłem szarpać kołnierzyk koszuli.
-Co ty wyprawiasz? – Białowłosa wydawała się być zdziwiona moim zachowaniem, ale gdzieś w środku czułem, że jest rozbawiona z moich poczynań. – Zaraz się udusisz.
-To na pewno. – Westchnąłem głośno. – Jest mi strasznie gorąco.
-To się rozbierz. – Odparła głosem bez emocji. Zabrzmiało to bardzo władczo, ale w taki naturalny sposób. – Chyba, że się mnie wstydzisz?
I znowu ten złośliwy ton. Ja już tej kobiety nie ogarniam. A przynajmniej nie w takim stanie.
-Mam lepszy pomysł. – Wbiłem spojrzenie w jej niebieskie oczęta. – Obmyj mnie wilgotnym ręcznikiem.
-Całego? – Nawet jej powieka nie drgnęła przy tym pytaniu.
-Niee… Jestem zbyt zajebisty, żebyś mogła mnie całego umyć. – Uśmiechnąłem się szeroko. – Dostąpisz zaszczytu i będziesz mogła popatrzeć na moją nagą klatkę piersiową i brzuch.
-Naprawdę masz wysoką tą gorączkę, bo już majaczysz. – Przeszyła mnie na wylot tym swoim zimnym spojrzeniem i wstała.
-Nie majaczę… - Burknąłem.- Naprawdę mam seksowne ciałko.
Po paru minutach wróciła z białym ręcznikiem, z którego jeszcze skapywała woda.
-Rozbieraj się. – Rozkazała mi. – Chyba, że mam ci pomóc?
-Już, już. – Ociężale poprawiłem się na poduszkach i zacząłem rozpinać guziki. Szło mi to mozolnie, a po chwili byłem już tak zmęczony, że z powrotem opadłem na poduchy.
- Chyba nie dam rady. – Westchnąłem. Do rozpięcia pozostało mi jeszcze jakieś 5 guzików.
-No nic, skończę to za ciebie. – Sora pochyliła się nade mną, tak, że jej piersi miałem idealnie na wysokości oczu. Jaki przyjemny widok. Może ja serio majaczę? Sprawnie rozpięła koszulę, którą pomogła mi zdjąć z grzbietu.
-Może usiądę? Będzie ci wygodniej mnie obmyć. – Zacząłem się powoli podnosić, mimo lekkich zawrotów głowy.
-Rób co chcesz. – Odparła beznamiętnie i zabrała się za moje obmywanie. Jej palce delikatnie muskały moją rozgrzaną skórę, co przynosiło kojącą ulgę. Mimo, że głowa nadal płonęła żywym ogniem, moje ciało ogarnęła błoga świeżość.
-Ale przyjemnie. – Mruknąłem i przymknąłem oczy. Nie wiem, czy to wina gorączki, czy działania Sory, ale poczułem się jak na jakimś haju. Moja świadomość oderwała się od rzeczywistości i trwała, gdzieś poza tu i teraz. Nie czułem nic. Wydawało mi się, że jestem jedynie piórkiem, które swobodnie opada na ziemię. Nagle coś przywróciło mnie do rzeczywistości. Piórko dotknęło gleby. Spojrzałem w dół, gdzie Sora wędrowała paznokciem od mostka, niżej ku pępkowi, który zgrabnie ominęła, a potem dość gwałtownym ruchem złapała za klamrę mojego paska i natychmiast odpięła.
-Co ty robisz? - Szepnąłem. Czemu ja szepczę? Chyba jeszcze po tej mojej chwilowej nieobecności duchowej.
-Na pewno nie chcesz być obmyty cały? – Dziewczyna na chwilę przestała majstrować przy moim rozporku i spojrzała na mnie. W jej oczach przemknął cień rozbawienia. Ona się mną bawiła!
-Pamiętasz naszą umowę? – Zmrużyłem oczka. – Tylko klata.
-Ale chyba ci się podobało? Nie chcesz więcej? – Zaczęła dalej rozpinać moje spodnie.
-Nie. – Odparłem stanowczo i chwyciłem jej nadgarstki. Odciągnąłem je od swojego krocza i sam zapiąłem suwak oraz zaciągnąłem pasek. – Dzięki za obmycie. A teraz chciałbym chwilę się zdrzemnąć.
-Jasne. – Wstała z kanapy i odchodząc z ręcznikiem przejechała jeszcze samym opuszkiem palca po moim boku. Wzdrygnąłem się, ponieważ był on wilgotny. W zetknięciu z ciepłem skóry dawał dziwne uczucie, które przeszywało całe ciało. Ta kobieta jest nieobliczalna. Chyba nigdy nie miałem takich problemów, żeby rozgryźć drugą osobę. Ale ona z tą swoją maską obojętności nie pozwalała na odczytanie choćby najmniejszych emocji, które tyle mówiły o człowieku. Była niczym najlepszy pokerzysta, który z pełnym wyrafinowania kunsztem gra z drugą osobą, która powoli wpada w jego pułapkę zbudowaną z czystej obojętności. Dlatego też coraz bardziej mnie interesowała. Nie mogę teraz tak po prostu odpuścić. Nie spocznę, póki nie pokaże mi kim tak naprawdę jest. Tyle o tym myślałem, że nawet nie zauważyłem, kiedy zapadłem w niespokojny, gorączkowy sen.
[Sora?]
poniedziałek, 29 sierpnia 2016
Od Enzo - C.D Sory
Te potyczki słowne z Sorą wykorzystały cały
mój zapas cierpliwości. Ulotniłem się z jej apartamentu i powróciłem we własne
progi. Cała ta rozmowa o kluczyku wyprowadziła mnie ze względnej równowagi
emocjonalnej, a w takich chwilach nie potrafiłem pozostać spokojny. Zgarnąłem
torbę sportową wypełnioną tym, co zawsze, czyli ekwipunkiem potrzebnym do
pływania i trzaskając drzwiami ruszyłem w kierunku krytego basenu. Nie
znajdował się on specjalnie daleko. Kilka minut szybkiego marszu i byłem na
miejscu. W kasie pokazałem jedynie swój karnet i od razu skierowałem się do
szatni, gdzie w tempie ekspresowym przygotowałem się do pływania. Postanowiłem
popływać na najgłębszym i największym basenie, który rozmiarami prawie
dorównywał tym olimpijskim. Wskoczyłem na główkę i ruszyłem z całą siłą przed
siebie. Woda opływała moje ciało, co dawało mi niewypowiedzianą ulgę. Pracujące
mięśnie uwalniały ze mnie nadmiar emocji. Powoli się uspokajałem. Zatracałem
się w wodnej ciszy i cichym pluskaniu niewielkich fal, które tworzyły się pod
wpływem uderzeń części ciała o powierzchnię wody. Pływałem dopóki całkowicie
nie opadłem z sił. Wykończony ruszyłem z powrotem do szatni. Szybko się
przebrałem i wysuszyłem, ponieważ pływałem tak długo, że lada chwila basen miał
zostać już zamknięty. Zebrałem rzeczy i prawie biegiem ruszyłem do domu. W
zaciszu własnych czterech ścian znowu poczułem, że nie jest mi dane dzisiaj
zasnąć spokojnie. Postanowiłem pograć trochę na perkusji, jednak dość szybko
przypomniało mi się, że godzina nie sprzyja temu zajęciu. Dookoła pełno było
różnych ludzi, którzy może mogli spać w przeciwieństwie do mnie. Kręciłem się
po mieszkaniu, nie mogąc znaleźć sobie zajęcia. W końcu wyszedłem w ciemną noc
i ruszyłem do pierwszego lepszego klubu. Tam skierowałem swoje kroki prosto do
baru, kupiłem jakiegoś drinka i powoli go sącząc wmieszałem się w tłum. Kiwałem
się rytmie bezosobowej muzyki i czekałem aż alkohol uderzy mi do głowy. Nie
chciałem się nawalić nie wiadomo jak, po prostu chciałem się znieczulić.
Wróciłem do baru i zamówiłem piwo. Dosiadła się do mnie jakaś blondi.
-Hej przystojniaku! Zabawisz się ze mną? – Uśmiechnęła się zalotnie.
-Z taką ślicznotką jak ty? – Zmierzyłem ją wzrokiem. Daleko jej było do moich ideałów. Pełno tapety, solarka. Normalnie plastic is fantastic. Łyknąłem piwa. – Nigdy kochaniutka. Nawet przy zgaszonych światłach.
Puściłem jej oczko i ruszyłem w kierunku wyjścia. Miałem dość tego miejsca. Jeszcze bardziej mnie irytowało. Na szczęście poczułem się lekki i pozbawiony jakichkolwiek problemów. To dzięki alkoholowi, który rozpoczął swoje działanie. W ten jeszcze nienachalny i przyjemny sposób, kiedy człowiek po prostu zaczyna widzieć świat w lepszych barwach. W takim nastroju wróciłem do domu i przyłożyłem wreszcie głowę do poduszki.
(...) Rano obudziło mnie walenie do drzwi. Zerwałem się z łóżka, głośno przeklinając na czym ten świat stoi. Otworzyłem drzwi, a w nich stał ten sam rudy facecik w okularkach, który odwiedził mnie dwa dni temu.
-Witam pana ponownie! – Jego uśmiech był strasznie sztuczny i jakby wyćwiczony.
-Dobry. – Odparłem jeszcze trochę zaspanym głosem. Z pewnością wyglądałem niezbyt wyjściowo, gdyż byłem potargany, miałem przekrwione oczy i pogniecione ciuchy, w których spałem. – Co pana do mnie sprowadza o tak wczesnej porze?
-Otóż zauważyłem, że pańska moc podczas ostatnich 12 godzin przybierała skrajne wartości. Czy przeżywał pan jakiś stres bądź był poddany odczuwaniu skrajnych emocji?
-Nawet jeśli powiem, że tak, to co załatwi mi pan psychologa? – Zaśmiałem się cicho.
-Nie. Aczkolwiek mam za zadanie to wyjaśnić. – Poprawił pingle na nosie i zerknął na mnie. – Może mi pan wyjaśnić co to za naszyjnik?
Wyjechał z tym pytaniem ni stąd ni z owąd. Czyżby Sora zdradziła mu mój słaby punkt? Czy chciała się w ten sposób mną zabawić? Zaczęła mnie zalewać fala bardzo negatywnych emocji. Jakoś w to nie wierzyłem, by była zdolna do czegoś takiego, ale nie potrafiłem odepchnąć od siebie tych podejrzeń. No bo skąd u diabła ten człowiek miałby się pytać o głupi kluczyk?
-To nie pana interes. – Warknąłem.
- A mogę go chociaż z bliska obejrzeć? – Wyciągnął rękę i chciał zerwać rzemyk z mojej szyi.
-Trzymaj łapy z daleka! – Wrzasnąłem i natychmiast odskoczyłem, wyciągając odruchowo mój bicz, który zawsze miałem przy sobie. Naukowiec ze stoickim spokojem wyjął z kieszeni jakieś pudełko, nacisnął coś,a ja poczułem jak przez moje ciało przelatuje prąd o wysokim napięciu. Padłem sparaliżowany na podłogę. Rudzielec podbiegł szybko do mnie i niczym parszywy szczur, zabrał mój kluczyk. W tym momencie rozrywało mnie coś od środka. Nie mogłem się poruszać, przez co myślałem, że zaraz wybuchnę. Leżałem tak jakiś czas, aż powoli powracały mi siły. Ledwo poruszając nogami i rękoma doczołgałem się pod ścianę, gdzie zmieniłem pozycję z leżącej na siedzącą. Mój umysł nadal był otępiony, jednak wściekłe myśli obijały się boleśnie w mojej głowie. Nie mogłem uwierzyć, że tak łatwo straciłem coś tak ważnego. Nagle w pokoju pojawiła się Sora. Co ona tu robi? Może to jakiś sen? A może faktycznie zdradziła moją słabość temu facetowi, by móc teraz się ze mnie ponabijać? Ukucnęła przede mną i wyciągnęła moją zgubę ze swojego płaszcza. Miałem go tuż przed oczami, jednak nie miałem siły by go jej wyrwać.
-Nie powinieneś go nosić na szyi…- Mruknęła cicho. Nie odzywałem się z dwóch powodów. Po pierwsze nie byłem pewien, że odzyskałem kontrolę nad własnym językiem, a po drugie nie chciałem dawać jej tej satysfakcji, by mogła zobaczyć, jak znowu pogrywam w jej słowne potyczki.
- Dlaczego ci go zabrali? Rzucałeś się? – Zadała kolejne pytania, usiadła na podłodze i wbiła we mnie spojrzenie swoich zimnych oczu. Udawała niewinną, czy naprawdę nie miała z tym nic wspólnego? Nie mogłem jej rozgryźć. Prychnąłem sfrustrowany i odwróciłem od niej swój wzrok. Nie mogłem się na niczym skupić. Kluczyk był tak blisko, a zarazem tak daleko. Czułem, że tego dłużej nie wytrzymam.
-Ty tak na serio? A może w środku masz ze mnie niezły ubaw? – Warknąłem. Byłem już u kresu wytrzymałości. Chwyciłem jej nadgarstek. – Oddaj mi to natychmiast, bo nie ręczę za siebie.
Całe moje opanowanie szlag trafił. Zwykle byłem spokojny i bardzo mało sytuacji mogło mnie wyprowadzić z równowagi, ale tego było już za wiele. Miałem dość.
-Nie oddam. – Odparła jedynie, nadal nie ukazując przy tym żadnych emocji. Wstałem gwałtownie. Zbyt gwałtownie. Zatoczyłem się na ścianę i podparłem się ręką. Chwiejnym krokiem ruszyłem w kierunku drzwi. Otworzyłem je na oścież.
-Wyjdź stąd. – Powiedziałem krótko. Nie chciałem jej skrzywdzić, bo nadal nie byłem pewny tego co zaszło, ale niestety mogłem zrobić zaraz coś, czego potem będę żałować. Wiem, mówiłem co innego, ale w pewnych sprawach trzeba się mijać z prawdą.
[Sora?]
-Hej przystojniaku! Zabawisz się ze mną? – Uśmiechnęła się zalotnie.
-Z taką ślicznotką jak ty? – Zmierzyłem ją wzrokiem. Daleko jej było do moich ideałów. Pełno tapety, solarka. Normalnie plastic is fantastic. Łyknąłem piwa. – Nigdy kochaniutka. Nawet przy zgaszonych światłach.
Puściłem jej oczko i ruszyłem w kierunku wyjścia. Miałem dość tego miejsca. Jeszcze bardziej mnie irytowało. Na szczęście poczułem się lekki i pozbawiony jakichkolwiek problemów. To dzięki alkoholowi, który rozpoczął swoje działanie. W ten jeszcze nienachalny i przyjemny sposób, kiedy człowiek po prostu zaczyna widzieć świat w lepszych barwach. W takim nastroju wróciłem do domu i przyłożyłem wreszcie głowę do poduszki.
(...) Rano obudziło mnie walenie do drzwi. Zerwałem się z łóżka, głośno przeklinając na czym ten świat stoi. Otworzyłem drzwi, a w nich stał ten sam rudy facecik w okularkach, który odwiedził mnie dwa dni temu.
-Witam pana ponownie! – Jego uśmiech był strasznie sztuczny i jakby wyćwiczony.
-Dobry. – Odparłem jeszcze trochę zaspanym głosem. Z pewnością wyglądałem niezbyt wyjściowo, gdyż byłem potargany, miałem przekrwione oczy i pogniecione ciuchy, w których spałem. – Co pana do mnie sprowadza o tak wczesnej porze?
-Otóż zauważyłem, że pańska moc podczas ostatnich 12 godzin przybierała skrajne wartości. Czy przeżywał pan jakiś stres bądź był poddany odczuwaniu skrajnych emocji?
-Nawet jeśli powiem, że tak, to co załatwi mi pan psychologa? – Zaśmiałem się cicho.
-Nie. Aczkolwiek mam za zadanie to wyjaśnić. – Poprawił pingle na nosie i zerknął na mnie. – Może mi pan wyjaśnić co to za naszyjnik?
Wyjechał z tym pytaniem ni stąd ni z owąd. Czyżby Sora zdradziła mu mój słaby punkt? Czy chciała się w ten sposób mną zabawić? Zaczęła mnie zalewać fala bardzo negatywnych emocji. Jakoś w to nie wierzyłem, by była zdolna do czegoś takiego, ale nie potrafiłem odepchnąć od siebie tych podejrzeń. No bo skąd u diabła ten człowiek miałby się pytać o głupi kluczyk?
-To nie pana interes. – Warknąłem.
- A mogę go chociaż z bliska obejrzeć? – Wyciągnął rękę i chciał zerwać rzemyk z mojej szyi.
-Trzymaj łapy z daleka! – Wrzasnąłem i natychmiast odskoczyłem, wyciągając odruchowo mój bicz, który zawsze miałem przy sobie. Naukowiec ze stoickim spokojem wyjął z kieszeni jakieś pudełko, nacisnął coś,a ja poczułem jak przez moje ciało przelatuje prąd o wysokim napięciu. Padłem sparaliżowany na podłogę. Rudzielec podbiegł szybko do mnie i niczym parszywy szczur, zabrał mój kluczyk. W tym momencie rozrywało mnie coś od środka. Nie mogłem się poruszać, przez co myślałem, że zaraz wybuchnę. Leżałem tak jakiś czas, aż powoli powracały mi siły. Ledwo poruszając nogami i rękoma doczołgałem się pod ścianę, gdzie zmieniłem pozycję z leżącej na siedzącą. Mój umysł nadal był otępiony, jednak wściekłe myśli obijały się boleśnie w mojej głowie. Nie mogłem uwierzyć, że tak łatwo straciłem coś tak ważnego. Nagle w pokoju pojawiła się Sora. Co ona tu robi? Może to jakiś sen? A może faktycznie zdradziła moją słabość temu facetowi, by móc teraz się ze mnie ponabijać? Ukucnęła przede mną i wyciągnęła moją zgubę ze swojego płaszcza. Miałem go tuż przed oczami, jednak nie miałem siły by go jej wyrwać.
-Nie powinieneś go nosić na szyi…- Mruknęła cicho. Nie odzywałem się z dwóch powodów. Po pierwsze nie byłem pewien, że odzyskałem kontrolę nad własnym językiem, a po drugie nie chciałem dawać jej tej satysfakcji, by mogła zobaczyć, jak znowu pogrywam w jej słowne potyczki.
- Dlaczego ci go zabrali? Rzucałeś się? – Zadała kolejne pytania, usiadła na podłodze i wbiła we mnie spojrzenie swoich zimnych oczu. Udawała niewinną, czy naprawdę nie miała z tym nic wspólnego? Nie mogłem jej rozgryźć. Prychnąłem sfrustrowany i odwróciłem od niej swój wzrok. Nie mogłem się na niczym skupić. Kluczyk był tak blisko, a zarazem tak daleko. Czułem, że tego dłużej nie wytrzymam.
-Ty tak na serio? A może w środku masz ze mnie niezły ubaw? – Warknąłem. Byłem już u kresu wytrzymałości. Chwyciłem jej nadgarstek. – Oddaj mi to natychmiast, bo nie ręczę za siebie.
Całe moje opanowanie szlag trafił. Zwykle byłem spokojny i bardzo mało sytuacji mogło mnie wyprowadzić z równowagi, ale tego było już za wiele. Miałem dość.
-Nie oddam. – Odparła jedynie, nadal nie ukazując przy tym żadnych emocji. Wstałem gwałtownie. Zbyt gwałtownie. Zatoczyłem się na ścianę i podparłem się ręką. Chwiejnym krokiem ruszyłem w kierunku drzwi. Otworzyłem je na oścież.
-Wyjdź stąd. – Powiedziałem krótko. Nie chciałem jej skrzywdzić, bo nadal nie byłem pewny tego co zaszło, ale niestety mogłem zrobić zaraz coś, czego potem będę żałować. Wiem, mówiłem co innego, ale w pewnych sprawach trzeba się mijać z prawdą.
wtorek, 23 sierpnia 2016
Od Enzo - C.D Sory
Powoli traciłem cierpliwość do tej kobiety. Najpierw kazała mi robić z siebie idiotę, który szukał swojego swetra w tym mieszkaniu niczym naiwni archeolodzy zaginionej Atlantydy, a teraz jeszcze nie chciała mnie wypuścić z własnego domu, chociaż powinna mnie już dawno z niego wykopać. W drzwiach tkwił diamentowy sopel, a ja nadal się nie ruszałem. Niecierpliwą kobietą, phi też coś. Kurwa, jaka ona jest irytująca, ale jednocześnie cholernie interesuje. Może dobrze się składa, że nie pozwala mi wyjść…
-Niecierpliwą powiadasz? – Zawiesiłem głos nadal będąc zwrócony do niej plecami. – Co z tego może wyniknąć? Zabijesz mnie, jeśli nie zdradzę ci swojego słabego punktu?
-Nie znasz mnie. – Drugi sopel poszybował tuż koło mojej głowy i wbił się we framugę. – To do czego jestem zdolna… Nawet sobie tego nie wyobrażasz.
-Uhu, boję się. – Mój głos ociekał sarkazmem. – Niewiele rzeczy może mnie zaskoczyć.
-Jaki jesteś pewny siebie i swoich racji. – Usłyszałem, jak powoli zbliża się w moim kierunku. – Kiedyś pewnie tego pożałujesz.
-Nie jestem osobą, która czegokolwiek żałuje. – Obróciłem się do niej i na moich ustach zawitał ironiczny uśmieszek. Dziewczyna nie przewidziała mojego ruchu i nagle znalazła się bardzo blisko mnie. Jej twarz znajdowała się mniej więcej na wysokości mojej szyi. Wbiła wzrok w jakiś punkt na mojej klatce piersiowej.
-Co to za naszyjnik? – Zauważyłem ślad ciekawości w jej błękitnych oczach. Uważnie przyglądała się małemu kluczykowi wiszącemu na rzemyku.
-Masz niezłą intuicję. – Mruknąłem, trochę niezadowolony z faktu, że tak szybko o niego zapytała. Myślałem, że dłużej z nią pogram.
-Co masz na myśli? Czyżby to był twój słaby punkt? – Była całkiem poważna, a myślałem, że przypisanie zwykłemu wisiorkowi tak ważnej funkcji wyda jej się głupotą.
-Domyśl się. Czy to możliwe, że takie coś może być dla mnie czymś ważnym? – Prychnąłem. W myślach jednak biłem się sam ze sobą, że powiedziałem coś tak niedorzecznego o jedynej rzeczy, która się liczyła w moim życiu. Nie wiem, dlaczego, ale wiązałem z tym kluczem niebywałe emocje. Nigdy nie doszedłem, dlaczego on jest dla mnie aż tak istotny, ale podświadomie wiedziałem, że nie mogłem go zgubić, wyrzucić czy zniszczyć. Oznaczałoby to , że doprowadzam do dewastacji własną duszę, serce i rozum. Jakaś ważna część mnie samego była skryta w tym niepozornym kluczu. Gdybym go stracił, pozostałoby ze mnie niewiele. Zostałbym zwykłą marionetką w rękach naukowców i pozostałych ludzi.
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak takie niewielkie przedmioty mogą być istotne w życiu wielu osób. – Białowłosa oddaliła się ode mnie o jeden krok do tyłu. Wyciągnęła dłoń w moim kierunku. Miałem nieodparte wrażenie, że chce odebrać mi mój skarb. Skoro poznała mój słaby punkt, to nic nie stało na przeszkodzie, by mnie zniszczyć w tak krótkiej chwili. Sięgałem już po mój bicz, który jak zawsze tkwił przymocowany do paska, ale napadła mnie chwila refleksji. Czy ona jest osobą, która ot tak po prostu wykorzysta czyjąś słabość? Ja na razie tego nie zrobiłem, więc ona nie powinna odgrywać się na mnie w ten sposób. W dodatku ta powaga w jej głosie, gdy mówiliśmy o wadze zwykłej rzeczy. Jej dłoń wędrowała dalej ku mnie, jednak nie w kierunku rzemyka, a wyżej w okolice twarzy. Co ona chciała zrobić? Poczułem dotyk jej skóry na moim policzku. Przesunęła palcem po mojej skórze.
-Co ty robisz? – Zapytałem zaskoczony, ostrożnie się odsuwając.
-Płakałeś, więc wytarłam ci łzę.- Nadal wydawała się być niewzruszona, ale jej wzrok, mówił wszystko. Traktowała mnie w tej chwili, jak małe dziecko, które się przewróciło i zaczęło płakać.
-Chyba ci się coś przewidziało. – Burknąłem. – Ja nie płaczę z byle powodu. Co ja mówię? Ja w ogóle nie płaczę.
-A może miałeś teraz odpowiedni powód, by płakać? – Jej mina nie wyrażała żadnych jednoznacznych emocji, przez co nadal pozostawała bez wyrazu.
- Żaden powód nie jest godny moich łez. – Odsunąłem się od niej i wycofałem w kierunku drzwi.
-Ciekawa teoria. – Kobieta nadal nęciła swoim ciałem wbitym w mój niewiele zasłaniający sweter.
-Wiesz co? Ten sweter jest twój. – Zmieniłem temat. – Wyglądasz w nim lepiej niż ja.
[Sora?]
-Niecierpliwą powiadasz? – Zawiesiłem głos nadal będąc zwrócony do niej plecami. – Co z tego może wyniknąć? Zabijesz mnie, jeśli nie zdradzę ci swojego słabego punktu?
-Nie znasz mnie. – Drugi sopel poszybował tuż koło mojej głowy i wbił się we framugę. – To do czego jestem zdolna… Nawet sobie tego nie wyobrażasz.
-Uhu, boję się. – Mój głos ociekał sarkazmem. – Niewiele rzeczy może mnie zaskoczyć.
-Jaki jesteś pewny siebie i swoich racji. – Usłyszałem, jak powoli zbliża się w moim kierunku. – Kiedyś pewnie tego pożałujesz.
-Nie jestem osobą, która czegokolwiek żałuje. – Obróciłem się do niej i na moich ustach zawitał ironiczny uśmieszek. Dziewczyna nie przewidziała mojego ruchu i nagle znalazła się bardzo blisko mnie. Jej twarz znajdowała się mniej więcej na wysokości mojej szyi. Wbiła wzrok w jakiś punkt na mojej klatce piersiowej.
-Co to za naszyjnik? – Zauważyłem ślad ciekawości w jej błękitnych oczach. Uważnie przyglądała się małemu kluczykowi wiszącemu na rzemyku.
-Masz niezłą intuicję. – Mruknąłem, trochę niezadowolony z faktu, że tak szybko o niego zapytała. Myślałem, że dłużej z nią pogram.
-Co masz na myśli? Czyżby to był twój słaby punkt? – Była całkiem poważna, a myślałem, że przypisanie zwykłemu wisiorkowi tak ważnej funkcji wyda jej się głupotą.
-Domyśl się. Czy to możliwe, że takie coś może być dla mnie czymś ważnym? – Prychnąłem. W myślach jednak biłem się sam ze sobą, że powiedziałem coś tak niedorzecznego o jedynej rzeczy, która się liczyła w moim życiu. Nie wiem, dlaczego, ale wiązałem z tym kluczem niebywałe emocje. Nigdy nie doszedłem, dlaczego on jest dla mnie aż tak istotny, ale podświadomie wiedziałem, że nie mogłem go zgubić, wyrzucić czy zniszczyć. Oznaczałoby to , że doprowadzam do dewastacji własną duszę, serce i rozum. Jakaś ważna część mnie samego była skryta w tym niepozornym kluczu. Gdybym go stracił, pozostałoby ze mnie niewiele. Zostałbym zwykłą marionetką w rękach naukowców i pozostałych ludzi.
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak takie niewielkie przedmioty mogą być istotne w życiu wielu osób. – Białowłosa oddaliła się ode mnie o jeden krok do tyłu. Wyciągnęła dłoń w moim kierunku. Miałem nieodparte wrażenie, że chce odebrać mi mój skarb. Skoro poznała mój słaby punkt, to nic nie stało na przeszkodzie, by mnie zniszczyć w tak krótkiej chwili. Sięgałem już po mój bicz, który jak zawsze tkwił przymocowany do paska, ale napadła mnie chwila refleksji. Czy ona jest osobą, która ot tak po prostu wykorzysta czyjąś słabość? Ja na razie tego nie zrobiłem, więc ona nie powinna odgrywać się na mnie w ten sposób. W dodatku ta powaga w jej głosie, gdy mówiliśmy o wadze zwykłej rzeczy. Jej dłoń wędrowała dalej ku mnie, jednak nie w kierunku rzemyka, a wyżej w okolice twarzy. Co ona chciała zrobić? Poczułem dotyk jej skóry na moim policzku. Przesunęła palcem po mojej skórze.
-Co ty robisz? – Zapytałem zaskoczony, ostrożnie się odsuwając.
-Płakałeś, więc wytarłam ci łzę.- Nadal wydawała się być niewzruszona, ale jej wzrok, mówił wszystko. Traktowała mnie w tej chwili, jak małe dziecko, które się przewróciło i zaczęło płakać.
-Chyba ci się coś przewidziało. – Burknąłem. – Ja nie płaczę z byle powodu. Co ja mówię? Ja w ogóle nie płaczę.
-A może miałeś teraz odpowiedni powód, by płakać? – Jej mina nie wyrażała żadnych jednoznacznych emocji, przez co nadal pozostawała bez wyrazu.
- Żaden powód nie jest godny moich łez. – Odsunąłem się od niej i wycofałem w kierunku drzwi.
-Ciekawa teoria. – Kobieta nadal nęciła swoim ciałem wbitym w mój niewiele zasłaniający sweter.
-Wiesz co? Ten sweter jest twój. – Zmieniłem temat. – Wyglądasz w nim lepiej niż ja.
[Sora?]
Od Enzo - C.D Sory
Obserwowałem uważnie, jak moja rozmówczyni bawi się swoim napojem. Nie wiedzieć, czemu działo to na mnie w sposób niemalże hipnotyzujący. Sam, jak na razie nie ruszyłem swojej szklanki. Chłodziłem sobie jedynie dłonie, oplatając je wokół zimnego szkła. Jej pytanie o mój powód, dla którego przybyłem do biura jej „dziadka” wyrwało mnie z kłębowiska własnych myśli. Wbiła we mnie spojrzenie, które miałem wrażenie, że przeszywa na wylot moją duszę. Pociągnęła łyk pepsi.
-Owszem pierwsza zadałaś pytanie, ale czy to istotne co tam robiłem? – Musnąłem palcami zimną szklankę i zgarnąłem kilka kropel wody, która zaczęła gromadzić się na naczyniu.
-Nawet jeśli nie jest to coś istotnego, to jako Sigma mam prawo wiedzieć. – Odparła, nadal bezczelnie gapiąc się mi prosto w oczy. Podtrzymywałem jej spojrzenie, gdyż był to swojego rodzaju pojedynek, którego wyniku byłem niezwykle ciekaw. Oprócz tego, musiałem z niej wyciągnąć pełną definicję słowa „dziadek” w wypadku tego dyrektorka. Czyżby faktycznie łączyły ich więzy krwi? Czy też zwyczajnie nadała mu swojego rodzaju ksywkę? Zaraz do tego dojdę.
- W sumie to całkiem śmieszna historia. – Zacząłem snuć swoją opowieść. – Rano zapukał do mnie taki śmieszny facecik, rudy w okularkach i mi zaczął coś chrzanić o jakichś wynikach, rozmowie, itp. Kazał mi się wybrać do biura, w którym właśnie przesiaduje twój szacowny „dziadek”, nie wyjaśniając mi, gdzie tak naprawdę mam się udać. Stwierdziłem, że w sumie co mi szkodzi się przejść i zbadać sprawę, a potem to mniej więcej wiesz co się działo.
-Bardzo ogólnie mi to zarysowałeś. – Dziewczyna odchyliła się do tyłu i oparła o fotel. – Jakieś szczegóły?
-Szczegóły nie mają znaczenia. – Wykorzystałem to, że Sora odczepiła się od swojej szklanki i sięgnąłem po jej słomkę. Wsadziłem plastikową rurkę do swojego napoju i jednym pociągnięciem wypiłem całą zawartość naczynia. Pozostały jedynie kostki lodu. W ustach prócz charakterystycznego smaku pepsi, rozpoznałem nutę czegoś innego. Słodycz napoju, która wyróżniała się karmelowym posmakiem mieszała się z czymś lepkim i równie słodkim, lecz zdecydowanie bardziej owocowym. Hmm… Truskawka? Malina? Niee… Może wiśnia? Zobaczymy.
-Mógłbyś mi oddać moją słomkę? – Niebieskooka wydawała się panować nad sobą, jak zwykle, lecz coś mi mówiło, że delikatnie ją tym wkurzyłem. Aby dolać oliwy do ognia, czubkiem języka zlizałem niewielką ilość czerwonej, lepkiej substancji z końca słomki.
-Hmm… - Zamyśliłem się. – Czyżby wiśnia?
-Wiesz co? – Sora wstała i podeszła do jednej z szuflad. Wyjęła sobie kolejną słomkę. – Ten błyszczyk lepiej wygląda niż smakuje, więc ci współczuję.
-Wcale nie. – Wyjąłem sobie jedną z lekko nadtopionych kostek lodu i włożyłem do ust. Przyjemny chłód rozpłynął się po mojej jamie ustnej.
-Wmawiaj to sobie naiwny człowieku. – Ponownie zaczęła sączyć napój przez słomkę.
-Może i bywam naiwny, ale nie w tej kwestii. – Ciągnąłem z nią tą do niczego nie prowadzącą potyczkę na słowa.
-Przyznałeś się do własnej słabości. – Odstawiła szklankę i ponownie uważnie śledziła wzrokiem każdy ruch moich gałek ocznych.
-Czy to źle? Ważne, że wiem o ich istnieniu, a nie jak niektórzy próbuję to ukryć.- Moja ręką powędrowała do klucza wiszącego na rzemyku u szyi.
- Nic takiego nie powiedziałam. – Pociągnęła kolejny łyk ze szklanki. Uniosła prowokacyjnie brew ku górze. – Nie jesteś już niczego ciekaw?
- Nadal nie mogę rozgryźć twojego „dziadka”. – Mruknąłem niezadowolony. Ta niewiedza mi przeszkadzała.
-Masz jakieś przypuszczenia, bądź teorie?
-A i owszem. – Zaplotłem palce i oparłem łokcie na udach. – Twierdzę, że nie może być to twój biologiczny dziadek. Po dostaniu się do Rimear wszyscy mieli czyszczoną pamięć. Niemożliwe byś zapamiętała jakiegoś swojego krewnego. W dodatku to dość niezwykły zbieg okoliczności, że szycha w tym ośrodku jest spokrewniona z jedną z posiadaczek Arcany.
-W takim razie, dlaczego nazywam go dziadkiem? – Dziewczyna nie zdradzała żadnej reakcji na temat mojej wypowiedzi.
-To taka ksywka, dla kogoś starszego i wyższego statusem, kto musiał być dla ciebie wyjątkowo miły i uprzejmy, niczym prawdziwy dziadek. – Wygłosiłem swoją opinię. – A jaka jest prawda?
[Sora?]
-Owszem pierwsza zadałaś pytanie, ale czy to istotne co tam robiłem? – Musnąłem palcami zimną szklankę i zgarnąłem kilka kropel wody, która zaczęła gromadzić się na naczyniu.
-Nawet jeśli nie jest to coś istotnego, to jako Sigma mam prawo wiedzieć. – Odparła, nadal bezczelnie gapiąc się mi prosto w oczy. Podtrzymywałem jej spojrzenie, gdyż był to swojego rodzaju pojedynek, którego wyniku byłem niezwykle ciekaw. Oprócz tego, musiałem z niej wyciągnąć pełną definicję słowa „dziadek” w wypadku tego dyrektorka. Czyżby faktycznie łączyły ich więzy krwi? Czy też zwyczajnie nadała mu swojego rodzaju ksywkę? Zaraz do tego dojdę.
- W sumie to całkiem śmieszna historia. – Zacząłem snuć swoją opowieść. – Rano zapukał do mnie taki śmieszny facecik, rudy w okularkach i mi zaczął coś chrzanić o jakichś wynikach, rozmowie, itp. Kazał mi się wybrać do biura, w którym właśnie przesiaduje twój szacowny „dziadek”, nie wyjaśniając mi, gdzie tak naprawdę mam się udać. Stwierdziłem, że w sumie co mi szkodzi się przejść i zbadać sprawę, a potem to mniej więcej wiesz co się działo.
-Bardzo ogólnie mi to zarysowałeś. – Dziewczyna odchyliła się do tyłu i oparła o fotel. – Jakieś szczegóły?
-Szczegóły nie mają znaczenia. – Wykorzystałem to, że Sora odczepiła się od swojej szklanki i sięgnąłem po jej słomkę. Wsadziłem plastikową rurkę do swojego napoju i jednym pociągnięciem wypiłem całą zawartość naczynia. Pozostały jedynie kostki lodu. W ustach prócz charakterystycznego smaku pepsi, rozpoznałem nutę czegoś innego. Słodycz napoju, która wyróżniała się karmelowym posmakiem mieszała się z czymś lepkim i równie słodkim, lecz zdecydowanie bardziej owocowym. Hmm… Truskawka? Malina? Niee… Może wiśnia? Zobaczymy.
-Mógłbyś mi oddać moją słomkę? – Niebieskooka wydawała się panować nad sobą, jak zwykle, lecz coś mi mówiło, że delikatnie ją tym wkurzyłem. Aby dolać oliwy do ognia, czubkiem języka zlizałem niewielką ilość czerwonej, lepkiej substancji z końca słomki.
-Hmm… - Zamyśliłem się. – Czyżby wiśnia?
-Wiesz co? – Sora wstała i podeszła do jednej z szuflad. Wyjęła sobie kolejną słomkę. – Ten błyszczyk lepiej wygląda niż smakuje, więc ci współczuję.
-Wcale nie. – Wyjąłem sobie jedną z lekko nadtopionych kostek lodu i włożyłem do ust. Przyjemny chłód rozpłynął się po mojej jamie ustnej.
-Wmawiaj to sobie naiwny człowieku. – Ponownie zaczęła sączyć napój przez słomkę.
-Może i bywam naiwny, ale nie w tej kwestii. – Ciągnąłem z nią tą do niczego nie prowadzącą potyczkę na słowa.
-Przyznałeś się do własnej słabości. – Odstawiła szklankę i ponownie uważnie śledziła wzrokiem każdy ruch moich gałek ocznych.
-Czy to źle? Ważne, że wiem o ich istnieniu, a nie jak niektórzy próbuję to ukryć.- Moja ręką powędrowała do klucza wiszącego na rzemyku u szyi.
- Nic takiego nie powiedziałam. – Pociągnęła kolejny łyk ze szklanki. Uniosła prowokacyjnie brew ku górze. – Nie jesteś już niczego ciekaw?
- Nadal nie mogę rozgryźć twojego „dziadka”. – Mruknąłem niezadowolony. Ta niewiedza mi przeszkadzała.
-Masz jakieś przypuszczenia, bądź teorie?
-A i owszem. – Zaplotłem palce i oparłem łokcie na udach. – Twierdzę, że nie może być to twój biologiczny dziadek. Po dostaniu się do Rimear wszyscy mieli czyszczoną pamięć. Niemożliwe byś zapamiętała jakiegoś swojego krewnego. W dodatku to dość niezwykły zbieg okoliczności, że szycha w tym ośrodku jest spokrewniona z jedną z posiadaczek Arcany.
-W takim razie, dlaczego nazywam go dziadkiem? – Dziewczyna nie zdradzała żadnej reakcji na temat mojej wypowiedzi.
-To taka ksywka, dla kogoś starszego i wyższego statusem, kto musiał być dla ciebie wyjątkowo miły i uprzejmy, niczym prawdziwy dziadek. – Wygłosiłem swoją opinię. – A jaka jest prawda?
[Sora?]
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Od Enzo - C.D Sory
Znajdowałem się aktualnie w dość
ciekawej sytuacji. Z diamentowym ostrzem przytkniętym do gardła, unieruchomiony
przez siedzącą na mnie okrakiem białowłosą panienkę. No niestety nie należę do
masochistów, więc ta sytuacja nie wzbudzała we mnie jakichś nieczystych myśli.
Może odrobinkę działały na mnie kobiece kształty mojej oprawczyni. W sumie
ciężko stwierdzić kto tu był ofiarą, a kto zbrodniarzem. Znajdowałem się tutaj
jako nieproszony gość, który sam się wpuścił za próg. No, ale czy to była moja
wina, że ktoś zgubił kartkę z kodem do domu? Wydaje mi się, że nie. Właśnie
może najpierw przedstawię, jak doszło do tego, że znajduję się w takiej a nie
innej sytuacji.
***
Kiedy Sora mnie pozostawiła samemu
sobie, ruszyłem powoli w drogę powrotną do domu. Miałem jeszcze do pokonania
ten nieszczęsny mostek, który spowodował, że niebieskooka się trochę zamoczyła.
Znajdując się tuż przed nim, kątem oka zerknąłem na brzeg rzeki, na który
wyciągnąłem niedoszłą topielicę. Mignęło
mi coś białego. Kolor ten nie wyglądał zbyt naturalnie w ubogiej szarozielonej
trawie, gdzie nie miała prawa wyrosnąć jakaś kwiatowa roślinka, bądź przyplątać
się malutki bielinek kapustnik. Jak zwykle ciekaw tego, co to może być,
zboczyłem ze swej drogi i schyliłem się po biały kształt. Okazało się, że był
to niejaki szyk czterech przypadkowych, na pierwszy rzut oka cyfr. Tusz był
lekko rozmazany od wody, ale wszystko pozostało nadal czytelne. Zastanawiało
mnie, do czego to może służyć. Wstałem i spojrzałem na powolny nurt rzeki.
Jeśli nikt tędy nie przechodził i nie skończył przez przypadek w wodzie od
czasu, kiedy Sora sobie tutaj pływała, to wychodzi na to, że jest to jej
kartka. Hmm… Jest to zapewne jakiś kod.
Może do jakiegoś sejfu? Niee… Takich szyfrów nie nosi się przy sobie, to zbyt
niebezpieczne, że jakaś przypadkowa osoba będzie mogła mieć do tego dostęp.
Może to kod do drzwi? Tylko do jakich drzwi? Do domu? Do jakiegoś
pomieszczenia? Mimo wszystko śmieszył mnie lekko fakt, że taka poważna i dumna
kobieta, jaką się wydawała być Sora, nie potrafi zapamiętać czterech głupich cyferek.
Zaraz się wszystkiego dowiem. Otóż przez
rok pobytu w tym ośrodku nie robiłem zbyt wiele, ale gromadziłem różne
znajomości, które mogły się przydać w takich sytuacjach, jak ta. Szybkim
krokiem ruszyłem w kierunku wyjścia z Ośrodka Badawczego. Kiedy znalazłem się w
bramie, skierowałem się do budki, w której siedział znudzony strażnik.
-Siemka Josh! – Klepnąłem go w ramię.
– Dawno się nie widzieliśmy.
-Enzo! Co tam u ciebie stary? –
Mężczyzna uśmiechnął się na mój widok szeroko.
-A byłem załatwić parę spraw w
Ośrodku. – Machnąłem ręką. – A jak tam leci ci czas na służbie?
-Wolno. Nic się nie dzieje. –
Westchnął. – Masz coś ciekawego? – Zerknął z zainteresowaniem na białą
karteczkę, którą ściskałem w dłoni.
-Właśnie Josh! – Pełen ekscytacji
rozprostowałem zwitek papieru przed nosem kolegi. – Patrz, co znalazłem!
-Eee… To tylko kawałek kartki z
jakimiś rozmazanymi cyframi. – Chłopak wątpliwie spojrzał na moje znalezisko.
-Ależ to musi być jakiś kod! –
Prychnąłem zirytowany głupotą Josha.
-Jeśli tak twierdzisz… - Strażnik w
zamyśleniu podrapał się po głowie. – Enzo! To może być kod do drzwi apartamentu jednej z Sigm. Ale
dziwne, że znalazłeś sobie to ot tak po prostu na drodze.
-Chyba nawet wiem, do kogo to należy. – Zignorowałem jego domysły.
– Powiedz mi, czy jest tutaj Sigma o imieniu Sora?
-No jest. Sora Carter. A co? To ona to
zgubiła? – Josh zmarszczył brwi. – Nie mogła zapamiętać tak krótkiego kodu?
Dobre.
-Trochę zadziwiające, ale nie o tym
teraz mowa. Wiesz, gdzie znajduje się jej apartament? – Wbiłem w niego naglące
spojrzenie.
-Z tego co się orientuję to tutaj
niedaleko. – Przekrzywił głowę zastanawiając się chwilę. Po czym wytłumaczył mi
drogę. Zapamiętałem wszystkie wskazówki i pożegnałem się z nim.
-Miło było sobie pogadać z tobą, Enzo.
– Pomachał mi na pożegnanie i wrócił do swojego nudnego stróżowania. Zanim
wyruszyłem do apartamentu Sory, wróciłem na trochę do domu i postanowiłem
poczynić pewne przygotowania. Zebrałem trochę informacji na temat pracy Sigm i
wybrałem odpowiednią porę na odwiedziny. A później to już wiadomo co się
zadziało. Wkradłem się do apartamentu Sory i skryłem w ciemnym pokoju czekając
jej przyjścia.
***
A teraz leżałem przyciśnięty jej masą
( nie była za ciężka, ale leciutka wcale) i rozmyślałem jakby wyjść z tej
sytuacji w jednym kawałku. Postanowiłem najpierw odpowiedzieć na jej pytanie.
-Właśnie, gdzie moje maniery. –
Westchnąłem.- Jestem Enzo Daquin i gdybym znalazł się w dogodniejszej pozycji
to może bym się równie miło przywitał, ale widzę, że nie jest mi to dane.
-Twoje imię i nazwisko niewiele mi
dają. – Odparła, nadal utrzymując
pokerową twarz.
-Oj, to niemiło tak brzydko obejść się
z nowopoznanym człowiekiem. – Zrobiłem zmartwioną minę. – Ale rozumiem, że to
ze względu na okoliczności. Nie jestem żadnym włamywaczem, jeśli o to chodzi.
Jestem po prostu ciekaw pewnych rzeczy.
-Ah, tak. Ciekawość to pierwszy stopień
do piekła. – Mruknęła chyba niezbyt zadowolona moją odpowiedzią.
-To ja już dawno smażę się w
najgłębszych czeluściach piekła. – Próbowałem uwolnić ręce. Były mocno
zablokowane, jednak ze względu na to, że jednak jestem mężczyzną udało mi się
je uwolnić. Chwyciłem nadgarstki białowłosej i jednym sprawnym ruchem obróciłem
nas o 180 stopni. Teraz to ja byłem na górze. Zablokowałem jej ręce,
szczególnie tą z diamentowym sztyletem i uśmiechnąłem się szeroko.
-Też potrafię znaleźć się na górze. –
Patrzyłem prosto w jej zimne, niebieskie oczy. – Ja tylko przyszedłem oddać
kartkę z kodem i odebrać swój sweterek.
Bardzo go lubię.
-Skoro przyszedłeś tylko po to, to
dlaczego nie mogłeś przyjść jako zwykły gość, a nie jako włamywacz? – Zmrużyła
oczy. Chyba była niezadowolona z sytuacji w jakiej się znalazła.
-Bo tak jest zabawniej. – Zaśmiałem
się i przycisnąłem ją mocniej do podłogi. Nachyliłem się tuż przy jej twarzy i
dmuchnąłem w jej ucho. Zadrgała.
- W co ty się bawisz ze mną? – Miała
zaciętą minę. Powoli traciła swoje zimne opanowanie.
- Próbuję sprawdzić, czy zawsze jesteś
taka opanowana. – Ironiczny uśmieszek nie schodził mi z ust.
- Nie twój interes. – Wróciła do
swojego bezwzględnego opanowania. Ani jeden mięsień twarzy nie wykonał zbędnego
skurczu, który by świadczył o jakichś targających nią uczuciach.
-Eh… I co ja mam teraz zrobić? Jak cię
puszczę to mnie pewnie zadźgasz tym pięknym ostrzem. – Wskazałem wzrokiem na
jej broń.
- Chcesz się przekonać? – Wbiła we
mnie lodowate spojrzenie, w którym dostrzegłem jakiś nieznaczny błysk. Czyżby
mnie prowokowała? Nie mam zamiaru z nią zadzierać, bo wystarczy jeden jej ruch
i mogłoby się dla mnie to źle skończyć. Chociaż… Jakby nie patrzeć posiadam
Arcanę związaną z wodą, której nasza dzielna dama najwidoczniej się obawia.
Może nie byłoby tak źle. Powoli, sunąc dłońmi w kierunku ramion dziewczyny,
rozluźniałem uchwyt. Moje palce delikatnie muskały jej gładką skórę, aż w końcu
oderwałem dłonie i podniosłem ręce do góry.
-Teraz twój ruch. – Uśmiechnąłem się,
nadal siedząc na niej okrakiem.
[Sora?]
piątek, 19 sierpnia 2016
Od Enzo - C.D Sory
Dziewczyna bez żadnych skrupułów paradowała sobie po tym biurze, przy tym ważnym kolesiu, ot tak w samym staniku. Wow, nie powiem, że był to jakiś nieprzyjemny widok. Wręcz przeciwnie było na co popatrzeć, do tego stopnia, że straciłem na chwilę kontakt z rzeczywistością. Dziewczyna spojrzała na mnie przez ramię i uniosła brwi w zdziwieniu. Nagle sobie przypomniałem po co się tutaj znalazłem. Otrząsnąłem głowę z różnych wizji i zwróciłem się do starszego pana siedzącego za wielkim biurkiem. Pokój wypełnił się dymem, który wydobywał się z papierosa trzymanego przez jegomościa w palcach.
-Młodzieńcze, czego ode mnie potrzebujesz? – Zapytał się, całkowicie olewając nagą kobietę we własnym biurze.
-Był dzisiaj u mnie jeden z waszych doktorków i mówił coś o rozmowie kontrolnej związanej z moim pobytem przez rok w tym całym ośrodku. – Odchrząknąłem. –Nie bardzo wiem, co miał na myśli, dlatego tu przyszedłem.
-Dobrze pan trafił. – Staruszek się uśmiechnął. – Proszę podać dane.
-Enzo Daquin G73. – Zbliżyłem się do biurka i niepewnie zerknąłem na białowłosą.
-Ah, Sora poczekaj na razie w moim pokoju, dobrze? – Facet machnął niedbale ręką. – Proszę siadać panie Daquin.
Usiadłem na wygodnym krześle i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Biuro było gustownie wykończone, pełne ciemnych, drewnianych mebli i wypełnione różnymi rodzaju ciężkim księgami.
-Nie ukrywam panie Enzo, że przez miniony rok nie zauważyliśmy niepokojących zachowań z pańskiej strony. Nie było też większych problemów z pana Arcaną. – Spojrzał na mnie uważnie.
-No cóż… Staram się kontrolować i widocznie całkiem nieźle mi to idzie. – Uśmiechnąłem się delikatnie.
-Oczywiście pana wyniki wszelkich badań i treningów, także są zadawalające. – Przerzucił jakąś kartkę.
-Czyli wszystko ze mną ok? – Z nadzieją w oczach wpatrzyłem się w drzwi. – Mogę już iść?
-Jest tylko jedna kwestia, która nas niepokoi. – Staruszek olał moje pytanie i dalej brnął w swoją gadkę. – Pańska bliźniaczka.
-Słucham? – Spojrzałem poważnie w mętne oczy starca. – Nic mnie z nią nie łączy.
-I tak powinno pozostać. Jest to dość niezrównoważona emocjonalnie kobieta, która dodatkowo jest Betą posiadającą niezbyt dobrze zbadaną Arcanę. – Nie wiem po co on mi to wszystko mówi. – Wasz kontakt mógłby spowodować niebezpieczne zmiany, więc lepiej nie wchodźcie sobie w drogę.
-Nie mam takiego zamiaru. – Burknąłem. – To wszystko?
-Tak. Może pan opuścić budynek. – Uśmiechnął się. – Miło się z panem rozmawiało. Sora pana odprowadzi.
Nim zdążył ją w jakikolwiek sposób zawołać, białowłosa pojawiła się z powrotem w gabinecie. Nadal miała na sobie niewiele. W sumie nie miała tutaj pewnie żadnych ubrań.
-Sora, chodź na chwilę muszę ci przekazać parę informacji, a potem odprowadzisz pana Enzo poza granice Ośrodka Badawczego. Dalej powinien poradzić sobie sam. – Dziewczyna podeszła do niego i zaczęli po cichu szeptać. Dyplomatycznie zacząłem przyglądać się obrazowi, który przedstawiał martwą naturę. Bardzo ładny, naprawdę. Kiedy skończyli rozmowę, Sora ruszyła przodem a ja tuż za nią. Zastanawiało mnie, dlaczego staruszek poruszył temat mojej bliźniaczki. Ona mnie gówno obchodziła. Nie miałem zamiaru się z nią kolegować. Ba! Nawet do końca nie wiedziałem, jak wygląda ani gdzie mieszka, chociaż dla mnie to nie był większy problem by zdobyć takie informacje. Wyszliśmy z budynku, a ona nadal była jedynie w staniku. Nie było jakoś specjalnie zimno, ale za ciepło też nie, a ona niedawno jeszcze pływała w wodzie. Zdjąłem swój bordowy sweter, który już zdążył wyschnąć i podałem jej.
-Proszę, bo się jeszcze przeziębisz. – Uśmiechnąłem się do niej, starając się nie patrzeć na jej piersi, żeby nie wyjść na jakiegoś chama.
[Sora?]
-Młodzieńcze, czego ode mnie potrzebujesz? – Zapytał się, całkowicie olewając nagą kobietę we własnym biurze.
-Był dzisiaj u mnie jeden z waszych doktorków i mówił coś o rozmowie kontrolnej związanej z moim pobytem przez rok w tym całym ośrodku. – Odchrząknąłem. –Nie bardzo wiem, co miał na myśli, dlatego tu przyszedłem.
-Dobrze pan trafił. – Staruszek się uśmiechnął. – Proszę podać dane.
-Enzo Daquin G73. – Zbliżyłem się do biurka i niepewnie zerknąłem na białowłosą.
-Ah, Sora poczekaj na razie w moim pokoju, dobrze? – Facet machnął niedbale ręką. – Proszę siadać panie Daquin.
Usiadłem na wygodnym krześle i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Biuro było gustownie wykończone, pełne ciemnych, drewnianych mebli i wypełnione różnymi rodzaju ciężkim księgami.
-Nie ukrywam panie Enzo, że przez miniony rok nie zauważyliśmy niepokojących zachowań z pańskiej strony. Nie było też większych problemów z pana Arcaną. – Spojrzał na mnie uważnie.
-No cóż… Staram się kontrolować i widocznie całkiem nieźle mi to idzie. – Uśmiechnąłem się delikatnie.
-Oczywiście pana wyniki wszelkich badań i treningów, także są zadawalające. – Przerzucił jakąś kartkę.
-Czyli wszystko ze mną ok? – Z nadzieją w oczach wpatrzyłem się w drzwi. – Mogę już iść?
-Jest tylko jedna kwestia, która nas niepokoi. – Staruszek olał moje pytanie i dalej brnął w swoją gadkę. – Pańska bliźniaczka.
-Słucham? – Spojrzałem poważnie w mętne oczy starca. – Nic mnie z nią nie łączy.
-I tak powinno pozostać. Jest to dość niezrównoważona emocjonalnie kobieta, która dodatkowo jest Betą posiadającą niezbyt dobrze zbadaną Arcanę. – Nie wiem po co on mi to wszystko mówi. – Wasz kontakt mógłby spowodować niebezpieczne zmiany, więc lepiej nie wchodźcie sobie w drogę.
-Nie mam takiego zamiaru. – Burknąłem. – To wszystko?
-Tak. Może pan opuścić budynek. – Uśmiechnął się. – Miło się z panem rozmawiało. Sora pana odprowadzi.
Nim zdążył ją w jakikolwiek sposób zawołać, białowłosa pojawiła się z powrotem w gabinecie. Nadal miała na sobie niewiele. W sumie nie miała tutaj pewnie żadnych ubrań.
-Sora, chodź na chwilę muszę ci przekazać parę informacji, a potem odprowadzisz pana Enzo poza granice Ośrodka Badawczego. Dalej powinien poradzić sobie sam. – Dziewczyna podeszła do niego i zaczęli po cichu szeptać. Dyplomatycznie zacząłem przyglądać się obrazowi, który przedstawiał martwą naturę. Bardzo ładny, naprawdę. Kiedy skończyli rozmowę, Sora ruszyła przodem a ja tuż za nią. Zastanawiało mnie, dlaczego staruszek poruszył temat mojej bliźniaczki. Ona mnie gówno obchodziła. Nie miałem zamiaru się z nią kolegować. Ba! Nawet do końca nie wiedziałem, jak wygląda ani gdzie mieszka, chociaż dla mnie to nie był większy problem by zdobyć takie informacje. Wyszliśmy z budynku, a ona nadal była jedynie w staniku. Nie było jakoś specjalnie zimno, ale za ciepło też nie, a ona niedawno jeszcze pływała w wodzie. Zdjąłem swój bordowy sweter, który już zdążył wyschnąć i podałem jej.
-Proszę, bo się jeszcze przeziębisz. – Uśmiechnąłem się do niej, starając się nie patrzeć na jej piersi, żeby nie wyjść na jakiegoś chama.
[Sora?]
wtorek, 9 sierpnia 2016
[Event #1] Od Enzo - C.D Taigi
Nie ukrywam, że cała ta nagła akcja
wprowadziła mnie w iście szampański nastrój. Już czułem ten dreszczyk emocji
związany z niezłą przygodą. Pełna niebezpieczeństw, wyzwań i różnego rodzaju
przeszkód. Hehe, uśmiech nie schodził mi z twarzy. Po naradzie poprzedniego
wieczoru, wszyscy dość szybko zakończyli dyskusje na temat przyszłych grup i
udali się do swoich pokoi, aby wyspać się przed ciężkim dniem. Dzisiaj z samego
rana, zaraz po szybkim śniadaniu, Hyou zarządziła kolejną zbiórkę w jej pokoju.
-Nastąpiła niewielka zmiana planów. –
Nie musiała się wydzierać, tak jak wczoraj, gdyż większość z nas była jeszcze
odrobinę zaspana.
-Nasz cel został już zneutralizowany?-
Odezwał się z aroganckim uśmieszkiem wysoki, blondyn, chyba Toshiro.
-Chcielibyście. – Sigma się
uśmiechnęła i poruszyła kocimi uszkami. – Chodzi o to, że dostaliśmy nowe
informacje z ośrodka. Jak się okazuje do docelowego miasta Katsuyama jest
jedynie około 10 km z naszego obecnego miejsca pobytu.
-W takim razie nie zatrzymujemy się
już nigdzie po drodze, idziemy prosto do celu. Tam się zatrzymamy w jakimś
hostelu i podzielimy ostatecznie na grupy. – Dodał jasnowłosy Natsume.
-Ile potrwa nasza podróż w takim
razie? – Zapytała się cicho białowłosa Taiga.
-Planujemy tak z 2,5 godziny, jeśli
wszystko pójdzie bez problemu. – Hyou
ponownie zabrała głos. – Jednak po drodze musimy nauczyć się obsługi
urządzeń od naukowców i pokrótce sprawdzić nawzajem swoje umiejętności.
-Będzie się działo. – Klasnąłem w
dłonie i z szerokim uśmiechem na twarzy spojrzałem na resztę towarzystwa, ale
oni jakoś nie podzielali mojego zapału. Eee… Nie znają się na dobrej zabawie.
-Dodatkowo w Katsuyamie musimy się
rozdzielić, żeby cokolwiek znaleźć do spania. – Natsume zwrócił uwagę grupy na
istotny szczegół naszej wyprawy. – Jest to konieczne ze względu na fakt, że
jest to niewielkie miasto, gdzie mała liczba mieszkańców działa na korzyść
naszego celu.
-Z tego, czego się dowiedzieliśmy
Vasquez stosuje metody zastraszania i przekupstwa wśród tamtejszej ludności
przez co trudno dostać się do miasta niezauważonym przez jego ludzi. - Wyjaśniła złotooka sigma. – Nawet znalezienie odpowiedniego
hostelu może nam zająć trochę czasu.
-To co my tu jeszcze robimy? –
Westchnąłem. – Ruszmy się wreszcie, bo
gadaniem to my nic nie zdziałamy.
-Spokojnie. – Siedzący obok mnie Lee,
spojrzał na mnie z uśmiechem. –Jeszcze będziesz prosić o chwilę spokoju.
-Ja? Spokój? – Prychnąłem. – Spokój to
będę miał dopiero w grobie.
Na szczęście nikt nie miał żadnych
głupich pytań i wreszcie ruszyliśmy w dalszą drogę. Już bez tych dziwnych
mundurków, wyglądaliśmy ciut normalniej. Kiedy opuściliśmy granice miasta,
Sigmy zaczęły nas kierować w stronę niewielkich gór.
-Czemu idziemy przez góry? – Zapytała,
któraś z dziewczyn z przodu, a ponieważ wędrowałem na samym końcu naszej grupki
nie mogłem dostrzec kto to taki.
-Po pierwsze nie będziemy się tak
rzucać w oczy, a po drugie będziemy mogli w spokoju zrobić to o czym była mowa.
– Wyliczyła na palcach Hyou, która miała na głowie czapkę z daszkiem, by nie
było widać jej kocich uszu. Całkiem niezły pomysł. Tutaj na spokojnie każdy
będzie mógł zaprezentować swoje umiejętności. Przez jakieś 20 minut wspinaliśmy
się pod górę. Obok mnie szedł Lee i Aaron. Jakoś odkąd zostaliśmy mianowani
nauczycielami do tej całej szopki z mundurkami,
trzymaliśmy się razem. Przed nami wchodziła dość szybko blondyna w
warkoczu.
-Hmm… Enzo, zastanawia mnie jedna
sprawa. – Czarnowłosy chłopak odezwał się do mnie.
-O co chodzi? – Zerknąłem na niego.
Wpatrywał się to we mnie to w tą dziewczynę przed nami.
-Jesteście z Lou strasznie do siebie
podobni. Nie jesteście czasami rodzeństwem? – Zerknąłem na tą niską kobietę,
która miała identyczne, jak ja szkarłatne oczy. Możliwe, że to ta cała moja bliźniaczka
Lousie, ale co mnie to…
-Ja i taki kurdupel rodzeństwem? Haha,
dobry żart. – Zbyłem jego domysły śmiechem. Jeśli nikt nie będzie o tym
wiedział, to w końcu o tym zapomnę.
-Ale… - Zaczął Lee.
-Daj spokój. – Odparłem nadal szeroko
uśmiechnięty. – Patrz! Zatrzymujemy się, czyli zaraz coś nam pewnie pokażą. –
Wskazałem na Hyou i Natsume, którzy stanęli na górze i zaczęli wypakowywać coś
z wielkiej, sportowej torby.
-Oto sprzęt od naukowców. – Na trawie
zaległo trochę ustrojstwa.
-Do czego on służy? – Zapytałem. Jak
mamy się bawić to na całego.
-To jest narzędzie do wyciszania mocy
Arcan. – Natsume wskazał na coś w rodzaju dużego, srebrzystego pistoletu. –
Nawet jeśli nie odbierze całej mocy naszemu przeciwnikowi to z pewnością
chwilowo go osłabi.
-Jak to działa? – Zapytała krótko
obcięta, nieduża dziewczyna.
-Zakładam, że po prostu naciska się na
spust i celuje w tego komu chcemy pokrzyżować plany. – Odparł Natsume. –
Niestety naukowcy nie dali do tego instrukcji obsługi.
-No to fajnie, lecimy na spontanie. –
Szepnąłem do Lee. Stwierdziłem, że nie każdy tutaj cieszy się na myśl tego co
nas czeka. Sigma wyjął kolejne gadżety. W tym mikrosłuchawki dla szpiegów oraz
pakiet telefonów komórkowych.
-Każdy z was dostanie po telefonie,
aby móc się kontaktować z resztą grupy. Szczególnie przydadzą się nam one w
czasie poszukiwania hostelu. – Hyou zaczęła rozdawać każdemu po nowym
smartfonie. Każdy dostał identyczny model, różniący się jedynie symbolem Arcany
na obudowie. U mnie był to G73. Norma. W sumie… Chyba wszyscy mieli swoje
prywatne telefony. Tamte nie wystarczały?
-Po co nam rozdajecie te telefony
skoro chyba każdy ma i tak swój prywatny? – Nie mogłem się powstrzymać od
zadania tego pytania.
-Te telefony posiadają specjalne
nadajniki i sporo dodatkowych funkcji, jak np. bazę danych dotyczących naszej
misji, która jest na bieżąco aktualizowana. – Wyjaśniła Hyou, która skończyła
rozdawanie sprzętu.
-Mikrosłuchawki dostaną jedynie
szpiedzy, by móc porozumiewać się z pozostałymi w czasie zwiadów. Wybierzemy
ich już na miejscu. – Dodał Natsume wskazując na zestaw malutkich słuchawek,
otoczonych przez wijące się kabelki.
-A teraz czas na pokazanie naszych
umiejętności. – Shino klasnęła w ręce. Wszyscy ożywili się na to hasło.
Ruszyliśmy powoli do przodu, po drodze każdy prezentował swoją moc. Zaczęły
Sigmy. Hyou zachwyciła wszystkich swoją zwinnością i celnością strzałów z łuku.
Natsume oczarował nas różnorodnością swoich umiejętności. Potem przyszła kolej
na resztę Arcan. Były to najróżniejsze moce. Od potężnych magicznych ataków po
niezwykłą prędkość, czy siłę. Każdy miał do zaoferowania coś niesamowitego. Wśród
tej plejady Arcan, moją uwagę przykuła jedna dziewczyna. Była to niebieskooka
Chie. Jej moc opierała się na lodowych atakach. A co jeśliby połączyć nasze
siły? Woda i lód – to mogłoby stworzyć mieszankę wybuchową. Wyjąłem swój bicz
ze skórzanego worka przy pasku. Podszedłem do brązowowłosej.
-Jestem Enzo. – Uśmiechnąłem się
lekko. – Widzę, że nasze Arcany mogą ze sobą współgrać. Lód i woda, czemu nie?
-Oh, nie pomyślałam o tym. – Chi spojrzała
niepewnie na mój bicz. – Może wypróbujmy coś razem?
-Lepiej teraz, niż żeby nie udało się
w czasie jakiejś walki. – Wstrząsnąłem swoim biczem i zebrałem energię. Dookoła
niestety nie było zbyt dużo wody, na szczęście w górach powietrze jest dużo
wilgotniejsze niż na równinach. Zebrałem, więc wilgoć z otaczającego mnie lasu.
Mój bicz został otoczony przez strumień wody.
-Jestem gotowy.Dajesz co tam masz. –Zachęciłem
nową koleżankę delikatnym gestem dłoni.
Chi skupiła się na swoim zadaniu i już
po chwili skinęła w moim kierunku głową na znak gotowości. Trzasnąłem biczem i
strumień wody wystrzelił w powietrze, gdzie spotkał się z lodem dziewczyny i
zmienił w wielkie latające włócznie, które z głośnym świstem wleciały w 10
pobliskich drzew. W pniakach widniały sporych rozmiarów dziury.
-Wow, to było niezłe. – Podskoczyłem i
przybiłem piątkę z Chi. – Musimy razem walczyć, a może nie będzie tak źle.
Ludzie dookoła patrzyli na naszą
dwójkę. Niektórzy także zaczęli dogadywać się z innymi i już po chwili mieliśmy
niecodzienny pokaz duetów. Z tą nowo odkrytą bronią, ruszyliśmy dalej. Po
niedługim czasie wyłoniliśmy się z lasu. Teren powoli opadał i zaczynały się
pojawiać pierwsze oznaki osady ludzkiej. Pola, drogi i pojedyncze domy. Zatrzymaliśmy
się.
-Uwaga! Teraz musimy znaleźć
odpowiednie miejsce, by dostać się do miasta, które z pewnością jest otoczone
przez tajniaków Vaqueza. –Zarządził Natsume. – Kto się podejmie szybkiej
infiltracji?
-Może Kaito? – Cicho zaproponowała
Taiga. Wszyscy zwrócili swe spojrzenie w kierunku białowłosego, który pokryty
był długim płaszczem, by zakryć jego niecodzienne białe skrzydła.
-Mógłbym użyć Voir, ale nie jestem
pewien, czy to najlepszy pomysł. – Odparł niepewnie.
-Próbuj. Musimy jak najszybciej dostać
się do miasta.- Hyou powiedziała to tak, jakby była to na wpół prośba, na wpół
rozkaz. Chłopak przymknął oczy i stał tak dobrą chwilę. Zastanawiałem się co
właśnie widzi. Na ile jego Arcana mu pozwala. Moje przemyślenia przerwał jego
głos.
-Jakieś 2 km na wschód od tego miejsca
znajduje się tylko dwóch ludzi, którzy wydają się pilnować wejścia do miasta.
Reszta jest bardziej obstawiona… - Zameldował, lekko trzymając się za nasadę
nosa.
-Dziękujemy Kaito. – Natsume zwrócił
się do wszystkich. – Teraz musimy tam dotrzeć, ale najpierw ktoś musi
zlikwidować tamtą dwójkę. Jacyś chętni?
-Ja bym mogła z moim kochanym Brise sauvage
komuś podciąć gardełko. – Moja domniemana siostrzyczka uśmiechnęła się
zawadiacko. Była strasznie pewna siebie, jak na takie drobne i głupie ciałko.
Phi, ironia losu.
-Ja z nią pójdę. – Odezwał się Lee. – W końcu jestem skrytobójcą,
jakby nie patrzeć. Zadanie idealne.
-Dobra, biegnijcie. – Hyou zmierzyła niepewnie czerwonooką wzrokiem.
W końcu to tylko Beta. – Dajcie znać, jak skończycie, to do was dołączymy i się
rozdzielimy.
Skinęli głowami i ruszyli.
-Tymczasem my, możemy pomyśleć, jak będziemy szukać tego
hostelu. – Odezwała się Shino.
-Ma ktoś jakąś mapę Katsuyamy? – Spytał się Toshiro.
-Mamy ją z ośrodka. – Hyou wyjęła z torby złożony plan
miasta. Otworzyła go i zbadała wzrokiem.- Mamy tutaj 5 hosteli, czyli
podzielimy się na trójki, by nie rzucać się w oczy.
-Ehu,ehu… - Odchrząknąłem. – A nie lepiej, jeśli podzielimy
się na mniej regularne grupy? Będzie to trochę normalniej wyglądać. Na przykład
jedna większa 5 osobowa grupa, dwie 3 i dwie 2?
-Całkiem dobry pomysł, w szczególności, że właściciele
hosteli mogą być już przekupieni i dawać cynk ludziom Lacroixa. – Natsume powoli
pokiwał głową.- To dobierzcie się jakoś.
Zerknąłem na Aarona, który stał niedaleko mnie. Nie wyglądał
jakoś sympatycznie, znaczy nie wyglądał na takiego, co miał ochotę na rozmowę,
ale stwierdziłem, że może i lepiej.
-Ej Aaron! Może pójdziemy razem? – Uśmiechnąłem się
leciutko.
-Niech ci będzie. –Mruknął niechętnie. Chyba zgodził się
tylko dlatego, że zaszła taka potrzeba a nie inna. Wokół podniósł się hałas
spowodowany dobieraniem się w grupki. Nagle rozdzwonił się czyjś telefon.
Wszyscy zamilkli. Hyou odebrała. Na jej ustach powoli pojawił się uśmiech.
-Udało im się. – Wszyscy ruszyli szybko w kierunku wskazanym
wcześniej przez Kaito. Na miejscu spotkaliśmy Lou i Lee, którzy zadowoleni z
siebie otrzepywali się z niewidocznych pyłków. Natsume przekazał tej dwójce
nasz plan, wskazał, do którego hostelu mają się udać i ręką dał nam znak, byśmy
powoli się rozchodzili. Odczekałem, aż oddali się kilka grupek i wraz z Aaronem
ruszyliśmy w poszukiwaniu naszego hostelu. Budynek ten okazał się leżeć
najdalej w głąb miasteczka. Po drodze
dostawaliśmy kolejne informacje o niepowodzeniach innych. Przebyliśmy chyba z
połowę malutkich uliczek plączących się tu i tam, aby wreszcie ujrzeć szyld z
nazwą „Kuro neko”. To ma być nasza ostatnia szansa? Cóż za pechowa nazwa. Weszliśmy do środka,
rozglądając się niczym rasowi turyści. Podszedłem do recepcji.
-Dzień dobry! My chcieliśmy się dowiedzieć, czy możliwy jest
tutaj nocleg na kilka najbliższych nocy? – Zerknąłem na starszą panią w
okularach, która dobrotliwie głaskała czarnego kocura leżącego koło telefonu.
Aaron także wbił w nią spojrzenie. Musieliśmy wybadać, czy nie zastraszył jej
czasami ktoś od tego całego Vasqueza.
-Oh kochanieńcy, mam dużo wolnych pokoi bo jakoś dawno nikt
do naszego pięknego miasteczka nie zaglądał. – Pani wyszczerzyła się
szczerbatym uśmiechu. – Ja nie wiem co tu się w ogóle dzieje… Sąsiedzi jacyś
się tacy małomówni stali, nikt już do mnie nie wpada. Czuję się taka samotna w
tym wielkim domu, więc miło mi będzie was ugościć.
Babcia wydawała się szczera w swojej samotności.
Szturchnąłem Aarona, a ten wyjął telefon i szybko napisał sms’a do reszty.
-To świetnie się składa, bo jest z nami jeszcze kilka
znajomych. – Uśmiechnąłem się szeroko. Wreszcie zacznie się zabawa!
[1969 słów]
piątek, 29 lipca 2016
Od Enzo - Do Sory
Nowy dzień, nowe wyzwania. Wyskoczyłem z łóżka, jak z procy i w
podskokach udałem się do kuchni. Z rozmachem otworzyłem lodówkę, w
której jak zwykle świeciło pustkami. To nie tak, że zaniedbywałem
zakupy. Nie. To był mój sposób na zajęcie poranka. Szybciutko ubrałem
się w bordowy sweter i czarne spodnie, naciągnąłem na gołe stopy czarne
trampki i wybiegłem z domu. Po drodze do spożywczaka napotkałem jakąś
promocję w całkiem miło wyglądającym barze i w ten sposób zaliczyłem
śniadanie na mieście. Świetnie, nie będę tracił zbyt dużo czasu na
jedzenie. Sprężystym krokiem powracałem do domu. Przy drodze zauważyłem
słup z ogłoszeniami. Przejrzałem wszystkie oferty i innego rodzaju
bzdury. Niewiele mi to dało. Wyjątkowo mało przydatnych informacji. Ale
parę faktów warto zapamiętać, jak chociażby to, że niedługo w pobliżu ma
się odbyć jakaś impreza. Może się wbiorę ? Kto wie, co będę miał wtedy
do roboty... Wróciłem do domu i miałem właśnie zabrać się za
przećwiczenie nowej piosenki na perkusji, kiedy odezwał się dzwonek
oznajmiający gościa. Oho ! Kto mnie poszukuje ? Otworzyłem drzwi i moim
oczom ukazał się niski, rudy facecik w okularach.
-Witam pana, panie Enzo Daquin! – Wyciągnął niepewnie rękę w moją stronę.
-Eee… Dobry! – Zlustrowałem go od stóp do rudej głowy. Jakiś doktorek, czy jak?
-Przybyłem tutaj, by poinformować pana o konieczności odwiedzenia biura głównego kierownika Ośrodka. – Powiedział z pełną powagą i poprawił nerwowo okulary.
-A przepraszam w jakiej to sprawie? – Zdziwiłem się mocno, bo nawet nie wiedziałem, że ktoś taki tutaj jest, mimo że dość długo już tu przebywałem.
-Musi pan odbyć rozmowę kontrolną po pobycie w Ośrodku trwającym rok. W dodatku dostanie pan pełen raport i wyniki najważniejszych wyników ze szczególnym ich omówieniem. –Ten śmieszny człowieczek był bardzo dziwny, ale to co mówił miało jeszcze mniejszy sens niż on sam.
-No dobrze… Ale gdzie niby znajduje się to biuro? – Przekrzywiłem głowę w zdziwieniu.
-W samym centrum Ośrodka Badawczego. – Kiwnął głową, jakby przekonywał sam siebie. – Niech pan natychmiast się tam uda. – Powiedział to i sobie poszedł. Ot, tak po prostu i już go nie było. No nic, trzeba tam iść. Gdziekolwiek to jest. Udałem się w tą podróż w nieznane. Po co mi to w ogóle? Nie mam pojęcia, ale ten Ośrodek zawsze zaskakiwał dziwnymi badaniami, treningami i innego rodzaju duperelami. Mniej więcej wiedziałem, gdzie znajdował się ten Ośrodek Badawczy, więc ruszyłem w znanym mi kierunku. Kiedy byłem już blisko tego olbrzymiego kompleksu budynków, na swej drodze napotkałem jakąś skromnie ubraną, białowłosą damę. Może ona słyszała coś o tym biurze?
-Przepraszam, wiesz może gdzie znajduje się biuro głównego kierownika tego przybytku? – Zatoczyłem koło ręką. Dziewczyna spojrzała na mnie oczami bez wyrazu. Dziwne trochę, ale każdy ma swój sposób.
-Tak. – Odparła krótko i powoli ruszyła przed siebie, totalnie mnie zlewając.
-Poczekaj moment! – Dorównałem jej kroku. Ona znowu ścięła mnie tym zimnym spojrzeniem. – Mogłabyś mi wskazać drogę?
-Chodź za mną, też się tam wybieram. – Odrzekła sucho. Wydawała się wyprana z emocji.
-Dobrze, dziękuję. – Uśmiechnąłem się do niej. Dreptałem za nią parę kroków. Nie wyglądała na chętną do rozmowy, więc po prostu za nią szedłem. Przed nami znajdowała się niewielka rzeczka, przez którą prowadził stary, drewniany most. Dziewczyna przede mną przyspieszyła kroku i bardzo gwałtownie próbowała przedostać się na drugą stronę, jednak nie zauważyła olbrzymiej dziury, która znajdowała się pomiędzy spróchniałymi deskami. Wpadła do wody. Podbiegłem do mostu, by zbadać czy da sobie radę z wydostaniem się na brzeg. Jednak nie widać było nawet białego kosmyka jej włosów w wolno płynącej rzece. Czyżby nie potrafiła pływać? Zerwałem z siebie sweter i wskoczyłem do chłodnej wody. Natychmiast ją zauważyłem. Unosiła się bezradnie w toni wodnej. Chwyciłem ją za rękę i wyciągnąłem na powierzchnię rzeki. Głośno zaczerpnęła powietrza. Dopłynąłem z nią do brzegu i pomogłem wyjść na suchy ląd. Usiadła na trawie.
-Ej, nic ci nie jest? Czemu nie zauważyłaś tej dziury? – Spytałem się, jednocześnie badawczo się jej przyglądając.
[Sora?]
-Witam pana, panie Enzo Daquin! – Wyciągnął niepewnie rękę w moją stronę.
-Eee… Dobry! – Zlustrowałem go od stóp do rudej głowy. Jakiś doktorek, czy jak?
-Przybyłem tutaj, by poinformować pana o konieczności odwiedzenia biura głównego kierownika Ośrodka. – Powiedział z pełną powagą i poprawił nerwowo okulary.
-A przepraszam w jakiej to sprawie? – Zdziwiłem się mocno, bo nawet nie wiedziałem, że ktoś taki tutaj jest, mimo że dość długo już tu przebywałem.
-Musi pan odbyć rozmowę kontrolną po pobycie w Ośrodku trwającym rok. W dodatku dostanie pan pełen raport i wyniki najważniejszych wyników ze szczególnym ich omówieniem. –Ten śmieszny człowieczek był bardzo dziwny, ale to co mówił miało jeszcze mniejszy sens niż on sam.
-No dobrze… Ale gdzie niby znajduje się to biuro? – Przekrzywiłem głowę w zdziwieniu.
-W samym centrum Ośrodka Badawczego. – Kiwnął głową, jakby przekonywał sam siebie. – Niech pan natychmiast się tam uda. – Powiedział to i sobie poszedł. Ot, tak po prostu i już go nie było. No nic, trzeba tam iść. Gdziekolwiek to jest. Udałem się w tą podróż w nieznane. Po co mi to w ogóle? Nie mam pojęcia, ale ten Ośrodek zawsze zaskakiwał dziwnymi badaniami, treningami i innego rodzaju duperelami. Mniej więcej wiedziałem, gdzie znajdował się ten Ośrodek Badawczy, więc ruszyłem w znanym mi kierunku. Kiedy byłem już blisko tego olbrzymiego kompleksu budynków, na swej drodze napotkałem jakąś skromnie ubraną, białowłosą damę. Może ona słyszała coś o tym biurze?
-Przepraszam, wiesz może gdzie znajduje się biuro głównego kierownika tego przybytku? – Zatoczyłem koło ręką. Dziewczyna spojrzała na mnie oczami bez wyrazu. Dziwne trochę, ale każdy ma swój sposób.
-Tak. – Odparła krótko i powoli ruszyła przed siebie, totalnie mnie zlewając.
-Poczekaj moment! – Dorównałem jej kroku. Ona znowu ścięła mnie tym zimnym spojrzeniem. – Mogłabyś mi wskazać drogę?
-Chodź za mną, też się tam wybieram. – Odrzekła sucho. Wydawała się wyprana z emocji.
-Dobrze, dziękuję. – Uśmiechnąłem się do niej. Dreptałem za nią parę kroków. Nie wyglądała na chętną do rozmowy, więc po prostu za nią szedłem. Przed nami znajdowała się niewielka rzeczka, przez którą prowadził stary, drewniany most. Dziewczyna przede mną przyspieszyła kroku i bardzo gwałtownie próbowała przedostać się na drugą stronę, jednak nie zauważyła olbrzymiej dziury, która znajdowała się pomiędzy spróchniałymi deskami. Wpadła do wody. Podbiegłem do mostu, by zbadać czy da sobie radę z wydostaniem się na brzeg. Jednak nie widać było nawet białego kosmyka jej włosów w wolno płynącej rzece. Czyżby nie potrafiła pływać? Zerwałem z siebie sweter i wskoczyłem do chłodnej wody. Natychmiast ją zauważyłem. Unosiła się bezradnie w toni wodnej. Chwyciłem ją za rękę i wyciągnąłem na powierzchnię rzeki. Głośno zaczerpnęła powietrza. Dopłynąłem z nią do brzegu i pomogłem wyjść na suchy ląd. Usiadła na trawie.
-Ej, nic ci nie jest? Czemu nie zauważyłaś tej dziury? – Spytałem się, jednocześnie badawczo się jej przyglądając.
[Sora?]
Subskrybuj:
Posty (Atom)