Walka nie była dla mnie czymś codziennym. Dla nikogo z nas tym zapewne nie była. Dotąd większość z nas znała walki tylko z treningów, a to było coś zupełnie coś innego. Dookoła czaiła się śmierć. Choć może nie było tego po nas widać zapewne każdy z nas miał w sobie trochę niepewności. Moja wytrzymałość nie była zbyt wielka ale skoro inni walczyli to powinnam i ja. Wszyscy wzajemnie się asekurowaliśmy oraz wspieraliśmy. Pomimo ran i osób, które zabijaliśmy ilość przeciwników się nie zmniejszała. Wciąż nie było widać Vasquez’a. W chwili gdy nie walczyłam spojrzałam przed siebie. Dostrzegłam błysk w oddali. Jednak było za późno na jakąkolwiek reakcję. Zdążyłam tylko zrobić krok w lewą stronę,a po chwili moje ramię przeszył strzał. Chwila ta trwała może dwie sekundy ale dla mnie było to o wiele dłużej. Ból pojawił się dopiero potem. Przeklęłam cicho pod nosem. Wzrokiem odnalazłam Shino i podeszłam do niej.
- Jeden strzela z większej odległości - oznajmiłam i wskazałam płomieniem imitującym atak. - Poślij do niego ostre szło. Ja je rozgrzeje. Atak będzie miał większą skuteczność - Dziewczyna w odpowiedzi skinęła głową i wykonała moje polecenie. W chwili gdy odłamek przeszył wroga ruszyłam dalej. Z rany na ramieniu wypływało dużo krwi. Oderwałam kawałek bluzki i zawiązałam go w charakterze opaski uciskowej. Anjika w pewnym momencie ogłuszyła część przeciwników, a reszta zaatakowała pozbawiając część z nich życia. Dla nas walka z ludźmi nie posiadającymi mocy była znacznie łatwiejsza niż dla nich. Jeżeli tak dalej pójdzie Vasquez zostanie bez ludzi. Ruszyłam do przodu. Sprawiałam, że ludzie płonęli. Na pewno nie było to dla nich przyjemne uczucie. W pewnym momencie straciłam równowagę i upadłam. Chyba jednak nie powinnam się tak przemęczać. Podniosłam się i wzięłam głęboki wdech. Chciałam być przydatna. Chciałam coś zrobić. Walczyć z innymi. Na nogach trzymała mnie tylko moja wola i nic więcej. Będę walczyć do końca - pomyślałam sobie. W sumie nic innego mi nie zostało.
- Nic Ci nie jest? - usłyszałam głos dobiegający zza moich pleców. Odwróciłam się i ujrzałam stojącego tam Natsume. Był jedyną osobą, którą znałam przed misją. Pewnie zauważył, że powoli osiągam swój limit.
- Po prostu byłam nieuważna - odparłam. Nie chciałam, by ktoś martwił się o mnie w tej sytuacji. Po chwili znów walczyłam. Topiłam pociski aby nie zraniły moich towarzyszy. Rola tarczy była dla mnie mniej wyczerpująca niż atakującego. Generowanie ognia było dla mnie dodatkowym utrudnieniem. Po chwili jednak nadeszło rozwiązanie. Jeden z przeciwników przyszedł z miotaczem ognia. Wycelował pewny siebie w nas. Gdy pierwszy płomień wyleciał z lufy przekierowałam go na mnie stałam się jedną wielką kulą ognia.
- Odsuńcie się - krzyknęła Hyou - A ty Mai strzel - poleciła. Gdy wszyscy byli już bezpieczni wypuściłam kile ognia do przodu co zmusiło ludzi do cofnięcia się i częściowego ukrycia się. Część porzuciła broń, która pod wpływem temperatury przystała być użyteczna. Osunęłam się na kolana. Najwidoczniej tylko na tyle było mnie stać. Pobiegła do mnie brązowo włosa dziewczyna. Zapewne aby sprawdzić czy ze mną wszystko w porządku.
- Nic mi nie jest - odparłam ciężko oddychając. Nie ma co kłamstwo idealne. W dodatku pewnie nie wyglądałam najlepiej. Chie spojrzała na mnie nie dowierzając. Powoli się podniosłam - Naprawdę. Muszę tylko na chwilę się wycofać - Odeszłam do tyłu w miejsce gdzie broń mnie nie dosięgnie. Usiadłam na kamieniu. Delikatnie zsunęłam bluzkę z rannego ramienia. Przywołałam trochę ognia i przypaliłam to miejsce aby się nie wdało zakażenie i aby zmniejszyć krwotok. Pachniało paskudnie, a wyglądało jeszcze gorzej. Nasunęłam bluzkę na ramię oraz poprawiłam tkaninę zawiązaną na ramieniu. Przez chwilę siedziałam bez nawet najmniejszego ruchu. Jakby moje ciało zastygło. Po jakimś czasie wróciłam na pole walki. Nie miałam pojęcia ile czasu minęło już od kiedy rozpoczęliśmy walczyć. Arcany dawały nam przewagę ale większość z nas nie miała bardzo rozwiniętych umiejętności, więc pokonanie ich nie było łatwe. Rozejrzałam się w poszukiwaniu Vasqueza. Tchórz. Zapewne chce nas zmęczyć. Osłabić aby nas następnie z łatwością zabić. Chwilę tej nieuwagi mogłam przypłacić życiem, gdyby nie lodowa bariera Chie.
- Dzięki - odparłam i ruszyłam z kolejnymi atakami - choć były one słabsze i mniej intensywne.
<Chie?>
679 słów
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mai. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mai. Pokaż wszystkie posty
piątek, 12 sierpnia 2016
czwartek, 4 sierpnia 2016
Od Mai - C.D Natsume
Chwilę spędzone nad morzem były przyjemne. Przyznaję się bałam się trochę wody. Mogłam przecież utonąć ale Natsume był niedaleko. Może dlatego weszłam do wody? W sumie nie znaliśmy się długo ale dobrze się dogadywaliśmy. Przyglądałam się śpiącemu na ręczniku chłopakowi. Wyglądał tak spokojnie. Siedziałam przez chwilę wpatrując się przed siebie. Patrzyłam na pływających ludzi oraz na tych co spędzali czas na plaży. Miejsce to ponoć było strzeżone więc mogłam zostawić na chwilę chłopaka samego. Wstałam zostawiając ręczniki w miejscu gdzie wcześniej siedziałam. Ruszyłam brzegiem plaży. Niedaleko zauważyłam molo. Ruszyłam w niego kierunku. Weszłam na nie. Na jednym ze słupów wisiało ogłoszenie.
Całość dopełniał kolorowy obrazek. Może pójdę na to z Natsume? Ruszyłam dalej. Przyglądałam się wielu rzeczom. Oglądałam pamiątki dla turystów. Nie zauważyłam kiedy minęły dwie godziny . Postanowiłam więc wrócić aby chłopak mnie nie szukał. Powrót nie zajął mi więcej niż dziesięć minut. Gdy dotarłam na miejsce mój towarzysz jeszcze spał. Usadowiłam się obok niego. Niedługo po tym powoli otworzył oczy.
- Jak się spało? - zapytałam uśmiechając się
- Dobrze - odparł przeciągając się - Która godzina?\
- Koło trzynastej
-Chcesz iść coś zjeść? - zaproponował - Niedaleko jest restauracja
-Mogłabym - odpowiedziałam - A ty?
- W sumie też jestem głodny. Weźmy rzeczy i chodźmy - zaczął się pakować. Pomogłam mu. Gdy skończyliśmy na kostium kąpielowy założyłam top oraz krótkie spodenki. Do niektórych restauracji nie wpuszczają ludzi w strojach kąpielowych. Po chwili szliśmy już w kierunku najbliższej. Wnętrze było przyjemne. Lekkie w stylu śródziemnomorskim. Podeszła do nas młoda kelnerka i wręczyła nam menu. Po chwili wybraliśmy już dania i zamówiliśmy je. W chwili gdy czekaliśmy na zamówienie zaczęłam temat imprezy.
- Wiesz, że od 18 jest potańcówka na deskach? Może byśmy się wybrali?
<Natsume?>
“Od godziny 18;00 do 23;00 odbędzie się potańcówka na deskach mola
Na zakończenie planowany pokaz sztucznych ogni.
Serdecznie wszystkich zapraszamy. Wstęp wolny”
Całość dopełniał kolorowy obrazek. Może pójdę na to z Natsume? Ruszyłam dalej. Przyglądałam się wielu rzeczom. Oglądałam pamiątki dla turystów. Nie zauważyłam kiedy minęły dwie godziny . Postanowiłam więc wrócić aby chłopak mnie nie szukał. Powrót nie zajął mi więcej niż dziesięć minut. Gdy dotarłam na miejsce mój towarzysz jeszcze spał. Usadowiłam się obok niego. Niedługo po tym powoli otworzył oczy.
- Jak się spało? - zapytałam uśmiechając się
- Dobrze - odparł przeciągając się - Która godzina?\
- Koło trzynastej
-Chcesz iść coś zjeść? - zaproponował - Niedaleko jest restauracja
-Mogłabym - odpowiedziałam - A ty?
- W sumie też jestem głodny. Weźmy rzeczy i chodźmy - zaczął się pakować. Pomogłam mu. Gdy skończyliśmy na kostium kąpielowy założyłam top oraz krótkie spodenki. Do niektórych restauracji nie wpuszczają ludzi w strojach kąpielowych. Po chwili szliśmy już w kierunku najbliższej. Wnętrze było przyjemne. Lekkie w stylu śródziemnomorskim. Podeszła do nas młoda kelnerka i wręczyła nam menu. Po chwili wybraliśmy już dania i zamówiliśmy je. W chwili gdy czekaliśmy na zamówienie zaczęłam temat imprezy.
- Wiesz, że od 18 jest potańcówka na deskach? Może byśmy się wybrali?
<Natsume?>
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
Od Mai - C.D Natsume
Gdy chłopak poszedł sprzątnęłam naczynia i wykąpałam się. Dzisiejszy dzień był nieco inny od innych ale przyjemny. Zanim położyłam się spać wyjrzałam przez okno. Pod deszczu nie została ani jedna chmurka. Niebo było czyste i rozgwieżdżone. Stałam tak chwilę wpatrując się w nie. Gwiazdy pomimo, że są tak daleko starają się dotrzeć do nas swoim światłem. Położyłam się spać i szybko zasnęłam.***
Rano obudziło mnie słońce. Poczułam ogromne ciepło. Szybko więc wyszłam spod kołdry i spojrzałam na termometr. Było 28 stopni, a dopiero była szósta rano. Wzięłam szybki prysznic aby ochłodzić swoje ciało. W krótkich spodenkach i crop topie wyszłam na zewnątrz. Truchtem pobiegłam do mieszkania brata. Gdy zapukałam do drzwi usłyszałam w odpowiedzi głośne “proszę”.
- Hej to ja - powiedziałam wchodząc. Od razu poczułam przyjemny chłód klimatyzacji.
- Cześć - odparł Jake wychylając się z kuchni. Pewnie zmywał po śniadaniu. Usiadłam na kanapie i poczekałam aż przyjdzie. Nie musiałam długo na niego czekać. Po chwili siedział już obok mnie
- Co tam? -zapytał
- Wczoraj poznałam kogoś - zaczęłam - Chłopaka. Nazywa się Natsume - od ogółów do szczegółów opowiedziałam mu o całym wczorajszym dniu pomijając szczegół. Nie powiedziałam mu o zdarzeniu w sali treningowej. Chciałam ten temat zostawić na potem - A jak u ciebie? - zakończyłam pytaniem.
- Nudy - odparł przeciągając to słowo - Za bardzo padało wczoraj żeby gdzieś wyjść ale za to pograłem trochę na konsoli
- Nie powinieneś tak cały czas grać. Znajdź sobie coś innego do roboty - powiedziałam poważnie
- Wiem, Wiem - zbagatelizował sprawę - Ale czasami się nie da
- Dla chcącego nic trudnego - powiedziałam zdanie, które często w ramach żartu słyszałam od niego. Teraz sprytnie odwróciłam je przeciwko niemu. Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas w pewnym momencie postanowiłam zapytać go o pewną sprawę - Masz z kimś jakieś problemy?
- Nie - odpowiedział pewnie - Przecież wiesz, gdybym miał to bym ci powiedział. Czemu pytasz?
- Nie ważne -pokręciłam głową - To musiała być jakaś pomyłka- uśmiechnęłam się. Po chwili usłyszałam dzwonek telefonu. Jake szybko go odebrał i wyszedł na taras. Po paru minutach wrócił
- Muszę gdzieś wyjść. Mam pilną sprawę - oświadczył - Masz klucz to zamkniesz drzwi. Możesz tu siedzieć ile chcesz - Po skończeniu zdania wyszedł z domu przyśpieszonym krokiem. Po chwili i ja z niego wyszłam zamykając go. Nie będę przecież siedzieć cały dzień sama w domu. Było koło ósmej trzydzieści. Postanowiłam kupić lody. W sklepie spotkałam Natsume i umówiłam się z nim na wyjście. Tylko najpierw chłopak musiał coś załatwić. Nie musiałam zbyt długo na niego czekać. Gdy dowiedziałam się, że idziemy na plażę zdziwiłam się.
- Przecież pod kopułą nie ma plaży - powiedziałam - Chyba, że …
- Wybieramy się poza nią. Mam pozwolenie - widocznie był zadowolony z tego co osiągnął. Ja na to miast nie kryłam zaskoczenia. Po raz pierwszy zobaczę co jest za kopułą.
- Poczekaj pięć minut - szybko weszłam do mieszkania - Jak chcesz możesz sobie usiąść - zaproponowałam i poszam do sypialni. Wzięłam dużą torbę gdzie wsadziłam krem przeciwsłoneczny, dwa ręczniki, okulary przeciwsłoneczne. Na stopy wsunęłam japonki, a na głowę założyłam słomkowy kapelusz po czym wyszłam - Już - chłopak się uśmiechnął się i wstał. Miał na sobie plecak, a w nim zapewne rzeczy na plażę. Po chwili szliśmy już w stronę wyjścia z ośrodka. Czułam jednocześnie podekscytowanie i niepewność. Nie wiedziałam co mogę zastać poza kopułą. Przy wyjściu stało dwóch mężczyzn pilnujących aby nieupoważnione osoby nie wchodziły ani nie wychodziły do ośrodka. Mój towarzysz pokazał zgodę i po chwili byliśmy już po drugiej stronie. Moje oczy przypominały piłeczki od ping ponga. Rozglądałam się uważnie dookoła. Przyglądając ludziom, ich zwierzętom, budynkom, wystawom i ogólne wszystkiemu. Było to dla mnie z jednej strony nowe, a z drugiej znajome. Natsume chyba musiał się wstydzić, bo przypominałam pewnie jakiegoś niedorozwoja, który się wszystkiemu przygląda. Od czasu do czasu pytałam go o pewne rzeczy, a on odpowiadał. Na chwilę zatrzymałam się przy sklepie z zwierzętami. Przyglądałam się kotkom. Mój wzrok przykuł biały kot z żółtymi oczyma, podobny do Madery - Zobacz kopia Madery - wskazałam stworzonko,a chłopak przytaknął i ruszyliśmy dalej. Do plaży dotarliśmy szybko. Moim oczom ukazał się niesamowity widok. Na piasku pod parasolami siedzieli ludzie, część z nich pływa w morzu. Wszyscy mieli na sobie kostiumy kąpielowe w przeróżne kolory i wzory. Pewnie będę dziwnie wyglądać w szortach i koszulce - pomyślałam
- Podoba ci się ? - zapytała
- Tak. Tu jest cudownie! - powiedziałam wciąż rozglądając się z zachwytem. Następnie ruszyliśmy wybrać miejsce w którym się rozłożymy z rzeczami.
<Natsume?>
niedziela, 31 lipca 2016
Od Mai - C.D Natsume
Przez deszcz szliśmy przyśpieszonym krokiem, żeby moknąć jak najkrócej
jednak już po chwili byliśmy cali mokrzy. Dobrze, że studzienki
odprowadzające wodę dobrze spełniały swoje zadanie, bo pewnie ta sięgała
by nam za kostki. Oczywiście w głębszych kałużach pewnie tak było. Gdy
już dotarliśmy do budynku wpisałam kod i weszliśmy do klatki schodowej.
Gdy wchodziliśmy po schodach i szliśmy korytarzem szukałam kluczy.
Jednak nie mogłam ich znaleźć. Pewnie mi wypadły gdzieś po drodze -
pomyślałam. Nie było opcji aby zostały w starym ubraniu bo bym to
poczuła. Pod drzwiami przeszukałam jeszcze raz kieszenie.
-Ups -powiedziałam
- Coś się stało - zapytał patrząc na mnie. Pewnie nie spodziewał się tego co powiem.
- Zgubiłam klucze - oświadczyłam - Wypadły mi gdzieś po drodze. Poczekaj. Zaraz wracam - rzuciłam nie dając szansy odpowiedzieć chłopakowi i szybko pobiegłam w kierunku wyjścia. Przypomniałam sobie drogę obie strony i zaczęłam podążać ścieżką. Najpierw przeszukałam drogę w stronę bloku Natsume, a potem drogę, którą tam szłam. I nic. Zajęło mi to może dziesięć minut. Następnie poszłam do sali treningowej. Leżały tam. Trzy klucze z zawieszką kotka z uniesioną łapką. Podniosłam je i chciałam już wracać, gdy ujrzałam stojącego nade mną chłopaka. Nie kojarzyłam go. Osobnik zaś najwidoczniej mnie tak, bo pochylił się nade mną.
- Przekaż swojemu bratu żeby uważał, bo nie tylko on tego pożałuje - powiedział cicho , jednocześnie tak wyraźnie i przerażająco, że w odpowiedzi tylko szybko pokiwałam głową i ruszyłam w kierunku mieszkania jak najszybciej. Kiedy miałam już wejść do budynku zauważyłam, że chłopak z niego wychodzi.
- Już jestem! - oświadczyłam i stanęłam przed nim.
- Widzę - odparł - Długo Ci zeszło, dlatego chciałem sprawdzić jak idą poszukiwanie
- Nie wiem jak ty - zmieniłam temat - ale ja już nie chcę stać na tym deszczu. Wejdźmy do środka - zaproponowałam,a chłopak się zgodził. W mieszkaniu, tuż po przekroczeniu progu automatycznie posłałam kulę ognia do kominka aby w nim rozpalić. Zamieniając kilka zdań z chłopakiem jednocześnie dałam mu ręcznik i nastawiłam gorącą czekoladę aby się rozgrzał. Sama poszłam szybko się przebrać. Podczas gdy przebierałam się rozmyślałam o tym co się zdarzyło w sali treningowej. Jake nie mówił mi, że ma jakichkolwiek wrogów lub przynajmniej takich, którzy stwarzali zagrożenie. Albo mi o czymś nie mówił, albo to była pomyłka. Stawiałam raczej na drugie. Zawsze byliśmy wobec siebie szczerzy. Szybko więc pozbyłam się tych myśli i przebrana już w jeansy i czarną bluzę. Chłopak nadal suszył się ręcznikami, które mu dałam. Niestety nie mogłam mu zaoferować jakiś ubrań, bo najzwyczajniej ich nie miałam. Gdy skończył wzięłam je i rozwiesiłam wraz z moimi ubraniami w osobnym pokoju. Następnie podałam Natsume kubek z gorącą czekoladą.
- Dziękuje - uśmiechną się biorąc ode mnie napój.
- Proszę bardzo - odparłam. Zabawne rola gospodarza i gościa się odwróciła w przeciągu parunastu minut.
- Tak właściwie - zaczął - Czemu wyszłaś w taki deszcz?
- Do brata - odpowiedziałam szczerze - Mieszka w innym bloku. Miałam do niego parę spraw ale mogą poczekać - dodałam szybko - Spędzamy ze sobą sporo czasu odkąd tu trafiliśmy
- Widać macie bardzo dobre relacje - stwierdził
- Tak - miał całkowitą rację. Jake był dla mnie jak przyjaciel. Taki najbliższy. Nigdy nie pozwoliłby aby mi się coś stało. Jednocześnie ja go wspierałam zawsze i pomagałam mu z jego problemami. Byliśmy nierozłączni i tak zostało nawet po trafieniu tutaj. Rozejrzałam się po pokoju. Mój nawet nie był w odrobinie podobny do apartamentu (bo tak można było go nazwać)Natsume. Nie zauważyłam jak minęły dwie godziny odkąd weszliśmy do mieszkania. Przyjemnie mi się rozmawiało z chłopakiem. Nagle blisko nas rozległ się głośny huk. Szybko wyszliśmy na korytarz. Okazało się, że w mieszkaniu obok przewróciła się szafa. Po uzyskaniu tej informacji wróciliśmy do pokoju.
<Natsume?>
-Ups -powiedziałam
- Coś się stało - zapytał patrząc na mnie. Pewnie nie spodziewał się tego co powiem.
- Zgubiłam klucze - oświadczyłam - Wypadły mi gdzieś po drodze. Poczekaj. Zaraz wracam - rzuciłam nie dając szansy odpowiedzieć chłopakowi i szybko pobiegłam w kierunku wyjścia. Przypomniałam sobie drogę obie strony i zaczęłam podążać ścieżką. Najpierw przeszukałam drogę w stronę bloku Natsume, a potem drogę, którą tam szłam. I nic. Zajęło mi to może dziesięć minut. Następnie poszłam do sali treningowej. Leżały tam. Trzy klucze z zawieszką kotka z uniesioną łapką. Podniosłam je i chciałam już wracać, gdy ujrzałam stojącego nade mną chłopaka. Nie kojarzyłam go. Osobnik zaś najwidoczniej mnie tak, bo pochylił się nade mną.
- Przekaż swojemu bratu żeby uważał, bo nie tylko on tego pożałuje - powiedział cicho , jednocześnie tak wyraźnie i przerażająco, że w odpowiedzi tylko szybko pokiwałam głową i ruszyłam w kierunku mieszkania jak najszybciej. Kiedy miałam już wejść do budynku zauważyłam, że chłopak z niego wychodzi.
- Już jestem! - oświadczyłam i stanęłam przed nim.
- Widzę - odparł - Długo Ci zeszło, dlatego chciałem sprawdzić jak idą poszukiwanie
- Nie wiem jak ty - zmieniłam temat - ale ja już nie chcę stać na tym deszczu. Wejdźmy do środka - zaproponowałam,a chłopak się zgodził. W mieszkaniu, tuż po przekroczeniu progu automatycznie posłałam kulę ognia do kominka aby w nim rozpalić. Zamieniając kilka zdań z chłopakiem jednocześnie dałam mu ręcznik i nastawiłam gorącą czekoladę aby się rozgrzał. Sama poszłam szybko się przebrać. Podczas gdy przebierałam się rozmyślałam o tym co się zdarzyło w sali treningowej. Jake nie mówił mi, że ma jakichkolwiek wrogów lub przynajmniej takich, którzy stwarzali zagrożenie. Albo mi o czymś nie mówił, albo to była pomyłka. Stawiałam raczej na drugie. Zawsze byliśmy wobec siebie szczerzy. Szybko więc pozbyłam się tych myśli i przebrana już w jeansy i czarną bluzę. Chłopak nadal suszył się ręcznikami, które mu dałam. Niestety nie mogłam mu zaoferować jakiś ubrań, bo najzwyczajniej ich nie miałam. Gdy skończył wzięłam je i rozwiesiłam wraz z moimi ubraniami w osobnym pokoju. Następnie podałam Natsume kubek z gorącą czekoladą.
- Dziękuje - uśmiechną się biorąc ode mnie napój.
- Proszę bardzo - odparłam. Zabawne rola gospodarza i gościa się odwróciła w przeciągu parunastu minut.
- Tak właściwie - zaczął - Czemu wyszłaś w taki deszcz?
- Do brata - odpowiedziałam szczerze - Mieszka w innym bloku. Miałam do niego parę spraw ale mogą poczekać - dodałam szybko - Spędzamy ze sobą sporo czasu odkąd tu trafiliśmy
- Widać macie bardzo dobre relacje - stwierdził
- Tak - miał całkowitą rację. Jake był dla mnie jak przyjaciel. Taki najbliższy. Nigdy nie pozwoliłby aby mi się coś stało. Jednocześnie ja go wspierałam zawsze i pomagałam mu z jego problemami. Byliśmy nierozłączni i tak zostało nawet po trafieniu tutaj. Rozejrzałam się po pokoju. Mój nawet nie był w odrobinie podobny do apartamentu (bo tak można było go nazwać)Natsume. Nie zauważyłam jak minęły dwie godziny odkąd weszliśmy do mieszkania. Przyjemnie mi się rozmawiało z chłopakiem. Nagle blisko nas rozległ się głośny huk. Szybko wyszliśmy na korytarz. Okazało się, że w mieszkaniu obok przewróciła się szafa. Po uzyskaniu tej informacji wróciliśmy do pokoju.
<Natsume?>
piątek, 29 lipca 2016
Od Mai - C.D Natsume
Gościnność chłopaka lekko mnie zdziwiła. No bo kto zaprasza jakąś nieznajomą osobę do swojego mieszkania? Ja bym pewnie tak nie zrobiła. Gdy do pokoju wkroczył pół nagi mężczyzna omal nie zakrztusiłam się napojem podanym mi przez Natsume - jego imienia dowiedziałam się gdy owy człowiek wypowiedział jego imię. Najwidoczniej był to jego przyjaciel czy kolega, a może nawet brat? Gdy wylądował obok mnie na kanapie lekko się od niego odsunęłam i przyjrzałam się mu. Na twarzy miał czerwone znaki.
- Eeeeee - nie za bardzo wiedziałam co mam powiedzieć w tej sytuacji - Cześć?
- Madara - zwrócił się do niego Natsume tonem sygnalizującym aby zachowywał się inaczej
- Hej- uśmiechnął się i spojżał na chłopaka- Nie bądź taki. Przedstaw swoją koleżankę - powiedział patrząc to na mnie to na chłopaka. No i tu zaczął się schodek, bo nie przedstawiłam się. Chciałam się już odezwać ale zostałam uprzedzona.
- Mai Shine - odparł. Pewnie z faktu iż jest Sigmą wiedział to, bo oni mają dostęp do wielu danych. Na potwierdzenie jego słów pokiwałam głową jednocześnie zastanawiając sie do jakich jeszcze informacji mogli mieć dostęp. Nim zauważyłam towarzysz Natsume chwycił dwa ciastka i połknął - Możesz zrobić coś z sobą ?- zapytał go, a Madara pokiwał głową po czym zmienił się w kotka, co nie ukrywam zdziwiło mnie. Był teraz cały biały i puszysty. Popatrzył na mnie swoimi żółtymi oczkami.
- Jaki słodki - skomentowałam i podrapałam go za uszkiem zapominając o poprzedniej postaci, a zwierzak zaczął mruczeć. Delikatnie się uśmiechnęłam. Puszysta kulka wydawała się bardzo przyjazna.
- Podlizuje się - odezwał się chłopak
- Możliwe - nie przerywałam czynności - Myślałam, że pokoje są jedno osobowe w większości - Ale w tej postaci jest bardzo uroczy.
- Madera jest duchem - oświadczył i rozwiał wszelkie moje wątpliwości.
- Aha - na mojej twarzy widniał niemal stoicki spokój. Jedną ręką sięgnęłam po ciastko - Dobre - uśmiechnęłam się w kierunku Natsume
<Natsume?>
- Eeeeee - nie za bardzo wiedziałam co mam powiedzieć w tej sytuacji - Cześć?
- Madara - zwrócił się do niego Natsume tonem sygnalizującym aby zachowywał się inaczej
- Hej- uśmiechnął się i spojżał na chłopaka- Nie bądź taki. Przedstaw swoją koleżankę - powiedział patrząc to na mnie to na chłopaka. No i tu zaczął się schodek, bo nie przedstawiłam się. Chciałam się już odezwać ale zostałam uprzedzona.
- Mai Shine - odparł. Pewnie z faktu iż jest Sigmą wiedział to, bo oni mają dostęp do wielu danych. Na potwierdzenie jego słów pokiwałam głową jednocześnie zastanawiając sie do jakich jeszcze informacji mogli mieć dostęp. Nim zauważyłam towarzysz Natsume chwycił dwa ciastka i połknął - Możesz zrobić coś z sobą ?- zapytał go, a Madara pokiwał głową po czym zmienił się w kotka, co nie ukrywam zdziwiło mnie. Był teraz cały biały i puszysty. Popatrzył na mnie swoimi żółtymi oczkami.
- Jaki słodki - skomentowałam i podrapałam go za uszkiem zapominając o poprzedniej postaci, a zwierzak zaczął mruczeć. Delikatnie się uśmiechnęłam. Puszysta kulka wydawała się bardzo przyjazna.
- Podlizuje się - odezwał się chłopak
- Możliwe - nie przerywałam czynności - Myślałam, że pokoje są jedno osobowe w większości - Ale w tej postaci jest bardzo uroczy.
- Madera jest duchem - oświadczył i rozwiał wszelkie moje wątpliwości.
- Aha - na mojej twarzy widniał niemal stoicki spokój. Jedną ręką sięgnęłam po ciastko - Dobre - uśmiechnęłam się w kierunku Natsume
<Natsume?>
czwartek, 28 lipca 2016
Od Mai - C.D Natsume
Zawsze zastanawiał mnie świat skrywający się za ośrodkiem. Bo coś tam
musiało być? Możliwe, że znajdowała się tam moja przeszłość? Pewnie
przez długi czas się tego nie dowiem. Dziś był dzień z tych w który
można zrobić niewiele. Na dworze padał deszcz. Nie była to zwykła mżawka
lecz solidna ulewa. W taki dzień większość po prosu nie wychodziła by z
budynku. A ja niestety musiałam. Czy poza kopułą też tak pada? Wzięłam
głęboki wdech i ruszyłam w kierunku drzwi wyjściowych. Gdy byłam już na
dworze pod niewielkim daszkiem rozłożyłam parasol i ruszyłam przed
siebie. Nie postanowiłam nawet trzech kroków a moja prawa noga trafiła
na głęboką kałużę. Cicho przeklęłam i ruszyłam dalej. Nie musiałam iść
długo gdy moja lewa noga znużyła się w wodzie na podobny poziom co
poprzednia. Teraz moje oba białe buty nie były jut takie białe i suche.
Niedaleko zobaczyłam drzwi od sali treningowej. Postanowiłam wejść tam
na trochę i się wysuszyć. W budynku zdjęłam buty i skarpetki i zaczęłam
je suszyć za pomocą mojej mocy. Przydatne. Wysuszone części garderoby
ponownie założyłam na stopy i wyszłam. Dobra wiadomość ulewa się
zmniejszyła. Zła wiadomość niestety w niewielkim stopniu. Ruszyłam dalej
do celu. Jednak pech mój w tym dniu sięgał dziś szczytu. Nie zauważyłam
czegoś wystającego z ziemi i potknęłam się. Pewnie z boku wyglądało to
równie majestatycznie co z mojej perspektywy. Wylądowałam pod nogami
jakiegoś człowieka. Nie wiedziałam kto jeszcze mógłby w taką pogodę
wyjść na zewnątrz. Uniosłam głowę i ujrzałam blondynka pod parasolką
spoglądającego na mnie. Pewnie nie wyglądałam jakoś za pięknie cała
mokra i przybrudzona od powierzchni po której szłam. Świetnie -
pomyślałam. Wyminą mnie a po chwili usłyszałam plusk, który zwiastował
tylko jedno. Odwróciłam się i zobaczyłam chłopaka leżącego na ziemi.
Zaczęłam się głośno śmiać.
<Natsume? Podobała się kąpiel? :P>
<Natsume? Podobała się kąpiel? :P>
czwartek, 7 lipca 2016
Od Mai - C.D Yukimaru
Spokojne podejście chłopaka do faktu iż zniszczyłam jego koszulkę było dla mnie dziwne. Spodziewałam się raczej, że będzie na mnie zły, a zaczął normalną rozmowę jakby się nic nie stało. Na ciele i twarzy chłopaka było pełno tatuaży przypominających mi znaki plemienne.
- W Rimear jestem od około roku - odpowiedziałam na jego pytanie. Pomimo tak krótko spędzonego czasu całkiem nieźle radziłam sobie z opanowaniem mocy oraz zawarłam kilka znajomości i kojarzyłam dużą część osób chociażby z opowieści moich znajomych i brata - A ty?
- Trochę dłużej - odparł - A tak właściwie jak masz na imię? Ja jestem Yukimaru - Zapytał mnie i jednocześnie się przedstawił. Najwidoczniej zorientował się, że jeszcze nie znamy swoich imion.
- Mai - odpowiedziałam - Miło mi ciebie poznać - uśmiechnęłam się - i przepraszam jeszcze raz za tą koszulkę. Mogę się jakoś odwdzięczyć ?
- Mi też. Możesz postawić mi piwo - zaproponował
- Ok. Kiedy?
- Na pewno jak założę już koszulkę - zaśmiał się - Bo raczej tak nie pójdę
- Fakt - przyznałam mu rację. Byłam skupiona raczej na twarzy mojego rozmówcy niż na jego ciele.
- Za chwilę wracam, a ty nie idź nigdzie
- Ok. - odparłam. Yukimaru po chwili wyszedł, a ja usiadłam na ławeczce. Chłopak wydawał się być miły ale pozory mogą mylić. Ludzie w tym miejscu mogą nie być takimi jak się wydają. Przynajmniej tak mi powtarzał Jake. Od momentu trafienia do tego miejsca nie był niczego pewny. Chciał zawsze wydostać się z tond i odnaleźć miejsce w którym zawsze żyliśmy. Z nudów zaczęłam bawić się ogniem formowałam go i kształtowałam. Nie zauważyłam gdy Yukimaru wrócił.
- Już jestem - powiedział. Szybko zgasiłam płomyk i wstałam
- Przepraszam. Zamyśliłam się. To co idziemy?
<Yukimaru? >
- W Rimear jestem od około roku - odpowiedziałam na jego pytanie. Pomimo tak krótko spędzonego czasu całkiem nieźle radziłam sobie z opanowaniem mocy oraz zawarłam kilka znajomości i kojarzyłam dużą część osób chociażby z opowieści moich znajomych i brata - A ty?
- Trochę dłużej - odparł - A tak właściwie jak masz na imię? Ja jestem Yukimaru - Zapytał mnie i jednocześnie się przedstawił. Najwidoczniej zorientował się, że jeszcze nie znamy swoich imion.
- Mai - odpowiedziałam - Miło mi ciebie poznać - uśmiechnęłam się - i przepraszam jeszcze raz za tą koszulkę. Mogę się jakoś odwdzięczyć ?
- Mi też. Możesz postawić mi piwo - zaproponował
- Ok. Kiedy?
- Na pewno jak założę już koszulkę - zaśmiał się - Bo raczej tak nie pójdę
- Fakt - przyznałam mu rację. Byłam skupiona raczej na twarzy mojego rozmówcy niż na jego ciele.
- Za chwilę wracam, a ty nie idź nigdzie
- Ok. - odparłam. Yukimaru po chwili wyszedł, a ja usiadłam na ławeczce. Chłopak wydawał się być miły ale pozory mogą mylić. Ludzie w tym miejscu mogą nie być takimi jak się wydają. Przynajmniej tak mi powtarzał Jake. Od momentu trafienia do tego miejsca nie był niczego pewny. Chciał zawsze wydostać się z tond i odnaleźć miejsce w którym zawsze żyliśmy. Z nudów zaczęłam bawić się ogniem formowałam go i kształtowałam. Nie zauważyłam gdy Yukimaru wrócił.
- Już jestem - powiedział. Szybko zgasiłam płomyk i wstałam
- Przepraszam. Zamyśliłam się. To co idziemy?
<Yukimaru? >
czwartek, 30 czerwca 2016
Od Mai - Do Yukimaru
W Rimear byłam już od roku. Zdążyłam się już zaaklimatyzować i rozpocząć nowe życie. Choć na początku nie było łatwo nie zajęło mi długo przyzwyczajenie się do tutejszego życia. Zdobyłam nawet kilku znajomych. Wydawało mi się, że to co działo się przez ten okres było normalne. Odwieczne i takie jakie powinno być. Jak zwykle szłam trenować swoją moc. Od czasu gdy tu przybyłam moje umiejętności były już zacne. Coraz lepiej rozumiałam moje umiejętności i panowałam nad nimi. Po skończonym treningu poszłam się napić. Zabawa z ogniem bardzo odwadniała mój organizm. Gdy byłam już u siebie postanowiłam także wziąć szybki prysznic. Niedługo po tym zapukał do mnie brat.
- Proszę - zawołałam. Nie zamykałam się jakoś specjalnie więc drzwi były przez większość czasu otwarte, kiedy byłam w środku. Usiadłam na kanapie, a Jake obok mnie. - Nauczyłam się do końca tego utworu - oświadczyłam.
- Pokaż - poprosił mnie. W sumie z nim miałam najlepszy kontakt. Był moim bratem i zarazem najlepszym przyjacielem. Zagrałam cover “7 Years”. Potem jeszcze rozmawiałam z nim o różnych rzeczach. Dwie godziny później odprowadziłam go do jego pokoju. - To cześć - pożegnał mnie.
- Cześć - odpowiedziałam i ruszyłam z powrotem do swojej kwatery. Wracając poszłam jeszcze potrenować. Weszłam na pustą salę i zaczęłam tworzyć ognistego smoka. Następnie prowadziłam go opanowanie po całej sali. Ognisty twór robił co tylko chciałam. Jeszcze pół roku temu problemy sprawiło mi ukształtowanie go a co dopiero płynne prowadzenie. W pewnym momencie usłyszałam jakiś odgłos za mną. Ktoś tam był. Gwałtownie odwróciłam się, a bestia pofrunęła trochę bezwiednie w kierunku owej osoby. Niechcący podpaliłam jej koszulkę. Szybko podbiegłam do - jak się okazało białowłosego chłopaka i ugasiłam ogień. Jednak temu udało się już spalić na tyle koszulkę, że gdy nie paliła się spadła odsłaniając w miarę opalony i nawet umięśniony tors. Wzrok z klatki piersiowej uniosłam na twarz. Patrzyły na mnie fioletowe oczy.
- Przepraszam - powiedziałam cicho - Nic ci nie jest? - zapytałam równie głośno
<Yukimaru?>
- Proszę - zawołałam. Nie zamykałam się jakoś specjalnie więc drzwi były przez większość czasu otwarte, kiedy byłam w środku. Usiadłam na kanapie, a Jake obok mnie. - Nauczyłam się do końca tego utworu - oświadczyłam.
- Pokaż - poprosił mnie. W sumie z nim miałam najlepszy kontakt. Był moim bratem i zarazem najlepszym przyjacielem. Zagrałam cover “7 Years”. Potem jeszcze rozmawiałam z nim o różnych rzeczach. Dwie godziny później odprowadziłam go do jego pokoju. - To cześć - pożegnał mnie.
- Cześć - odpowiedziałam i ruszyłam z powrotem do swojej kwatery. Wracając poszłam jeszcze potrenować. Weszłam na pustą salę i zaczęłam tworzyć ognistego smoka. Następnie prowadziłam go opanowanie po całej sali. Ognisty twór robił co tylko chciałam. Jeszcze pół roku temu problemy sprawiło mi ukształtowanie go a co dopiero płynne prowadzenie. W pewnym momencie usłyszałam jakiś odgłos za mną. Ktoś tam był. Gwałtownie odwróciłam się, a bestia pofrunęła trochę bezwiednie w kierunku owej osoby. Niechcący podpaliłam jej koszulkę. Szybko podbiegłam do - jak się okazało białowłosego chłopaka i ugasiłam ogień. Jednak temu udało się już spalić na tyle koszulkę, że gdy nie paliła się spadła odsłaniając w miarę opalony i nawet umięśniony tors. Wzrok z klatki piersiowej uniosłam na twarz. Patrzyły na mnie fioletowe oczy.
- Przepraszam - powiedziałam cicho - Nic ci nie jest? - zapytałam równie głośno
<Yukimaru?>
poniedziałek, 27 czerwca 2016
[Quest 1] Od Mai
Dzień jak co dzień. Wstaję, myję się i idę do szkoły gdzie spotykam się z
przyjaciółmi nie tylko w celu zdobycia wiedzy ale i w towarzyskich. Po
ośmiu godzinach lekcji wróciłam do domu. Tam czekała mama z obiadem.
Była to niewysoka kobieta o lekko opalonej cerze i białych
włosach.Powitała mnie w szerokim uśmiechem.
- Jak było w szkole? -Zapytała. Niby zwykłe, codzienne pytanie, a jednak zawsze lubiłam na nie odpowiadać. Usiadłam do stołu, plecak położyłam pod ścianą.
- Wszystko dobrze. Dziś dostaliśmy pracę w grupie więc jutro idę do Sary, Juli i Sama - oświadczyłam. Mama chyba znała moich znajomych prawie tak jak ja - Mamy projekt oddać za trzy dni.
- A z czego? - Powiedziała podając mi miskę z zupą. Grzybowa. Moja ulubiona.
- Dziękuję - odparłam i odpowiedziałam na pytanie - Z mechaniki - Tak chodziłam do te specjalnego technikum skupiającego się na nowoczesnej technologi. Przydatna rzecz w tych czasach. - Mamy zaprojektować prosty mechanizm - Nie opowiadałam jej o szczegółach ponieważ i tak by ich nie zrozumiała. - Jake już wrócił? -spytałam się jej.
- Wróci za godzinę, podobnie jak ojciec - odparła. Zabrałam się za jedzenie obiadu. Gdy skończyłam odniosłam i zmyłam miskę. Mama już zajmowała się swoimi rzeczami. Szybko odrobiłam pracę domową i zajęłam się nauką nowego utworu na pianinie. Nie byłam w tym kierunku jakoś wybitnie uzdolniona ale lubiłam to. Po kilku godzinach usłyszałam dzwonek do drzwi. Postanowiłam sprawdzić kto to. Nie byłam jedyną ciekawą przybysza. Przy drzwiach stała cała nasza rodzina - Mama, ojciec i brat. Podeszłam bliżej aby przyjżeć się - jak się okazało przybyszom. Byli ubrani w białe fartuchy. Jak lekarze - pomyślałam. Po minie rodziców widziałam, że nie byli zadowoleni z ich obecności.
- Co jest? -zapytałam zaciekawiona.
- Jesteśmy tu po ciebie i po twojego brata - wyjaśnił wysoki mężczyzna w średnim wieku - Wasze życie zmieni się teraz. Macie pięć minut na spakowanie waszych najważniejszych rzeczy i ruszenie z nami - Chwilę zajęło mi przeanalizowanie wszystkich faktów.
- Ale dlaczego? Nie możemy tu po prostu zostać? - Było to dla mnie dziwne i szokowało mnie. Przecież nic złego nie zrobiliśmy. Przynajmniej ja.
- Nie dyskutuj. Dwie minuty - odezwał się inny z przybyszów.
- Nie chcę! - krzyknęłam - Nigdzie nie pójdziemy!- zaprotestowałam. Wraz z bratem przecisnęliśmy się między nimi i zaczęliśmy biec przed siebie. Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że tamci ludzie ruszyli za nami. Wbiegliśmy do lasu.
Najwidoczniej goniący nas byli szybsi bo zbliżali się coraz bardziej. W pewnym momencie Jake stanął. Zatrzymałam się i odwróciłam w jego kierunku.
- Biegnij - zawołał. Po chwili padł i stracił przytomność. Była to sprawka tamtych ludzi. Ruszyłam przed siebie nie oglądając się na boki. Łzy płynęły mi po policzkach. Nie wiem już gdzie byłam. Było ciemno. Bolały mnie nogi i płuca od ciągłego wysiłku. Stanęłam na chwilę by odpocząć, bo nie słyszałam kroków podążających za mną. Był to mój bład. Chwilę potem padłam na ziemię i straciłam przytomność.
***
Gdy odzyskałam przytomność poczułam jak jakiś płyn przedostaje się do mojego organizmu. Nie powiem, parszywe uczycie. Nigdy nie lubiłam szczepionek ani pobrań krwi. Zawsze czułam igły, rurki od wenflonów oraz uciekający lub wpływający płyn. Nie miałam siły się ruszyć. Niedługo po przebudzeniu znów straciłam przytomność. Nie wiem czemu ale moją ostatnią myślą było to, że zawiodę moich przyjaciół i nie będę mogła pomóc im w projekcie.
***
Obudziłam się w pokoju. Był on przestronny i pusty. Nie był to mój pokój. Jak właściwie wyglądał mój pokój? Czy ja go w ogóle miałam? Czułam ogromną pustkę. Rozejrzałam się po całej powierzchni mieszkalnej. Była tam kuchnia, łazienka, salon, przedpokój i moja sypialnia. Gdzieś znalazłam dokument. Było na nim napisane : Mai Shine. To chyba ja. Z informacji na nim dowiedziałam się, że mam 18 lat. Wyczytałam z niego mój adres zamieszkania. Najwidoczniej było to to miejsce. Spojrzałam na zegarek. Była czternasta. Czemu tak długo spałam? W salonie znalazłam keyboard . Podłączyłam go do prądu i zaczęłam odtwarzać jakąś melodię. Nie znałam jej ale moje ręce pamiętały ją. Bez problemu mogłam odtworzyć ją. Po chwili wyszłam z mieszkania. Był tam numer 42. Taki sam jak na dokumencie E42. Nie wiem co oznaczała litera E ale się dowiem. Opuściłam budynek i zaczęłam się wokoło rozglądać. Szłam przed siebie, a jak skręcałam starałam się zapamiętać trasę, którą szłam. Wszystko było dla mnie obce. W pewnym momencie na mojej drodze stanął czarnowłosy chłopak. Był wysoki, wysportowany, a jego skóra była delikatnie opalona. Miał oczy identyczne do moich. Czułam, że go znam. Podeszłam do niego.
- Jake? - zapytałam niepewnie.
- Tak - odparł i uśmiechnął się. Przytuliłam się do niego. Nie byłam już taka sama.
- Wiesz co to za miejsce? - Miałam nadzieję, że chociaż on wie cokolwiek. Chociaż pewnie wiedział to samo co ja.
- Niestety nie - pokręcił przecząco głową - Jak tu trafiłem straciłem większość wspomnień. Pamiętałem ciebie. Dlatego wyszedłem cię szukać.
- Też nic nie pamiętam. Może po prostu miało tak być?
- Nie wiem.
Rozmawialiśmy jeszcze przez długi czas aż zaczęło się ściemniać.Potem ruszyliśmy do swoich mieszkań. Przez długi czas myślałam o tym co się dzisiaj wydarzyło oraz o tym co mogło być kiedyś. Starałam się przypomnieć sobie choć część, odzyskać wspomnienia. Lecz było to na nic. W końcu dałam sobie spokój i poszłam spać. Miałam kilka ubrań i książek wiec nie było tu tak zupełnie pusto. A i jeszcze był kaktusik. Zasnęłam o dziwo szybko.
***
Wstałam rano. Było koło ósmej więc postanowiłam pobiegać i przy okazji poznać okolicę. Jak się okazało był to większy teren niż się spodziewałam. Widziałam tam też innych ludzi w różnym wieku. Nie podeszłam do nich i nie spytałam się, bo po prostu byłoby mi głupio. Po paru godzinach spotkałam brata. Uznaliśmy, że powinniśmy znaleźć coś w rodzaju przyuczenia do zawodu i pracę. Mieliśmy trochę pieniędzy na start ale na długo nie starczą. Tego samego dnia znalazłam pracę w barze jako kelnerka. Miałam pracować 4 dni w tygodniu. Praca zaczynała się od przyszłego tygodnia. Wraz z bratem postanowiliśmy też ćwiczyć nasze arcany. Zauważyłam, że większość jak nie wszyscy je posiadają. Pomimo pracowitości dnia nie był on męczący. Teraz zaczynałam swoje życie od nowa. Muszę się dostosować - od nowa.
- Jak było w szkole? -Zapytała. Niby zwykłe, codzienne pytanie, a jednak zawsze lubiłam na nie odpowiadać. Usiadłam do stołu, plecak położyłam pod ścianą.
- Wszystko dobrze. Dziś dostaliśmy pracę w grupie więc jutro idę do Sary, Juli i Sama - oświadczyłam. Mama chyba znała moich znajomych prawie tak jak ja - Mamy projekt oddać za trzy dni.
- A z czego? - Powiedziała podając mi miskę z zupą. Grzybowa. Moja ulubiona.
- Dziękuję - odparłam i odpowiedziałam na pytanie - Z mechaniki - Tak chodziłam do te specjalnego technikum skupiającego się na nowoczesnej technologi. Przydatna rzecz w tych czasach. - Mamy zaprojektować prosty mechanizm - Nie opowiadałam jej o szczegółach ponieważ i tak by ich nie zrozumiała. - Jake już wrócił? -spytałam się jej.
- Wróci za godzinę, podobnie jak ojciec - odparła. Zabrałam się za jedzenie obiadu. Gdy skończyłam odniosłam i zmyłam miskę. Mama już zajmowała się swoimi rzeczami. Szybko odrobiłam pracę domową i zajęłam się nauką nowego utworu na pianinie. Nie byłam w tym kierunku jakoś wybitnie uzdolniona ale lubiłam to. Po kilku godzinach usłyszałam dzwonek do drzwi. Postanowiłam sprawdzić kto to. Nie byłam jedyną ciekawą przybysza. Przy drzwiach stała cała nasza rodzina - Mama, ojciec i brat. Podeszłam bliżej aby przyjżeć się - jak się okazało przybyszom. Byli ubrani w białe fartuchy. Jak lekarze - pomyślałam. Po minie rodziców widziałam, że nie byli zadowoleni z ich obecności.
- Co jest? -zapytałam zaciekawiona.
- Jesteśmy tu po ciebie i po twojego brata - wyjaśnił wysoki mężczyzna w średnim wieku - Wasze życie zmieni się teraz. Macie pięć minut na spakowanie waszych najważniejszych rzeczy i ruszenie z nami - Chwilę zajęło mi przeanalizowanie wszystkich faktów.
- Ale dlaczego? Nie możemy tu po prostu zostać? - Było to dla mnie dziwne i szokowało mnie. Przecież nic złego nie zrobiliśmy. Przynajmniej ja.
- Nie dyskutuj. Dwie minuty - odezwał się inny z przybyszów.- Nie chcę! - krzyknęłam - Nigdzie nie pójdziemy!- zaprotestowałam. Wraz z bratem przecisnęliśmy się między nimi i zaczęliśmy biec przed siebie. Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że tamci ludzie ruszyli za nami. Wbiegliśmy do lasu.
Najwidoczniej goniący nas byli szybsi bo zbliżali się coraz bardziej. W pewnym momencie Jake stanął. Zatrzymałam się i odwróciłam w jego kierunku.
- Biegnij - zawołał. Po chwili padł i stracił przytomność. Była to sprawka tamtych ludzi. Ruszyłam przed siebie nie oglądając się na boki. Łzy płynęły mi po policzkach. Nie wiem już gdzie byłam. Było ciemno. Bolały mnie nogi i płuca od ciągłego wysiłku. Stanęłam na chwilę by odpocząć, bo nie słyszałam kroków podążających za mną. Był to mój bład. Chwilę potem padłam na ziemię i straciłam przytomność.
***
Gdy odzyskałam przytomność poczułam jak jakiś płyn przedostaje się do mojego organizmu. Nie powiem, parszywe uczycie. Nigdy nie lubiłam szczepionek ani pobrań krwi. Zawsze czułam igły, rurki od wenflonów oraz uciekający lub wpływający płyn. Nie miałam siły się ruszyć. Niedługo po przebudzeniu znów straciłam przytomność. Nie wiem czemu ale moją ostatnią myślą było to, że zawiodę moich przyjaciół i nie będę mogła pomóc im w projekcie.
***
Obudziłam się w pokoju. Był on przestronny i pusty. Nie był to mój pokój. Jak właściwie wyglądał mój pokój? Czy ja go w ogóle miałam? Czułam ogromną pustkę. Rozejrzałam się po całej powierzchni mieszkalnej. Była tam kuchnia, łazienka, salon, przedpokój i moja sypialnia. Gdzieś znalazłam dokument. Było na nim napisane : Mai Shine. To chyba ja. Z informacji na nim dowiedziałam się, że mam 18 lat. Wyczytałam z niego mój adres zamieszkania. Najwidoczniej było to to miejsce. Spojrzałam na zegarek. Była czternasta. Czemu tak długo spałam? W salonie znalazłam keyboard . Podłączyłam go do prądu i zaczęłam odtwarzać jakąś melodię. Nie znałam jej ale moje ręce pamiętały ją. Bez problemu mogłam odtworzyć ją. Po chwili wyszłam z mieszkania. Był tam numer 42. Taki sam jak na dokumencie E42. Nie wiem co oznaczała litera E ale się dowiem. Opuściłam budynek i zaczęłam się wokoło rozglądać. Szłam przed siebie, a jak skręcałam starałam się zapamiętać trasę, którą szłam. Wszystko było dla mnie obce. W pewnym momencie na mojej drodze stanął czarnowłosy chłopak. Był wysoki, wysportowany, a jego skóra była delikatnie opalona. Miał oczy identyczne do moich. Czułam, że go znam. Podeszłam do niego.
- Jake? - zapytałam niepewnie.
- Tak - odparł i uśmiechnął się. Przytuliłam się do niego. Nie byłam już taka sama.
- Wiesz co to za miejsce? - Miałam nadzieję, że chociaż on wie cokolwiek. Chociaż pewnie wiedział to samo co ja.
- Niestety nie - pokręcił przecząco głową - Jak tu trafiłem straciłem większość wspomnień. Pamiętałem ciebie. Dlatego wyszedłem cię szukać.
- Też nic nie pamiętam. Może po prostu miało tak być?
- Nie wiem.
Rozmawialiśmy jeszcze przez długi czas aż zaczęło się ściemniać.Potem ruszyliśmy do swoich mieszkań. Przez długi czas myślałam o tym co się dzisiaj wydarzyło oraz o tym co mogło być kiedyś. Starałam się przypomnieć sobie choć część, odzyskać wspomnienia. Lecz było to na nic. W końcu dałam sobie spokój i poszłam spać. Miałam kilka ubrań i książek wiec nie było tu tak zupełnie pusto. A i jeszcze był kaktusik. Zasnęłam o dziwo szybko.
***
Wstałam rano. Było koło ósmej więc postanowiłam pobiegać i przy okazji poznać okolicę. Jak się okazało był to większy teren niż się spodziewałam. Widziałam tam też innych ludzi w różnym wieku. Nie podeszłam do nich i nie spytałam się, bo po prostu byłoby mi głupio. Po paru godzinach spotkałam brata. Uznaliśmy, że powinniśmy znaleźć coś w rodzaju przyuczenia do zawodu i pracę. Mieliśmy trochę pieniędzy na start ale na długo nie starczą. Tego samego dnia znalazłam pracę w barze jako kelnerka. Miałam pracować 4 dni w tygodniu. Praca zaczynała się od przyszłego tygodnia. Wraz z bratem postanowiliśmy też ćwiczyć nasze arcany. Zauważyłam, że większość jak nie wszyscy je posiadają. Pomimo pracowitości dnia nie był on męczący. Teraz zaczynałam swoje życie od nowa. Muszę się dostosować - od nowa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)