Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Event #1. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Event #1. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 sierpnia 2016

Event #1 - Zakończenie!

Event Zakończony: Niepowodzeniem.
Na początek powiem, ze miałam napisać posta kończącego ten event, ale z racji tego, ze do końca pozostało jakieś... 4 posty i mój musiałby mieć jakieś 4000 slow, żeby to wszystko nadgonić za was, a nie na tym rzecz polega, żebym ja kończyła wszystko tylko dlatego, że nie potrafiliście się zgrać dostatecznie mocno. 

Ogólnie rzecz ujmując to jestem zadowolona, ale uważam, że te 20 postów było możliwe do napisania przez... tydzień i 2 dni. Szkoda, że event nie został ukończony, a Vasquez ostatecznie zwiał z miasta. Hmm... być może go jeszcze kiedyś dorwiemy, bądź wyślemy na to zadanie oddział specjalny ^^.

Wiem, że wszyscy czekacie na ocenę i nagrody, dlatego już wam wszystko pisze ^^. Za każdy nie napisany post jest -50 pkt doświadczenia dla każdej postaci, a że nie napisaliście 4 (do 20) to każda postać otrzymuje -200 pkt doświadczenia. 
Hyou - 2 opowiadania = 95pkt + 90pkt - 1pkt
Lee - 1 opowiadanie = 80pkt - 1pkt
Kaito - 1 opowiadanie = 90pkt - 1pkt
Aaron - 1 opowiadanie = 100pkt - 1pkt
Mai - 1 opowiadanie = 60pkt - 1pkt
Anjika - 1 opowiadanie = 60pkt - 1pkt
Shino - 1 opowiadanie = 30pkt - 1pkt
Sebastian - 1 opowiadanie = 50pkt - 1pkt
Natsume - 1 opowiadanie = 95pkt - 1pkt
Arya - ZWOLNIONA Z OPOWIADAŃ
Enzo - 1 opowiadanie = 100pkt + 100pkt - 1pkt
Lou - 2 opowiadania = 60pkt + 95pkt - 1pkt
Chie - 1 opowiadanie = 40pkt - 1pkt
Toshiro - 1 opowiadanie = 65pkt + 100pkt - 1pkt
Taiga - 1 opowiadanie = 95pkt - 1pkt
Wszystkie postacie otrzymają również 100pkt dodatkowych za same wzięcie udziału w Even'cie bo było to swego rodzaju poświecenie. Chciałabym by każdy kto brał udział wypowiedział się na temat Eventu, atmosfery jaka panowała i mojej oceny. Dodatkowe 50 pkt dla każdego za wspaniałe przygotowanie i współpracę (nawet jeśli pod koniec zaczęła się trochę psuć). Jestem z was naprawdę dumna i cieszę się, że event wyszedł tak, a nie inaczej ^^. 

Mistrz Gry~

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

[Event #1] Od Lou - C.D Sebastian'a

Czułam jak owiewał mnie delikatny powiew świeżego powietrza. Zaczerpnęłam głębszy oddech i powoli uchyliłam oczy. Ukazała mi się znajoma twarz Sebastiana, ale coś było z nią nie tak. Wydawał się, jakby tylko własnym cieniem. Przyglądałam mu się badawczo, gdy nagle on się rozpłynął a ja wylądowałam dupą na twardym chodniku oświetlanym przez wysoką latarnię.
-Co do cholery? – Mruknęłam niezadowolona do siebie. Byłam cała obolała. Nie tylko od upadku. Spojrzałam na bandaże na rękach. No tak… Wybuch, poparzenia… A co z resztą? Gdzie oni się podziewają? Kurwa, jeszcze nie wiem, gdzie jestem.  I wszystko mnie boli. Moment, moment, przecież znajduję się już na zewnątrz. Czuję wiatr! Zebrałam się i skupiłam na gromadzeniu energii. Powietrze wokół mnie zaczęło delikatnie wirować. Użyłam Brise thérapeutique, co spowodowało moją powolną regenerację. Najpierw odszedł ból będący konsekwencją twardego lądowania, potem poczułam ulgę na poparzonej skórze.  Zaczęłam ciężej oddychać. Musiałam przerwać moją regenerację, gdyż skończyłabym gorzej niż w aktualnym stanie. Bardzo ostrożnie odwiązałam porwaną bluzę ze swoich nóg i z niezmierną ulgą dostrzegłam już tylko niewielkie blizny po poparzeniu. Jednak bałam się o ręce. Delikatnie uchyliłam skrawek bandaża. Auć! Na mojej skórze widniało jeszcze parę niezagojonych bąbli po poparzeniu. Bandaże zostają. Jednak i  tak czułam się już dużo lepiej niż wcześniej. Nagle zdałam sobie sprawę, że jak idiotka leżałam na chodniku w świetle latarni, będąc łatwym celem dla jakiegoś snajpera czy innego przypadkowego człowieka Vasqueza. Wstałam szybko i poszukałam jakiegoś ciemnego zaułku. Znalazłam malutką, ślepą uliczkę pomiędzy dwoma wysokimi budynkami. Nie było tu zbyt przytulnie, a i zapach nie zachwycał, ale ważniejsze w tym momencie było pozostanie niewykrytym. Co teraz? Telefon! Sięgnęłam do tylnej kieszeni spodni i wyjęłam urządzenie.
-Cholera… - Warknęłam cicho. Cały ekran był popękany. Musiało to nastąpić w chwili uderzenia tyłkiem o chodnik. Ale może działa? Spróbowałam odblokować wyświetlacz. Jedna wielka kicha. Nic nie działa. Wkurzyłam się i  rzuciłam tym cholerstwem o ścianę budynku. Świetnie… Teraz to już na pewno nie zadziała. Zaczęłam chodzić w tę i z powrotem ze wzrokiem wbitym w ziemię. Myśl, myśl. Czułam się jak Kubuś Puchatek, co był głupiutkim misiem. W tej chwili nie dużo się od niego różniłam. Uniosłam głowę i dostrzegłam w wylocie ślepej uliczki, jak na chodniku mignęła mi znajoma postać. Wysoka postura i szaroniebieskie włosy mężczyzny przypominały mi kogoś. Kto to był? Ktoś z naszych? A może jakiś wróg? Hmm… Nie! To był jeden z tych chłopaków, który robił za nauczyciela! Muszę go dogonić. Ruszyłam bezszelestnym truchtem. Byłam tuż za nim, gdy zwolniłam i delikatnie klepnęłam go w ramię… W sumie przy różnicy naszych wzrostów moja dłoń dotknęła jego łokieć, ale to szczegół. Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie rozszerzonymi oczyma.
-Lou! Nic ci nie jest?
-Jak widać całkiem ze mną nieźle. –Uśmiechnęłam się i próbowałam sobie przypomnieć jego imię. – Aaron, a co z resztą? Czemu tu jesteś?
-Pozostali nadal walczą. Ja wybrałem się za cieniem Sebastiana, który cię niósł, bo nie byłem do końca pewien, czy to przyjaciel czy wróg. Dopiero później dostrzegłem, że był to jego klon. A właśnie, gdzie on jest? – Mężczyzna podrapał się po głowie.
-Cóż… Chyba się rozpłynął w świetle latarni. – Skrzywiłam się. – Trochę to jego zniknięcie mnie zabolało.
-Dobra, to co teraz? – Aaron spojrzał na mnie i głęboko się zamyślił. – Jesteś w stanie walczyć?
-Hoho, aż tak dobrze ze mną nie jest. – Prychnęłam. – Ale nadal mogę się skradać.
Chłopak zmarszczył brwi i po chwili ostrożnie się uśmiechnął.
-Mam plan. – Uderzył pięścią w otwartą dłoń. – Pójdziesz ze mną po resztę rannych i wrócimy do hostelu, by mogli się doprowadzić do zdrowia.
-Całkiem niezły. Nie wymaga walki, a trochę sprytu. – Kiwnęłam głową. Ruszyliśmy w kierunku, z którego nadszedł Aaron.
-Hmm… Nie wydaje ci się, że w tym mieście jest jakoś cicho? – Szarowłosy uważnie rozejrzał się po okolicy. Wszędzie było ciemno i niezbyt przyjemnie. Miałam wrażenie, że dookoła czaiło się od ludzi Vasqueza.
- Może nasz cel zapewnił nam stałe towarzystwo? – Mruknęłam lekko zaniepokojona i automatycznie przyspieszyłam kroku. Po niedługim marszu, który odbył się w milczeniu, dotarliśmy do terenu, na którym odbywała się walka. Wszędzie było pełno pyłu, dymu i różnych zanieczyszczeń. Dobiegły nas odgłosy walki. Ah, jaka szkoda, że nie mogę sobie jeszcze trochę powalczyć. Dostrzegliśmy grupkę, która siedziała na uboczu.
-Patrz, to oni! – Aaron wskazał na ranną Chie i Mai, która właśnie zeszła z pola walki, trzymając się za ramię.
-Dziewczyny chodźcie szybko z nami. – Podeszłam do nich i zbadałam ich stan. – Aaron weź może Chie na ręce. Z tą raną na boku będzie nas spowalniać. Ja pomogę Mai.
-Jasne. – Chłopak podszedł do brązowowłosej i jednym wprawnym ruchem ją podniósł.
-Ale o co wam chodzi? – Mai patrzyła na nas w osłupieniu.
-Zmywamy się do hostelu, żebyście czasami nie padły ofiarami  jakiegoś przypadkowego gościa od Vasqueza. – Wytłumaczyłam skrótowo. – Teraz się stąd oddalmy, póki nikt nas nie dostrzegł.
-Ale ja chcę nadal walczyć… - Mai stała uparcie.
-Kochaniutka jesteś urocza, jak tak się upierasz. – Uśmiechnęłam się słodko do dziewczyny. – Jednak twoja rana właśnie się otworzyła i wygląda dość paskudnie. Lepiej chodź, opatrzymy to w hostelu.
Po chwili trwania w konsternacji, Mai podparła się o mnie i ruszyliśmy. Aaron znał doskonale drogę do naszego celu, w końcu to on z tym białowłosym chłopakiem go odnaleźli. Dotarliśmy w miarę szybko na miejsce. Po drodze zauważyliśmy niepokojące oznaki tego, że Vasquez rozstawił swoich ludzi w mieście. Parę tajniaków stało tu i tam, a my musieliśmy się trochę nagimnastykować, żeby przejść koło nich niezauważeni. Ale udało nam się i teraz stoimy przed budynkiem ze znajomym szyldem. Aaron odstawił ostrożnie Chi na ziemię i powoli otworzył drzwi. To, co zastaliśmy przerosło nasze wyobrażenie. Na środku recepcji stało krzesło z przywiązaną do niego właścicielką hostelu, która miała zakneblowane usta i patrzyła na nas zrozpaczonym wzrokiem. Dookoła niej stało 4 ludzi, którzy dzierżyli w rękach pistolety. Spojrzeli na nas, my patrzyliśmy się na nich.
-Witam panowie! – Uśmiechnęłam się uroczo. – Wybaczcie, ale chcielibyśmy się dowiedzieć co tu się dzieje. – Mój głos lekko zadrżał. Mieliśmy przesrane. Wycelowali w nas swoją broń.
-Szybko, chodu! – Aaron się wydarł i popchnął nas na podłogę, dzięki czemu pierwsze strzały poleciały nad naszymi głowami. Zerwaliśmy się jak najszybciej każdy potrafił i rozbiegliśmy w różne kąty. Dobra… Mogę ich zabić. Myślę, że Aaron też da radę. Nie wiem, jak dziewczyny. Stanęłam za jednym z nich, skrywając się za jakimś krzakiem ozdobnym w doniczce. Koleś rozglądał się w poszukiwaniu kogoś z naszej czwórki. Wyjęłam Brise sauvage i momentalnie znalazłam się przy gościu. Gdy miał już ostrze przy gardle, spojrzał na mnie. W jego oczach dostrzegłam zdziwienie. A potem poderżnęłam mu gardło.  Osunął się na podłogę. To zwróciło uwagę reszty jego koleżków na moją osobę. Wtedy  jeden z nich zajął się ogniem. To Mai ze swej kryjówki wystrzeliła kulę ognia. Spłonął głośno wrzeszcząc. Pozostali dwaj spojrzeli się na siebie niepewnie, ale po chwili unieśli broń i wycelowali we mnie i w Mai. Wtedy jeden z nich stracił głowę przez kontakt z morderczą stróżką krwi Aarona. Przerażała mnie Arcana tego chłopaka. Pozostał jeden delikwent. Nagle Chi  użyła swojego lodowego miecza, który zaraz po tym jak śmiertelnie ugodził naszego wroga w pierś, rozpadł się. Dziewczyna ciężko oddychała i ledwo trzymała się na nogach. Głupia. Ktoś z nas mógł go zabić. Chociaż moje ręce powoli zaczynały o sobie przypominać promieniując tępym bólem. Mai usiadła na kanapie i zajęła się swoim ramieniem. Aaron pomógł Chi. Ja podeszłam do babuni i uwolniłam ją z pęt.
-Co tu się działo? Kim wy jesteście? – Babcia miała przerażenie w oczach.
-Spokojnie nic pani nie zrobimy. Proszę się uspokoić. – Pogłaskałam ją uspakajająco po ramieniu. Nagle w pokoju rozbrzmiał dzwonek telefonu. To komórka Aarona.  Chłopak odebrał i kiwał poważnie głową. Kiedy się rozłączył, spojrzał na nas.
-Nasi ruszają na Vasqueza. – No nareszcie dopadniemy tego dupka!

[Ktoś?]
[1267 słów]

niedziela, 14 sierpnia 2016

[Event #1] Od Sebastiana - C.D Chie

Sytuacja nie prezentowała się za dobrze, mógłbym rzec, że wręcz fatalnie, ponieważ ilość naszych przeciwników nie zmniejszała się chodź na ziemi leżały dość pokaźne sterty martwych ciał. Rozejrzałem się zdenerwowany po polu bitwy. Wszyscy ludzie z ośrodka walczyli. Odparowywali ataki. Kombinowali jak by tu połączyć swoje arcany by zwiększyć skuteczność ataku. A ja? Stałem na uboczu by "nikomu nie przeszkodzić". Jednak takie postępowanie mogło się okazać fatalne w skutkach w tej sytuacji, wiedziałem to ponieważ widziałem dość poważne rany na ciałach przyjaciół. Nie mówiąc już o tym, że większość straciła dużą ilość energii. Nie chciałem być tylko ciężarem, nie chciałem by ktoś zginął dlatego postąpiłem tak jak mówił mi instynkt. Użyłem miroir by stworzyć parę swoich klonów, które rozeszły się pomiędzy walczących by pomóc tym, którzy zostali ciężko ranni. Jedną z takich osób była Chie, którą zraniły strzały. Pora bym też połączył z kimś ataki. Kto władał cieniem? Dostrzegłszy w ferworze walki  Anjike szybko do niej podbiegłem Dzięki współpracy mogliśmy zdziałać więcej zwłaszcza, że jej moc była podobna do mojej ale nie taka sama. Stojąc do niej plecami i odparowując ataki wymierzone z broni takiej jak sztylety, pałki czy też włócznie oznajmiłem:
-Wbij się w powietrze. Użyje swojej mocy by posłać w ich kierunku deszcz cienistych strzał.-Dziewczyna po chwili wahania przystała na moją propozycje. Splotłem swoje dłonie i ukucnąłem czekając aż An położy nogę, gdy to zrobiła zebrałem wszystkie siły i podrzuciłem ją do góry. Zanim Anjike dotarła wzniosła się na odpowiednią wysokość stała się głównym celem snajperów i osób posiadających broń palną. Na szczęście w samą porę zareagowała Taiga, która swym pędzlem otoczyła Anjike czarną tarczą. Gdy dziewczyna znalazła się na odpowiedniej wysokości zaczęła kołować nad przeciwnikami a ja skupiłem się by czerń pokrywająca jej pióra spłynęła na wrogów w postaci ostrych niczym brzytwa kolców. Sztuczka ta była o wiele trudniejsza niż wykonywałbym ją na sobie, ale pomimo tego dałem radę. Po paru minutach na placu ostało się parę niedobitków, którzy pomimo przebitych kończyn dalej walczyli. Ukląkłem na ziemi wyrównując oddech. To było strasznie męczące. Podniosłem wzrok czując na sobie czyiś dotyk. Była to moja czarnowłosa przyjaciółka, która uśmiechała się do mnie przyjaźnie. Odwzajemniłem uśmiech wstając. Nie czas na odpoczynek. Korzystając z okazji, że nie byliśmy na razie kaczkami do wybicia ruszyliśmy na pomoc osobom, które zostały ranne. Najgorzej sytuacja miała się z Lou, która była cała poparzona, nie mogliśmy jej tu zostawić przecież mogło wdać się zakażenie, które było bardziej niebezpieczne niż odniesione rany. Przywałowałem jednego ze swoich klonów i  kazałem mu zanieść Lou do motelu. Gdy cień zabrał dziewczynę i oboje zniknęli nam z oczu ruszyliśmy dalej korytarzami szukać osoby po którą tu przyszliśmy.

(Kto tam dalej?)

[437 słów]

sobota, 13 sierpnia 2016

[Event #1] Od Chie - C.D Mai

Sytuacja była kryzysowa. Każdy z nas trzymał się na baczności i starał się przy okazji chronić się na wzajem. W ostatniej chwili zdołałam stworzyć lodowy mur, aby to obronić Mai. Dziewczyna była w zdruzgotanym stanie. Potrzebowała przynajmniej chwili odpoczynku, by zregenerować swoje siły. Nie mogłam stać przy niej i wpatrywać się w przyjaciół, którzy ryzykowali życiem. Obleciałam wzrokiem sytuację w której się obecnie znajduje. Każdy robił wszystko co w swojej mocy. Wypatrzyłam wzrokiem miejsce, w którym moja pomoc była najpotrzebniejsza. Wysłałam kilka lodowych szabli w ich kierunku. Kilka z nich trafiło w skrawki ich materiału, niszcząc je. Trzy natomiast wbiły się w udo, ramię, oraz szyję. Nie należało to jednak do jednych z moich najlepszych ataków. Przeciwnicy nie dawali w oznaki większych urazów. Ich wzroki szybko napotkały moją postać.
Poczułam chłód biegnący po moim kręgosłupie. Mimo tego, iż uczęszczałam w tej walce trochę czasu, każdy atak wzbudzał we mnie niepokój. Nigdy nie miałam okazji zranić kogoś używając swojej arkany. Nie przychodziło mi to na myśl. Teraz jednak, jestem do tego zmuszona. Starałam się czerpać z tego przyjemność. Zabijanie jednak nie należało do moich hobby. Krzyżując dłonie na skos, przywołałam dwa większe lodowe stalagmity skierowane w ich strony. Jeden z nich wykorzystał naparcie, wskakując na strukturę, oraz atakując mnie w ramię. Znajdował się znacząco za blisko. Wydałam z siebie cichy pisk, po czym jak najszybciej ułożyłam dłoń na jego klatce piersiowej. W mgnieniu oka miejsce te zostało przebite ostrzem. Przy okazji okolice klatki piersiowej zostały oblodzone. Nie miałam jednak szansy na odetchnięcie, gdyż sekundę później usłyszałam świst strzały. Instynktownie padłam na ziemię. Tracąc na przewadze. W takiej pozycji byłam łatwym celem. Miałam nadzieję, iż znajdzie się jednak ktoś kto wyprowadzi mi z tej sytuacji. Krzyki były zjawiskiem dość częstym. Mroziły one krew w żyłach, mimo tego, iż pochodziły one nawet od strony przeciwnej.
- Enzo! - na mojej twarzy pojawił się uśmiech
Ten jednak to zignorował. Złapał za moje ramię, przyprowadzając mnie do pozycji stojącej. Znajdowałam się teraz za jego plecami. Nie dając mi szansy na zorientowanie się, wypowiedział te szybkie słowa:
- Mam nadzieję, że wiesz co robić - Oznajmił przygotowując swój bicz
Kiwnęłam niepewnie, wbijając wzrok we wrogów.
Nie musieli długo czekać, aby zasmakować swojej krwi w ustach. Na ziemię padły martwe zwłoki, z przeciętymi, lub przebitymi klatkami piersiowymi. Miałam szczęście, że znowu byłam w towarzystwie Enziego. Razem ruszyliśmy przed siebie. Zyskując na chwili odpoczynku, przywołałam lodowy miecz, którym to w razie czego mogła się obronić. Nie trwało to długo, kiedy zaczynała napierać na nas kolejna grupka przeciwników. Byłam znacząco zestresowana. Nie chciałam jednak tego pokazywać, wtapiając się myślami w walkę.
Odpierałam się atakom, jak i starałam się je aktywować. Miecz po chwili zaczął się kruszyć, przez ofensywność postury przede mną. Przeistoczyłam go szybko we włócznię, aby nie odnieść większych obrażeń. W takich chwilach, trzeba być przede wszystkim skupionym. Nawet drobna pomyłka może zakończyć się śmiercią. Robiąc uniki, tworzyłam ostrza wystające z ziemi. Nie działały one pod moich wpływem. Strach częściowo przejmował nade mną kontrolę.
Wszystko to zaczynało robić się bezsensowne. Vasquez zapewnie uradowany wypoczywa, czekając aż zyska na przewadze, kiedy to my będziemy wymęczeni, oraz niezdatni do walki. Nawet jeśli to jednak było prawdą. Naparzałam zdeterminowanie atakami, gdyż tyle mi zostało. Jesteśmy ludźmi... Nie, na pewno nie. W moich oczach jesteśmy odmieńcami. Zostaliśmy skazani na taki los. "Maszyny do zabijania". Dla niektórych to jest jedyne określenie. Są jednak i tacy, którzy nie biorą tego na poważnie. Starają się myśleć pozytywnie. Bo to ludzie, są prawdziwymi potworami.
- Chie! - dotarł do mnie wrzask ze strony Shino
Odwróciłam stronę instynktownie w jej kierunku. Taki też był mój błąd. Wykrztusiłam zdezorientowana krew, zalegająca w gardle. Chwile potem, poczułam przeszywający ciało ból. Wystraszona, złapałam za okolice boku brzucha. Dostrzegłam dwie strzały. Nie były osadzone zbyt głęboko, przez co postanowiłam jak najszybciej wyciągnąć je, by być w stanie ochronić się przed kolejnymi atakami. Nie było miejsca na precyzyjne myślenie. Plan był prosty. Złapać, nie zwracać uwagi na ból, i wyciągnąć. Mimo tego, nie byłam na tyle wytrzymała. Nie dałam zrobić tego sama.
Dostrzegłam wysoką, męską sylwetkę. Zdawał się... Dawać mi szansę do ucieczki. Nie chciałam nad tym dłużej myśleć. Czym prędzej skryłam się za jednym z budynków.

<Sebastian?>

piątek, 12 sierpnia 2016

[Event #1] Od Mai - C.D Aaron'a

Walka nie była dla mnie czymś codziennym. Dla nikogo z nas tym zapewne nie była. Dotąd większość z nas znała walki tylko z treningów, a to było coś zupełnie coś innego. Dookoła czaiła się śmierć. Choć może nie było tego po nas widać zapewne każdy z nas miał w sobie trochę niepewności. Moja wytrzymałość nie była zbyt wielka ale skoro inni walczyli to powinnam i ja. Wszyscy wzajemnie się asekurowaliśmy oraz wspieraliśmy. Pomimo ran i osób, które zabijaliśmy ilość przeciwników się nie zmniejszała. Wciąż nie było widać Vasquez’a. W chwili gdy nie walczyłam spojrzałam przed siebie. Dostrzegłam błysk w oddali. Jednak było za późno na jakąkolwiek reakcję. Zdążyłam tylko zrobić krok w lewą stronę,a po chwili moje ramię przeszył strzał. Chwila ta trwała może dwie sekundy ale dla mnie było to o wiele dłużej. Ból pojawił się dopiero potem. Przeklęłam cicho pod nosem. Wzrokiem odnalazłam Shino i podeszłam do niej.
- Jeden strzela z większej odległości - oznajmiłam i wskazałam płomieniem imitującym atak. - Poślij do niego ostre szło. Ja je rozgrzeje. Atak będzie miał większą skuteczność - Dziewczyna w odpowiedzi skinęła głową i wykonała moje polecenie. W chwili gdy odłamek przeszył wroga ruszyłam dalej. Z rany na ramieniu wypływało dużo krwi. Oderwałam kawałek bluzki i zawiązałam go w charakterze opaski uciskowej. Anjika w pewnym momencie ogłuszyła część przeciwników, a reszta zaatakowała pozbawiając część z nich życia. Dla nas walka z ludźmi nie posiadającymi mocy była znacznie łatwiejsza niż dla nich. Jeżeli tak dalej pójdzie Vasquez zostanie bez ludzi. Ruszyłam do przodu. Sprawiałam, że ludzie płonęli. Na pewno nie było to dla nich przyjemne uczucie. W pewnym momencie straciłam równowagę i upadłam. Chyba jednak nie powinnam się tak przemęczać. Podniosłam się i wzięłam głęboki wdech. Chciałam być przydatna. Chciałam coś zrobić. Walczyć z innymi. Na nogach trzymała mnie tylko moja wola i nic więcej. Będę walczyć do końca - pomyślałam sobie. W sumie nic innego mi nie zostało.
- Nic Ci nie jest? - usłyszałam głos dobiegający zza moich pleców. Odwróciłam się i ujrzałam stojącego tam Natsume. Był jedyną osobą, którą znałam przed misją. Pewnie zauważył, że powoli osiągam swój limit.
- Po prostu byłam nieuważna - odparłam. Nie chciałam, by ktoś martwił się o mnie w tej sytuacji. Po chwili znów walczyłam. Topiłam pociski aby nie zraniły moich towarzyszy. Rola tarczy była dla mnie mniej wyczerpująca niż atakującego. Generowanie ognia było dla mnie dodatkowym utrudnieniem. Po chwili jednak nadeszło rozwiązanie. Jeden z przeciwników przyszedł z miotaczem ognia. Wycelował pewny siebie w nas. Gdy pierwszy płomień wyleciał z lufy przekierowałam go na mnie stałam się jedną wielką kulą ognia.
- Odsuńcie się - krzyknęła Hyou - A ty Mai strzel - poleciła. Gdy wszyscy byli już bezpieczni wypuściłam kile ognia do przodu co zmusiło ludzi do cofnięcia się i częściowego ukrycia się. Część porzuciła broń, która pod wpływem temperatury przystała być użyteczna. Osunęłam się na kolana. Najwidoczniej tylko na tyle było mnie stać. Pobiegła do mnie brązowo włosa dziewczyna. Zapewne aby sprawdzić czy ze mną wszystko w porządku.
- Nic mi nie jest - odparłam ciężko oddychając. Nie ma co kłamstwo idealne. W dodatku pewnie nie wyglądałam najlepiej. Chie spojrzała na mnie nie dowierzając. Powoli się podniosłam - Naprawdę. Muszę tylko na chwilę się wycofać - Odeszłam do tyłu w miejsce gdzie broń mnie nie dosięgnie. Usiadłam na kamieniu. Delikatnie zsunęłam bluzkę z rannego ramienia. Przywołałam trochę ognia i przypaliłam to miejsce aby się nie wdało zakażenie i aby zmniejszyć krwotok. Pachniało paskudnie, a wyglądało jeszcze gorzej. Nasunęłam bluzkę na ramię oraz poprawiłam tkaninę zawiązaną na ramieniu. Przez chwilę siedziałam bez nawet najmniejszego ruchu. Jakby moje ciało zastygło. Po jakimś czasie wróciłam na pole walki. Nie miałam pojęcia ile czasu minęło już od kiedy rozpoczęliśmy walczyć. Arcany dawały nam przewagę ale większość z nas nie miała bardzo rozwiniętych umiejętności, więc pokonanie ich nie było łatwe. Rozejrzałam się w poszukiwaniu Vasqueza. Tchórz. Zapewne chce nas zmęczyć. Osłabić aby nas następnie z łatwością zabić. Chwilę tej nieuwagi mogłam przypłacić życiem, gdyby nie lodowa bariera Chie.
- Dzięki - odparłam i ruszyłam z kolejnymi atakami - choć były one słabsze i mniej intensywne.

<Chie?>

679 słów

czwartek, 11 sierpnia 2016

[Event #1] Od Toshiro - C.D Lou

 Po dotarciu na miejsce widok jaki spotkaliśmy najzwyczajniej w świecie nami wstrząsnął. Wystarczyło się zaciągnąć powietrzem, aby wyczuć dym i kurz. Pomachałem ręką przed swoją twarzą, jakbym chciał odgonić to co dostawało się do mojego nosa. Zaraz za mną i Sebastianem ustawiła się pozostała część grupy. Pomimo iż oczy już dawno przyzwyczaiły się do ciemności, to gdyby nie ogień, który gdzieniegdzie jeszcze się palił to mało co można by zauważyć
- Trzeba ją stąd zabrać, jest poparzona - Do moich uszu doleciał głos jak miewam Lee. Chłopak z czarnymi włosami patrzył na nas z jak największą powagą
- Dlaczego żadne z was nie ma apteczki? - Wycedziłem przez zęby odwracając się za siebie. Było już słychać kroki, zbliżające się do nas, a z pewnością nie był to nikt z naszych
- A Ty zawsze nosisz przy sobie apteczkę debilu? Może jeszcze nam powiedz, że farmaceutą jesteś - Mała czarna zaczęła wręcz do mnie skakać. Ech kolejna upierdliwa pchła, ale z dobrymi mocami. Spojrzałem na blondynkę leżącą na ziemi. Była w stanie poświęcić swoje ciało, jak nie życie dla dobra pozostałych, a więc to się nazywa poświęcenie dla grupy.
- Prawie - Burknąłem rozwiązując swoje bandaże z rąk, nie będzie za ciekawie, gdy będę walczyć, ale rany jakie będę mieć ja, a jakie ma ona są nieporównywalne. Rzuciłem w ich stronę bandaże i bluzę - Obwiążcie jej ręce bandażami, a bluzę podrzyjcie i obwiążcie jej nogi, nie może się wdać zakażenie, zakładać,że woli mieć swoje kończyny - Podniosłem ręce i przywołałem szpony. Wystarczyło, że wsunęły się na moje dłonie, żebym poczuł lekki dyskomfort. Zmarszczyłem nieco nos i odwróciłem się do reszty grupy. Mała, krótko obcięta dziewczyna, która wciąż stała naburmuszona była idealną bronią na początek - Podrzucę Cię, a Ty trafisz kawałkami szkła w pierwszych ludzi - Wskazałem na nią. Zmierzyła mnie wzrokiem, jednak słysząc coraz wyraźniejsze kroki warknęła jedynie sama do siebie
- Pierwszy i ostatni raz Cię słucham
- A więc zaczynamy zabawę - Uśmiechnąłem się sam do siebie. Każdy z naszej grupy żwawo ruszył na przeciwników, gdy byliśmy w odpowiedniej odległości, splotłem swoje dłonie, a czując na nich obuwie dziewczyny podrzuciłem ją, aby mogła wykonać swój atak. Kawałki szkła migotały w ledwno co widocznym świetle, które dawała Mai, trzymając nad sobą mały płomyczek, aby chłopak mógł opatrzyć nieprzytomną. - Złap ją! - Krzyknąłem do jednego z naszych. Sam teraz nie wiem do kogo, i sam nie wiem skąd u mnie taki odruch. Wiedziałem, że gdyby nie czarnowłosy, z którym byłem wcześniej na czele grupy, to dziewczyna miała by dosyć bolesny upadek. Rozłożyłem ramiona i z szerokim uśmiechem ruszyłem na resztę grupy
Tak dawno nie miałem okazji na nikim się wyżyć. Przez całą tą podróż czekałem tylko na ten moment, aż w końcu będę mógł zatopić metal w jakimś ciele. Dwóch z nich już zaczęło do mnie celować, jednak nie ma tak łatwo. Przy użyciu Acceleratiozn znalazłem się przed nimi wbijając w ich klatkę piersiową szpony, które przeszły ich na wylot. Ach ten dźwięk rozrywającej się skóry, ten ostatni oddech wydobyty z płuc, które już nigdy nie będą w stanie ponownie funkcjonować. Muzyka dla moich uszu. Wyciągnąłem swą broń, a ciepła szkarłatna ciecz prysnęła na mnie. Oblizałem wargę z uśmiechem. Kątem oka zauważyłem jak każdy świetnie sobie radzi, każdy z nich się wspierał, bronili nawzajem swoje tyłki. Wyrzuciłem dwa szpony w stronę gościa, który celował w Lee, kiedy tylko przebiły one ciało faceta, wróciły do mnie. Było ich dużo, a my musieliśmy jak najszybciej znaleźć się na powierzchni. My nie byliśmy tutaj jeszcze tak długo, ale tamci mogli się nawdychać za dużo dwutlenku węgla. Podczas, gdy zabijałem kolejnego z nich, moim oczom ukazał się łańcuch, szybko zidentyfikowałem osobę, do której on należał i oczyszczając sobie drogę złapałem ją za rękę, stając twarzą do naszych przeciwników
- Przywołaj jeszcze raz łańcuch! - Powiedziałem szybko prostując jedną rękę
- Ale...
- Bez ale! Nie ma czasu! - Warknąłem, i dopiero wtedy mnie posłuchała. Znałem ją, była to Anjika. Najszybciej jak się dało obwiązałem wydłużone szpony jej łańcuchem - Kontrolujesz to gdzie leci?
- Mniej więcej....
- No to wiesz co masz robić - Wystrzeliłem swoje szpony tam, gdzie było ich najwięcej. Dziewczyna była skupiona co dawało efekty i w krótkim czasie udało się zabić ich znacznie więcej, niż jakbyśmy mieli to robić w pojedynkę. Na ziemi leżało coraz więcej trupów, a u naszych nie widziałem, żadnych poważniejszych ran. Podszedłem do trójki, która siedziała w bezpiecznym miejscu
- Trzeba stąd wyjść, inaczej wszyscy możemy się podusić - Mai spojrzała na mnie i dopiero teraz zauważyłem ranę na jej głowię. Szybko kiwnąłem głową i bez namysłu podniosłem Lou. Sebastian widząc mnie skinął jedynie głową, dając mi tym samym znak, że mam iść. Najchętniej użyłbym swojej mocy, ale nie chce pozostawiać ich teraz samych i zniknąć z dziewczyną. Mimo wszystko nie wiemy, czy gdzieś ktoś jeszcze się nie czai. Ostatecznie, znaleźliśmy się na powierzchni, gdzie teren był sprawdzony. Odłożyłem dziewczynę, a za mną zaczęli wychodzić pozostali, aż do ostatniego Sebastiana. Wszyscy zaczęli łapczywie oddychać, co najmniej jakby każdy z nas przez kilka minut był pod wodą, zresztą sam cieszyłem się ze świeżego powietrza. Nasza radość z chwili spokoju nie trwało długo, gdyż tutaj było ich jeszcze więcej niż tam na dole. Chciałem ponownie ruszyć w sam ogień walki, kiedy zauważyłem, że ktoś celuje do jednego z naszych. Był to chłopak ze skrzydłami, i chyba również przyjaciel mojej siostry. Zacząłem sypać przekleństwami znajdując się zaraz obok niego. Ustawiłem szpony w taki sposób, aby odbić pocisk. Niestety nie wziąłem pod uwagi tego, że może nastąpić rykoszet. W ten właśnie sposób oberwałem w ramię, z którego zaczęła wypływać krew. Bez namysłu użyłem Obprobrium, a gdy człowiek leżał martwy złapałem się za ramię
- Ty... - Zaczął chłopak, kiedy na niego spojrzałem
- Nie czas teraz na to - Złapałem go za nadgarstek, ciągnąc jak miewam w bezpieczne miejsce. Obejrzałem się jeszcze na pole bitwy, gdzie dostrzegłem moją siostrę na szczęście była cała i robiła coś czego się nie spodziewałem. Swoją mocą malowała schodki, dla jednej z Sigm, która skakała z jednej platformy na drugą i strzelała z łuku, dzięki czemu mieli atak z powietrza, a żeby snajperzy nie dopadli tej z kocimi uszami to tworzyła dodatkową tarczę. Widziałem zmęczenie na jej twarzy, a mimo to machała tą ręką jak oszalała. - Siedź tutaj, i lepiej się nie wychylaj - Spojrzałem na niego i podniosłem kącik ust
- Jesteś ranny... Nie możesz tam iść - Dotknął mojej rany po czym zaraz wycofał rękę
- To tylko krew... Codzienność - Zaśmiałem się, zostawiając go w bezpiecznym punkcie

[Aaron?]

[1088 słów]

[Event #1] Od Lou - C.D Lee

Granaty z gazem? Maski? Dziwny koleś, który nam to wszystko przyniósł i uratował tyłki? Zajebiście. A teraz na dodatek zgraja ludzi Vasqueza. Jakby teraz się ich wszystkich pozbyć, żeby się za bardzo nie pobrudzić? Miałam jedną ze swoich ulubionych sukienek, więc nie chciałam jej zniszczyć. Spojrzałam w kierunku Lee. Skinął do mnie zachęcająco głową. Ruszyłam pędem wśród gęstego dymu. Czarnowłosy podążał za mną. Aktywowałam Tornade noire , by zwiększyć swoją prędkość i moc zadawanych ciosów. Celowałam gdziekolwiek. Lee poprawiał moje ataki  i zadawał śmiertelne ciosy, poruszając się przy tym bez wydawania najmniejszego dźwięku. Stał się moim cieniem. Nawiasem mówiąc , dość komicznie wyglądał w tym lateksowym stroju. Chociaż… Opinał mu całkiem nieźle ważne partie ciała. Nagle natrafiłam na jakiegoś giganta, który się na mnie zamachnął wielkim toporem. Tak, w ręku dzierżył olbrzymich rozmiarów topór. Zrobiłam szybki unik w tył. Próbowałam wzmacniając swój Brise sauvage zadać jakiś cios, ale klinga mojego miecza odbiła się jedynie od trzonka broni giganta. Z pomocą przybył mi Lee, który używając Arcany, oplątał ściśle mojego przeciwnika srebrzystym łańcuchem.
-Haha! I co teraz cwaniaczku? Tyle mi możesz zrobić! – Wybełkotałam przez otwór maski i pokazałam prowokacyjnie środkowy palec.  W tym czasie Lee rzucił garścią shurikenów, pozbawiając nieprzyjemnego osobnika życia. Odwróciłam się w kierunku Mai, która walczyła z kimś, znajdując się  poza zasięgiem dymu. Dawała radę ze swoimi ognistymi atakami. Nagle poczułam uderzenie w bok. Zaparło mi na chwilę dech w piersi. Obrzuciłam nienawistnym spojrzeniem typa, który ważył się mnie uderzyć. Był przeciwieństwem tamtego osiłka, jednak różnił się czymś więcej niż wyglądem. Posiadał Arcanę i właśnie oberwałam kolejnym, jak się okazało elektrycznym atakiem. Fuck! Przecież dookoła jest pełno wody. Podniosłam wokół siebie delikatną otoczkę z silnego podmuchu, czyli Fhn chaudes i bardzo elegancko zaczęłam oddalać się w kierunku Mai. Właśnie Mai! Kiedy jeszcze na wzgórzu prezentowaliśmy nasze Arcany, razem z tą niedużą dziewczyną odkryłyśmy, że nasze moce mogą się całkiem ciekawie połączyć! A co jeśliby ich wszystkich spalić? Takie gnidy… Im się należy tylko piekiełko na ziemi. Natychmiast dopadłam do Mai, która właśnie dobiła swojego przeciwnika.
-Lou, co ty tu robisz? – Spojrzała na mnie rozszerzonymi oczyma, które widziałam jedynie spod tej durnej maski.
-Mam pomysł. – Zatarłam ręce i uśmiechnęłam się do siebie. W końcu dziewczyna i tak nie była w stanie zauważyć mojej miny. – Tylko najpierw musimy jakoś wezwać Lee, żeby do nas dołączył.
Nasz kolega nadal poruszał się zwinnie wśród gromady ludzi Vasqueza. I pomyśleć, że ten niebezpieczny gościu też był Francuzem… Jakoś napawał mnie ten fakt obrzydzeniem do własnego pochodzenia. Chociaż nie każdy mieszkaniec Francji musiał taki być. Ja nie byłam. Sebastian nie był. Jeszcze parę osób z ośrodka też wydawała się pochodzić z tego kraju i podobnie, jak ja byli w miarę ogarnięci. Ciężko jednak określić, jakie jest rodowite państwo skoro się nic nie pamięta o nim… Eh.
-Hmm… Mogę mu napisać, żeby do nas dołączył. – Głos Mai przywrócił mnie do rzeczywistości.
-Hę? W jaki sposób? – Byłam nieco zdziwiona jej pomysłem. Białowłosa zaczęła tworzyć z płomieni napis w powietrzu. Po chwili widniało nad nami imię Lee z wykrzyknikiem.
-W taki. – Dziewczyna wydawała się uśmiechać, ale ciężko mi było to stwierdzić przez maskę. Jak nasz skrytobójca tego nie dostrzeże to stwierdzę, że jest wybitnie ślepy.
-O co chodzi dziewczyny? – Lee pojawił się tuż przed nami.
- Masz szczęście, że dotarłeś tutaj tak szybko, bo inaczej mógłbyś zakosztować mojego ostrza na swoim ślicznym ciałku. – Mruknęłam zadowolona. Mai  spojrzała na mnie z pytaniem w oczach. No tak, w końcu im jeszcze nic nie wyjawiłam. Zerknęłam szybko w kierunku zadymionego obszaru. Dostrzegłam niepokojące iskry. Oho, kolega elektryczny się zbliżał.
-Lee odsuń się do tyłu. – Odepchnęłam go nieco za mocno, ponieważ nie mieliśmy teraz czasu na delikatności. – Mai, użyj swojego najpotężniejszego ataku! Ja wzmocnię go wiatrem i w ten sposób wszystkich sfajczymy! – Zaśmiałam się, co zabrzmiało trochę psychicznie, ale co tam.
-Okej. – Odparła niepewnie i się skoncentrowała na wykonaniu swojej roboty. Ja tymczasem zbierałam się do wytworzenia fali podmuchu przed moim mieczem. Mai kiwnęła głową i tuż przede mną pojawiła się olbrzymia kula ognia. Stałam obok białowłosej tak, że kiedy wymierzyłam cios w powietrzu , z końca Brise savauge wydobył się potężny podmuch wiatru, który podjudził ogień. Fala gorąca zmieszała się z gazem, który pochłaniał resztę kanału przed nami. I nagle zdarzyła się rzecz niezwykła, niespodziewana i zdumiewająca. Nastąpiło wielkie BUUM! Fala uderzeniowa odrzuciła nas na kilka metrów do tyłu. Uchyliłam przymknięte powieki, ponieważ zewsząd opadał pył, gruz, dym i popiół. Przed nami leżało wielkie gruzowisko. Gdzieniegdzie spod powalonych kamieni wystawały jakieś części ciała bądź tworzyły się kałuże krwi. Udało nam się ich rozpierdzielić w pizdu! Aż moje słownictwo się pogorszyło od emocji, ale także od bólu. Ej… Coś mi nie gra. Jaki ból? Coś ze mną nie tak. Spojrzałam na swoje ręce były poparzone. Zerknęłam natychmiast na Mai. Nie widziałam, by była poparzona, ale była ranna w głowę i nieprzytomna. Ze skroni ściekała jej stróżka krwi. Musiał ją uderzyć, jakiś odłamek. Podsunęłam się bliżej niej, co skutkowało głośnym sykiem, gdyż moje poparzone ręce bolały jak cholera. Pomimo tego wzięłam do ręki miecz, który cudem przetrwał tą eksplozję bez najmniejszego zadrapania. Użyłam Brise thérapeutique i przykładając zimne ostrze do rany białowłosej powoli zatamowałam krwawienie i spowodowałam, że ranka się zasklepiła. Nie powinno wdać się zakażenie. Mai zaczęła mrugać oczyma.
-Co się stało? – Zapytała cicho.
-Zrobiłyśmy spory bajzel. – Uśmiechnęłam się i zaraz skrzywiłam z bólu. Rozejrzałam się za Lee, leżał kawałek dalej. Ciężko się uniosłam i ledwo dowlekłam się do chłopaka. Jak się okazało moje nogi też były trochę poparzone. Było mi nie zakładać sukienki, która odkrywa tyle skóry. Nachyliłam się nad czarnowłosym. Ten otworzył szeroko oczy.
-Buu! – Zaśmiał się, co przez tą maskę dziwnie brzmiało. – Ale dowaliłyście! To się nazywa porządny atak! Tylko trochę przez to przygłuchłem.
-Oh… Dobrze, że ci nic nie jest. – Odparłam i położyłam się na plecach. Ponownie zebrałam siły by użyć Brise thérapeutique i nawet przez chwilę się zaczęłam regenerować, jednak nie miałam już wystarczająco mocy. Poza tym nie było tu zbyt dużo powietrza, z którego mogłabym zaczerpnąć energii. Jestem udupiona.
-Lou, co z tobą? – Nachylił się nade mną Lee i Mai, która widocznie odzyskała przytomność.
-Patrz, ona jest poparzona . – Dziewczyna wskazała na moje ręce i nogi.
-Ej Lou, trzymaj się! Niedługo powinna przybyć druga grupa i wtedy ktoś ci pomoże… - Chłopak patrzył się na mnie lekko przerażony. Nagle usłyszeliśmy zbliżające się odgłosy kroków.
-To oni. Widzę już Toshiro i Sebastiana. – Odparła białowłosa.
-Wow, co tu się stało? – To był głos tego pierwszego.
-Ktoś tu miał jakąś bombę czy jak? – Tym razem odezwała się jakaś dziewczyna. W tym momencie bóle stał się na tyle nieznośny, że straciłam przytomność.
[Ktoś?]

środa, 10 sierpnia 2016

[Event #1] Od Lee - C.D Kaito

 To wszystko działo się zdecydowanie za szybko. Najpierw ustaliliśmy jeden plan, który od dawna wydawał się tkwić w mojej pamięci, jak gdybym odcisnął go sobie rozżarzonym, metalowym prętem na skórze, a teraz co? Nagła zmiana, która – jak się okazało – miała w sobie pozytywny aspekt, dzięki czemu nie jestem teraz zdziesiątkowany przez miny czy nie robię za jakiś pierdolony, ostrzegawczy szaszłyk. Ogólnie cała ta sytuacja pozwoliła mi wyciągnąć słuszny wniosek: nigdy więcej nie jebiemy się w kalkulacje... działanie na spontanie może przynieść o wiele więcej korzyści, bo z moich obserwacji, to wszystko, co zaplanujemy zaraz szlak jasny trafia. Ot co. W dodatku co to był za miętowy gość... może nas wspomógł, ale ciągle w mojej głowie wznosiła się jedynie gęsta mgła, która uniemożliwiała mi szybkie myślenie. Poważnie, teraz gdy wszystko stanęło na ostrzu noża, nie mieliśmy żadnego planu działania.
 – Jakieś pomysły? – Zapytał ktoś z tłumu. Nie zdążyłem wychwycić, czyj był ten głos.
 – Nie będzie nam potrzebny. – Zaledwie gdy jedna z naszych Sigm wymówiła ostatnie słowo, nasz „Wybawca” zniknął za włazem. W kanałach wciąż było ciemno, dopóki Mai nie utworzyła parę iskier i nie wykształciła z nich kuli ognia.
 Od kryjówki Vasquez'a dzielił nas tylko kilometr, dlatego mogliśmy tę parę minut poświęcić na jakieś małe rozplanowanie, mimo że wciąż byłem do tego sceptycznie nastawiony. Musieliśmy się jakoś zgrać, ale wiadomo, że nie da się uszczęśliwić wszystkich od raz. Najgorsze było to, że muszę kisić się w tym stroju... no proszę, nawet kostium lateksowy kobiet wygląda lepiej, niż to, co mi dali.
 – A gdyby tak podzielić się na trzy grupy? – odezwała się Mai, która wcześniej nie odzywała się zbyt często. Same pytanie, które w jakiś sposób wiązało się z planem działania zasiewało w mojej głowie ziarna zdenerwowania. Ale musiałem tego słuchać, mimo że myślami byłem kompletnie gdzie indziej.
 – Daj torbę, potrzymam ją. – Na początku pozwoliłem sobie zignorować jej wypowiedź, i zwyczajnie sięgnąłem po torbę, którą niosła Lou od paru dobrych minut. I muszę przyznać, że jak na wypełnioną granatami dymnymi oraz maskami przeciwgazowymi była całkiem lekka. Potem czekałem na sugestie innych, którymi będę mógł się pokierować.
 – Każda grupa wchodziłaby osobno. Zaczęlibyśmy od mocnego wejścia, po chwili dołącza się druga grupa, a potem trzecia. Oczywiście w każdej byłaby osoba, która potrafi wytworzyć tarczę, dzięki czemu snajperzy nie zestrzeliliby nas w pierwszej kolejności. Pomiędzy napieraniem na kryjówkę występowałaby przerwa czasowa.
 – Jedna grupa podrzuciłaby granaty dymne do kryjówki Vasquez'a, druga wleciałaby tam z naszym nowym sprzętem... – wskazała na maski przeciwgazowe, które kryły się w torbie – być może ludzie Vasa byliby w tej sytuacji zdezorientowani i zaczęliby wybiegać na zewnątrz. W końcu snajperzy niewiele zrobią, jeśli ich pole widzenia będzie takie ograniczone.
 – Ten sukinsyn ludzi ma też na zewnątrz. Snajperów... czyli ich nie zauważysz, bo kryją się, żeby przestrzelić ci mózg. – Nie mogłem odkryć, do kogo Toshiro skierował te słowa, ale w każdym razie włączył się do dyskusji.
 – To mi wygląda spoko, ostatnia grupa zaczekałaby na zewnątrz i czekałaby, aż ludzie Vasa – a może i on sam – ewakuują się na plac.
 – Poza tym... jeśli będziemy mieli odrobinę szczęścia to oni sami wejdą we własne, nierozbrojone pola minowe. Ale to tylko nadzieja. – Hyou zachichotała na znak, że się zgadza.
 Dyskusja nie trwała długo, nie mieliśmy wprawdzie czasu na jakieś głębsze rozważania, dlatego zatwierdziliśmy ustalony plan. Pierwsza grupa, która podrzuci granaty dymne okazała się być trzyosobowa, i należeli do niej: Lou, Mai i ja. Druga – podążająca w ślad za pierwszą – składała się z Toshiro, Anjika, Shino, Aryi i Sebastiana, a reszta, prawdopodobnie wyróżniająca się destrukcyjnymi umiejętnościami, została powołania do wyjścia na zewnątrz oraz czekania na to, aż wszystko nabierze rozpędu. Jeśli mielibyśmy podsumować wszystko, to postanowiliśmy, to wyglądało to tak: granatami chcieliśmy zdezorientować przeciwnika, osłabić go siłami grupy drugiej i ostatecznie się z nim skonfrontować na otwartej przestrzeni. Może jeszcze wykorzystamy do czegoś Mai, kto wie. To już w ostateczności, gdyby niespodziewanie Vasquez miał więcej kolegów. Potem tylko uciekamy na zewnątrz z nadzieją, że nie udusimy się po drodze popiołem i dymem... O ile wszystko pójdzie zgodnie z planem, co jest chyba niemożliwe, to będzie luzik arbuzik. Nie zamierzaliśmy się jebać w tańcu i gdy tylko spotkaliśmy właz niedaleko od kryjówki Vasquez'a, pożegnaliśmy się z grupą trzecią. Natomiast pierwsza i druga szła dalej. Dopóki nie usłyszeliśmy dziwnych rozmów rozbijających się echem o ściany, było jak najbardziej spokojnie. Skoro oni o nas wiedzą, to naprawdę nie ma sensu się jakoś ukrywać... albo my, albo oni.
 Schowaliśmy się grupką za zakrętem i tam nałożyliśmy maski przeciwgazowe na twarze. Natomiast w rękach ściskaliśmy granaty dymne, które stanowiły jeden wielki fundament naszego planu. Mieliśmy pięknie przygotowane wejście, kanały puste, a jedynie kilku chłopów pilnowało krat. Podrzuciliśmy im jeden, potem drugi granat, dopóki powietrze nie wypełniło się hukiem i nieprzyjemnym gazem, od którego większość niedoinformowanych ludzi zaczęła się dusić. Wystarczyło przebić się przez szeregi, osłabić ich, a potem to się zobaczy, prawda? Siła tkwi w naszych przekonaniach.

(Lou?)

[827 słów]

[Event #1] Od Kaito - C.D Hyou

Wiedziałem, że po wczorajszej akcji w górach konsekwencje użycia mocy przyjdą z czasem. Od tamtego czasu bacznie wyczekiwałem tej chwili, aż dopadła mnie w nocy. Ilekroć otwierałem oczy, światło, nawet to najsłabsze spod drzwi, atakowało rdzawe tęczówki, a każdy ostrzejszy dźwięk odbijał się nieskończonym echem w mojej głowie, dlatego nie chciałem opuszczać swojego ciepłego zakątka, jakim był koc, w który owinąłem się w rogu pokoju, jednak ktoś niezmiernie chciał wyrwać mnie z tego azylu.
- Kaito, wstawaj! - dziewczyna z długimi włosami o tym samym kolorze co moje już odbierała się do koca, aż w końcu udało jej się go ze mną zedrzeć. Nawet nie wiedziałem jak dostała się do pokoju. - Sigmy się czegoś dowiedziały, wstawaj.
Nikomu nie śpieszyło się ze wstaniem z łóżek. Pomimo późnej godziny jaką była pierwsza popołudniu, wiele osób leżało jeszcze pod kocami, pogrążeni w mocnym śnie i zdawało się, że nic i nikt nie będzie w stanie ich wybudzić. W cale im się nie dziwiłem, w końcu podróż była wyczerpująca, a mogłem się założyć, że nie tylko ja tej nocy nie spałem zbyt dobrze. Parę razy usłyszałem od przyjaciółki komentarze odnośnie mojego wyglądu. Migrena w połączeniu z bezsennością na pewno pozostawiła po sobie ślad w postaci ciemnych sińców pod oczami. A jeśli spędziłem pod kocem całą noc, to szkuty musiały być w jeszcze większym nieładzie niż zazwyczaj są. Skomentowałem jej słowa jedynie wzdrygnięciem ramion.
Kiedy zbliżaliśmy się do pokoju, w którym mieliśmy wczorajsze zebranie, na końcu korytarza dostrzegłem wysokiego blondyna, który obił mi się o oczy już nie jeden raz; bacznie przyglądał się mnie i Taidze. Na chwilę, z wielkim niepokojem, pochyliłem wzrok błękitnookiego, ale nie na długo, gdyż ręką Taigi zacisnęła się na moim nadgarstku, zaciągając mnie przez próg drzwi. Na resztę, czyli jakąś połowę składu, czekaliśmy jeszcze może dziesięć minut. Sigmy zaczęły spotkanie zaraz po tym, jak drzwi zatrzasnęły się za ostatnimi osobami. Od razu przeszły do rzeczy.
- Mamy nowe informacje. - Natsume zaczął ze skrzyżowanymi rękoma na piersi.
- Vasquez jest w kanałach pod budynkiem niedaleko stąd. Niegdyś był to szpital psychiatryczny - teraz głos przejęła Hyou. I tak dwie główne osoby płynnie wymieniały się zdaniami. Kiedy Hyou zaczynała, Natsume kończył bez żadnego zająknięcia. W ciągu niespełna pięciu minut dowiedzieliśmy się dość sporo jak na nas rzeczy. Hebi ukrywał się w kanałach, dobra kryjówka jak dla węża, pod psychiatrykiem, równie ciemnym jak podziemne tunele.
- Plan jest taki: wyznaczona przeze mnie i Natsu trójka dziś po godzinie dziewiątej wieczorem wyrusza w okolice szpitala. Jeśli warunki będą sprzyjające, Lee dostanie się do budynku przez dach. Następnie w miarę możliwości wyrysowuje plan budynku. Jeśli znajdzie przejście do kanałów - uszata klasnęła w dłonie - mamy go. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i jedyne co, to dowiedzą się o obecności szpiegów, od razu po powrocie planujemy i wprowadzamy atak.
- A co jeśli kogoś złapią? Któreś z nich, albo nie daj Boże wszystkich? - spytała się Arya. Zadziwiające, że wszystkich spamiętałem.
- Przewidzieliśmy to - odezwał się chłopak. - Jeśli złapią wszystkich, planujemy odbicie. Niestety bez mapy daleko nie zajdziemy. Możliwe jednak, że poznamy jakieś słabe punkty wroga, a co lepsze - ich Arcany. Natomiast po utracie szpiegów zewnątrz, jest możliwość odbicia dwójki razem z atakiem.
Udoskonalaliśmy, omawialiśmy plan z uwzględnieniem wszystkich szczegółów jeszcze przez godzinę, podczas której odezwał się każdy. “Każdy dba o każdego” jak to ktoś pięknie ujął. Cała czternastka chciała wrócić pod kopułę żywym. Czemu czternastka? Ja jakoś nie zwracałem uwagę na to, czy przeżyję, czy nie. Prawdzie powiedziawszy tęskniłaby tylko Taiga. Przeciągnąłem się, naciągając kręgosłup, pozwalając, by pęcherzyki powietrza pękały z cichym trzaskiem. Głupie myśli. Ale czasami tylko one potrafią mnie zmotywować.
***
Cały wieczór chłopak z ciemnymi włosami i kitką z tyłu głowy choć narzekał na strój, który dostał, ćwiczył i sprawdzał jego wytrzymałość. Siedziałem z podkurczonymi nogami na parapecie w korytarzu, przyglądałem się mojemu podarunkowi - mikrosłóchawce; co jakiś czas wpatrywałem się w wyczyny Lee - bo tak miał na imię jeśli dobrze pamiętam - z delikatnym, ledwo widocznym uśmiechem na ustach. Widząc to miałem ochotę wybuchnąć śmiechem, jednak przeczuwałem, iż mogę zwrócić na siebie uwagę, a tego chciałem najmniej.
- Ja mam serio to kurwa nosić? Żeby się za mną pedały oglądały? - chłopak chyba spytał sam siebie, jednak zapomniał nieco przyciszyć regulator. Jego powaga na twarzy przypominała raczej minę kogoś, kto zaraz zamówi taksówkę i wróci pod kopułę, tylko po to, by wypruć flaki naukowcom, którzy mu to spakowali. Aż przeszły mnie ciarki, kiedy poczułem, że chłopakowi przeszła taka myśli po głowie. - Czy wyglądam seksi? - spytał nagle z pozą jak do jakiegoś zdjęcia. Rozejrzałem się w około, nikogo nie zauważyłem, więc wróciłem spojrzeniem na Lee i zorientowałem się, że patrzy na mnie, jakby wyczekując odpowiedzi. Chwilę zajęło mi przetrawienie tej sytuacji, po czym ukryłem czerwoną twarz w blade dłonie.
- Dlaczego pytasz się o to mnie?! - jęknąłem z wyrzutem i jak bogów kocham, w tej samej chwili zjawiła się Lou, na która czekaliśmy. Spojrzała tylko na Lee, jakby wybita z rytmu i parsknęła śmiechem, choć próbowała się powstrzymać. Skrytobójca spiorunował ją spojrzeniem i cala nasza trójka wyszła z hostelu jak gdyby niby nic.
Przez kilkaset metrów szliśmy spokojnym tempem. Gdyby nie strój mężczyzny, można było by  nas wziąć za rodzinę, mimo tego, że białowłosa była nieco niższa ode mnie.
Zaśmiałem się pod nosem. Głupie, głupie myśli.
Kiedy znaleźliśmy się w strefie, gdzie zwykłe oczy mieszkańców by nas nie dostrzegły, z ulgą mogłem ściągnąć płaszcz, który cały czas ciążył na plecach i pomimo długości niemal że do kostek, można było dostrzec końcowi białych lotek. Kiedy ciężki materiał uderzył o ziemię, od razu rozprostowałem skrzydła i przeciągnąłem się.
- Już więcej tego nie założę - mruknąłem z zadowoleniem, jednak na tyle cicho, by nikt nie usłyszał.
- Dobra, wiesz, co masz robić? - spytał mnie Lee, na co potrząsnąłem głową. Zanim wzbiłem się w powietrze, wykonałem jeszcze parę machnięć pierzastymi kończynami, które na czas misji przybrały czarny kolor, a to wszystko dzięki, a raczej przez Taigę. Białe pierze dałoby się z łatwością namierzyć, więc z pomocą paru osób - które musiały mnie brutalnie przytrzymywać, żebym się nie wyrywał - pomalowała je na czarno. Ich waga nie zmieniła się, pióra nie zlepiły się od tuszu, a mimo tego czułem się z nimi nieswojo. Jakby nie były moje.
- Leć - powiedziała Lou i zachęcającym uśmiechem. Włożyłem więc słuchawkę do uszu i po chwili zniknąłem w chmurach, które specjalnie na ta okazję były wyjątkowo gęste.
Nie wiem jak niektórzy wyobrażają sobie chmury, ale zapewniam, że przedarcie sie przez nie jest jak przejście przez środek włączonej myjni samochodowej. Kilka sekund za długo wysoko i juz byłem cały pokryty kroplami wody. Jednak wysokość miała i swoje plusy cisza jaka tu panowała, przerywana tylko trzepotem skrzydeł była cudowna. Dawno nie czułem takiej przyjemności z lotu.
- Kaito, słyszysz mnie? - głos jasnowłosej rozbrzmiał, jakby była obok, jednak jej głos był nieco zniekształcony prze urządzenie.
Przybliżyłem rękaw ciemnej bluzy do ust, ponieważ właśnie tam znajdował się głośnik.
- Doskonale - odpowiedziałem. - Właśnie zbliżam się do celu. - Obniżyłem lot o klika metrów i zacząłem kołować nad szpitalem, łapiąc odpowiednie prądy powietrza, przymknąłem oczy.
Budynek na planie prostokąta był ogromny. Samym ogromem na miejscu Lee od razu bym się zniechęcił. Wygładem przypominał szkołę. Dwa piętra i rzędy zasłoniętych deskami lub zasłonami okien. Przyglądałem się każdej stronie budynku, Hyou miała racje, to była istna forteca. Po każdej stronie, ustawieni byli snajperzy, po dwóch na dwa dłuższe boki. Zmieniłem kadr, by przyjrzeć im się bliżej. Choć obraz rozmazywał się, trwałem tak przez dłuższą chwilę. Chciałem kadrami przejść jak najdalej, ale ilekroć zmieniałem na bliższy, tym mniej widziałem. Cholerne oczy! Niżej nie mogłem zejść, zauważono by mnie.
Widocznie moje słowa lubią się spełniać. Zmieniając kadr zauważyłem człowieka, który podnosi broń i celuje. W porę się skapnąłem, że ja jestem owym celem. Nagły pisk i ból eksplodujący w mojej głowie przerwał cały widok. Straciłem nieco równowagę. Syknąłem cicho i złapałem się za głowę, przyciskając pięści do skroni. Hausty lodowatego powietrza paliły w płuca, zaciśnięte mocno powiek nie chciały sie otworzyć.  Nie poczułem żadnego bólu, więc zdążyłem zrobić unik, zanim nabój przeszył powietrze. Z sercem bijącym jak młot o kowadło natychmiast zniknąłem w lodowatych obłokach. Każdy głęboki oddech palił płuca i gardło. Adrenalina pulsowała w żyłach i podgrzewała krew z sekundy na sekundę.
- Kaito? Co się dzieje?
Zaniepokojony głos Lee uspokoił mnie nieco, choć spowodował kolejne fale bólu. Ignorując jego pytanie przetarłem oczy i zapikowałem w dół. Poczułem wielką ulgę, kiedy zauważyłem zbliżające się twarze mężczyzny i kobiety. Skrzydła zdołałem rozłożyć dopiero pięć metrów nad ziemią, co i tak nie w pełni zamortyzowało lądowanie. Przebiegłem może z metr, zanim zatrzymałem się przez odzwyczajone on podłoża nogi. Ból osłabł gwałtownie, kiedy tylko spojrzałem swoimi oczyma.
- Co się stało? - spytali w tym samym czasie. Z ich min nie potrafiłem nic wyczytać. Po mnie można było za to wszystko.
- O mało co nie oberwałem! - gdyby nie mój zdyszany głos, przysięgam, że bym krzyknął. - Po czterech stronach ustawieni są snajperzy i jeden właśnie chciał mnie zestrzelić jak kaczkę.  Widocznie nawet zwierzęta uznają za szpiegów. - Zakpiłem resztką sił.
 - Z której?
- Przy głównym wejściu, które jest na dłuższym boku. - Udało mi się uspokoić oddech, choć każde słowo wypowiadałem z wysiłkiem. - Udało mi się znaleźć lukę. Za zachodniej stronie, co jakiś czas ktoś znika. Dodatkowo szpital ma płaski dach, więc może tamtędy się dostaniesz - zwróciłem się do złotookiego. Po przeanalizowaniu planu od A do Z, ruszyliśmy w wyznaczonym kierunku.

<Takie sobie. Lee?>

[1580 słów]

wtorek, 9 sierpnia 2016

[Event #1] Od Hyou - C.D Enzo

 Dąsaliśmy się po całkiem obcym mieście w poszukiwaniu noclegu sporo czasu, dopóki telefon nie zawibrował. Wyciągnęłam go z przykrótkiej kieszeni, przesunęłam palcem po ekranie, by usunąć blokadę i moim oczom ukazał się SMS od Aarona. Znaleźli hostel. Automatycznie moją twarz przeciął malutki uśmiech, który zwabił do siebie pozostałych członków rozbitej grupy.
 – Znaleźli hostel, lecimy – poinformowałam, i bez zbytecznych przemówień po prostu udaliśmy się w głąb miasta, gdzie rzekomo znajdował się nocleg zwany „Kuro neko”.
 (...) Ostatecznie dotarcie do wyznaczonego miejsca zeszło nad więcej czasu, niż to przewidywaliśmy i zanim ujrzeliśmy szyld, na telefonach migała godzina dwudziesta pierwsza. Okazało się, iż to budynek przypominający z grubsza zwyczajny dom mieszkalny, tyle, że wyposażony w kolosalną ilość okien. Jednak wnętrze było o wiele bardziej przytulniejsze od tego, co znajdowało się na zewnątrz. Przez moment pochłonęła mnie ciepła i domowa atmosfera panująca w recepcji, którą nasiliła jeszcze starsza, uśmiechnięta kobieta. Rozejrzałam się dookoła, by zmonitorować pomieszczenie: parę drewnianych, ładnie wyszlifowanych mebli i nic więcej ciekawego. Moje przemyślenia przerwał głos nadchodzącego Enzo. Szczerze powiedziawszy, to na początku nie zauważyłam, iż chłopak stał w progu schodów prowadzących na wyższe piętro.
 – W końcu – zwrócił się do naszej grupy. – Tędy, wszyscy już tu są.
 I tymże akcentem wdrapaliśmy się wyżej, potem ominęliśmy kilkanaście drzwi, aż w końcu przez jedne weszliśmy. Wszyscy siedzieli to na podłodze, to na łóżku, a ja kątem oka liczyłam czy na pewno każdy dotarł. W sumie oni się cudem tu mieścili... w dodatku tylko znalazłam się w pomieszczeniu, a miałam szansę się udusić. Dopiero gdy się rozgościliśmy, ktoś otworzył okno. Zaczęłam gadać dopiero w momencie, gdy cały harmider ustał.
 – Dzięki Enzo postanowiliśmy, że posiadanie dwóch drużyn i jednej grupy złożonej ze szpiegów ułatwi nam przeczesywanie miasta oraz zbieranie nowych, być może pomocnych informacji. Może najpierw zastanówmy się nad tymi drugim: muszą to być osoby, które swoimi umiejętnościami kwalifikują się na te stanowiska, i podczas tej podróży mieliśmy parę sytuacji, które dobitnie nam o tym powiedziały. Na początek chcemy, byście na tych karteczkach spisali swoje umiejętności. Już nam je pokazaliście, więc teraz zróbcie to w wielkim skrócie! To ma nam tylko pomóc w przydzielaniu was. – Podsumowując rozważania, wstałam i przeszłam obok każdego, by wręczyć różnokolorowe kartki.
 – Jeśli ktoś ma swoje sugestie i nie chce, by nasza grupa została podzielona, niech się odezwie – dodał Natsume, siedzący dokładnie pod prostopadłą ścianą. – Nic nie osiągniemy, jeśli będziemy milczeć i chować poglądy dla siebie. Ale myślę, że nie macie nic przeciwko biorąc pod uwagę to, jak ładnie podzieliliśmy się wcześniej na szukanie noclegu.
 – Nie zmusicie mnie, bym powiedziała, że tęsknie za swoim plutonem – zażartowałam, z powrotem zajmując swoje miejsce.
 Za ten czas obserwowałam, jak każdy wymienia się długopisami, a powietrze wypełnia charakterystyczny dźwięk przesuwania wkładem po kartce. Przez chwilę przypominało to posępną ciszę, która powoli w postaci szumu przejmowała cały mój układ nerwowy. Skupione Arcany bazgrały, skreślały i pisały, po czym podawali pełne, lekko pozaginane kartki do przodu. Dopóki razem z Natsume nie dostaliśmy ich w łapki, sami opisywaliśmy swoje umiejętności, by nie wyróżniać się zbytnio. Co jak co, ale od momentu wyjścia za kopułę każdy odpowiada za każdego. Musimy pokazać, że tworzymy drużynę.
 Minęło niespełna pięć minut, gdy rozłożyliśmy wszystkie kartki i pogrupowaliśmy je na rodzaje naszych Arcan. Warto wspomnieć, że nie były rozdawane na oślep; każdy kolor w jakimś stopniu odwzorowywał moc, którą władał każdy z nas. Na przykład Enzo dostał niebieską z tej racji, że jego umiejętności związane są z wodą. Jako że stanowiliśmy jedną drużynę, wszyscy mieli prawo głosu i po kilku chwilach przeplatanego z ładem chaosu, nawiązaliśmy między sobą nić porozumienia. Postanowiłam podsumować całą dyskusję wraz z zaczerpnięciem sporego haustu powietrza, jakby co najmniej moje płuca od dawna się tego domagały. Szybko pozbyłam się osiadającego na moim czole potu i otworzyłam usta:
 – Zacznę od grupy pierwszej... Należą do niej ja, Taiga, Mai oraz Shino. Oczywiście mamy tylko dwie Sigmy, dlatego Natsume automatycznie trafia do grupy drugiej. – W tym momencie spojrzałam na kapitana plutonu B, który tylko krótko skinął głową. – Wracając do nas, mamy określoną funkcję. Zabezpieczamy tyły, i choć to brzmi dziwnie, postaram się uzasadnić, dlaczego akurat wybraliśmy was. Wspólnie omawialiśmy tylko alternatywy i wasze umiejętności, a to, co teraz powiem jest swego rodzaju podsumowaniem całej dyskusji. Jeśli będziecie mieli zastrzeżenia, nie bójcie się sprzeciwiać. Wracając... Tutaj przydaje się moc Tai, która wytwarza tarczę, oraz Mai władająca ogniem. – Spojrzałam na dwie dziewczyny. – Obie potraficie pokombinować ze swoimi umiejętnościami, dodatkowo wasza kreatywna i przemyślana synchronizacja mogłaby okazać się świetną obroną w czasie jakiegoś niepowodzenia. Shino natomiast kontroluje wilki, które również nadawały by się do śledzenia, bo w końcu Arcany na mniejszej randze nie wyczują, że są one kontrolowane akurat przez nią, więc nikt nie będzie podejrzewać wilków.
 – Okej, Hyou. – Natsume pokiwał głową, a ja szybko poprawiłam się na miejscu posiedzenia. – To teraz może ja podsumuje grupę drugą. Będę w niej ja, Sebastian, Arya, Chie, Aaron, Enzo, Anjika i Toshiro. Pewnie już wiecie, że liczba nie ma tu znaczenia, zresztą pamiętacie, co mówił Enzo: nie będziemy rzucać się w oczy. Ważne jest, byśmy się dopełniali w jakiś sposób. Więc ta grupa...
 – Ta grupa jest od napierdalanki? – wtrąciła się Shino, a Natsume tylko eksplodował cichym chichotem.
 – Taka sama sytuacja jak w grupie pierwszej: każdy z nas ma w sobie coś, co może zadziałać bardzo dobrze z drugą Arcaną. Enzo kontroluje wodę, a Chie może ją zamrażać. Anjika i Sebastian to księżyc i cień... mrok, a jak dobrze wiemy, to ze sobą współgra. Toshiro umie pochłaniać takie rzeczy jak woda, ogień, w sensie jego pazury. Nie chce mi się na nowo omawiać waszych umiejętności, bo... bo to zajmie nam kolejne kilka godzin, a jesteśmy zmęczeni. Ogólnie rzecz biorąc każda grupa ma inne zadanie, ale w jakiś sposób podobne i sprawiające, że nie jesteśmy od siebie uzależnieni.
 – Dobrze, a co z pozostałymi? Lee, Lou i Kaito? – Tym razem odezwał się Aaron.
 – Lee, Lou i Kaito to grupa szpiegów – odparłam krótko, i nagle zauważyłam, jak wszyscy pogrupowani stają pod obiema ścianami pomieszczenia. Na chwilę pozwoliłam sobie zignorować ten cieszący mnie akt współpracy i zgrania. – To była szybka decyzja. Lee jest skrytobójcą: wpada, krzywdzi i znika niezauważony. Ogólnie ma niewidkę, więc sądzę, że jest trafnym materiałem na szpiega. Posiada też umiejętności związane z cieniem. Druga osoba to Kaito, jego największy atut to skrzydła, których może użyć przy szpiegowaniu. Z nieba będzie w stanie dostrzec znacznie więcej, a dodatkowo mało kto w mieście może spodziewać się kogokolwiek szybującego ponad chmurami. Jego oczy również się spełnią, gdyż potrafi oglądać obraz z różnych perspektyw, i mimo że zasięg tego jest ograniczony, to umiejętność może okazać się przydatna. Potrafi też wyostrzyć wzrok, pozwalając na ujrzenie czegoś z dalekiej odległości. – I tu przerwałam.
 – A Lou? – zapytał Lee, kiedy cisza stała się tak posępna, że aż niepokojąca. Dziewczyna też nie wyglądała najlepiej, bo co jakiś czas nerwowo przestępowała z nogi na nogę, wyczekując jakiegokolwiek uzasadnienia.
 – Szczerze to mieliśmy dylemat co do ciebie – zwróciłam się do powyższej dziewczyny, która tylko uniosła brew do góry. – Spoko to nic złego! Ale ostatecznie zdecydowaliśmy, że skoro dzięki swojej Arcanie skupionej wokół wiatru poruszasz się bezszelestnie, to będziesz pomocna w szpiegowaniu. Ponadto słyszałam, że synchronizując się z Lee, świetnie sobie poradziłaś. W dodatku potrafisz regenerować, gdyby coś poszło nie tak – wytłumaczyłam.
 – Pamiętajcie, że jako grupa szpiegów jesteście jednocześnie grupą tak jakby „niezależną”. Ale jak inni musicie się z nami komunikować przez te śmieszne gadżety od naukowców. My mamy telefony, a wy coś lepszego. Mówiliśmy o tym w czasie podróży – Natsume wyciągnął zza siebie małe urządzenia, które prawdopodobnie zwą się mikrosłuchawkami. – To coś sprawi, że będziemy mogli z wami rozmawiać, nawet będąc na drugim końcu tego miasta. Czy ktokolwiek chce coś dodać albo zmienić?
 I znowu rozpoczęła się minuta ciszy. Nikt nawet nie przekręcił wzroku, niektórzy pokręcili głowami, co zdawało się być ostateczną decyzją. Tak właśnie postanowiliśmy, że będą wyglądały grupy.
 – Teraz już nie ma odwrotu, więc... kiedy mamy zacząć coś robić? – Lee nałożył specjalny nacisk na przedostatnie słowo.
 – Gdy przechodziliśmy przez miasto w poszukiwaniu noclegu widziałam dwójkę ludzi stojących w jakimś zaułku, niedaleko stąd. Wydawali mi się podejrzani, co więcej było pusto... i nikogo w pobliżu – odezwała się Chie, która od początku nie powiedziała za wiele. – Zapomniałam o tym powiedzieć.
 – Oh, no pewnie. Bo przecież w nocy są tłumy, szczególnie w takich ciemnych zaułkach! – Toshiro napakował w to całe pokłady sarkazmu, i przyznam, że uszy mi opadły, gdy go usłyszałam.
 – Jesteśmy rzekomo w mieście docelowym, więc dlaczego to miałoby być bzdurą? Naukowcy nie bez powodu nas tu sprowadzili, więc nie traktujmy każdej wskazówki jako czegoś niemożliwego. To faktycznie może być podejrzane miejsce – wtrąciłam się.
 – Ta kobieta z recepcji wspominała, że ludzie się zmienili... może zostali wykupieni przez Vasqueza? – Wspomniał Enzo.
 – Mamy te miejsce przeczesać? – Do dyskusji dołączył Kaito, a ja, wymieniając się spojrzeniami z Natsume i pozostałymi, jednoznacznie skinęłam głową.
 – Dobrze będzie od tego zacząć. Tylko pamiętajcie, nie możecie wzbudzić podejrzeń, dlatego bądźcie dyskretni i najlepiej zajrzyjcie tam późną porą. A teraz może chodźmy spać, jutro zacznie się prawdziwa misja, która może coś wnieść. – Ziewnęłam, zdając sobie sprawę z tego, że od dobrych paru godzin sen nie znikał mi z powiek.
 Kilkanaście minut później każdy wyszedł z pomieszczenia i zostały tylko cztery osoby, które tu spały. Gdy upewniłam się, że na pewno wszyscy są u siebie, sama postanowiłam, że czas spać. Cała ta podróż była wyczerpująca i byłam pewna, że na drugi dzień wstawanie będzie bardzo ciężkie. Ciągle dręczyła mnie jedna myśl... dlaczego akurat ja zostałam wezwana? Dlaczego nie ma przy mnie Leo?
 I nagle czas się dla mnie zatrzymał... miałam zamknąć oczy, gdy z nadajnika wydobył się znajomy głos. Bardzo znajomy. Miałam wręcz wrażenie, ze dochodzi on z mojej głowy.
 Jak na zawołanie, to był Leo.
 – Hej Hyou, tu twój książę.
 Minęło sporo czasu, zanim zebrałam w sobie siłę i opanowałam drżący ze zdziwienia głos. To było zdumienie pomieszane z tęsknotą. Może mi odbijało, a to naprawdę nie jest on? Ostatecznie świecący nadajnik uświadomił mnie, że to nie sen i rano będę musiała powiedzieć, że ktoś się ze mną skontaktował.
 – L-Leo?! – zapytałam cicho, by nikogo nie pobudzić. – Leo!
 – Już cicho, głupia. Mam tylko wiadomość do przekazania. – Tymi słowami szybko zatkał mi usta i zmusił do skupienia. Bolało mnie to, że rzeczywistość nie pozwalała mi o nic go zapytać... Tak bardzo tęskniłam... – Odkryliśmy kryjówkę Vasqueza. Znajduje się w kanalizacji pod starym szpitalem psychiatrycznym, a dostać się można do niego tylko od środka tego szpitala. W całym budynku jest ciemno, bo okna są zakryte przez ciemne zasłony, więc uważajcie tam. Przyjęłaś? – dodał.
 – T-tak! Leo, czekaj! – Pokiwałam głową, choć wiedziałam, że tego nie widzi. Ta rozmowa trwała dosłownie parę sekund, a gdy Leo skończył swój monolog i mruknął niemrawo na moją odpowiedź, po prostu ucichł, a ja uświadomiłam sobie, że tracę jego obecność. Nie miałam okazji nawet zapytać, dlaczego nie ma go ze mną...
 I Zniknął.
 Wiedziałam, że to przełomowa wiadomość, a rano będę musiała wszystko powiedzieć. Przecież to zmieni wszystkie nasze plany... Ostatecznie nocna rozmowa bardzo mną potrząsnęła i sprawiła, że nie mogłam zasnąć. Trwale zmyła z moich powiek nasilający się sen.

(Reszta?)

[1880 słów]

[Event #1] Od Enzo - C.D Taigi

Nie ukrywam, że cała ta nagła akcja wprowadziła mnie w iście szampański nastrój. Już czułem ten dreszczyk emocji związany z niezłą przygodą. Pełna niebezpieczeństw, wyzwań i różnego rodzaju przeszkód. Hehe, uśmiech nie schodził mi z twarzy. Po naradzie poprzedniego wieczoru, wszyscy dość szybko zakończyli dyskusje na temat przyszłych grup i udali się do swoich pokoi, aby wyspać się przed ciężkim dniem. Dzisiaj z samego rana, zaraz po szybkim śniadaniu, Hyou zarządziła kolejną zbiórkę w jej pokoju.
-Nastąpiła niewielka zmiana planów. – Nie musiała się wydzierać, tak jak wczoraj, gdyż większość z nas była jeszcze odrobinę zaspana.
-Nasz cel został już zneutralizowany?- Odezwał się z aroganckim uśmieszkiem wysoki, blondyn, chyba Toshiro.
-Chcielibyście. – Sigma się uśmiechnęła i poruszyła kocimi uszkami. – Chodzi o to, że dostaliśmy nowe informacje z ośrodka. Jak się okazuje do docelowego miasta Katsuyama jest jedynie około 10 km z naszego obecnego miejsca pobytu.
-W takim razie nie zatrzymujemy się już nigdzie po drodze, idziemy prosto do celu. Tam się zatrzymamy w jakimś hostelu i podzielimy ostatecznie na grupy. – Dodał jasnowłosy Natsume.
-Ile potrwa nasza podróż w takim razie? – Zapytała się cicho białowłosa Taiga.
-Planujemy tak z 2,5 godziny, jeśli wszystko pójdzie bez problemu. – Hyou  ponownie zabrała głos. – Jednak po drodze musimy nauczyć się obsługi urządzeń od naukowców i pokrótce sprawdzić nawzajem swoje umiejętności.
-Będzie się działo. – Klasnąłem w dłonie i z szerokim uśmiechem na twarzy spojrzałem na resztę towarzystwa, ale oni jakoś nie podzielali mojego zapału. Eee… Nie znają się na dobrej zabawie.
-Dodatkowo w Katsuyamie musimy się rozdzielić, żeby cokolwiek znaleźć do spania. – Natsume zwrócił uwagę grupy na istotny szczegół naszej wyprawy. – Jest to konieczne ze względu na fakt, że jest to niewielkie miasto, gdzie mała liczba mieszkańców działa na korzyść naszego celu.
-Z tego, czego się dowiedzieliśmy Vasquez stosuje metody zastraszania i przekupstwa wśród tamtejszej ludności przez co trudno dostać się do miasta niezauważonym przez jego ludzi. -  Wyjaśniła złotooka  sigma. – Nawet znalezienie odpowiedniego hostelu może nam zająć trochę czasu.
-To co my tu jeszcze robimy? – Westchnąłem. – Ruszmy się wreszcie, bo  gadaniem to my nic nie zdziałamy.
-Spokojnie. – Siedzący obok mnie Lee, spojrzał na mnie z uśmiechem. –Jeszcze będziesz prosić o chwilę spokoju.
-Ja? Spokój? – Prychnąłem. – Spokój to będę miał dopiero w grobie.
Na szczęście nikt nie miał żadnych głupich pytań i wreszcie ruszyliśmy w dalszą drogę. Już bez tych dziwnych mundurków, wyglądaliśmy ciut normalniej. Kiedy opuściliśmy granice miasta, Sigmy zaczęły nas kierować w stronę niewielkich gór.
-Czemu idziemy przez góry? – Zapytała, któraś z dziewczyn z przodu, a ponieważ wędrowałem na samym końcu naszej grupki nie mogłem dostrzec kto to taki.
-Po pierwsze nie będziemy się tak rzucać w oczy, a po drugie będziemy mogli w spokoju zrobić to o czym była mowa. – Wyliczyła na palcach Hyou, która miała na głowie czapkę z daszkiem, by nie było widać jej kocich uszu. Całkiem niezły pomysł. Tutaj na spokojnie każdy będzie mógł zaprezentować swoje umiejętności. Przez jakieś 20 minut wspinaliśmy się pod górę. Obok mnie szedł Lee i Aaron. Jakoś odkąd zostaliśmy mianowani nauczycielami do tej całej szopki z mundurkami,  trzymaliśmy się razem. Przed nami wchodziła dość szybko blondyna w warkoczu.
-Hmm… Enzo, zastanawia mnie jedna sprawa. – Czarnowłosy chłopak odezwał się do mnie.
-O co chodzi? – Zerknąłem na niego. Wpatrywał się to we mnie to w tą dziewczynę przed nami.
-Jesteście z Lou strasznie do siebie podobni. Nie jesteście czasami rodzeństwem? – Zerknąłem na tą niską kobietę, która miała identyczne, jak ja szkarłatne oczy. Możliwe, że to ta cała moja bliźniaczka Lousie, ale co mnie to…
-Ja i taki kurdupel rodzeństwem? Haha, dobry żart. – Zbyłem jego domysły śmiechem. Jeśli nikt nie będzie o tym wiedział, to w końcu o tym zapomnę.
-Ale… - Zaczął Lee.
-Daj spokój. – Odparłem nadal szeroko uśmiechnięty. – Patrz! Zatrzymujemy się, czyli zaraz coś nam pewnie pokażą. – Wskazałem na Hyou i Natsume, którzy stanęli na górze i zaczęli wypakowywać coś z wielkiej, sportowej torby.
-Oto sprzęt od naukowców. – Na trawie zaległo trochę ustrojstwa.
-Do czego on służy? – Zapytałem. Jak mamy się bawić to na całego.
-To jest narzędzie do wyciszania mocy Arcan. – Natsume wskazał na coś w rodzaju dużego, srebrzystego pistoletu. – Nawet jeśli nie odbierze całej mocy naszemu przeciwnikowi to z pewnością chwilowo go osłabi.
-Jak to działa? – Zapytała krótko obcięta, nieduża dziewczyna.
-Zakładam, że po prostu naciska się na spust i celuje w tego komu chcemy pokrzyżować plany. – Odparł Natsume. – Niestety naukowcy nie dali do tego instrukcji obsługi.
-No to fajnie, lecimy na spontanie. – Szepnąłem do Lee. Stwierdziłem, że nie każdy tutaj cieszy się na myśl tego co nas czeka. Sigma wyjął kolejne gadżety. W tym mikrosłuchawki dla szpiegów oraz pakiet telefonów komórkowych.
-Każdy z was dostanie po telefonie, aby móc się kontaktować z resztą grupy. Szczególnie przydadzą się nam one w czasie poszukiwania hostelu. – Hyou zaczęła rozdawać każdemu po nowym smartfonie. Każdy dostał identyczny model, różniący się jedynie symbolem Arcany na obudowie. U mnie był to G73. Norma. W sumie… Chyba wszyscy mieli swoje prywatne telefony. Tamte nie wystarczały?
-Po co nam rozdajecie te telefony skoro chyba każdy ma i tak swój prywatny? – Nie mogłem się powstrzymać od zadania tego pytania.
-Te telefony posiadają specjalne nadajniki i sporo dodatkowych funkcji, jak np. bazę danych dotyczących naszej misji, która jest na bieżąco aktualizowana. – Wyjaśniła Hyou, która skończyła rozdawanie sprzętu.
-Mikrosłuchawki dostaną jedynie szpiedzy, by móc porozumiewać się z pozostałymi w czasie zwiadów. Wybierzemy ich już na miejscu. – Dodał Natsume wskazując na zestaw malutkich słuchawek, otoczonych przez wijące się kabelki.
-A teraz czas na pokazanie naszych umiejętności. – Shino klasnęła w ręce. Wszyscy ożywili się na to hasło. Ruszyliśmy powoli do przodu, po drodze każdy prezentował swoją moc. Zaczęły Sigmy. Hyou zachwyciła wszystkich swoją zwinnością i celnością strzałów z łuku. Natsume oczarował nas różnorodnością swoich umiejętności. Potem przyszła kolej na resztę Arcan. Były to najróżniejsze moce. Od potężnych magicznych ataków po niezwykłą prędkość, czy siłę. Każdy miał do zaoferowania coś niesamowitego. Wśród tej plejady Arcan, moją uwagę przykuła jedna dziewczyna. Była to niebieskooka Chie. Jej moc opierała się na lodowych atakach. A co jeśliby połączyć nasze siły? Woda i lód – to mogłoby stworzyć mieszankę wybuchową. Wyjąłem swój bicz ze skórzanego worka przy pasku. Podszedłem do brązowowłosej.
-Jestem Enzo. – Uśmiechnąłem się lekko. – Widzę, że nasze Arcany mogą ze sobą współgrać. Lód i woda, czemu nie?
-Oh, nie pomyślałam o tym. – Chi spojrzała niepewnie na mój bicz. – Może wypróbujmy coś razem?
-Lepiej teraz, niż żeby nie udało się w czasie jakiejś walki. – Wstrząsnąłem swoim biczem i zebrałem energię. Dookoła niestety nie było zbyt dużo wody, na szczęście w górach powietrze jest dużo wilgotniejsze niż na równinach. Zebrałem, więc wilgoć z otaczającego mnie lasu. Mój bicz został otoczony przez strumień wody.
-Jestem gotowy.Dajesz co tam masz. –Zachęciłem nową koleżankę delikatnym gestem dłoni.
Chi skupiła się na swoim zadaniu i już po chwili skinęła w moim kierunku głową na znak gotowości. Trzasnąłem biczem i strumień wody wystrzelił w powietrze, gdzie spotkał się z lodem dziewczyny i zmienił w wielkie latające włócznie, które z głośnym świstem wleciały w 10 pobliskich drzew. W pniakach widniały sporych rozmiarów dziury.
-Wow, to było niezłe. – Podskoczyłem i przybiłem piątkę z Chi. – Musimy razem walczyć, a może nie będzie tak źle.
Ludzie dookoła patrzyli na naszą dwójkę. Niektórzy także zaczęli dogadywać się z innymi i już po chwili mieliśmy niecodzienny pokaz duetów. Z tą nowo odkrytą bronią, ruszyliśmy dalej. Po niedługim czasie wyłoniliśmy się z lasu. Teren powoli opadał i zaczynały się pojawiać pierwsze oznaki osady ludzkiej. Pola, drogi i pojedyncze domy. Zatrzymaliśmy się.
-Uwaga! Teraz musimy znaleźć odpowiednie miejsce, by dostać się do miasta, które z pewnością jest otoczone przez tajniaków Vaqueza. –Zarządził Natsume. – Kto się podejmie szybkiej infiltracji?
-Może Kaito? – Cicho zaproponowała Taiga. Wszyscy zwrócili swe spojrzenie w kierunku białowłosego, który pokryty był długim płaszczem, by zakryć jego niecodzienne białe skrzydła.
-Mógłbym użyć Voir, ale nie jestem pewien, czy to najlepszy pomysł. – Odparł niepewnie.
-Próbuj. Musimy jak najszybciej dostać się do miasta.- Hyou powiedziała to tak, jakby była to na wpół prośba, na wpół rozkaz. Chłopak przymknął oczy i stał tak dobrą chwilę. Zastanawiałem się co właśnie widzi. Na ile jego Arcana mu pozwala. Moje przemyślenia przerwał jego głos.
-Jakieś 2 km na wschód od tego miejsca znajduje się tylko dwóch ludzi, którzy wydają się pilnować wejścia do miasta. Reszta jest bardziej obstawiona… - Zameldował, lekko trzymając się za nasadę nosa.
-Dziękujemy Kaito. – Natsume zwrócił się do wszystkich. – Teraz musimy tam dotrzeć, ale najpierw ktoś musi zlikwidować tamtą dwójkę. Jacyś chętni?
-Ja bym mogła z moim kochanym Brise sauvage komuś podciąć gardełko. – Moja domniemana siostrzyczka uśmiechnęła się zawadiacko. Była strasznie pewna siebie, jak na takie drobne i głupie ciałko. Phi, ironia losu.
-Ja z nią pójdę. – Odezwał się Lee. – W końcu jestem skrytobójcą, jakby nie patrzeć. Zadanie idealne.
-Dobra, biegnijcie. – Hyou zmierzyła niepewnie czerwonooką wzrokiem. W końcu to tylko Beta. – Dajcie znać, jak skończycie, to do was dołączymy i się rozdzielimy.
Skinęli głowami i ruszyli.
-Tymczasem my, możemy pomyśleć, jak będziemy szukać tego hostelu. – Odezwała się Shino.
-Ma ktoś jakąś mapę Katsuyamy? – Spytał się Toshiro.
-Mamy ją z ośrodka. – Hyou wyjęła z torby złożony plan miasta. Otworzyła go i zbadała wzrokiem.- Mamy tutaj 5 hosteli, czyli podzielimy się na trójki, by nie rzucać się w oczy.
-Ehu,ehu… - Odchrząknąłem. – A nie lepiej, jeśli podzielimy się na mniej regularne grupy? Będzie to trochę normalniej wyglądać. Na przykład jedna większa 5 osobowa grupa, dwie 3 i dwie 2?
-Całkiem dobry pomysł, w szczególności, że właściciele hosteli mogą być już przekupieni i dawać cynk ludziom Lacroixa. – Natsume powoli pokiwał głową.-  To dobierzcie się jakoś.
Zerknąłem na Aarona, który stał niedaleko mnie. Nie wyglądał jakoś sympatycznie, znaczy nie wyglądał na takiego, co miał ochotę na rozmowę, ale stwierdziłem, że może i lepiej.
-Ej Aaron! Może pójdziemy razem? – Uśmiechnąłem się leciutko.
-Niech ci będzie. –Mruknął niechętnie. Chyba zgodził się tylko dlatego, że zaszła taka potrzeba a nie inna. Wokół podniósł się hałas spowodowany dobieraniem się w grupki. Nagle rozdzwonił się czyjś telefon. Wszyscy zamilkli. Hyou odebrała. Na jej ustach powoli pojawił się uśmiech.
-Udało im się. – Wszyscy ruszyli szybko w kierunku wskazanym wcześniej przez Kaito. Na miejscu spotkaliśmy Lou i Lee, którzy zadowoleni z siebie otrzepywali się z niewidocznych pyłków. Natsume przekazał tej dwójce nasz plan, wskazał, do którego hostelu mają się udać i ręką dał nam znak, byśmy powoli się rozchodzili. Odczekałem, aż oddali się kilka grupek i wraz z Aaronem ruszyliśmy w poszukiwaniu naszego hostelu. Budynek ten okazał się leżeć najdalej  w głąb miasteczka. Po drodze dostawaliśmy kolejne informacje o niepowodzeniach innych. Przebyliśmy chyba z połowę malutkich uliczek plączących się tu i tam, aby wreszcie ujrzeć szyld z nazwą „Kuro neko”. To ma być nasza ostatnia szansa?  Cóż za pechowa nazwa. Weszliśmy do środka, rozglądając się niczym rasowi turyści. Podszedłem do recepcji.
-Dzień dobry! My chcieliśmy się dowiedzieć, czy możliwy jest tutaj nocleg na kilka najbliższych nocy? – Zerknąłem na starszą panią w okularach, która dobrotliwie głaskała czarnego kocura leżącego koło telefonu. Aaron także wbił w nią spojrzenie. Musieliśmy wybadać, czy nie zastraszył jej czasami ktoś od tego całego Vasqueza.
-Oh kochanieńcy, mam dużo wolnych pokoi bo jakoś dawno nikt do naszego pięknego miasteczka nie zaglądał. – Pani wyszczerzyła się szczerbatym uśmiechu. – Ja nie wiem co tu się w ogóle dzieje… Sąsiedzi jacyś się tacy małomówni stali, nikt już do mnie nie wpada. Czuję się taka samotna w tym wielkim domu, więc miło mi będzie was ugościć.
Babcia wydawała się szczera w swojej samotności. Szturchnąłem Aarona, a ten wyjął telefon i szybko napisał sms’a do reszty.
-To świetnie się składa, bo jest z nami jeszcze kilka znajomych. – Uśmiechnąłem się szeroko. Wreszcie zacznie się zabawa!

<Hyou?>

[1969 słów]

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

[Event #1] Od Taigi - C.D Shino

Rozejrzałam się dookoła, aby z nich wszystkich dostrzec kogoś, do kogo mogłabym się przeczepić. Hyou, szła razem z dziewczyną o krótko ściętych włosach, która trzymała się jej bardzo blisko. Do Toshiro jeszcze nie miałam tyle zaufania, ile mieć bym chciała. Wtedy przed oczami zauważyłam biały kosmyk włosów, no tak przecież jest tutaj jeszcze Kaito. Zadowolona dogoniłam go, i chociaż nie mówił za wiele, to mogłam iść obok kogoś, kogo znałam bardzo dobrze. Wszyscy w mundurkach szkolnych dreptaliśmy na południe, żeby móc się gdzieś zatrzymać na noc. To niesamowite jak daleko nas wysłali, tych którzy nie pamiętają nic z życia poza tą kopułą. Pomimo mojego zainteresowania całym otoczeniem, starałam się iść w tym samym tempie co pozostali, aby nikogo nie opóźniać. Trochę nie bardzo rozumiałam po co są te mundurki, skoro trzeba będzie jeszcze się zatrzymać kilka razy, przecież to wiadome, że po dzisiejszym dniu, nikt nie założy mundurku, za którym ciągnąć się będzie zielona chmura smrodu. Mam obawy, że nawet muchy by w tym zdychały. Przy tabliczce informującej, o nazwie miasta do którego właśnie wchodziliśmy, nie było nic. Z jednej strony pole i z drugiej to samo. Dopiero po kolejnych dwóch kilometrach, można było zauważyć trzech strażników, któż by się spodziewał, że nawet w tak małej miejscowości jak ta.
- To nie dziwne? - Wyszeptałam, i poczułam jak Kaito podchodzi bliżej mnie
- Trochę - Przyznał. Usłyszałam jak chłopacy z przodu tłumaczą, że jesteśmy z wycieczki, z jakieś tam szkoły. Wszyscy spojrzeli na nas, po czym bez problemu przepuścili. Czyli jednak na coś te stroje się przydały. Ciekawiło mnie czy to zwykła kontrola, czy też ludzie od tego, do którego mamy się dostać. W mieście każdy najchętniej poszedłby w inny zaułek. Niektóre z dziewczyn z fascynacją patrzyły na zaszklone wystawy, gdzie znajdowały się wspaniałe płaszcze i sukienki. Sama również zawiesiłam na tym oko. Wystarczył jeden krzyk Hyou, abym podskoczyła w miejscu i spojrzała w jej kierunku
- Skupcie się! Nie jesteśmy tutaj, żeby oglądać wystawy, czy chodzić sobie do baru, żeby się napić. Mamy określoną misję i trzeba się spieszyć, czasu jest coraz mniej - Wszyscy po tych słowach z pokorą spuścili głowy i dalsza podróż do hotelu odbyła się w ciszy. Ledwo co usiadłam na fotelu, to już musiałam z niego wstawać. Białowłosa razem z Natsume zaczęli rozdawać nam klucze do pokoju. Były trzy osobowe.
- Szybko - Powiedziałam, kiedy dotknęłam zimnego metalu
- Ma się swoje sztuczki. Wszyscy zbieramy się w moim pokoju, dokładnie za godzinę, czyli macie wystarczająco czasu, aby się ogarnąć i ściągnąć mundurki, już na potrzebne nie będą - Zaczęła półszeptem, rozglądając się czy nie ma nikogo w pobliżu.
- Wykorzystamy ten czas, aby wprowadzić wstępne plany - Dodał blondyn, stojący obok dziewczyny. Po przebraniu się w swoje ubrania, ruszyłam do pokoju, gdzie wszyscy mieliśmy się zebrać. Na szczęście zdążyłam przed kilkoma osobami i zajęłam miejsce na wygodnym łóżku. Na końcu, gdy w pomieszczeniu byli już wszyscy, zaczęło się planowanie. Niektórzy zaczęli się przekrzykiwać, każdy miał coś do powiedzenia, a harmider był taki, że ciężko było to ogarnąć. Po minach naszych Sigm widziałam, że i one nie są tym zbytnio zadowolone. Chciałam się nawet odezwać, ale mój niezbyt donośny głos, tylko ginął wśród innych.
- Ej! Zamknąć się na chwilę! - Dopiero teraz usłyszałam głos Toshiro, który z początku, tylko mruczał coś pod nosem, każdy teraz miał wzrok skierowany na niego, inni z ciekawością, a pozostali ze złością - Mów- Spojrzał na mnie z dziwnym uśmiechem, który zawsze towarzyszy na jego twarzy
- Im więcej krzyczymy, tym więcej czasu tracimy, a przecież rano trzeba wstać i znowu wyruszyć, a ja osobiście wole być wyspana - Uśmiechnęłam się do nich niezgrabnie - Najważniejsze co powinniśmy ustalić to, to w jaki sposób dotrzemy do miejsca, gdzie on się znajduje - Oparłam się o ścianę
- Nie powinniśmy się rzucać w oczy - Odezwała się jedna białowłosa z warkoczem
- Jak będziemy bliżej to rozdzielimy się na dwie grupy, nie będziemy aż tak widoczni na ulicach - Hyou przyłożyła palec do ust i poruszyła swoimi uszami. Widząc to wręcz zaczęłam chichotać, nie wiem dlaczego sprawiało mi to aż tak wielką frajdę jak tak robiła
- Jestem również za tym, aby nie używać swoich Arcan gdzie popadnie, w końcu nikt nie może się dowiedzieć, że jesteśmy kim jesteśmy - Tym razem odezwała się krótko obcięta dziewczyna, o bardzo podobnym kolorze włosów do moich. Chyba będę musiała sobie zapisywać ich imiona - I chyba warto ustalić jakieś sygnały dźwiękowe, gdyby jedna osoba zauważyła coś dziwnego, lub też podejrzanego - Przez następne kilka minut, każdy wydobywał z siebie dziwne dzięki, co nieco rozluźniło napiętą atmosferę. Stanęło na zwykłym gwizdaniu.
- Wiemy w jakim mieście się znajduje... A przynajmniej gdzie znajdować się powinien - Tym razem spojrzał na nas blondyn, druga Sigma - Zatrzymamy się jeszcze w jednym mieście, gdyż nie dalibyśmy rady bez postoju
- Mamy o nim mało informacji - Zauważyłam, mówiąc to nieco głośniej niż zamierzałam
- To prawda, zdecydowanie trzeba się dowiedzieć czegoś więcej zanim do niego dotrzemy - Hyou uderzyła pięścią w otwartą dłoń. Następnie zaczął się temat kamuflażu, najgorzej było z Hyou i Kaito, w końcu niecodziennie widzi się kocie uszy i skrzydła, stanęło, że założą czapkę i dłuższy płaszcz. Później trzeba było jeszcze przekonać Toshiro do noszenia szala, jego tatuaże mogą zwracać uwagę, a tego przecież nie chcemy.
- A co ze sprzętem od naukowców? - Jak miewam odezwała się Chie - Nie mamy pewności, czy wszystko działa
- Ale nie mamy też czasu, żeby wszystko sprawdzać, trzeba zaufać naukowcom i nie bawić się tym sprzętem, nie wiemy jak długo działają - Głos przejął chłopak podobny do dziewczyny w warkoczu, śmiem nawet twierdzić, że są rodzeństwem.
- Razem z Natsume podzielimy nas na dwie drużyny, jutro na ostatnim przystanku przed naszym celem, powiemy wam jakie są grupy - Hyou oparła się o swoją dłoń. Teoretycznie wiemy wszystko co do tej pory najważniejsze. Po słowach dziewczyny na nowo zaczęły się dyskusje, a może raczej prośby czy też sugestię kto z kim powinien być. Nie ukrywam, że sama wyraziłam chęć bycia w jednej drużynie z Kaito. Teraz marzę o tym, żeby się przespać... Chociaż im więcej myślę o tym mężczyźnie, o Vasquezie, tym bardziej odczuwam strach. Skoro nawet Sigmy odczuwają niepokój, to na prawdę mamy do czynienia z kimś o potężnych mocach, kogo nie da się nawet skrzywdzić jednym dobrym atakiem. Teraz najważniejszy jest nasz cel, dotarcie do miasta, gdzie się znajduję.

Enzo?

[1065 słów]

[Event #1] Od Shino - C.D Anjiki

 Nie no, wszystko byłoby okey, póki nie kazali mi założyć spódnicy. Tę górną część jeszcze jakoś zniosę, ale spódnica?! No może to do końca nie jest spódnica... W każdym razie nienawidzę ani sukienek, ani spódnic. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy może być coś pomiędzy... Na moje nieszczęście jednak jest coś pomiędzy tym diabelstwem. Mój największy koszmar właśnie się zaczyna.
Podstawili nam jakiś średniej wielkości autokar, no bo jakżeby nie. "Niech skorzystają z tego, skoro i tak umrą." Ach, jakie to miłe z ich strony. Obstawiam, że jeśli szczęście mi dopisze, wrócę do ośrodka bez ręki. Mój optymizm mnie dobija. A nie, przepraszam, ja staram się być realistką... No właśnie... Staram się. Ehh, życie!
Białowłosa pomachała mi ręką przed oczami,
- Ziemia do Shino, wyrywam cię z twego otępienia. - Uśmiechnęła się do mnie Hyou.
- Zaraz ci odgryzę tę rękę, a ty poczujesz, co to znaczy gniew Draculi. - Kłapnęłam na nią zębami.
Przed wejściem do pojazdu, zażartowałam (tak, ja potrafię żartować), że wyglądam jak wampir i ich wszystkich podczas tej podróży "zarżnę". Jestem blada, mam staroświecko wyglądający strój... Jedyne czego mi brakuje, to czerwonych tęczówek i kłów.
- Już się boje złotko. - Poklepała mnie po głowie, wyszczerzając bielutkie zęby.
Spojrzałam na nią spod byka.
- Skoro już jestem tym jebanym złotkiem, to zaraz ci zawisnę na szyi i cię uduszę.
- Kto kogo udusi? - Do moich uszu dobiegł głos Sebastiana.
Tak znam go. Na razie nie zdążył mnie bardzo wkurwić. Znaczy, ludzie mówią, że jestem ciągle wkurwiona. W pewnym sensie mają racje.
Hyou już otwierała usta, gdy ja ją wyprzedziłam.
- Ja ciebie. Za to, że rozbiłeś moją butelkę whisky.
- Nadal jesteś o to zła? - spytał, opierając głowę na dłoni, którą umieścił na oparciu mojego siedzenia.
Nasze spotkanie wyglądało mniej więcej tak. Tego wieczoru kupiłam sobie whisky. Miałam ochotę się nachlać, nie wińcie mnie za to. Podczas drogi do domu wpadłam na Sebę, no i było dosyć ostre dup, a butelka, którą trzymałam w dłoni, się rozbiła. Wszyscy już wiedzą, co później było. Wyzwiska i próba uspokojenia mojej osoby... Co się mu dziwnym trafem udało.
- Tak. Nie. Nie wiem. Nie zadajcie mi takich trudnych pytań! - jęknęłam, chowając twarz w dłonie.
Reszta drogi minęła dosyć... Swobodnie. Nikt nikomu nie rzucał się do gardła (pomijając mnie, ja każdego bym zarżnęła).
Wychodząc z autokaru, przerzuciłam torbę przez ramię. Cały czas trzymałam się Hyou, jako że znałam tylko ją i Sebę to... No to trochu dupa.
- Zawsze jesteś taka napuszona? - Koło mnie pojawił się wyższy ode mnie o niecałe dwadzieścia centymetrów chłopak. Złociste włosy do ramion i uśmiech pseudo gwałciciela. Szczerze? Już go nie lubię.
- Bardzo ci ta wiadomość do szczęścia potrzebna? - Zmarszczyłam brwi.
- Niezmiernie.
- Chuj ci w dupę - powiedziałam tylko i odwróciłam się do niego plecami.
- Szmata - usłyszałam, po czym zamachnęłam się, gotowa przywalić mu w ryj. Zanim to się jednak stało, poczułam zaciskającą się rękę na moim nadgarstku i szarpnięcie do tyłu.
- Shino, nie warto - wyszeptała Hyou.

< Nie jest źle (chyba). Tai Tai? >

[505 słów]

[Event #1] Od Anjiki - C.D Natsume

Dzień zapowiadał się pięknie i słonecznie. Spędziłam cały na odpoczynku w parku z książką. Może to był błąd i przez swoją głupią ciekawość właśnie zapisałam się do plutonu śmierci. W końcu na zewnątrz szaleje groźna Arcana, a naszym zadaniem jest ją złapać, a co bardziej prawdopodone uśmiercić. Poszłam więc za chłopakiem z werbunku na plac. Naukowiec objaśnił nam z kim mamy mieć doczynienia. "No pięknie niebezpieczna Arcana, władająca lękami. Pięknie." Ale jak się już zgodziłam to trudno. Nie mogę zostawić moich znajomych? Kolegow? Przyjaciół? Dobre. Więc zamiast słuchać wyjaśnień że Vasques jest niebezpieczny bo bla...bla...bla... Zajęłam się szukaniem w tłumie znajomych osób. Na Taigę nie trudno było trafić. Chociaż był niższa niż większość osób tutaj zebranych. No dobrze. Może była jedną z najniższych. Szybko do niej podeszłam.
-Dzień dobry Taiga-powiedziałam z uśmiechem.
-O witaj Anjiko-odpowiedziała mi z lekim uśmieszkiem.
-Dziwne, że naukowcy nie potrafią dorwać tego człowieka przy pomocy sigm-mruknęłam krzyżując ramiona na pieri.-Nie podoba mi się to.
Dziewczyna przytaknęła mi cicho.
-Myślę nad kamuflarzem... Bo jak jego ludzie zobaczą nas to od razu nabiorą podejrzeń... Muszę pomyśleć-zastanowiłam sie chwilę.-Mundurki szkolne!
-Co masz na myśli?-zapytała niepewnie Taiga.
-Zobaczysz-powiedziałam z kocim uśmiechem.
Naukowiec kazał nam wrócić tutaj o 22:00 co oznaczało, że nie mamy za wiele czasu. Zanim wszyscy się rozeszli policzyłam osoby na tyle niskie, że mogły wydać się licealistami. Oraz tych co mogli być nauczycielami. Jak naukowiec skończył gadać biegiem ruszyłam do domu. Odpaliłam komputer i zaczęłam czytać o mieście, w którym mamy zacząć poszukiwania.
"Region ściśle turystyczny. Chętnie odwiedzany przez młodych ludzi w czasie letnim"
A poniżej banner z napisem: "Wycieczki szkolne w atrakcyjnych cenach". Szybko sprawdziłam szkoły, z połowy kraju, które mogły wyjechać do tej miejscowości. Jednyną szkołą, która nic nie organizowała okazała się być St. Marguritte. Problemem było, że nauczycielmi byli tylko faceci. No ale wezmę na nauczyciela może, Lee i ten chłopak co ma imię z Bibli, no i ten białowłosy. Wyglądają bardzo młodo. Na maximum dwadzieścia pięć lat. Ale mogą być tacy młodzi nauczyciele. Wiele razy o takich czytałam. W mangach Taigi. Na przykład 1/3 no Kareshi lub Koi wa Beniiro. Weszłam w galerię i obejrzałam zdjęcia mundurków. Wyrwało mi się przekleństwo. Nie spodoba się to im. Na pewno się nie spodoba. Miałam niecałe dwie godziny, aby uszyć mundurki dla ośmiu dziewczyn i czterech chłopaków. Damski krój znałam już na pamięć. Szybko więc powstało osiem mundurków dla dziewczyn. Trudniej było z mundurkami dla chłopców. Szelest materiału i turkoczący dźwięk maszyny działały na mnie uspokajająco. Kiedy ręcę odnalazły odpowiedni rytm. Czas wydawała się nie istnieć. Ale w końcu równo o 21:45 zapakowałam ostatni do pudełka. Szybko wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy. Kilka ubrań na zmianę. Jakieś ustrojstwo nad którym zaczęłam pracować. I razem z pudłami wyszłam z domu. A za mną pobiegły wilczki. "Ch.olera. Zapomniałam"pomyślałam. No nic musiały ze mną iść.
-Do zobaczenia. Mam nadzieję, że wkrótce-szepnęłam do ścian i do każdego zakamarka.
"Będe tęsknić"pomyślałam. Zanim zdążyłam się rozmyślić ruszyłam biegiem do wyznaczonego miejsca. Wszyscy już się zebrali. Naukowcy biegali wokół nich przygotowując ich na ostateczną drogę.
-Em przepraszam-zaczęłam podchodząc do jednego z naukowców.
-G66 zostaw te pudła nie możesz ich ze sobą zabrać.
-Ale to pomysł na kamuflarz-zaczęłam.
-Ta schowasz ich do pudeł czy jak?-warknął.
Wyrzucił mi je z rąk. Co przyciągnęło uwagę zebranych Arcan oraz wywołało warczenie wilków
-Yuki, Shiro sza-szepnęłam do szczeniaków.
Wilki od razu się uspokoiły. Z pudeł wypadły mundurki.
-Co to jest G66?-zapytała wysoka kobieta.
-To kamuflarz. Sprawdziłam. St. Marguritte jako jedyna szkoła nie jedzie do tego miasta. I to są mundurki z ich placówki. Wymyśliłam że-wskazałam po kolei Lee, Aarona i Enzo-Oni będą nauczycielami, a reszta uczniami.
-A co z tymi wielkimi?-wskazał Sebastiana i Toshiro.-Nie są wystarczająco wysocy na nauczycieli?
-Pięciu nauczycieli na dziesięciu uczniów?-rzekłam spokojnie.- Nie sądzę, by to było okey. Za dużo nauczycieli by było wtedy. Tylko dla chłopaków potrzeba czarne spodnie.-wszystko mówiłam pewnie. Pilnując by głos mi nie zadrżał co było bardzo możliwe. Po prostu się denerowałam.
Sebastian podszedł do mnie i położył mi dłoń na ramieniu. Zdziwiła mnie ta reakcja, wywołała też syk niezadowolenia u Lou. Czy tych dwoje coś łączyło? To teraz nie było ważne.
-To jak maskujemy się tak czy nie?-spytałam pewniej.
Naukowcy szybko przystali na tę propozycję.
Mundurki dla dziewczyn były w podobnych rozmiarach, ale miały specjalne szwy by można je było dopasować:

U niektórych osób wywołało to śmiech.
-Ej tak się noszą w St. Marguritte!-zawołałam szybko.
Po czym wręczyłam mundurki chłopakom. Pani naukowiec szybko przyniosła czarne spodnie dla czwórki chłopaków.
-Ten facet szybciej umrze ze śmiechu niż naszych umiejętności-zaczął zrzędzić Toshiro.
-Ja tego nie włożę-zaprzeczyła Shino.
-Wkładaj to, albo zostajesz gówniaro!-warknął naukowiec.
Wszyscy szybko się przebrali i pochowali broń w torbach. Nauczycieli wcisnęliśmy w równie czarne spodnie i koszule, ale bez loga szkoły za to z opaską na ramię z informacją że jest opiekunem. Kiedy im się przyglądałam nie mal chciałam parskąć śmiechem. Tak wszyscy wyglądali jak uczniowie ze szkoły dla indywidualistów na wycieczce szkolnej. Normalnie. Kiedy wyszliśmy przed bramę Ośrodka, naukowcy rzucili za nami krótkie powodzenia. Jakie to miłe z ich strony, że podstawili autokar. Zapakowaliśmy nasze torby do luku bagażowego. Nie mogliśmy się długo rozglądać dookoła, bo pośpieszając nas wepchnęli nas do środka. Musiałam się długo wykłucac z kierowcą by pozwolił mi wsiąść ze szczeniakami. Ale się udało.
-Ale jak któryś nasra, albo naszcza sprzątasz to swoją szczoteczką do zębów-warknął do mnie.
Usiadłam po lewej stronie pod oknem. Szczenięta ułożyły się obok moich nóg.
-Mogę się dosiąść? Wszystkie miejsca są zajęte-powiedział jakiś chłopak.
-Tak-odpowiedziałam.
Obok mnie usiadł Sebastian. Chłopak, którego poznałam w parku. Wróć spadłam na niego. Nie przeszkadzało mi to jednak by chłopak usiadł obok mnie. Sigmy naradzały się przyciszonymi głosami. Gdyby nie cisza panująca w pojeździe myślałabym że to na prawdę wycieczka.Pogłaskałam śpiące szczenięta. Autokar powoli ruszył z podjazdu. Zaraz mieliśmy ruszyć w nieznany świat. W świat, z którego każdy z nas niewiele pamięta. Ukrywałam zdenerowanie. A w każdym razie próbowałam. Bo było to trudne. Wyciągnęłam więc książkę i włączając lampkę nad głową zaczęłam czytać.
-Jedziemy prawdopodobnie na śmierć, a ty czytasz?-zakpił Toshiro.
-To pomoże mi się uspokoić-szepnęłam tak żeby nie usłyszał i nie odrywając się od liter po prostu czytałam. Wiedziałam, że nasza podróż potrwa przynajmniej kilka godzin. No ale nic na to nie poradzimy. Musimy zachować pozory.

(Shino?)

[1030 słów]