Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toshiro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toshiro. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 sierpnia 2016

Od Toshiro - C.D Elainy

Spojrzałem na dziewczynę, próbując zrozumieć jej zachowanie. Na samo słowo "doktorzy" miałem wrażenie, że ma do nich nie tyle niechęć ile nienawiść. Ciekawe, sam po ostatnich wydarzeniach inaczej ich postrzegałem, prawda nie darzyłem ich miłością, ani nawet sympatią, ale już nie miałem do nich aż tyle jadu co wcześniej... Chociaż jeśli będą chcieli mnie nawet tknąć małym palcem, to pozabijam. Dobrze wiedzieć, że to coś nie jest niczym zakażone, jeszcze tego by mi brakowało, żeby wdała się w moją ranę jakaś choroba, w sumie to jak tak dalej będę stać, to zaraz wda się zakażenie. Kątem oka dostrzegłem, że jej towarzysz stał się teraz bardziej "realny" nie wiem, czy w środku również przypominał wilka, ale na zewnątrz normalnie jak wyciągnięty z lasu. Westchnąłem cicho przypominając sobie, o zakrwawionych bandażach. Spojrzałem na dłonie i wysunąłem język, jednak, zamiast zdążyłem cokolwiek zrobić usłyszałem jej ciekawski głos.
- Co Ty robisz? - Podniosłem swój wzrok, a na jej twarzy malował się grymas, jakby obrzydzenia.
- Liże? - Wzruszyłem ramionami.

To jedyny sposób, aby w takich warunkach bezpiecznie się pozbyć krwi, bez zakażenia, poza tym, czy ślina nie miała jakichś substancji, dzięki któremu rany się szybciej goiły? Mam nadzieję, że to, co gadali o tym w filmie to była prawda.
- To jest obrzydliwe - Mruknęła - Zresztą tak jak cały Ty - Prychnęła krzyżując dłonie. W sumie zastanawiało mnie, na co ona jeszcze czeka, przecież powiedziałem jej, że niczego od niej nie chce, walczyć z nią też nie będę, więc dlaczego najzwyczajniej w świecie nie odejdzie?
- Jakby to było, aż tak obrzydliwe to już dawno byś odeszła - Przyjrzałem się jeszcze raz dłoni, z której cały czas powoli sączyła się krew. Nagle doznałem olśnienia. Jeśli teraz nie wejdę do apteki, to chyba zawiąże te rany papierem toaletowym, tylko szkoda, że i on się powoli kończy. Dziewczyna dalej stała w pobliżu przyglądając mi się z uwagą. Zaraz na serio dam jej to zdjęcie. - Jak już tutaj jesteś, to wiesz, chociaż gdzie jest apteka? - Mruknąłem pod nosem i nawet nie miałem pewności czy mnie usłyszała.
- Wiem - Również mruknęła pod nosem. Ach, jaka ciekawa rozmowa się szykuje.
- Czekam na nazwę ulicy - Odezwałem się po dłużej chwili, kiedy panowała między nami cisza, nie miałem tyle czasu, aby czekać i się zastanawiać, kiedy mi łaskawie odpowie
- I tak chce iść w tym kierunku, zaprowadzę Cię - Zaczęła stawiać kroki, aż stanęła obok mnie. Zatrzymała się na chwilę, spojrzała na mnie i ruszyła dalej bez słowa. Cicho przekląłem pod nosem, ale szedłem za nią, bo i cóż innego mogłem zrobić. Podniosłem głowę, aby spojrzeć na niebo. Wbrew pozorom, ciężko było dostrzec, że w ogóle jesteśmy pod kopułą. Niebieskie niebo, delikatne słońce, i przepływające białe, kłębiaste chmury. Dawno nie mogłem sobie pozwolić na to, aby po prostu się zatrzymać i spojrzeć na niego, oderwać się od rzeczywistości i najzwyczajniej w świecie pomyśleć o sobie, o przyszłości i przeszłości. Zresztą co ja mogę wiedzieć o tym, co było kiedyś, wiem jedynie tyle, ile zapisałem w dzienniku i ewentualnie jakieś obrazy, które pokazują się niekiedy w mojej głowie. Poczułem nagle, jak wpadam na małą blondynkę. Spojrzałem w dół, aby zobaczyć jej głowę, ale ona mała patrząc na nią z tej perspektywy.
- Co się zatrzymujesz na środku chodnika - Wyminąłem ją i spojrzałem na budynek, gdzie nad drzwiami widniał wielki zielony napis, oznajmiający, że jesteśmy na miejscu. Bez słowa otworzyłem drzwi i udałem się do kobiety siedzącej przy małej kasie.
- W czym mogę pomóc? - Uśmiechnęła się radośnie, przez co zrobiło mi się mdło. Jak można się tak sztucznie uśmiechać
- Bandaż uciskowy, gaza i woda utleniona - Wyjąłem z kieszeni portfel, aby wyrzucić na ladę kilka monet i zabrać siatkę ze swoimi zakupami. Przed sklepem wciąż stała dziewczyna z wilkiem. Byłem nieco zaskoczony jej widokiem, szczerze to byłem wręcz pewny, że jej tutaj niezastane. Pociągnąłem zębami za zakrwawiony bandaż i rzuciłem go w stronę kosza
- Chcesz to robić tutaj? - Przechyliła głowę, obserwując jak wyciągam wszystko z siatek
- A gdzie? Im szybciej, tym lepiej - Zdusiłem butelkę z wodą utlenioną, gdy strumień dotknął moją skórę, pojawiły się białe pęcherzyki, które zaczynały szczypać. Najpierw rozłożyłem gazę na rany, a później próbowałem zawiązać rękę bandażem.
- Ale z Ciebie sierota, daj to - Wręcz wyrwała mi bandaż - Daj tę rękę
- Nie
- Dawaj Ty idioto!
- Nie
- Ale Ty jesteś irytujący - Wycedziła przez zęby
Wypuściłem powietrze przez zęby i wyciągnąłem dłoń w jej kierunku. Zaczęła sprawnie obwiązywać moją dłoń, a na końcu zrobiła małą wstążkę, aby wszystko się trzymało
- Ale jesteś dziwna - Poruszyłem palcami, jakbym chciał sprawdzić, czy moja dłoń wciąż jest sprawna

Elaina?

środa, 17 sierpnia 2016

Od Toshiro - C.D Elainy

Mój wzrok stanął na jej rozbawionej twarzy, po wymówieniu tego nie zbyt oryginalnego tekstu. Chyba nie myślała, że taki tekst, jakkolwiek na mnie wpłynie? A może miała nadzieję, że zamknę się w sobie i zacznę być do niej jakże miły? Jej niedoczekanie
- Słuchaj mała, jeśli chcesz się ponapalać na moje zdjęcie i sobie dogadzać w nocy, bo brak Ci nowych świerszczyków to wystarczy mi to powiedzieć, a nie zakrywać się koleżaneczką, jakąś fajną fotkę powinienem znaleźć- Westchnąłem, odchylając nieco głowę w tył. Teoretycznie już teraz mógłbym odejść, do niczego nie była mi potrzebna, od kiedy spotkałem znajomą mojej siostry, mogłem urwać z nią wszelki kontakt. Mogłem mieć już na nią wylane i omijać ją na ulicy szerokim łukiem, w sumie nawet nie wiem, czy przejąłbym się, jakbym widział, że jest atakowana przez jakichś typów... Sam nie wiem co mnie w niej, aż tak irytowało. Myślałem, że tylko dziewczyna o kruczoczarnych włosach, która cały czas pilnowała swój język, aby przypadkiem nie wydostało się z nich przekleństwo była irytująca, jednak w porównaniu z tą tutaj... Nie to nawet nie ma porównania.
- Chyba masz za duże ego- Prychnęła, krzyżując dłonie na piersi. Była zbyt pewna siebie i nie wiem dlaczego, ale wyczuwałem w tym wszystkim jakiś podstęp.
- Może, mam to gdzieś- Wzruszyłem ramionami- Nie jesteś mi do niczego potrzebna, znalazłem lepszego informatora, więc baw się dobrze dziecinko- Zasalutowałem jej niczym w wojsku i chciałem najnormalniej w świecie odejść, kiedy zatrzymał mnie jej głos.
- Jaka dziecina?! Powtórz to jeszcze raz, a nie ręczę za siebie idioto- Zaczęła mi grozić z dosyć groźnym wyrazem twarzy. Nie był on straszny, ale widziałem, że jest jak najbardziej poważna. Powinienem po prostu to olać i iść dalej, ale oczywiście musiałem się odwrócić i uśmiechnąć złowieszczo.
- Ale się boje... Dziecinko-Ostatnie słowo wypowiadałem wolno i dużo głośniej. Nie spodziewałem się wtedy, że przed moją twarzą pojawi się nagle coś na wzór wilka, tylko że to coś nie było niczym materialnym. Był to zwykły cień, ale z mocnymi szczękami. Zamknął szczękę na moim nadgarstku, a ja zacisnąłem zęby. Kątem oka zauważyłem murek, przez który walnąłem tym czymś. Rozpadł się jak dym, po czym powędrował do jej nogi, a ja zacząłem masować swój obolały nadgarstek, na szczęście rana nie była aż tak poważna, ale na wszelki wypadek przywołałem swoje szpony. Gotowy do ewentualnej walki spojrzałem na nią ze złością.
- Powaliło Cię! Jakieś jebane cienie na mnie nasyłasz?! - Syknąłem, zaciskając pięści. Dopiero teraz zauważyłem, że bandaż na mojej ręce, zaczyna zmieniać kolor na czerwony, a więc to ugryzienie było głębsze, niż na początku mi się wydawało.
- Ostrzegałam-Uśmiechnęła się jedynie. Jeszcze mocniej zacisnąłem dłonie, a zęby zaczęły wręcz zgrzytać. Miałem ochotę wyrzucić w jej stronę wszystkie szpony i odejść udając, że nigdy mnie tutaj nie był, a jej twarz jest mi zupełnie obca. Niestety miałem jedną cholerną zasadę, której łamać nie chciałam, w końcu, po co wymyślać swoje własne zasady, jeśli chce się je później łamać. Pomimo iż nie widziałem jej "towarzysza" to wiedziałem bardzo dobrze, że jest gdzieś blisko niej, gotowy, aby ponownie mnie zaatakować. Pomimo iż moja broń znajdowała się już na moich dłoniach, to nie miałem ochoty jej atakować. Nie mam zamiaru dezynfekować w mieszkaniu ran po tym czymś, nawet nie wiem, z czego to jest zrobione i czy nie ma w sobie jakichś chorób, jeszcze tego mi brakowało. Włożyłem zdrową rękę w kieszeń i wyciągnąłem z niej różowego lizaka, który od razu znalazł się w moich ustach.
- W du.pie mam Twoje marne ostrzeżenia, ja mam zasady, inni ich nie mają, taka rada na przyszłość- Odwróciłem się do niej tyłem i ściągnąłem broń, którą wypuściłem z dłoni.
- Nie potrzebuje rad od gościa, który widzi własny czubek nosa! - Krzyknęła za mną, na co nawet nie zwróciłem uwagi. Dopiero kiedy niespodziewanie znalazła się przede mną, zatrzymałem się, aby na nią nie wpaść.
- Czego Ty jeszcze chcesz? - Wyciągnąłem słodką kulę z ust - Wiem, że powinienem, z Tobą walczyć i nie wiem, czy na to czekasz, czy też nie, ale mam zasady, a swoich nie łamię - Ponownie włożyłem małą przekąskę do ust, która nieco mnie uspokajała. Muszę jak najszybciej zmienić bandaż i chociaż trochę oczyścić ranę, w końcu zakażenie i wizyta u doktorków nie będzie niczym miłym i tego wolę uniknąć.





Elaina?

czwartek, 11 sierpnia 2016

[Event #1] Od Toshiro - C.D Lou

 Po dotarciu na miejsce widok jaki spotkaliśmy najzwyczajniej w świecie nami wstrząsnął. Wystarczyło się zaciągnąć powietrzem, aby wyczuć dym i kurz. Pomachałem ręką przed swoją twarzą, jakbym chciał odgonić to co dostawało się do mojego nosa. Zaraz za mną i Sebastianem ustawiła się pozostała część grupy. Pomimo iż oczy już dawno przyzwyczaiły się do ciemności, to gdyby nie ogień, który gdzieniegdzie jeszcze się palił to mało co można by zauważyć
- Trzeba ją stąd zabrać, jest poparzona - Do moich uszu doleciał głos jak miewam Lee. Chłopak z czarnymi włosami patrzył na nas z jak największą powagą
- Dlaczego żadne z was nie ma apteczki? - Wycedziłem przez zęby odwracając się za siebie. Było już słychać kroki, zbliżające się do nas, a z pewnością nie był to nikt z naszych
- A Ty zawsze nosisz przy sobie apteczkę debilu? Może jeszcze nam powiedz, że farmaceutą jesteś - Mała czarna zaczęła wręcz do mnie skakać. Ech kolejna upierdliwa pchła, ale z dobrymi mocami. Spojrzałem na blondynkę leżącą na ziemi. Była w stanie poświęcić swoje ciało, jak nie życie dla dobra pozostałych, a więc to się nazywa poświęcenie dla grupy.
- Prawie - Burknąłem rozwiązując swoje bandaże z rąk, nie będzie za ciekawie, gdy będę walczyć, ale rany jakie będę mieć ja, a jakie ma ona są nieporównywalne. Rzuciłem w ich stronę bandaże i bluzę - Obwiążcie jej ręce bandażami, a bluzę podrzyjcie i obwiążcie jej nogi, nie może się wdać zakażenie, zakładać,że woli mieć swoje kończyny - Podniosłem ręce i przywołałem szpony. Wystarczyło, że wsunęły się na moje dłonie, żebym poczuł lekki dyskomfort. Zmarszczyłem nieco nos i odwróciłem się do reszty grupy. Mała, krótko obcięta dziewczyna, która wciąż stała naburmuszona była idealną bronią na początek - Podrzucę Cię, a Ty trafisz kawałkami szkła w pierwszych ludzi - Wskazałem na nią. Zmierzyła mnie wzrokiem, jednak słysząc coraz wyraźniejsze kroki warknęła jedynie sama do siebie
- Pierwszy i ostatni raz Cię słucham
- A więc zaczynamy zabawę - Uśmiechnąłem się sam do siebie. Każdy z naszej grupy żwawo ruszył na przeciwników, gdy byliśmy w odpowiedniej odległości, splotłem swoje dłonie, a czując na nich obuwie dziewczyny podrzuciłem ją, aby mogła wykonać swój atak. Kawałki szkła migotały w ledwno co widocznym świetle, które dawała Mai, trzymając nad sobą mały płomyczek, aby chłopak mógł opatrzyć nieprzytomną. - Złap ją! - Krzyknąłem do jednego z naszych. Sam teraz nie wiem do kogo, i sam nie wiem skąd u mnie taki odruch. Wiedziałem, że gdyby nie czarnowłosy, z którym byłem wcześniej na czele grupy, to dziewczyna miała by dosyć bolesny upadek. Rozłożyłem ramiona i z szerokim uśmiechem ruszyłem na resztę grupy
Tak dawno nie miałem okazji na nikim się wyżyć. Przez całą tą podróż czekałem tylko na ten moment, aż w końcu będę mógł zatopić metal w jakimś ciele. Dwóch z nich już zaczęło do mnie celować, jednak nie ma tak łatwo. Przy użyciu Acceleratiozn znalazłem się przed nimi wbijając w ich klatkę piersiową szpony, które przeszły ich na wylot. Ach ten dźwięk rozrywającej się skóry, ten ostatni oddech wydobyty z płuc, które już nigdy nie będą w stanie ponownie funkcjonować. Muzyka dla moich uszu. Wyciągnąłem swą broń, a ciepła szkarłatna ciecz prysnęła na mnie. Oblizałem wargę z uśmiechem. Kątem oka zauważyłem jak każdy świetnie sobie radzi, każdy z nich się wspierał, bronili nawzajem swoje tyłki. Wyrzuciłem dwa szpony w stronę gościa, który celował w Lee, kiedy tylko przebiły one ciało faceta, wróciły do mnie. Było ich dużo, a my musieliśmy jak najszybciej znaleźć się na powierzchni. My nie byliśmy tutaj jeszcze tak długo, ale tamci mogli się nawdychać za dużo dwutlenku węgla. Podczas, gdy zabijałem kolejnego z nich, moim oczom ukazał się łańcuch, szybko zidentyfikowałem osobę, do której on należał i oczyszczając sobie drogę złapałem ją za rękę, stając twarzą do naszych przeciwników
- Przywołaj jeszcze raz łańcuch! - Powiedziałem szybko prostując jedną rękę
- Ale...
- Bez ale! Nie ma czasu! - Warknąłem, i dopiero wtedy mnie posłuchała. Znałem ją, była to Anjika. Najszybciej jak się dało obwiązałem wydłużone szpony jej łańcuchem - Kontrolujesz to gdzie leci?
- Mniej więcej....
- No to wiesz co masz robić - Wystrzeliłem swoje szpony tam, gdzie było ich najwięcej. Dziewczyna była skupiona co dawało efekty i w krótkim czasie udało się zabić ich znacznie więcej, niż jakbyśmy mieli to robić w pojedynkę. Na ziemi leżało coraz więcej trupów, a u naszych nie widziałem, żadnych poważniejszych ran. Podszedłem do trójki, która siedziała w bezpiecznym miejscu
- Trzeba stąd wyjść, inaczej wszyscy możemy się podusić - Mai spojrzała na mnie i dopiero teraz zauważyłem ranę na jej głowię. Szybko kiwnąłem głową i bez namysłu podniosłem Lou. Sebastian widząc mnie skinął jedynie głową, dając mi tym samym znak, że mam iść. Najchętniej użyłbym swojej mocy, ale nie chce pozostawiać ich teraz samych i zniknąć z dziewczyną. Mimo wszystko nie wiemy, czy gdzieś ktoś jeszcze się nie czai. Ostatecznie, znaleźliśmy się na powierzchni, gdzie teren był sprawdzony. Odłożyłem dziewczynę, a za mną zaczęli wychodzić pozostali, aż do ostatniego Sebastiana. Wszyscy zaczęli łapczywie oddychać, co najmniej jakby każdy z nas przez kilka minut był pod wodą, zresztą sam cieszyłem się ze świeżego powietrza. Nasza radość z chwili spokoju nie trwało długo, gdyż tutaj było ich jeszcze więcej niż tam na dole. Chciałem ponownie ruszyć w sam ogień walki, kiedy zauważyłem, że ktoś celuje do jednego z naszych. Był to chłopak ze skrzydłami, i chyba również przyjaciel mojej siostry. Zacząłem sypać przekleństwami znajdując się zaraz obok niego. Ustawiłem szpony w taki sposób, aby odbić pocisk. Niestety nie wziąłem pod uwagi tego, że może nastąpić rykoszet. W ten właśnie sposób oberwałem w ramię, z którego zaczęła wypływać krew. Bez namysłu użyłem Obprobrium, a gdy człowiek leżał martwy złapałem się za ramię
- Ty... - Zaczął chłopak, kiedy na niego spojrzałem
- Nie czas teraz na to - Złapałem go za nadgarstek, ciągnąc jak miewam w bezpieczne miejsce. Obejrzałem się jeszcze na pole bitwy, gdzie dostrzegłem moją siostrę na szczęście była cała i robiła coś czego się nie spodziewałem. Swoją mocą malowała schodki, dla jednej z Sigm, która skakała z jednej platformy na drugą i strzelała z łuku, dzięki czemu mieli atak z powietrza, a żeby snajperzy nie dopadli tej z kocimi uszami to tworzyła dodatkową tarczę. Widziałem zmęczenie na jej twarzy, a mimo to machała tą ręką jak oszalała. - Siedź tutaj, i lepiej się nie wychylaj - Spojrzałem na niego i podniosłem kącik ust
- Jesteś ranny... Nie możesz tam iść - Dotknął mojej rany po czym zaraz wycofał rękę
- To tylko krew... Codzienność - Zaśmiałem się, zostawiając go w bezpiecznym punkcie

[Aaron?]

[1088 słów]

sobota, 6 sierpnia 2016

Od Toshiro - C.D Anjiki

Całe przedstawienie dziewczyny mnie delikatnie zaskoczyło, zwłaszcza, że na pierwszy rzut oka, nie wygląda na taką, co by posługiwała się tak potężnymi mocami, cóż widać, że znowu pozory mylą. Chciałem do niej podejść, zobaczyć co jest tak niesamowitego w tych wilkach, że gotowa była oddać za nie życie. Osobiście, gdybym miał wybór, uratować obcą mi osobę i zginąć, lub mieć na to wy.jebane i udawać, że nic nie widzę, to zdecydowanie wybrałbym tą drugą opcje, ale w końcu ja to ja. Byłem zaskoczony jej słowami, najpierw krzyki, że nie pozwoli mi ich zabić, a później jeszcze gadanie, że mam stać w miejscu, dobre mi sobie. Bez najmniejszego strachu podszedłem do niej, ta trzymając młode wilki w rękach była gotowa do ucieczki
- Weź się uspokój, więcej krwi na sobie dzisiaj nie chce mieć - Przewróciłem oczami - A Ty jesteś chora na umyśle, nie ogarniasz rzeczywistości? To, że teraz sobie z nimi poradziłaś to tym gorzej, zaraz tutaj przylecą z posiłkami, a Ty posiedzisz u nich z dobry tydzień - Prychnąłem
- Muszę je pochować - Powtórzyła jakby w amoku, co z tą dziewczyną jest nie tak? Złapałem się za głowę, po czym ponownie na nią spojrzałem, byłem już na prawdę zmęczony jej towarzystwem. Za dużo jak na jeden dzień
- Więc to zrób i idź do domu, zanim po Ciebie przyjdą, nie chce Cię znaleźć jeszcze bardziej wychudzonej za tydzień w parku, zwłaszcza, że jesteś moim łącznikiem - Włożyłem ręce do kieszeni i chciałem już odejść, jednak ona najwyraźniej nie miała zamiaru się ruszyć. Warknąłem sam do siebie, ponownie się do niej odwracając - Daleko mieszkasz?
- Godzina drogi - Jej ton głosu był obojętny, a wzrok cały czas miała skupiony na dwóch martwych ciałach. "Toshiro zaczyna mi mięknąć serce, Ty się ogarnij póki jest na to czas", powiedziałem sam do siebie, jednak mimo wszystko, ciężko było ją tutaj zostawić z tym samą, im dłużej tak tutaj siedzi tym większe szanse, że zaraz wyląduje na stołku faszerowana jakimś g.ównem. Złapałem za martwe wilki i przewiesiłem je sobie przez ramię
- Co Ty robisz?! -Od razu wstała i miałem wrażenie, że chce się na mnie rzucić.
- Uspokój się! Sama nie dasz rady ich zakopać, więc rusz łaskawie swoją d.upę i chodź gdzieś, gdzie będzie łatwo wykopać ziemię - Ruszyłem przodem i słyszałem tylko jej ciche kroki.
Dobrze, że w ostatnich dniach padało, będzie mi łatwiej wykopać dół. Po piętnastu minutach wędrówki wybrała sobie miejsce, gdzie rosło wielkie drzewo wiśni , trochę oklepane, no ale niech jej będzie. Przywołałem swoje szpony i użyłem wydłużenia, żeby łatwiej było mi wykopać dziurę. Po kilku minutach byłem cały od ziemi, ale jej wilki leżały już pod ziemią, a ona złożyła ręce i chyba wymawiała jakąś modlitwę. Zastanawiało mnie co zrobi z tymi małymi, przecież nie ciężko będzie zauważyć, że ma w domu dwa małe wilki. Zanim którekolwiek z nas zdążyło się odezwać, zauważyłem jak nieopodal biegają ludzie w białych fartuchach, świetnie! Powinienem mieć teraz wyj.ebane iść do domu, wziąć długi prysznic, a jutro rano zrobić zapasy sake, żeby nie włóczyć się po nocach i nikogo nie spotykać. Miałem teraz straszny dylemat, niby mieszkam niedaleko, mogłaby iść do mnie, z drugiej jednak strony, ja nikogo do siebie nie zapraszam. Wręcz poczułem jak na moich ramionach pojawiają się dwa diabły, głos pierwszego: "Zostaw ją, nie Twoja sprawa idź do domu i się upij", i zaraz po tym głos drugiego:" No ej, weź ją ze sobą... A później zgwałć!"... Tak tego drugiego trzeba się jak najszybciej pozbyć.
- Nie przejdziesz przez miasto, niezauważona przez nich, mieszkam niedaleko, więc masz wybór, albo idziesz ze mną, albo z nimi - Skrzyżowałem ręce
- Nawet nie wiem jak masz na imię, skąd mam wiedzieć, że nie zrobisz mi krzywdy? - Zmarszczyła brwi dokładnie mi się przyglądając
- Jakbym chciał Ci zrobić krzywdę to bym Cię zostawił razem z tym facetem... Jestem Toshiro - Dodałem niechętnie
- Anjika - Chciała mi podać swoją dłoń, ale nie mogła utrzymać w jednej ręce szczeniąt
- To nie jest konieczne - Powiedziałem widząc jak się szamota - Rób co chcesz ja idę. Nara - Odwróciłem się i zaczął iść w kierunku swojego domu. Tak jak się spodziewałem usłyszałem i jej kroki - Zrównaj ze mną kroku, bo to chore - Westchnąłem, zwalniając. Otworzyłem drzwi wpuszczając ją do środka
- Dasz im trochę wody? - Spojrzała na mnie z uśmiechem
- Tam jest kuchnia, ja idę się ogarnąć. Nie łaź po całym mieszkaniu, jak weźmiesz wodę to usiądź w salonie i się najlepiej nie ruszaj - Machnąłem na nią ręką. Najpierw wyszukałem w swoim pokoju bluzę i czyste dresy, a później ruszyłem do łazienki. Cóż, chyba jeszcze w tak ekspresowym tempie, nie brałem prysznicu. Dosłownie po pięciu minutach byłem już ubrany i wychodziłem z łazienki. Tak jak kazałem, dziewczyna siedziała w salonie, a wilki leżały obok jej stóp
- Grasz na fortepianie? - Wskazała głową na biały instrument ustawiony przy ścianie
- Nie, mam tylko jako ozdobę - Przewróciłem oczami
- Mógłbyś coś zagrać? - Uśmiechnęła się
- A co ja szafa grająca? Nie gram na zawołanie - Burknąłem idąc do kuchni po szklankę soku, kiedy wróciłem i na nią spojrzałem, zacisnąłem jedynie zęby i cofnąłem się po drugą, którą położyłem przed jej nosem. - A powiedz, komuś, że grałem, to Cię zabije - Usiadłem na stołku i podwinąłem rękawy. W sumie dawno już nie dotykałem tego instrumentu, ale podobno to jak jazda na rowerze i nie można tego zapomnieć. Zacząłem powoli, niepewnie, lecz już po chwili zacząłem przypominać sobie dalszą część melodii wczuwając się

Anjika?

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Od Toshiro - C.D Anjiki

Wcześniejsza rozmowa ze sprzedawczynią była bardziej przydatna niż ta teraz. Nie powiedział mi nic, czym mógłbym się zainteresować, i to ma być właściciel?! Nawet własnych klientów nie zna... Chociaż fakt, że często gada z dziewczyną o kruczoczarnych włosach w okularach, kochającą książki może mi się kiedyś przydać. Wychodząc z księgarni, właśnie na taką się natknąłem, choć bardziej odpowiednim słowem będzie "wpadłem". Po krótkiej wymianie zdać, patrzyłem jak ten idiota, kiedy odchodziła. Dopiero po kilku minutach połapałem fakty, przez co moja dłoń szybko odnalazła twarz "Toshiro, czasami jesteś skończonym kretynem" Pomyślałem, śmiejąc się z własnych myśli. Skoro mnie jednak nie zna, to istnieją jeszcze spore szanse, że na nią trafię. Chowając ręce do kieszeni ruszyłem w kierunku domu. Przydałoby się przebrać i iść trochę pobiegać, przez to całe zamieszanie, za chwilę kompletnie zapomnę o treningach, a nie wypada się zapuścić, jak ostatni dziad. W szarych dresach i czarnej koszulce ruszyłem w stronę lasu, lecz wcześniej musiałem jeszcze ominąć park. Nie rozumiałem ludzi, którzy biegali w tym miejscu, było wręcz oblężone przez innych, nie wspominając już o właścicielach psów, którzy nie byli nawet na tyle łaskawi, żeby sprzątać po swoich psach. No kur.wa jak się już bierze odpowiedzialność, za zwierzę, to trzeba się również liczyć z tym, że trzeba po nim sprzątać, a nie, że gó.wno samo wyparuje! Starałem się biec przed siebie, nie zważając na innych, lecz moją uwagę zwróciły czarne włosy, które zostały rozwiane przez wiatr. Nieco zwolniłem wytężając wzrok, aby dokładnie przyjrzeć się postaci, która siedzi na ławce. Byłem wręcz pewny, że to ta sama dziewczyna, która zbierała swoje książki sprzed księgarni, a więc co za tym idzie, być może moja jedyna droga, dzięki której, będę w stanie ponownie pogadać na spokojnie z siostrą, która ucieka przede mną jak przed lwem. Podbiegłem do niej, zadając pytanie, które najbardziej mnie interesowało. Jej reakcja, cóż nie będę ukrywać, że mnie zaskoczyła, myślałem, że... No nie wiem, zareaguje nico inaczej. Dodatkowo dopiero teraz zauważyłem, jaką ma młodą i bladą twarz. Przechyliłem głowę, czekając aż dopije swoją wodę
- Potrzebuje tylko spotkania z nią, cel nie jest Ci potrzebny - Aż byłem zaskoczony, że jeszcze na nią nie naskoczyłem, ale aż mi szkoda takiej młodej dziewczyny.
- Uważam, że jest, bo mogę jej zaszkodzić i powinieneś być milszy - Włożyła kolorową zakładkę do książki, którą zamknęła, aby móc na mnie spojrzeć
- Nie chce mi się słuchać rad piętnastolatki - Zaśmiałem się krótko
- Mam szesnaście lat - Uśmiechnęła się do mnie jedynie. Śmieszne, albo ma podobną taktykę do mojej siostry, albo po prostu próbuje być miła. Pokręciłem głową, starając się nie zwracać na to uwagi
- Nie ważne, nie chcesz gadać to nie, łaski bez - Wzruszyłem ramionami
- To Ty nie chcesz powiedzieć czego chcesz - Wciąż nie zmieniała wyrazu twarzy i przyglądała mi się błękitnymi oczami
- Spotkać się, wbrew pozorom, jestem dla niej kimś ważnym - Ostatni raz spojrzałem na nią po czym westchnąłem - Na razie młoda - Przeczesałem ręką włosy i ponownie ruszyłem w kierunku lasu, już się nie oglądając. Po treningu wróciłem do mieszkania, od razu idąc pod prysznic. Stałem tak, trzymając ręce na karku, z zamkniętymi oczami. Zimna woda spływała po moim rozgrzanym jeszcze ciele, najchętniej już bym dzisiaj stąd nie wychodził, zamknął się w tej kabinie i pozwolił, żeby moje ciało uciekło wraz z tą wodą. Zawiązałem ręcznik na biodrach i z mokrymi włosami stanąłem na środku salonu, rozglądając się. W telewizji, nie było nic ciekawego, do klubu również nie miałem ochoty się wybierać, a dziewczyny, które dają za klubem za kilka drinków już mi się znudziły. Spojrzałem przez okno, gdzie panował już półmrok. Skoro i tak siedzę tutaj, to chociaż jakieś dobre sake by się przydało. Wróciłem do łazienki, zahaczając po drodze o szafę, z której wyciągnąłem czarne dżinsy i czarowną bluzę. Wytarłem porządnie włosy i po ogarnięciu reszty, wyszedłem z domu. Mój cel, najbliższy sklep z alkoholem. Nigdy nie bałem się ciemnych uliczek, gdzie praktycznie ma żadnej latarni, wręcz przeciwnie, świadomość, że ktoś może mnie zaatakować i, że bezkarnie będę mógł komuś oddać, wręcz napawała mnie adrenaliną. Niestety mieszkam chyba w jakieś spokojnej okolicy, gdyż jeszcze nigdy nic takiego nie miało miejsca. Wtedy usłyszałem męski głos, wyraźny i agresywny, oraz kobiecy, był zdecydowanie bardziej cichy, przez co nie rozumiałem ani słowa. Zaciekawiony całą sytuacją, poszedłem w stronę skąd dobiegały głosy. Przede mną malował się obraz małej i drobnej dziewczyny z długimi czarnymi włosami w sukience i z parasolką, oraz mężczyzny, być może w moim wieku, który wcale taki mały nie był
- No dalej chodź, lepiej to zrobić po dobroci, aniżeli po złości, prawda? - Ponownie zaczął się do niej zbliżać. Sam nie wiem co mną tchnęła, że stanąłem obok dziewczyny i wyciągnąłem rękę w taki sposób, że sprawnie ją zasłaniałem
- Odwal się od mojej koleżanki, bo jak Ci wyj.ebie w tej krzywy ryj to przez miesiąc Cię ze szpitala nie wypuszczą! - Zmarszczyłem brwi, podnosząc nieco głowę, abym mógł go lepiej zobaczyć, niestety w tym momencie kaptur mi nieco utrudniał widoczność (ale to jest +20 do siły xd)
- Myślisz, że się takiego cwaniaka boje?! - Zaczął się śmiać, czym wkur.wił mnie tak, bardzo, że na moich ustach malował się jedynie uśmiech
- Odejdź, nie chce, żeby na Ciebie wpadł. - Powiedziałem cicho do dziewczyny - I nie mów, że mam go oszczędzać i mnie nie odciągaj... Nie chce Ci zrobić krzywdy - Odsunęła się ode mnie tak bardzo, że zauważyłem kątem oka, jak przykleiła się do ściany i dobrze, w takiej odległości nie powinna ucierpieć - I...
Chciałem jeszcze coś dodać, kiedy dostałem cho.lera wie z czego i kiedy. Poleciałem metr do tyłu, turlając się po ziemi. Leżąc tak i słysząc jak wyzwiska z jego ust lecą w moją stronę zacząłem się śmiać. Kur.wa muszę zacząć doceniać przeciwników, bo kiedyś na prawdę nie będzie tak kolorowo. Podniosłem się z ziemi i chciałem otrzepać swoją bluzę, jednak zdałem sobie sprawę, że zostały z niej strzępki.
- Ty chu.ju, bluzę mi zniszczyłeś! Wiesz jak ciężko dostać ten kolor?! Myślisz, że to wszędzie sprzedają?!
- Słownictwo, nie przeklinaj tak - Stop... Czy ona właśnie mnie upomina? Podczas walki zwraca uwagę na moje słownictwo?
- Eee... Panienko, ja Ci tutaj dupę ratuję, a Ty mnie o mój język upominasz? - Spojrzałem na nią ze wzrokiem mówiącym "serio". Chciałem ponownie wrócić wzrokiem do tego gościa, kiedy ponownie oberwałem, jednak tym razem mocniej. Poczułem w ustach smak krwi, ten metaliczny posmak, który jest mi tak dobrze znany. Oblizałem wargi i zdałem sobie sprawę, że to właśnie z dolnej wydobywa się ciecz, oby tylko nie była do szycia. - Wku.rwił mnie - Wymamrotałem podnosząc się na łokciach, wtedy ujrzałem nogi, jak miewam właśnie tej dziewczyny. Pisnęła cicho i przywaliła mi w głowę parasolką
- Nie podglądaj mnie! - Pisnęła odsuwając się ode mnie, ale wciąż mierząc we mnie parasolką. Wstałem, śmiejąc się jedynie i kręcąc z niedowierzaniem głową
- Co z Tobą jest nie tak? - Podniosłem ręce przywołując swoje szpony. Resztki materiału, który jeszcze jakimś cudem utrzymał się na moim ciele odrzuciłem na bok, ilustrując wzrokiem swojego przeciwnika- To teraz się zabawimy
Na początku użyłem Acceleratio , żeby unikać jego ruchów, co w sumie nie było takie ciężkie. Czekałem jedynie na to, aż się nieco wkurzy, myślałem, że może pokaże mi coś innego, że będę musiał się nieco bardziej postarać, lecz on używał cały czas tych samych ruchów. Bez najmniejszego oporu zacząłem swoje ataki, chociaż tego nie można tak nazwać. Dwa razy zadałem mu cios pazurami, żeby padł przy jednej z bram. Spojrzałem na siebie i otoczenie, trochę tak było krwi, zarówno mojej jak i jego. Odwróciłem głowę, żeby zobaczyć czy dziewczyna wciąż jest w tym samym miejscu

- Ty... Ty go zabiłeś... - Zakryła usta ręką, na co się jedynie zaśmiałem
- Nie bądź śmieszna, żyje. Sam się doczołga po pomoc... Jesteś cała? - Sam nie wiem co mnie pchnęło, żeby zadać tak głupie pytanie. Powinienem się w to w ogóle nie mieszać, przynajmniej nie straciłbym swojej bluzy, ale skoro ja mam zasadę, że nie uderzę żadnej kobiety, to nie mogę też pozwolić, żeby ktoś krzywdził je na moich oczach. Westchnąłem cicho odwołując szpony
- T-Tak... Krwawisz - Podeszła do mnie
- Nic nadzwyczajnego - Odpowiedziałem normalnie
- Dziękuje, za pomoc - Uśmiechnęła się i zbliżyła jeszcze bardziej, w pewnym momencie pstryknąłem ją w nos wycofując się
- Nie przymilaj się tak. Miałem frajdę i tyle. Nie łaź po takich uliczkach, nie zawsze wychodzę do sklepu po sake - Otarłem ręką krew, która spływała mi już po brodzie. No i muszę się teraz cofnąć, a byłem już tak blisko sklepu



Anjika?

sobota, 23 lipca 2016

Od Toshiro

- Masz rodzinę? Brata, siostrę? - Rudy, chudy i wysoki jak latarnia doktorek, rozpoczął swoją serię pytań, jednak tym mnie co najmniej zaskoczył, zawsze pytał o o to co pamiętam z przeszłości, dopytywał co lubię i od jak długiego czasu. Zwykła zagrywka psychologiczna. Może i wyglądam na głupiego osiłka, ale niestety nim nie jestem. Wpatrywałem się w niego pustym spojrzeniem.
- Nie - Odpowiedziałem obojętnie nie spuszczając z niego wzroku. Gra, w którą gramy za każdym razem, jak tu jestem. Wpatrujemy się w siebie nawzajem, aż w końcu jedno z nas odwróci wzrok, zazwyczaj... Co ja gadam, zawsze on to robi, wgapiając się w swoje kartki. Czekałam, aż zrobi to po raz kolejny, to jedyna przewaga, jaką mogę nad nimi mieć, jedyna gra w której z nimi wygram na tym dziwnym świecie.
- A co jeśli miałbyś młodsze rodzeństwo i byłoby gdzieś tutaj? - Z podstępem uśmiechnął się w moim kierunku
- Niech żyje gówniarz i się do mnie nie zbliża, nie będę wychowywać jakiegoś niewyżytego małolata - Prychnąłem, krzyżując ręce na piersi
- Jesteś wolny - Machnął na mnie ręką, odwracając wzrok na swój kwiatek na biurku, który zapewne również został wyhodowany w tym chorym miejscu. Całe miasto nie było takie złe, na jakie wyglądało pierwszego dnia, no może brakowało tutaj miłych pań spod latarni, ale nawet to dało się zastąpić czymś, heh lub też kimś innym. Wyszedłem z ich budynku przeciągając się na środku chodnika. Rozejrzałem się dookoła i włożyłem ręce do kieszeni, wolnym krokiem przemieszczałem się w stronę swojego mieszkania. Siostra... Gdyby tylko wiedzieli, że ją pamiętam. Chociaż ciężko nazwać to pamięcią, dzięki pamiętnikowi, wiem jak powinna wyglądać, znam też jej moc, imię i wiem że jest gdzieś tutaj. Tak mało informacji, a jeszcze pewnie czeka mnie to, że będę musiał jej wszystko wytłumaczyć i wyjaśnić, mam nadzieję, że nie jest to pusta dziewczyna, która stała się typową blondyneczką. Przez to, że nie pamiętam jej charakteru nie mogę nic na ten temat powiedzieć, ale skoro jest moją siostrą... "Lubi mangi", to jedyny trop, żeby ją złapać. Po przejściu prawie wszystkich księgarni, owszem nawinęło mi się kilka białowłosych dziewczyn, ale żadna z nich nie była nią, Fu.ck! W takim tempie to prędzej zestarzeje się do 50 niż ją znajdę! W końcu szczęście miało się do mnie uśmiechnąć, kiedy kolejna kobieta oznajmiła, że owszem przychodzi tutaj taka i nawet ma tak na imię i najważniejsze były jej ostatnie słowa
- Masz nawet jej oczy, jesteś z kimś z jej rodziny?
- Popierdzieliło? Chce ją znaleźć to wszystko - Wyszedłem z tego miejsca, czyli w końcu ją spotkam, ale co dalej? Obrałem sobie ten cel, więc jaki będzie następny? Powiedziałbym, że zabicie kogoś, kogo nienawidzę, ale przez brak kontaktu z ludźmi ich najzwyczajniej w świecie nie posiadam. Cóż nowy cel będzie prostu, znaleźć sobie kogoś, z kim walka nie skończy się po kilku ciosach, z kim można będzie się pobawić. Uśmiechnąłem się sam do siebie, idąc w stronę domu. Przez kolejne dwa dni przychodziłem pod tą księgarnię regularnie, czasami wchodziłem, oglądałeś jakieś mangi, licząc, że właśnie przy tym dziale ją spotkam. Poszczęściło mi się, jednego dni stanęła tuż obok mnie uśmiechnięta, mała białowłosa dziewczyna, która zaczęła przeglądać magi. Po pierwszym spojrzeniu wiedziałem, że to ona, ale nie chciałem robić zamieszania w sklepie, ludzie tutaj są dziwni, chcesz tylko porozmawiać, a biorą Cię za zwykłego zboczeńca, okej ja rozumiem, że niektórzy tylko po to zatrzymują dziewczyny, aby je przelecieć, ale jeśli ja tego potrzebuje to idę pod jakiś klub, to chyba logiczne co nie? Zatrzymałem ją kilka metrów od sklepu
- Musimy pogadać - Powiedziałem od razu
- Jeśli chce mi pan coś sprzedać, to ja nie chce, radzę próbować wciskać takie rzeczy osobą starszym - Uśmiechnęła się do mnie i odwróciła idąc dalej
- Nie jestem żadnym cho.lernym sprzedawcą - Tym razem stanąłem przed nią - Jesteśmy rodzeństwem i mamy sobie wiele do wyjaśnienia
- Musisz iść do lekarza, urojenia się zdarzają - Nie zmieniając wyrazu swojej twarzy wyminęła mnie. Może i nie powinienem, ale zaczyna mnie tak bardzo irytować, że zaraz wyjdę z siebie i stanę obok. Jest ode mnie o 30 centymetrów niższa, drobna, że nawet najmniejszy podmuch wiatru by ją odrzucił, a zachowuje się jakby miała przed sobą dziecko. Złapałem za jej bluzę i pociągnęłam do siebie, po czym podniosłem ją w powietrze,niczym lalkę, żebym mógł jej spojrzeć w twarz
- Uważaj na słowa, bo nie należę do osób cierpliwych i jak mówię Ci, że jesteś do ku.rwy moją młodszą siostrą to tak właśnie jest! - Kątem oka zauważyłem jak zaczyna wyciągać pędzel, uśmiechnąłem się jedynie łapiąc za jej rękę i tym samym pozbawiając ją jej jedynej broni - Wiem o Tobie to co powinienem - Sam sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem z niej zdjęcie, które wręcz przykleiłem jej do twarzy
- Opuść mnie na ziemie! - Warknęła po czym spojrzała na zdjęcie.
- Nie do póki nie dotrze do Ciebie, że jesteśmy rodzeństwem - Wolną rękę schowałem do kieszeni, trzymając ją tak przed sobą
- Ej! Co Ty jej robisz!? - Usłyszałem za swoimi plecami kobiecy głos. Westchnąłem cicho, kiedy wręcz czułem jej oddech na karku, spojrzałem w bok, aby ujrzeć jak obok mnie zatrzymuje się blondynka. Była niewysoka i dosyć drobna, może nieco wyższa, niż ta którą właśnie trzymałem w powietrzu, ale wciąż mała
- Obrońcy praw zwierząt się zjawili? - Prychnąłem - Zjeżdżaj poprawić swoje paznokcie, a nie mi mówisz co mam robić - Wręcz na nią warknąłem, jednak odstawiłem na ziemię białowłosą
- Myślisz, że jak jesteś trochę wyższy i starszy to możesz robić co Ci się podoba? - Zaczęła do mnie skakać, jak taka wsza. Dosłownie tak to wyglądało
- Tak właśnie tak myślę, a teraz zjeżdżaj bo zaraz nie będę tak miły - Odwróciłem wzrok, żeby wznowić rozmowę, lecz na chodniku mogłem się jedynie przywitać z piaskiem - Ty debilko, uciekła mi przez Ciebie!
- No i dobrze - Uśmiechnęła się triumfalnie
- Receptu! - Podniosłem ręce nad głowę, a na moich dłoniach pojawiła się moja broń, pazury. Przyłożyłem jedną rękę blisko jej twarzy, tak, że metal łaskotał jej brodę
- Teraz mnie posłuchaj dziecino, albo mi pomożesz odnaleźć moją siostrę, albo doktorzy znajdą Cię tutaj martwą, wybieraj

Elaina?